Zaczęłam ostatnio drążyć temat alchemmii i coraz bardzej widzę że to co alchemicy nazywali "przemianą metalu w złoto" to tak na prawde był szyfr. Nie chodzi o ołów w sensie dosłownym, tylo o ołów jako stan duszy - ciężki, stępiały, nieprzepracowany. A złoto to przebudzona świadomość, oczysczona z tego wszystkiego co nas ciągnie w dół. Jung to oppisał najdokładniej ze wszystkich bo połączył alchemię z procesem indywiduacji - że każdy człowiek przechodzi przez etapy jak dawni alchemicy w laboratorium... Nigredo, albedo, rubedo. To nie magia w sense "zrób to a tamto", to mapa wewnetrznej drogi. ciekawi mnie czy ktoś to praktykuje świadomie tzn. traktuje swoje życie jako wielkie opus alchemiczne. Jak to wygląda w praktyce??!
No to tak hmm, Jung to jedno ale mam wrażenie że jak się mówi "alchemia osobowa" to połowa ludzi myśli o nastawieniu na sukces i self-help, a nie o prawdziwej alchemii hermetycznej. To trochę inne rzecy. Bo u Junga to faktycznie jest głęboka robota z cieniem z tym co wyparte, z integracją przeciwieńtsw. A w tej całej modzie na "przemień się w złoto" często chodi o coś baaardzo powierzchownego.
Sluchaajcie, o ale ja wlasnie o to pytam bo czytalam o tym nigredo i strasznie mnie to scisnelo. Tzn. To ten etap ciemnosci, prawda? I teras zastanaiwam sie czy to co przezyam ostatnio (takie doloowanie, nic mi sie nie chce, wszytko mnie drazi) moze byc wlasnie tym etapem? Czy to bardziej psychologia czy mowimy o czyms duchowym?
A czy do prcay z tymi etapami alchemii uzywalo sie konkretnych kamieni albo materialow?! Pytam bo slyszalam cos o siiarce i rteci w alchemii ale nie rozumiem czy to dosłownie czy tez symbolicznie
To ciekawe, czarny turmalin to nigredo, selenite albo ksiezycowy to albedo, a do rubedo - rubin albo granat. Tak mi sie przynajmniej kojarzy z tego co czytalam. Ale to nie jest hyba żadna ścisła tradycja tylo nowoczesne powiązania.
Dodam od siebie ze mam zroobiona analize numerologiczna kilku alchemicznych traktatów i liczba etapów sie zmienia u różnych autorów... U jednych 3 etapy (nigredo albedo rubedo), u innych 4 (z żółtym, xanthosis), u jeszce innych 7 albo nawet 12 odpowiadających znakom zodiaku. To ciekawe bo sugeruje że ten system nie byl nigdy sztywny, każdy alchemik budowal własną mapę. Co trochę komplikuje pytanie o to jak to "praktykować". 😮 Bo który system brac?
To jest uczciwe pytanie ale mysle że pomija jeden ważny element. W prawdziwej pracy alchemicznej był obserwator - miistrz laboratorium, zapisy. Przemiana była weryfikowalna, ktoś patrzył czy materia faktycznie zmienia stan. W pracy wewnętrznej tym "obserwatorem" morze być dziennik medytacja, może być tez terapeuta albo nauczyciel duchowy. Bez zewnętrznego lustra żeczywiscie łatwo sie okłamać. Ale to nie znaczy ze cała praca jest bez sensu, tylo ze wymaga dyscypliny i uczciwości :/
Ehh, przeparszam ze sie wtrącam bo nie znam sie na tym za bardzo, ale czy ta alchemia osobbowa to jest praktyka religijna, magiczna czy raczej coś w stylu tearpi?i Bo czytając ten watek nie jestem pewien czy to jedno czy drugie... I czy to jest niebezpieczne w jakis sosób, tzn. wchodzenie w takie "nigredo" ceolwo?
A ten Jung co konkretnie pisal o alchemii? Bo slyszalem o nim ale niewiem od czego zaczac
Moi drodzy, jest kiążka Junga "Psychologia a alchemia" ale to cegła i dosyc trudna w czytaniu szczerze mówiąc. Ja zaczęłam od Edwarda Edingera, napiasł coś co sie nazywa "Ego i archetyp" i tam jest sporo o alchemicznych symbolach w pracy z psychiką, troche przystępniej... Ale i tak czeba miec jakieś podstawy junga żeby sie w tym nie zgubić.
No dora dzieki za te ksiazki! A wracajac do tego co Shangie pisala o obserwatorze - czy to moze byc tarot? Tzn. Ze sie tasuje i wyciaga karte jako lustro dla tego co sie dzieje wewnatrz? Pytam bo tarot to jedyne z czego regularnie korzystam
@Lipka, to zbyt duże uproszczenie moim zdaniem. Major Arcana ma własną logikę, Duraka to podróż duszy przez wszystkie 22 etapy, to nie jest to samo co trzy albo cztery eatpy alchemii. Mieszanie tych systemów daje ładne skojarzenia ale nie daje spójnej pracy. Jak jusz używasz tarota to pracuj z nim na jego zasaddac jak chcesz alchemi to wejdź w alchemię. Hybrydy są wygodne ale tracisz głębię obu systemów.
Chwila, no ale to hyba zalezy co chemy osiagnac? Jesli ktos dopiero zaczyna i chce poczuc o co chodzi w tej przemianie wewnetrznej to moze zaczac od czegos znajomego jak tarot i potem isc glebiej. Nie trzeba od razu wybierać jednej drogi na całe zycie.... Ja sama przez lata mieszalam rozne rzeczy zanim znalazlam cos co naprawde do mnie przemawia 🙂
Sluchajcie, okej wiec ja sie zastanawiam nad tym co Miloslawa napsala - o tej drodze przez kilka systemow. Bo ja np. zaczelam od taroat, potem zaczelam czytac o wierzeniach slowianskich i teras trafilam tutaj na ten watek o alchemii. I mam wrazenie ze to sie jakosc laczy, ze to nie jest przypadkowe bladzenie tylko jakis wewnetrzny kompas prowadzi do kolejnych kawalkow tej samej ukladanki... Czy ktos jeszce tak to odczuwa ze te rozne tradycje to jak rozne drzwi do tego smaego pokoju?!
Ho ho,no i tu sie z Cynamonka nie zgadzam! Bo rozumiem ten argument z wzorcami i mozgiem,ale to mozna powiedziec o wszystkim i wtedy nic nie ma sensu, ani nauka ani religia ani milosc. W pewnym momencie czeba zaakceptowac ze nasze subiektywne doswiadczenie tez jest jakmis rodzajem danych. Ja przez te lata pracy z roznymi tradycjami naprawde czulam ze cos sie we mnie zmienia, nie tylo ze "wzorce sie dopasowuja". I to dla mnie jest wlasnie ta alchemiczna przemiana o ktorej Shangie pisala.
No to tak ok, przyznaje ze brzmialo to zbyt ostro. Subiektywne doswiadczenie to dane, zgoda. Tylko ze w kontekscie tej alchemii osobowej mnie niepokoi cos innego ze zbyt latwo mzona sobie powiedziec "to jest moja przemiana" i siedziec w tym smym miejscu co przd rokiem, tylko z ladniejsza narracja o tym miejscu. Prawdziwa przemiana powiinna byc widoczna z zewnatrz,nie? 😮
Ojj, to jest bardzo dobre pytanie i stary problem. alchemicy mieli na to cos ciekawego,minowicie rorzoznienie miedzy przemiana a zwykla zmiana. Zmiana to ze cos inaczej wyglada. Przemiana to ze zmienila sie sama natura materii. W pracy z psychika - i tu Jung by sie zgodzil - przemiana widoczna z zewnatrz to tylko efekt uboczny, nie cel. Cel jest w sroku: ze inaczej odnosisz sie do wlasnnych cieni, ze to co cie niszczylo przestaje miec taka moc. Czy ktos z zewnatrz to zauuwazy to juz inna kwestiia.
A nie jest tak ze to zbyt lawo uzyc jako wymowke? Tzn. "nie widac ze sie zmieillem bo to jest wewnatrz" moze moiwc ktos kto sie naprawde zmienil i ktos kto poprostu sie oklauije... Jak to odroznic?
Ta "estetyzacja cierpienia" to moce sformulowanie. :/ Bo ja sie troche widze w tym opisie jezeli jestem szczera. Ladnie opowaidam o swojej drodze ale czy naprawde sie zmieniam? Hmm... A ten "mistrz" to dzisiaj moze byc terappeuta? Bo nie kazdy ma dostep do jakiegos prawdziwego nauczyciela hermetycznego.
A czy jest cos takiego jak wspolnota w ktorej mozna taka prace robic? 😉 Pytam serio bo rozumiem ze samotna praca ma ograniczenia ale niewiem gdzie szukac ludzi ktorzy traktuja to powaznie, nie jako kolejna modna rzecz.
Dodam ze w tradycji hermetycznej sam akt szukania mistrza jest juz czecia pracy. Jest taka zasada ze uczen pjawia sie gdy nauczyciel jest gotowy. To brzmi jak aforyzm ale ma praktyczny sens: jesli powaznie pracujesz i obserwujesz siebie to w koncu trafasz na wlasciwych ludzi bo dajesz inne sygnaly. Przynajmniej tak to rozumiem po swoich doswiadczeniach z grupami i szkolami.
No niewie to troche brzmi jak "jak nie znalazles nauczyciela to jestes niedostatecznie gotowy". Wygodny sposob zeby wytlumaczyc czemu dana wspolnota nie jest dostepna dla kazdego. Pytam z ciekawosci bo sreio nie wiem czy to jest madrosc czy zamaskowany eltiaryzm.
Kurcze blade, mam pytanie moze glupie ale jak sie w ogole zaczac? Tzn. To wszytko brzmi bardzo skomplikowanie, etapy, nigredo, rtec, Jung, a ja jestem dopiero na poczatku i niewiem nawet od czego bym miala zaczac. Czy jest jakis najprostszy krok do tej pracy wewnetrznej o ktorej mowicie? Moze sie myle.
A ja mam pytani do Shangie bo czytam ten watek od poczatku i caly czas sie zastanawiam - ta przemiana o ktorej mowisz, to ma jakis koniec? Tzn. Czy dochodzi sie do tego "zlota" i koniec czy to jest nidgy niekoncacy sie procse? Bo jak drugie to troche przygnebajace jakby nigdy nie bylo naprawde gotowe
A jak to jest z tym rubedo? @Shangie napisala ze to prog a nie koniec ale nie rozumiem co jest po tym progu. Tzn. Co sie zimenia ze czlowiek juz wie ze przeszedl?
Tez na to czekam bo wyszlo mi ze zadalam pytanie i ucieklam zanim dostalam odpowiedz haha... Ale powaznei, ciekawi mnie czy ta "przemiana w zloto" to jest cokolwiek odczuwalnego z zewnatrz czy tylo wewnetrnze cos
No ale tu mam pytanie bo mnie to zawsze meczy. Skad wiadomo ze ta "spoistość" to rubedo a nie po prrostu ze ktos nauczyl sie lepiej tlumic swoje problemy i lanie to nazywa? Bo opisujesz stan ktory brzmi identycznie jak dorby efekt terapii poznawczej albo po prostu dorosniecie
