Przepraszam, że wchodzę z czymś bardzo prostym po tym wszystkim co tu piszecie, ale czy ktoś mógłby mi powiedzieć - jak w praktyce wygląda to przejście od formy do ciszy? Czy to się dzieje samo, czy ktoś wam to kiedyś pokazał? Bo czytam o tej drabinie, o zużywaniu słów, ale nie wiem jak to jest kiedy się naprawdę siada i próbuje.
Ja zupełnie nie rozumiem tego 'zużycia formy' i boję się, że myślę o tym zbyt mechanicznie. Czy to znaczy, że forma się wyczerpuje jak bateria? Bo to brzmi jakby praktyka miała jakiś naturalny koniec. A co jeśli ktoś praktykuje latami i forma mu się nie zużywa - czy coś robi źle?
To słowo 'przezroczyste' bardzo mi tu pasuje. W opisach dhikru zaawansowanego mówi się, że imię Boga przestaje być słyszane uszami, zaczyna być odczuwane inaczej - jakby wibracja bez dźwięku. Ale nie wiem, czy to jest to samo co przezroczystość w sensie, który Modrzewka ma na myśli. Modrzewka, czy chodzi ci o to, że forma przestaje przykuwać uwagę do siebie?
To rozróżnienie próg versus pochylnia - to jest coś, o czym myślę od początku tego wątku. W hezychazmie jest mowa o 'skoku' w modlitwie serca, który następuje po długim przygotowaniu. Ale Tomasz z Kempis pisałby raczej o ciągłym zstępowaniu, bez żadnego progu. Nie wiem, czy to różnica szkół, czy różnica temperamentów mistycznych. Czy ktoś z was czuje, że własna praktyka bardziej przypomina próg czy pochylnię?
Próg czy pochylnia - mam notatki z kilku różnych tradycji i to rozróżnienie pojawia się w różnych wersjach. W zen - satori jako próg. W vipassanie - wgląd jako coś, co narasta. W kontemplacji ignacjańskiej - consolación como movimiento suave, czyli pocieszenie jako łagodny ruch, bez skoku. Ale zastanawiam się, czy to nie jest też kwestia tego, jak opisujemy doświadczenie po fakcie, a nie jak ono przebiega. Może próg i pochylnia to dwa języki dla tego samego?
To jest ciekawe, że piszesz o języku opisu. Bo Katz, którego wspominał wcześniej Profeta, właśnie na tym buduje swój argument - że tradycja daje nie tylko praktykę, ale też słownik do opisu doświadczenia. I potem nie wiadomo, czy doświadczyłam progu, bo był próg, czy dlatego, że moja tradycja mówi próg. Jak się da to w ogóle rozplątać?
Ja bardzo dziękuję za tę rozmowę, bo dużo mi wyjaśniła, choć jestem tu zupełnie z innej strony - medytuję od niedawna i nie z żadnej tradycji, po prostu z aplikacji. I teraz mam pytanie, może głupie: czy jeśli nie mam żadnej tradycji za sobą, to czy mogę w ogóle dojść do tego o czym mówicie? Czy bez tej soczewki tradycji jestem w lepszej sytuacji, bo nie mam narzuconych kategorii, czy w gorszej, bo nie mam drabiny?
