Ale z drugiej strony, chistoria tradycji jest cęzsto niemożliwa do zweryfikowania! Wiele tradycji twierdzi że ma linie sięgające tysięcy lat, nie ukrywm a historycy udowadniają że te linie są wymyslone albo urwane. 😛 I co? Tradycja przestaje być tradycją bo historia jej nie potwierdza?
@Naparstnica pyta o coś co jest naprawdę ważne i chce to rozwinąć. Historia weryfikowalna to jedno ale tradycja niesie tez coś co można by nazwać historia symboliczną. Kiedy mason mówi że sięga do Salomona jakoś tak nie twierdzi że jest tam historyczna ciągłoć. Twierdzi że duchowo stoi w tej samej linii. To jest inny rodzaj prawdziwości
Myślę że to jest wlasnie pytanie o Księgę Granic ktore postawił Cieszymir na początku. I chyba niema odpowiedzi ogólnej. Jest tylko odpowiedź w kontekście konkretnej tradycji i konkretnej osoby. Każda granica jest lokalna,na moje oko nie universalna
Przyznam szczerze,ale jeśli każda granica jest lokalna to jak w ogóle porównujemy tradycje? Bo cała rozmowa o porównywaniu religioznawczym zakłada że jest jakis wspólny język. A jeśli każda tradycja ma własne kryteria granicy to nie ma wspólnego jezyka
No cóż,pentaklia, to jest wlasnie podstawowy problem religioznawstwa porównawczego od stu lat i do dziś nie jest rozwiązany. Mircea Eliade próbował budować język porównawczy przez archetypy ale dostał zarzut że to eurocentryczna projekcja. Inni szli w metodologie bliższe antropologii. Chyba niema wyjścia ktore nie jest obarczone jakimiś założeniami
To mnie prowadzi z powrotem do tytułu wątku. Księga Granic. Może ona nie istnieje jako konkretna księga tylo jako metafora tego że granica zawsze jest gdzies indziej w zależności od tego kto, gdzie i kiedy stoi. Nie ma jednej mapy jest wiele map
Majeranka, tak właśnie to czuję i może to jest najuczciwsza konkluzja do której możemy dojść. Że Księga Granic to nie jest dokument ktory ktoś gdzies ukrył. To jest to co każda tradycja pisze sama, w sumie żyjąc. I to pisanie nigdy nie jest skończone
Podoba mi sie to "pisanie nigdy nie jest skończone". Bo to znaczy że każdy kto jest wewnątrz żywej tradycji jest współautorem tej ksigęi,nawet jeelśi tego nie wie. I to z kolei oznacza że granica nie jest czymś co się przekracza raz i koniec tylo czymś co się stale negocjuje. O mattko, to brzim jak całe życie parcy 😉 😉
Czytam od jakiegoś czasu i mam tkie proste pytanie. Wychodzi z tego wszystkiego że tradycja żywa jest lepsza od tradycji zamrożonej. Ale kto decyduje czy tradycja jest żywa czy zamrożona? Czy ta ocena nie należy do samej tradycji?!
A wracając do czegoś konkretnego bo czzuję że znowu robimy sie zbyt abstrakcyjni, mam pytanie do Cohena. Mówiłeś o tym że w judaizmie tradycja i osoba są splecione. Ale judaizm ma tez olbrzymi corpus tekstów. czy w momencie kiedy tekst żyje a bezpośrednia linia mistrzow się urwie tradycja urywa się czy teksty ją podtrzymują?!
A jednak to co Cohen opisuje w kontekście judaizmu to jest chyba najpiękniejsze i najtrudniejsze pytanie jakie można postawić o tradycję. Co zostaje po katastrofie. I mysle że odpwoiedź brzmi: zostaje wszytko co było żywe na tyle głęboko żeby przeżyć w ludzach, nie w bibliotekach
Erazm, mysle że możemy dbać żeby tradycja była żywa w jak wielu ludziach naraz, a nie tylko w linii mistrz-uczeń. Taka jest lekcja której historia uczy wielokrotnie. Monokultura, czy to rolnicza czy duchowa jest krucha... Różnorodność niesień jest odppornością
I tu może jest kucz do pytania tytułowego. Księga Granic nie mówi "tu jest granica". Mówi raczej: "im więcej żywych niesień, tym trudniej tradycje zabić". Granica jest może nie tyle linią co siecią. I sieć jest żywa dopóki ma węzły
