a wracając jeszcze do tej kwestii neokatarow o której Morion.ka pisała wcześniej, to mnie ciekawi jak oni sobie radzą z tym że nie ma żadnej ciągłości przekazu. to znaczy, jeśli consolamentum przekazywało ducha przez nałożenie rąk i ten łańcuch się urwał w 1321 roku, to jak można to odtworzyć? to jest podobny problem co w sedesvakantyzmie, gdzie masz doktryną ale nie masz ciągłości sakramentalnej
no i właśnie to jest mój problem z tymi neokatarama. jeśli consolamentum działało jako przekaz z rąk do rąk i łańcuch się urwał, to co oni właściwie robią? wymyślają swój własny obrzęd i przyklejają mu starą nazwę? bo jak inaczej to rozumieć
ta kwestia ciągłości jest ciekawa bo dotyczy wlasciwie każdej tradycji ezoterycznej. kabała, hermetyzm, różokrzyżowcy - wszędzie jest to samo roszczenie do nieprzerwanego łańcucha wtajemniczenia. i prawie nigdy nie da się go faktycznie udowodnić. w pewnym momencie zaczyna chodzić o coś innego, o żywość tradycji, nie o notarialnie poświadczone następstwo
ehhh ale Elzbietkaa, to samo można powiedzieć o każdej religii która kiedykolwiek przeszła reformę albo soborowe zmiany. katolicyzm po Vaticanum II to zupełnie inna rzecz niż katolicyzm trydencki, a oba roszczą sobie ciągłość z apostołami. gdzie tu stawiasz granicę między "żywą tradycją" a "wymyśliliśmy coś nowego"?
Jeszcze co do, pytania Znachornika bo myśle że to ważne - jest taka autorka, Anne Brenon która pisała duzo o współczesnych próbach rekonstrukcji i jej zdaniem problem nie leży w samej przerwanej sukcesji, tylko w tym ze neokatarzy często nie znają dobrze źródeł i budują cos opartego bardziej na legendzie niż na tym co wiemy o historycznym kataryzmie. czyli nie tyle fałszywa ciągłość, co błędna rekonstrukcja
a co to w ogóle znaczy "znać źródła" w kontekście duchowej praktyki? to znaczy, jeśli ktoś przeczyta wszystkie teksty inkwizycyjne i wszystkie dostępne pisma katarskie i na tej podstawie będzie żyć jak perfectus, to jest bardziej autentyczny niż ktoś kto ma "wewnętrzne powołanie" ale słabszą bibliografię? jakoś mi to nie gra
o właśnie, to jest coś co mnie od początku tej dyskusji nurtuje. jakie mamy w ogóle teksty które z dużym prawdopodobieństwem są autentycznie katarskie, nie przepuszczone przez inkwizycyjny filtr? bo rozmawiamy o tych ludziach jakbyśmy ich rozumieli, a ja mam wrażenie że naprawdę nie wiemy jak sami o sobie myśleli
to jest właśnie ta tragedia ich historii. wygrała strona która pisała i archiwizowała. katarzy jako perfecti żyli w ruchu, podróżowali, głosili ustnie. nie tworzyli bibliotek bo po co, skoro świat materialny jest tylko przejściem. a potem nie było komu ocalić tego co istniało
i to jest moze najbardziej katarska ironia ze wszystkich. odrzucili materię, więc nie zostawili materialnych śladów. a potem materialne ślady stały się jedynym dowodem ich istnienia i myślenia. jakby ich własna doktryna zadziałała przeciwko nim w historii
to co Ninka pisze jest ładne ale chyba trochę poetyckie. nie przetrwały nie dlatego że "odrzucili materię" tylko dlatego że ich mordowano i palono wszystko co posiadali. to nie jest metafizyczna ironia, to jest ludobójstwo
mam pytanie może z innej beczki, ale czy ktoś wie jak kataryzm wyglądał poza Langwedocją? bo ciągle rozmawiamy o tym regionie jakby to było wszystko, a przecież bogomilizm na Bałkanach też długo trwał. czy tam było tak samo czy inaczej??
kościół bosański to jest jeden z tych przypadków gdzie historiografia przez długi czas szła za romantyczną narracją (bośniaccy katarzy jako "trzecia droga" między prawosławiem a katolicyzmem) która była politycznie wygodna ale chyba niezbyt dobrze udokumentowana. nie jestem historykiem ale czytałem że nowsze badania są dużo ostrożniejsze
kurcze, właśnie, i to jest ciekawy wzorzec który się powtarza przy katarach w różnych kontekstach. każda epoka i każdy kraj trochę sobie je przyswaja na własny użytek. Francuzi robią z tego element tożsamości Południa, Bośniacy robią z tego element tożsamości narodowej, neokatarzy robią z tego źródło własnej duchowości. kataryzm jako projekt na który można naklejać etykietki
no nie to jets naprawdę trafna obserwacja Wawrzek. i myślę że to nie jest przypadek. kataryzm jest idealne "puste znaczące" bo mamy wystarczająco mało zrodel zeby nie dało się łatwo obalić nadinterpretacji, a wystarczająco dużo dramatyzmu żeby historia była atrakcyjna. Montségur, Graal, prześladowania, tajemnica. to sie samo sprzedaje
hm, "puste znaczące" to brzmi bardzo akademicko ale rozumiem co masz na myśli. trochę jak z templariuszami - za mało wiemy żeby obalić, za dużo nie wiemy żeby potwierdzić, więc przestrzeń na projekcje jest ogromna. zastanawiam się czy sami katarzy by to polubili gdyby wiedzieli
chyba nie 😉 perfecti wyglądają mi na ludzi którzy mieli bardzo konkretny system i bardzo konkretne wymagania. nie sądzę żeby im odpowiadało ze siedemset lat pozniej ktoś robi z nich cokolwiek chce 😛
Otto Rahn, to ten co potem był w SS? to jest trochę mrożące jak ta sama opowieść może być używana przez mistycznych poszukiwaczy i przez nazistów równocześnie
