No ładnie. Kasjopeja, to akurat nie jest wyłącznie cecha tekstów nieautorskich. w niektórych systemach tantrycznych ten sam termin celowo ma kilka poziomów znaczenia i to jest zamierzone, nie błąd redakcji. problem polega na tym że bez komentarza do tekstu nie wiesz czy masz do czynienia z wielowarstwowością czy z bałaganem
no i to jest chyba clue całej rozmowy - bez komentarza, nauczyciela albo chociaż wyraźnego klucza do terminologii, taki tekst jest po prostu niedostępny praktycznie. nie mówię że bezwartościowy, ale niedostępny. można go czytać, można mieć z tego przeżycia, ale nie możesz powiedzieć że pracujesz "z Dychtungami" bo nie wiesz co Dychtungi naprawde mówią
dokładnie to. i tu jest różnica między tekstem który jest celowo wielowarstwowy a tekstem który jest po prostu niekompletny. to są dwie bardzo różne rzeczy i mylenie ich prowadzi do sytuacji gdzie braki traktujemy jako głębię
ja tu troche z innej strony - czy ktos wie czy Dychtungi mają wogole jakiś ustny przekaz, znaczy czy jest jakaś tradycja ludzi ktorzy pracuja z tym tekstem i mogliby powiedzieć jak to się stosuje? bo może caly porblem jest taki ze czytamy tekst bez jego zywego kontekstu
Fenakit zadała właśnie najważniejsze pytanie w tym watku. teksty geomantyczne w większości tradycji zakładają że ktoś ci pokaże. nawet te które są pisane jak instrukcja. to jest zupełnie inaczej niż na przykład w pewnych nurtach kabalistycznych gdzie tekst jest wystarczający, albo w zen gdzie cisza jest wystarczająca. geomancja jest praktyczną wiedzą terenową i bez przekazu ustnego lub mistrza jesteś na własnej interpretacji. to nie jest zarzut wobec Dychtungów to jest uwaga ogólna
zgoda z Aratem. i to właśnie dlatego pytałam o zamknięcie sesji, bo to jest moment gdzie brak przekazu ustnego robi największą różnicę. otwarcie można intuicyjnie pojąć, zamknięcie już mniej. 🙂
przepraszam ze się wtrącę bo dopiero czytam ten watek, ale mam pytanie do Irgi - mówiłas wcześniej że masz marker, zmieniona reaktywność zmysłowa po sesji. i że znika po prostym rytuale zamknięcia. a skąd ten rytuał wzięłas? z jakiegoś tekstu czy sama go wypracowałas?
i to jest uczciwa odpowiedź, rzadko kto tak mówi wprost. większość osób albo twierdzi ze ma oryginalną metodę albo ze wszystko wzięła z konkretnego źródła. a w praktyce zawsze jest jakaś hybryda i nie ma w tym nic złego, byle wiedzieć co skąd pochodzi i dlaczego coś zmieniłas
Spoko, ale zeby nie zostawić pytania Pazik bez odpowiedzi - bo sama je zadałam haha - to jak to jest, mamy nie pracować z Dychtungami bo nie ma mistrza? bo to troche bez sensu. ludzie pracują z tekstami bez nauczycieli i jakoś dają radę. może nie idealne ale dają
Pazik, nikt nie mówi "nie pracować". mówi sie "pracuj, ale wiedz czego nie wiesz". to jest całkiem inna postawa niż "tekst jest niekompletny więc szkoda czasu". możesz z czymś pracować i jednocześnie trzymać z tyłu głowy ze twoja interpretacja jest tymczasowa
Niech będzie, pytanie i chyba za długo milczałam. próbowałam jednej techniki z rozdziału o "membranach terenu" - chodzi o takie świadome przejście przez próg miejsca żeby poczuć gdzie jest granica energetyczna, nie architektoniczna. i powiem tak że coś tam jest. miałam bardzo wyraźne odczucie przy wejściu do pewnego starego ogrodu, jakby powietrze gęstniało na jakieś dwa metry przed bramą, nie w niej. i potem przez kilka godzin byłam dziwnie skupiona, jakby głowa pracowała wolniej ale wyraźniej. ale nie wiem czy to technika zadziałała czy po prostu ogród był ładny i się wyciszyłam 🙂 🙂
to "gęstnienie powietrza przed bramą, nie w bramie" jest ciekawe bo to się pojawia w opisach miejsc geomantycznych w zupełnie innych tradycjach. w irlandzkiej tradycji mówi się o raith, przestrzeni przed wejściem do miejsca mocy. czy Dychtungi mają jakąś nazwę na ten obszar przejściowy?
tryb może byc kalką z czegoś bliskiego "modusowi" w późnoantycznej terminologii. modus operandi pracy z miejscem, czyli to czy wchodzisz jako obserwator, jako uczestnik, czy jako ktos kto chce coś z tego miejsca zabrać. to by wyjaśniało dlaczego decyzja ma być podejmowana w przysieni a nie po wejściu
to ma sens ale uwaga, bo słowo "tryb" mogło być też po prostu spolszczeniem czegoś co w oryginale znaczyło "rytm" albo "tempo". i wtedy całe zdanie mówi coś zupełnie innego - decydujesz z jaką uważnością wchodzisz, nie z jakim nastawieniem. różnica jest subtelna ale dla praktyki ważna
i wróciło pytanie o brak słownika pojęć. "tryb" jako modus, "tryb" jako rytm, który tekst miał na myśli - nie wiemy. ale przynajmniej to jets pytanie które da się badać empirycznie, tzn. możesz przetestować oba rozumienia i zobaczyć które daje spójniejsze efekty
Tak jest, bo mnie też interesuje to doświadczenie a nie tylko analiza. ta skupiona głowa po wyjściu z ogrodu - jak długo to trwało? i czy to była koncentracja na konkretnych rzeczach czy raczej taki ogólny stan? 🙁
Mimoza, a czy przed wejściem do tego ogrodu robiłaś cokolwiek z tekstu - jakieś nastawienie, oddech, cokolwiek - czy po prostu poszłaś i sprawdziłaś? bo to ma znaczenie dla oceny czy technika zadziałała czy ogród po prostu taki jest niezależnie od techniki
to jest ważna informacja bo oznacza że zrobiłaś jeden element z tekstu świadomie i jeden warunek był spełniony - intencja przed wejściem. nie możesz teraz powiedzieć "nie wiem czy to zadziałało" bo przynajmniej ten jeden element zrobiłaś zgodnie z instrukcją. to jest solidna podstawa do dalszego testowania
z drugiej strony jeden test w jednym miejscu to za mało żeby wyciągać wnioski o technice. ile razy Mimoza próbowała? i czy próbowała w miejscach które jej zdaniem nie są energetycznie wyraziste, żeby sprawdzić czy technika czegoś nie "dokłada" tam gdzie nic nie ma?
to jest ciekawe pytanie Kasjopei. ja w swojej praktyce zawsze sprawdzam miejsca kontrolne, czyli takie które uważam za "zwykłe", i robię tam dokładnie to samo co w miejscach szczególnych. po kilku sesjach widać różnicę albo jej brak. bez tego nie wiesz czy masz marker dla miejsca czy marker dla własnego wejścia w stan skupienia
a czy da się wogóle mieć miejsce kontrolne jesli Dychtungi mówią ze kazde miejsce ma swoją energię? bo jeśli tak to "zwykłe" miejsce nei istnieje i kazda sesja jest pozytywna z definicji, co czyni caly system niefalsyfikowalnym... chyba?
Fenakit to jest klasyczny problem każdego systemu energetycznego i uczciwie powiem ze Dychtungi tu nie są wyjątkiem. albo zakładasz ze różnice w intensywności są mierzalne i porównywalne, i wtedy masz jakiś system weryfikacji, albo zakładasz ze "każde miejsce jest inne ale żadne nie jest puste" i wtedy rzeczywisice każda interpretacja jest prawdziwa. nie oba naraz
Zgoda... to chyba jest dobry moment żeby odpowiedzieć na ten zarzut niefalsyfikowalności który Fenakit i Akacja.x tu rzuciły, bo mnie on trochę uwiera od kilku postów. problem polega na tym że Dychtungi w ogóle nie twierdzą że każde miejsce jest tak samo ciekawe - one mówią że każde miejsce MA energię, ale intensywność i charakter są różne. to jest jak z temperaturą, każde ciało ma temperaturę, ale to nie znaczy że nie możesz zmierzyć różnicy między lodem a wrzątkiem. więc "miejsca kontrolne" Irgi mają sens nawet w tym systemie, bo szukasz nie "braku energii" ale "energii neutralnej, spokojnej, bez wyraźnego charakteru". i faktycznie, ogród w którym robiłam tę próbę ma wyraźny charakter który czuję nawet bez żadnej techniki, od lat. więc nie, nie myślę że technika "dokłada" coś tam gdzie nic nie ma. ale Kasjopeja ma rację że jeden test nic nie udowadnia i zamierzam to powtórzyć w kilku innych miejscach, łącznie z takim które uważam za energetycznie "płaskie". po kilku takich próbach będę miała więcej do powiedzenia. na razie mam tyle ile mam i nie będę udawać że to więcej
