Ok ale tu wchodzi mi do głowy stary problem z mistycznym doświadczeniem jedności. Wszyscy mistycy twierdzą że doświadczyli jednoości ale ich opisy są różne. Jeden mówi że stał sie Bogiem, inny że stał się Nicością, inny że wszystko stało się miłością... Skąd wadomo że doświadczyli tego samego tylo inaczej opisali, a nie że doświadczyli różych rzeczy?
Ta obserwacja Wieszczbiarz o zaniku granicy jest dla mnie kluczowa. Bo jeśli to jest wspólny mianownik, to morze nie chodzi o to co zostaje po zaniku, tylko o sam proces zaniku. I wtedy nie musisz rozstrzygać czy bogowie to jedno czy wiele bo w momencie doświadczenia kategoria przestaje działać. Ale pytanie pozostaje - co z tym robisz jak wrrócisz?
Właśnie o to mi chodziło. Bo ci mistycy wracają i zaczynają opisywać, i każdy opisuje inaczej... Więc albo doświadczenie jest jedno a interpretacje róne, albo doświadczenia są różnne i tylo powierzchownie podobne. Jak to odróżnić? I to nie jest pytanie zlosliwe, serio nie wiem
Chwila, czytam tę rozmowę o powrocie z doświadczenia i mam inne pytanie do wrzucenia - czy to w ogóle ma znaczenei dla codziennej praktyki? Bo dyskutujemy bardzo wysoko,monizm, politeizm, mistyczne doświadczenie, zanik granicy... Ale wększość z nas cdzeinnie staje przed konkretnym bóstwem i coś robi. I to codzienne coś chyba nie zależy od rozstrzygnnięcia tej debaty? 😛
To co Sabcia opisuje jest klasycznym argumentem za realnością relacji niezależnie od ontologii. I rozumiem go. Ale Seid ma punkt - "nie spodziewałam się" to nie jest dowód zenętrzności źródła. Nasz umysł robi nam niespodzianki regularnie. To nie rozstrzyga że Freya nie istnieje, tylko że ten argument nie rozstrzyga
Może zamiast pytać czy źródło jest wewnętrzne czy zewnętrzne, warto zapytać czy ta kategoria w ogóle ma sens w tym kontekście. W wielu tradycjach szamańskich granica między ja a bóstwem jest płynna z definicji. Duch mówi przez ciebie, jesteś naczyniem. To nie jest ani czysto zewnętrzne ani czysto wewnętrzne. I ta tradycja działa od tyisęcy lat nie przejmując sie tym pytaniem
Kurde ta dyskusja jest niesamowita, na prawde dziękuję że tu siedzę i czytam. Mam głupie pytanie ale je wrzucę - czy to znaczy że modlitwa i medytacja to to samo? Bo jeśli granica między mną a bóstwem jest płynna to niewiem gdzie kończy sie jedno a zaczyna drugie
Wracam do wątku ktury trochę utonął - to co Zuzanka pytała o różne opisy tego samego doświadczenia. Jest taka hipoteza w religioznawstwie, Forman ją hyba rozwijał że istnieje "pure consciousness event", czyste doświadczenie bez treści. A potem tradycja nakłada na nie interpretację. To by tłumaczyo czemmu wszyscy mówią o zaniku granicy ale różnie to opisuj.... Ale są tez badacze którzy uważają że to nieprawda i doświadczenie jest od początku zabarwione kulturowo. Ktoś ma zdanie?!
@Gruszanka57 i to chyba zamyka krąg bo wracamy do pytania z początku wątku. Jeśli tradycja kształtuje doświdaceznie to politeista i monista mają inne doświadczenia. A nie to samo doświadczenie opisane różnie. To ma poważne konsekwencje dla całej rozmowy o "jedności pod spodem"
A to dopiero, no właśnie. I tu wychodzi że spór monizm-politeizm nie jest tylo teoretyczny, on ma realny wpływ na to co czujemy w praktyce. Jeśli idę do Frei jako do odrębnej istoty, mam inne doświadczenie niż jeśli idę do Frei jako do aspektu jednego. To jest praktyczna różnica. Sabcia miała rację że nie chce sie tłumaczyć bo wybór ontologii na prawde coś zmienia. No i tak sobie mysle
Pentaklia dborze to podsumowała i mysle że to jest właśnie sedno całego wątku. Nie ma neutralnej pozycji obserwatora. Jak zaczynasz od monizmu, praktykujesz monistycznie. Jak zaczynasz od politeizmu, praktykujesz politeistycznie. I oba działają ale nie są tym samym. Może pytanie "czy bogowie to jedno" jest mniej ważne niż pytanie "skąd zaczynasz i dokąd cię to prowadzi"
Czytam to od rana i mam takie proste pytanie bo nie jestem filozofem - czy można praktykować bez zdecydowania? Bo ja czuję sie bliżej bogów słowiańskich ale czasem mam tez wrażenie że to jest jedno coś i że Mokosz i Łada to jakby dwa oblicza. I jakoś mi to nie przeszkadza że niewiem jak to jest "na prawde". Czy to jest problem?
Mnie ta rozmowa doprowadziła do myśli którą notuję od kilku postów - czy to że różżne tradycje rozwiązują ten spór inacczej nie świadczy o tym, że niema jednej odpowiedzi, ale tez że odpowiedź nie jest konieczna? Numerologia ma swoje zasad, astrologia swoje,szamanizm swoje, i wszystkie mogą opisywać tę samą rzeczywistść z różnych kątów. może bogowie to jeden i wiele jednocześnie, zależy z jakiego kąta patrzysz
No i, to jest naprawdę dobre pytanie i niema na nie łatwej odpowiedzi. W tradycji wedyjskiej Rygweda ma bogów walczących między sobą, ale filozofia Adwaita mówi że Brahman jest poza dualizmem, poza konfliktem. Czyli mit i metafizykka działają na różnych poziomach. Mit to opowieść metafizyka to struktura. Konflikt bogów jest realny na poziomie mitu. Jedność jest realna na poziomie bytu. Nie ma tu sprzeczności, są dwie warstwy
Adelajda dobrze to ujęła, choć ja bym dodał że te warstwy nie są tak łatwo rozdzielalne. Kiedy robię rytuał dla konkretnego bóstwa, nie jestem w trybie metafizyki, jestem w micie. I tam bostwo ma swoją wolę,swoje preferencje, swoje konflikty. Jeśli powiem sobie "to tyko element jednego" w trakcie rytuału, to zmieniam co robię
I to jest uczzciwe przyznanie. "monizm jako ramka robocza w trakcie rytuału" to inna rzecz niż "monizm jako przekonanie metafizyczne". Możesz w jedno wierzyć a drugie praktykoować? To nie jest zarzut, na prawde pytam bo niewiem jak to działa od śroka
A wiecie co, szczerze mówiąc to co Kapturek mówi brzmi ważnie ale trochę niepokojąco. Jeśli mit nie jest instrukcją obsługi, to co nią jest? Własne doświadczenie? Bo to jest bardzo subiektywne kryterium. Dwoje ludzi morrze mieć sprzeczne doświadczenia i oboje powiedzą że "tak dostali od bóstwa". Wiem że brzmi to dziwnie.
Wracam do Zuzanki i jej pytania o konflikty bo myśle że jest jeszce trzecia opcja której nie omówilismy. Może bogowie mają konflikty właśnie PO TO,żeby my musieli wybierać. Może politeizm jest systemem gdzie róznorodność i sprzeczność jest wbudowana i to jest feature a nie bug. Monoteizm rozwiazuje konflikty przez hierarchię - jest jeden bóg i jego wola jest nadrzędna. Politeizm mówi - niema jednej nadrzędnej woli, mojim zdaniem czeba nawigować
Gruszanka to jest ciekawe bo pasuje do tego jak ludzie na prawde żyją. Nikt niema jednej wartości każdy balansuje między lojalnością, ambicją, miłością, sprawiedliwością i one często kolidują. Może dlatego politeizm wydaje sie bardzej ludzki - odwzorowuje realną złożoność a nie upraszcza do jednego źródła. Ale głowy nie dam
@Miloslawa ale to jest argument psychologiczny a nie ontologiczny... To że politeizm lepiej odzwierciedla ludzką psychikę nie znaczy że bogowie naprawdę istnieją jako oddzielne istoty. Może to tyylko mówi że politeizm jest lepszą metaforą dla człowieka niż monoteizm, nie że jest prawdziwszy
Telepatka ale czy "lepsza metafora" to nie jest poprostu inny sposób powiedzenia "bardziej prawdziwy dla praktykujących"? W traddycji nie mamy dostępu do bytu samego w sobie, mamy dostęp do przeżycia. Jeśli politeizm generuje głębsze przeżycie i lepszą praktykę, to na poziomie gdzie działamy jest prawdziwszy... Pytanie "czy naaprawdę istnieją jako oddielne istoty" morze być nieuchwytne 🙂
Ojej ale jak Dziewanna mowi "prawdziwszy dla praktykujących" to mam poczucie że kręcimy się w kółko. Każdy powie że jego tradycja jest prawdziwsza dla niego. Jak wtedy w oóle rozmawiamy międdyz tradycjami? Czy to znaczzy że każdy ma rację i nie ma o czym gadać
@Macierzanka, no nie, bo rozmawiamy o czymś konkretnym - o tym jak bogowie się mają do siebiie. I tu możemy porownywać struktury nie tylko osobiste odczucia. Hinduizm ma konkretne odpowiedzi, grecik politeizm inne,monoteizm jeszce inne. To nie jest "każdy ma rację" tylko "różne sysemy proponują różne odpowiedzi na to samo pytanie i mozemy je zestawiać"
Chcę dorzucić coś co mnie nurtuje od początku wątku... Cały czas mówmy monizm kontra politeizm jakby to były jedyne opcje. A co z henoteizmem który jest faktycznie bardzo powszechny historycznie? Czcisz jedno bóstwo jako naaczelne ale nie zaprzeczasz istnieniu innyc. Izrael przed prorokami był raczej henoteistyczny niż monoteistyczny. Grecy mieli Zeusa jako naczelnego ale reszta była realna. To jest pozycja ktura nie rozstrzyga pytania Zuzanki ale tez go nie ignoruuje
@Wieszczbiarz ma punkt. I to wracda do pierwotnego pytania wątku - czy bogowie to jeden. Odpowiedź morze być: w teorii wielu, w sumie często jeden na pierwszym planie, a to jeden-na-pierwszym-plnaie bywa tak silnie obecyn że zaciera granicę. Może dlatego mistyczne doświadczenia we wszystkich tradycjach brzmią podobnie,politeista z jednym bóstwem patronalnym i monoteista mogą dochodzić do tego samego miejsca
I wlasnie to jest sednno - ten "jeden na pierwszym planie" zaciera graniicę. 😉 Ale z perspektywy czysto praktycznej: jak praucjesz z bóstwem patornalnym przze lata,to zaczyna ono w pewnym sensie "reprezentować" coś szerszego niż początkowo.. Nie wiem czy to monizm czy poprosttu głęboka relacja z jednym aspektem rzeczywistośc.i I teraz pytanie do reszty - czy ktoś kto pracuje intensywnie z jednym bóstwem i z czasem zaczyna przez nie patrzeeć na całą resztę to jest praktyczyn monista mimo woli?? Tak to odbieram
Ojeejciu no, no wlasnie, Kapturek poruszyla cos co mnie chodzi po glowie od jakiegos czasu. To nie jest tylko teoria - to sie poprostu zdarza w praktyce bez zadnej decyzji. Zaczynasz od jednego bostwa jak dla mnie a potem okazuje sie ze przez jego pryzmat interpretujesz kazde spotkanie z innnym. Czy to jest "zacieranie granicy" jak mowi Sigilnik czy raczej naturalne ze swiadomosc szuka jednosci nawet tam gdzie jej niema?
