Ostatnio trafiłam na sporo materiałów o katarach i postanowiłam założyć temat bo mam wrażenie ze to jeden z tych ruchów które katolicyzm skutecznie zakopał pod warstwą propagandy. Katarowie, zwani tez albigensami od Albi na południu Francji, działali glownie w XII-XIII wieku i głosili radykalny dualizm: świat materialny jest dziełem złego demiurga, a duch jest uwięziony w ciele i dąży do wyzwolenia. Brzmi znajomo? no bo to jest klasyczny gnostycyzm, moze z domieszką manicheizmu i wpływów bogomilców z Bałkanów. Pytanie jest proste: czy to była herezja w sensie teologicznego błędu czy po prostu alternatywna droga którą Kościół zdławił siłą bo zagrażała jego władzy politycznej? Krcujata albigenska to nie był żaden akt troski o dusze, to była czystka na zlecenie możnych. I to mnie tu najbardziej interesuje, nie tylko doktryna.
Dobrze że ktoś w końcu założył taki temat. Katarowie to dla mnie jeden z klarowniejszych przykładów tego jak instytucja religijna myli prawde duchową z wladza doczesną. Ich nauka o dwoch zasadach, dobrej i złej, nie była wymysłem heretyków tylko bardzo starą tradycją. Gnostycy mówili to samo wieki wcześniej, manichejczycy tez. Prolbem Kosciola nie polegał na tym ze katarowie sie mylili teologicznie, problem byl w tym ze mieli wlasna hierarchie, własnych kapłanów zwanych doskonałymi, czyli perfecti, i wlasne sakramenty. To znaczy ze byli strukturą niezalezna i nie placili dziesięciny. A to juz był prawdziwy powod krucjaty.
czytałam trochę o perfecti i to jest naprawdę ciekawe, oni żyli w surowej ascezie, żadnego mięsa, żadnego seksu, żadnego kłamstwa, a wierzący zwykli mogli żyć normalnie i dopiero przed śmiercią przyjmowali consolamentum czyli coś w rodzaju chrztu duchem. Brzmi jakby mieli dwa poziomy wtajemniczenia prawie jak w innych systemach inicjacyjnych. Czy ktoś wie jak to wyglądało w praktyce bo czytałam różne wersje i nie jestem pewna co było dogmatem a co legendą narosłą po fakcie?
no dobra ale mam pytanie bo mnie to zawsze trochę gryzło: skoro katarowie uważali materię za złą to czemu w ogóle żyli? Mam na myśli, jeśli ciało jest więzieniem ducha i wszystko co materialne jest dziełem złego boga to konsekwentna postawa to chyba szybko z tego wychodzić. I podobno niektórzy perfecti faktycznie praktykowali endurę czyli dobrowolne zagłodzenie sie na śmierć po consolamentum. To jest dla mnie granica między systemem duchowym a czymś niebezpiecznym.
dobra wchodzę w to bo akurat interesuję się dualizmem w różnych tradycjach. Ale mam takie podstawowe pytanie: czy katarowie sami siebie nazywali katarami? Kojarzę że to słowo jest podejrzane etymologicznie, że niby od greckich katharos czyli czysty, ale podobno to nie oni sami tak siebie określali?
słuchajcie, a jest tu ktoś kto interesuje się połączeniem katarów z legendą o Graalu? Bo to mi zawsze siedzi w głowie jak o nich czytam. Ta historia o skarbie z Montségur, o tym że przed upadkiem zamku czterech perfecti zdołało uciec i zabrać coś cennego, jest absolutnie magnetyczna. Wiem że to dużo spekulacji ale te wątki się tak pięknie plączą: templariusze, Graal, Montségur, oksytańska tradycja. To nie musi być historycznie prawdziwe żeby być duchowo ciekawe, nie?
no tak, Rahn i ta cała nazihistoria wokół Graala to inna bajka, przyznam. Ale jednak nie mogę się oprzeć temu że Montségur jako góra ze swoim układem murów i orientacją na wschód słońca w letnie przesilenie kusi do myślenia o czymś więcej. Może nie Graal dosłownie, ale jakiś świadomy element sakralny w architekturze. Czy ktoś wie coś na ten temat?
orientacja Montségur na przesilenie to jest jeden z tych tematów gdzie każdy badacz dochodzi do innego wyniosku w zależności od tego od jakiego punktu mierzy. Sprawdzałem kilka różnych analiz i są wzajemnie sprzeczne. To trochę jak z piramidami, można znaleźć znaczącą liczbę w prawie każdym wymiarze jeśli wystarczająco długo się stara. Nie mówię że tam nie ma nic, mówię że same pomiary bez kontekstu historycznego nic nie dowodzą.
wracając do samej doktryny katarskiej, bo mnie interesuje jedna rzecz: jak katarowie wyobrażali sobie zbawienie? Skoro reinkarnacja była u nich obecna (a chyba była?), to ile wcieleń potrzeba było żeby duch w końcu wyszedł z materii? I czy consolamentum na łożu śmierci naprawdę wystarczyło, czy to było takie "łatwe wyjście" które doskonali musieli przeżyć za cenę lat ascezy?
przepraszam że może głupie pytanie ale czy katarowie w ogole modlili się? To znaczy do kogo, skoro bóg materialnego świata był zły, a dobry bóg był odległy i duchowy? Mam problem z wyobrażeniem sobie jak wyglądało ich codzienne życie religijne, bo wszystko co czytam to albo doktryna albo opis prześladowań.
ten wątek z Ewangelią Jana jest niesamowity bo Jan jest też najmocniej gnostyckim z ewangelistów, to nie przypadek że gnostycy różnych odłamów zawsze do niego wracają. Mam wrażenie że katarowie wybrali sobie bardzo spójny kanon: Jan plus niektóre apokryfy, między innymi Ewangelia Jana Tajemna (Interrogatio Johannis), która opisuje jak Szatan stworzył świat materialny. Czy ktoś czytał ten tekst bo jest dostępny w tłumaczeniu i jest naprawdę niezwykły?
czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie które mnie nurtuje: czy jest jakaś żyjąca tradycja która się wywodzi od katarów albo przynajmniej do nich nawiązuje w sposób ciągły? Czy to wszystko urwało sie w XIV wieku i potem był tylko folklor i rekonstrukcja?
byłam kiedyś w okolicach Carcassonne i Montségur i te miejsca naprawdę mają coś w sobie. Wiem że to brzmi banalnie ale ta ziemia w Langwedocji jest jakoś inna. Lokalni ludzie nadal mówią o katarach z pewnym rodzajem dumy, jakby to była ich tożsamość kulturowa, nie tylko dawna historia. Nie wiem czy to ma coś wspólnego z ciągłością duchową o której piszesz, ale coś tam zostało w tym krajobrazie.
no właśnie to co Gizelka napisała o tej ziemi w Langwedocji mnie uderza, bo ja tam nie byłam, ale kilka osób mi mówiło dokładnie to samo. że jest jakiś ciężar w powietrzu, coś nieodpracowanego. wyobraźcie sobie ile osób tam zginęło w trakcie krucjaty albigańskiej, masakra w Béziers to były dziesiątki tysięcy ludzi. czy to nie jest tak że takie miejsca niosą jakiś ślad po tym wszystkim?
słuchajcie a wracając do tej reinkarnacji u katarów, bo to mnie najbardziej kręci, to oni wierzyli że duch może się wcielać też w zwierzęta? Czy tylko w ludzi? Bo jak tak to to jest bardzo blisko hinduskiego poglądu na samsarę, całe to kółko wcieleń aż do wyzwolenia. 😀 zastanawiam się czy byli jakieś kontakty między Europą a Indiami które mogłyby to wyjaśnić
ta sprawa genealogii kataryzmu jest naprawdę skomplikowana. bogomilizm, paulicjanizm, wcześniej markionizm, jeszcze wcześniej może wpływy neoplatońskie. ale w pewnym momencie z tej mieszanki wyszło coś oryginalnego, co działało w konkretnym kontekście społecznym południa Francji XII-XIII wieku. to nie był import, to był żywy ruch
właśnie to mnie w tym pociąga najbardziej, że kataryzm był herezją "oddolną" w jakimś sensie. nie wymyślili go filozofowie w oderwaniu od życia. perfecti żyli wśród ludzi, podróżowali, jedli razem, uzdrawiali. to musiało robić wrażenie na tle kościoła który coraz bardziej się bogacił i oddalał od zwykłych wiernych. mam wrażenie że nie chodzi tylko o doktrynę ale o styl życia który był po prostu bardziej wiarygodny
no ale ten styl życia był możliwy tylko dlatego że byli utrzymyawni przez credentes. to nie jest tak ze perfecti byli samowystarczalni. cała ta duchowa elita żyła z datków wiernych. nie żeby to było złe, ale nie idealizujmy - to był też system zależności i zobowiązań jak każda instytucja religijna
mam pytanie może głupie ale, skoro perfecti nie mogli jeść mięsa ani jaj ani niczego co pochodzi z rozmnażania płciowego, to co jedli? warzywa, ryby? i jak to wyglądało w praktyce w XII wiecznej Langwedocji gdzie jedzenie było dosyć monotonne i ciężkie?
ta kwestia oblężeń mnie zastanawia. jak katarowie rozumieli śmierć z głodu podczas oblężenia? to znaczy, czy się modlili o ocalenie, czy raczej traktowali to jako wyzwolenie z materii? mam wrażenie że ich własna doktryna mogła sprawiać że byli spokojniejsi w obliczu śmierci niż przeciętny człowiek tamtych czasów
to jest ciekawe pytanie. jeśli ciało jest więzieniem to śmierć ciała jest wyzwoleniem, pod warunkiem że duch jest czysty. z tej perspektywy oblężenie Montségur musiało być dla perfecti czymś innym niż dla zwykłych żołnierzy po obu stronach. ci co zeszli z góry i przyjęli consolamentum dopiero na dole, tuż przed stosem, to było coś niesamowitego. świadoma decyzja że teraz jestem gotowy
aaa, właśnie o tym czytałam w jednej z książek. podobno część z tych którzy zeszli z Montségur i przyjęli wiarę tuż przed śmiercią mogła tego nie robić i ocalić życie. to znaczy, francuzi dawali możliwość wyrzeczenia sie wiary. i jednak wybrali stos. to jest rodzaj świadectwa które trudno podważyć niezależnie od tego co się sądzi o samej doktrynie
ta martyrologia jest piękna i rozumiem że przemawia. ale warto pamiętać że podobnych przykładów poświęcenia za wiarę mamy w każdej tradycji, włącznie z tymi które dzisiaj uznajemy za zupełnie błędne albo szkodliwe. gotowość do śmierci za przekonanie nie weryfikuje prawdziwości przekonania. mówię to bez złośliwości, po prostu to argument który miewa dwa ostrza 🙂
no tak, ale Elzbietkaa, nikt chyba nie twierdzi że katarzy mieli rację metafizycznie bo umarli za wiarę. chodzi o coś innego, o autentyczność, o to że to nie był projekt polityczny ani finansowy, że za tym stało coś realnego dla tych ludzi. to jest jednak różnica
mam wrażenie że w tej dyskusji troche mieszamy dwa różne pytania. pierwsze: czy kataryzm był autentyczną tradycją duchową? i drugie: czy kataryzm był prawdziwy w sensie teologicznym, czy ich kosmos był naprawdę tak zbudowany. na pierwsze pytanie odpowiedź jest raczej tak. na drugie każdy odpowie sam sobie. i tu jest cała trudność w pisaniu o tym, bo łatwo wpaść w apologię albo w demontowanie
Wybaczcie że wchodzę w środek, bo raczej czytam, ale mam takie pytanie, czy ktoś wie coś o duchach albo jakichś przekazach związanych z Montségur? to znaczy czy jest coś udokumentowanego z doświadczeń ludzi tam, poza tym ogólnym "dziwne miejsce". bo to musi być niesamowite miejsce energetycznie po tym wszystkim co tam się stało
lokalny folklor wokół tragicznych miejsc to jest zjawisko dość powszechne i dobrze opisane. Montségur, Oradour-sur-Glane, miejsca po bitwach, wszystkie mają swoje "opowieści o duchach". to niekoniecznie świadczy o energii miejsca, raczej o ludzkiej potrzebie upamiętnienia traumy w historii. chociaż kto wie, może jedno nie wyklucza drugiego
