o, jak to słyszę o planetach i metalach to się włączam bo astrologię trochę znam 🙂 Saturn w astrologii to jest czas, ograniczenie, karma wlasnie więc że jest na początku tej podrózy w Lambspringerze to ma mega sens. Trzeba najpierw przez Saturna przejśc zeby w ogóle ruszyc z miejsca. A ostatnia rycina to powinien być Słońce/złoto, czyli cel. To pasuje?
15 etapów... wiecie że 1+5 to 6, i że szóstka w numerologii to harmonia, równowaga między tym co górne i dolne? zastanawiam się czy to mogło być celowe ze strony autora, bo te liczby w ezoteryce XVI wieku to nie był przypadek
chciałam zapytać bo się boję że to głupie pytanie, ale skąd w ogóle wiemy jak się ta ksiega naprawdę nazywa? bo widziałam różne wersje pisowni, Lambspringer, Lambspring, Lambda coś tam, i nie wiem która jest poprawna i czy to w ogóle ma znaczenie
zaraz zaraz, to może byc fikcyjna postać?? i nikt tego nie wie na pewno? to jest jakies szalone, jak można nie wiedziec kto napisal ksiege ktora jest taka wazna
Henio83 to jest zupełnie normalne dla tego okresu i gatunku. Teksty alchemiczne były często wydawane pod pseudonimami albo przypisywane osobom historycznym dla nadania im autorytetu. Zresztą Bacon, Paracelsus, Lull, wielu z tych autorów ma niepewne autorstwo przypisanych im tekstów. To nie zmniejsza wartości samego tekstu.
ojej nie wiedziałam że można w ogóle tak pisać pod fałszywym nazwiskiem i że to bylo normalne. u nas w szkole sie uczy ze plagiat to jest cos strasznego 😀 ale to chyba inna sprawa nie?
Larimar... to rzeczywiście inna sprawa. Pseudonim w ezoteryzcze XVI wieku to nie był plagiat to był mechanizm ochrony i nadania autorytetu. Autor chował się za nazwiskiem z różnych powodów, inkwizycja, zazdrosni rywale, polityka. Albo po prostu chciał żeby tekst mówił sam za siebie bez osobowości autora. To ma sens w kontekście alchemicznym gdzie celem jest przemiana, nie sława.
