Jakub Frank - żydowski mesjasz, który wyznawców doprowadził do chrztu
Jakub Frank to postać, przy której trudno o spokojną ocenę, bo sam materiał jest tak nieprawdopodobny, że ociera się o fikcję. Żydowski mesjasz z Podola, który ogłasza, że jest wcieleniem Sabataja Cwi, prowadzi tysiące wyznawców najpierw do oskarżenia własnych dawnych współwyznawców o mord rytualny, potem do masowego chrztu w katolicyzmie, ląduje na trzynaście lat w twierdzy jasnogórskiej jako więzień Kościoła, a kończy życie jak magnat w niemieckim Offenbachu, otoczony dworem i czcią należną niemal bóstwu. I to wszystko w drugiej połowie XVIII wieku, na ziemiach Rzeczypospolitej.
Frankizm wyrasta wprost z sabatajanizmu, o którym była tu już mowa, ale idzie znacznie dalej i w stronę, której Sabataj pewnie by się przeraził. Chciałbym, żebyśmy ten przypadek rozebrali na części. Bo z jednej strony to najczarniejsza karta całej mesjańskiej tradycji żydowskiej, z drugiej - jak twierdzą nowsi badacze, choćby Maciejko - to także zjawisko, które zmusiło i judaizm, i chrześcijaństwo do przemyślenia granicy między sobą. Pytanie, które rzucam na początek: czy Frank był cynicznym oszustem i manipulatorem, czy autentycznym, choć skrajnym kontynuatorem antynomistycznej teologii Sabataja? Bo od odpowiedzi na to zależy cała reszta.
Trudność polega na tym, że "albo oszust, albo wierzący" to przy Franku fałszywa alternatywa, jeszcze bardziej niż przy Sabataju. Frank był jednocześnie wyrachowanym manipulatorem i nosicielem realnej, choć potwornej teologii. Te dwie rzeczy się nie wykluczają. Przy Sabataju mieliśmy chorego charyzmatyka i chłodnego teologa Natana jako dwie osoby. Przy Franku to połączone w jednym człowieku - charyzma, manipulacja i doktryna naraz.
@Hellan Dokładnie. I to, co zrobił Maciejko w "The Mixed Multitude", to pokazanie, że frankizmu nie da się sprowadzić ani do "sekty oszusta", ani do "głębokiej mistyki". Frank wziął sabatajańską ideę odkupienia przez grzech i pchnął ją do ostatecznej granicy - że trzeba przejść przez wszystkie religie i wszystkie przekroczenia, by je wyczerpać i unicestwić. Chrzest nie był dla niego nawróceniem, lecz kolejnym etapem zstępowania w obce formy, by je rozsadzić od środka. To ta sama logika co konwersja Sabataja na islam, tylko poprowadzona dalej i świadomie.
@Sauwak A kim Frank był, zanim się to wszystko zaczęło? Bo o samym początku, podobnie jak przy Sabataju, mało się mówi.
@Kappi Urodził się około 1726 jako Jakub Lejbowicz w Korołówce na Podolu, na ziemiach Rzeczypospolitej, dziś w Ukrainie. Rodzina była żydowska, związana ze środowiskiem sabatajańskim - jego nauczyciel z dzieciństwa należał do sekty. Samo nazwisko "Frank" nie było rodowe. Tak Turcy nazywali Europejczyków z Zachodu, "Frankami", a Frank dużo podróżował między Rzecząpospolitą a imperium osmańskim, bywał w Smyrnie i Salonikach, czyli w centrach sabatajańskich. Stąd przylgnęło do niego to miano. Już sama jego tożsamość była więc płynna, graniczna, między światami.
@Lady Czyli wychował się w środowisku, gdzie sabatajanizm był żywy, a nie był to dla niego wymysł?
@Whisper Tak. Frank wyrósł w podziemnym świecie sabatajańskim, który po klęsce Sabataja przetrwał w ukryciu, zwłaszcza na pograniczu osmańsko-polskim. W Salonikach był silny ośrodek dönme, czyli tych sabatajanistów, którzy poszli za Sabatajem w islam. Frank obracał się w tych kręgach, studiował Zohar, zyskał opinię człowieka obdarzonego szczególną mocą i natchnieniem. Gdy w 1752 żenił się z Chaną, córką szanowanego kupca w Nikopolu, na weselu byli już sabatajańscy emisariusze z Podola. Czyli sieć była gęsta, a Frank w niej osadzony od młodości.
@Lady A jak doszło do tego, że z jednego z wielu sabatajanistów stał się przywódcą własnego ruchu? Bo to przejście musiało mieć jakiś moment przełomowy.
@Kolczasta Przełom to powrót Franka na Podole w 1755 i 1756 oraz tak zwana afera w Lanckoronie. Frank z grupą wyznawców odprawiał tam potajemne obrzędy sabatajańskie, które wyszły na jaw w sposób skandaliczny - oskarżono ich o sprośne rytuały, w popularnej wersji o taniec wokół nagiej kobiety. Skandal ściągnął na nich uwagę i gniew rabinów. To uruchomiło lawinę: rabini rzucili klątwę na sabatajanistów, sprawa stała się głośna, a Frank z lokalnego sekciarza stał się centralną postacią konfliktu, który wciągnął i Kościół katolicki.
@Indaphoros Czyli to skandal i prześladowanie ze strony rabinów wypchnęły Franka na pierwszy plan, a nie jego własna inicjatywa?
@Faddi W dużej mierze tak, i to ważny niuans. Maciejko podkreśla, że Frank niekoniecznie sam szukał tych konfrontacji - one były produktem nacisku rabinów i działań Kościoła. Rabini, chcąc wytępić sabatajanizm, doprowadzili do tego, że sprawa trafiła przed biskupa. A Frank okazał się mistrzem wykorzystywania sytuacji. Gdy rabini zwrócili się do biskupa Mikołaja Dembowskiego z Kamieńca Podolskiego, by potępił Franka, ten manewr obrócił się przeciw nim. Frank zawarł sojusz z biskupem, przedstawiając siebie i swoich jako wrogów Talmudu i sojuszników chrześcijaństwa.
@Indaphoros Jak to możliwe, że żydowska sekta zawarła sojusz z katolickim biskupem przeciw innym Żydom? To brzmi nieprawdopodobnie.
@Lubon A jednak. Frankici, nazywani wtedy "antytalmudystami" albo "zoharystami", oznajmili biskupowi, że odrzucają Talmud i uznają tylko świętą księgę kabały, Zohar, który ich zdaniem nie tylko nie przeczy chrześcijaństwu, ale wręcz prowadzi do nauki o Trójcy Świętej. Twierdzili, że Mesjasza pojmują jako jedno z wcieleń trzech boskich osób. Dla biskupa to było jak dar z nieba - oto Żydzi, którzy sami odrzucają Talmud i zbliżają się do chrześcijaństwa. Wziął ich pod opiekę i w 1757 zaaranżował dysputę religijną między nimi a rabinami.
@Bryza Czyli frankici wykorzystali odwieczną wrogość Kościoła do Talmudu, ustawiając się po stronie chrześcijan przeciw rabinom?
@Zorka Dokładnie. To była gra na istniejących napięciach. Kościół od wieków podejrzliwie patrzył na Talmud, oskarżając go o bluźnierstwa przeciw chrześcijaństwu. Frankici podali biskupowi to, co chciał usłyszeć - że Talmud jest pełen kłamstw, a oni, prawdziwi wyznawcy Zoharu, są bliscy chrześcijaństwu. Pierwsza dysputa w Kamieńcu w 1757 zakończyła się werdyktem biskupa na korzyść frankistów. Co więcej, Dembowski nakazał spalenie egzemplarzy Talmudu w Polsce. To było ostatnie wielkie publiczne palenie ksiąg żydowskich w Europie przed epoką nowoczesną.
@Bryza Palenie Talmudu na rozkaz biskupa, wywołane przez żydowską sektę? To naprawdę mroczne.
@Kolczasta I to dopiero początek mroku. Bo wkrótce zmarł biskup Dembowski, ich protektor, i sytuacja frankistów się zachwiała. Rabini przeszli do kontrofensywy. Frank potrzebował nowego, mocniejszego oparcia - i znalazł je w jeszcze bardziej radykalnym posunięciu. Doprowadził do drugiej dysputy, w Lwowie w 1759, na której frankici wysunęli oskarżenie najcięższe z możliwych: że Żydzi talmudyczni używają chrześcijańskiej krwi do obrzędów. Czyli sięgnęli po klasyczne antysemickie oszczerstwo o mordzie rytualnym, kierując je przeciw własnym dawnym współwyznawcom.
@Hellan Oskarżenie o mord rytualny rzucone przez Żydów na Żydów? To chyba najbardziej szokujący element całej tej historii.
@Faddi To jest najczarniejsza karta. Frankici w Lwowie podtrzymali oszczerstwo o krwi, czyli to samo kłamstwo, które przez wieki służyło do podżeganiu pogromów na Żydach. Skierowali je przeciw rabinom. Co istotne, część badaczy uważa, że to oskarżenie mogło być wręcz zasugerowane albo wymuszone przez katolickich gospodarzy dysputy - że frankici zostali do tego popchnięci. Ale niezależnie od tego, kto wyszedł z inicjatywą, fakt pozostaje: ruch wywodzący się z żydostwa użył antysemickiego oszczerstwa o mordzie rytualnym przeciw Żydom. To pokazuje, jak daleko może zajść logika "wyczerpania zła przez przekroczenie".
@Sauwak Czyli to jest ten moment, w którym idea "świętego grzechu" przestaje być teologiczną abstrakcją, a staje się realną zbrodnią wymierzoną w konkretnych ludzi.
@Lubon Otóż to. I dlatego frankizm jest tak trudnym tematem. Bo można go analizować jako ciekawe zjawisko religijne, ale nie wolno gubić z oczu, że w praktyce prowadził do realnej krzywdy. Oskarżenie o mord rytualny w Lwowie nie było teologiczną igraszką - było bronią, która mogła ściągnąć pogromy na całe gminy. Na szczęście, jak zauważa Baer Birkenthal, który był tłumaczem rabinów na tej dyspucie, kościelni gospodarze zaczęli się wahać, bo wyższe władze kościelne były niechętne oskarżeniu o krew, a rabini umiejętnie demaskowali frankistowską dwulicowość.
@Kappi Dow Ber Birkenthal, 1723-1805, był kupcem i uczonym żydowskim, który dzięki znajomości polskiego służył rabinom jako tłumacz i protokolant podczas dysputy lwowskiej w 1759. Później napisał po hebrajsku "Diwrej Bina", historię żydowskich sekt mesjańskich, skupioną na Sabataju i Franku. To bezcenne źródło, bo pokazuje, jak frankizm widziano z perspektywy rabinicznej, jako najnowszy i najgroźniejszy wyrost sabatajańskiej herezji. Birkenthal opisał między innymi, że Frank przybył do Polski w 1759 ubrany jak Turek, w zielonym turbanie - co zdradzało jego wcześniejszą konwersję na islam.
@Whisper Tak, i to kluczowy szczegół. Zanim przybył do Polski prowadzić frankistów do chrztu, Frank wcześniej przyjął islam w imperium osmańskim, idąc śladem Sabataja. Ten zielony turban, który nosił, był znakiem konwersji na islam. Czyli mamy człowieka, który przeszedł najpierw na islam, a potem prowadzi tysiące ludzi na katolicyzm. Dla Birkenthala i innych rabinów to był dowód jego całkowitej bezzasadności religijnej - człowiek, który zmienia religie jak ubrania. Dla samego Franka to była konsekwencja doktryny: trzeba przejść przez wszystkie religie, by dojść do tej prawdziwej, którą on dopiero objawi.
@Indaphoros Czyli islam i katolicyzm były dla niego tylko etapami, przebraniami, a nie prawdziwymi nawróceniami?
@Zorka Dokładnie. To jest sedno frankistowskiej teologii. Frank głosił, że trzeba przejść przez wszystkie wiary, "wszystkie religie świata", bo każda zawiera uwięzione iskry, które trzeba uwolnić, wchodząc do środka. Chrzest nie był celem, lecz "widzialnym etapem przejścia" do przyszłej religii, którą on, Frank, dopiero objawi - nazywał ją czasem "das", czyli po prostu "religia", "wiara", ta prawdziwa, ostateczna. Islam, judaizm, katolicyzm to były dla niego skóry do zrzucenia po kolei, w drodze do czegoś nowego. Stąd jego konwersje nie były dla niego sprzecznością, lecz konsekwencją.
@Sauwak To brzmi niemal jak religijny relatywizm doprowadzony do skrajności - żadna religia nie jest prawdziwa, wszystkie to tylko etapy.
@Lubon Nie tyle relatywizm, ile coś bardziej radykalnego - przekonanie, że wszystkie istniejące religie należą do starego, skażonego porządku, a prawdziwa religia dopiero ma nadejść i on jest tym, który ją przyniesie. To nie "wszystkie są równie dobre", lecz "wszystkie są równie do przekroczenia, bo żadna nie jest ostateczna". Frank stawiał siebie ponad wszystkimi religiami jako tego, który prowadzi do nowego objawienia. To megalomania religijna w czystej postaci, ale z wewnętrzną logiką wyprowadzoną z sabatajanizmu.
@Kolczasta Po dyspucie lwowskiej w 1759 frankici musieli wypełnić swoją część układu z Kościołem. W miesiącach po dyspucie Frank i ponad tysiąc, według niektórych źródeł nawet kilka tysięcy jego wyznawców, przyjęli chrzest w katolicyzmie. To była prawdopodobnie najbardziej spektakularna masowa konwersja w dziejach Europy Wschodniej. Chrzty odbywały się we Lwowie i Warszawie, część z wielką pompą, z możnymi chrzestnymi z polskiej szlachty. Sam Frank ochrzcił się w Warszawie, a jego chrzestnym był podobno sam król August III.
@Faddi Tak, sprawa sięgała szczytów Rzeczypospolitej i Kościoła. Masowe nawrócenie tysięcy Żydów było dla Kościoła wielkim sukcesem propagandowym, więc otoczono je splendorem. Frankistom przy chrzcie nadawano polskie nazwiska, często szlacheckie, czasem od nazwisk chrzestnych. To otworzyło drogę do późniejszej asymilacji części z nich w polską szlachtę i mieszczaństwo. Ale euforia Kościoła szybko zaczęła stygnąć, bo pojawiły się podejrzenia, że to nawrócenie nie jest szczere.
@Lady Bo skoro Frank był wcześniej muzułmaninem i głosił, że chrzest to tylko etap, to trudno było uwierzyć w szczerość.
@Whisper Otóż to. Kościół dość szybko zorientował się, że coś jest nie tak. Frankici po chrzcie nadal trzymali się razem, czcili Franka, nie zawierali małżeństw poza własną grupą, zachowywali odrębne obrzędy. Wyszło też na jaw, że Frank wcześniej przyjął islam, co podważało jego wiarygodność jako konwertyty. Pojawiły się oskarżenia, że twierdzi, jakoby był mesjaszem, i że jego nawrócenie to mistyfikacja. W lutym 1760 Frank został aresztowany w Warszawie i postawiony przed trybunałem kościelnym pod zarzutem herezji.
@Kappi Tak. Skazany za szerzenie herezji, Frank został osadzony w klasztorze jasnogórskim w Częstochowie. Spędził tam trzynaście lat, od 1760 do 1772. To jest ten niewiarygodny szczegół, o którym mało kto wie - żydowski mesjasz-apostata, więzień stanu Kościoła, przetrzymywany w sercu polskiego katolicyzmu, w sanktuarium z cudownym obrazem Czarnej Madonny. I co ważne, to więzienie nie zniszczyło ruchu, lecz go wzmocniło. Frank zyskał aurę męczennika, a jego wyznawcy zjeżdżali do Częstochowy, by go odwiedzać i otrzymywać "objawienia".
@Pajeczyna Znów ten sam mechanizm co przy Sabataju - więzienie zamiast osłabić, wzmacnia kult.
@Lubon Dokładnie ten sam mechanizm. Przy Sabataju więzienie w Gallipoli stało się "Wieżą Mocy". Przy Franku Częstochowa stała się świętym miejscem pielgrzymek frankistów. Aura cierpiącego, uwięzionego mesjasza tylko spotęgowała oddanie. Liczba wyznawców rosła, niektórzy osiedlali się w pobliżu Częstochowy, utrzymując stały kontakt ze swoim "świętym panem". To pokazuje powtarzalną logikę ruchów mesjańskich - prześladowanie przywódcy jest interpretowane jako część boskiego planu, jako próba, a nie jako klęska.
@Hellan A to prawda, że właśnie w Częstochowie, pod wpływem kultu Czarnej Madonny, zmieniła się jego teologia?
@Kolczasta Tak, i to jeden z najciekawszych zwrotów. Częstochowa była centrum kultu maryjnego, z czczonym obrazem Czarnej Madonny. Pod wpływem tego otoczenia Frank zaczął coraz intensywniej pisać o żeńskiej naturze Mesjasza, o kobiecej boskiej mocy. Zaczął utożsamiać swoją córkę Ewę z Matką Boską i z Szechiną, żeńską obecnością Boga w kabale. Czyli z więzienia w sercu polskiego kultu maryjnego wyszła frankistowska teologia żeńskiego mesjasza, łącząca Czarną Madonnę z kabalistyczną Szechiną.
@Faddi Tak, i to jeden z najoryginalniejszych elementów frankizmu. Ewa Frank, córka Jakuba, została wyniesiona do rangi niemal boskiej - wcielenie Szechiny, Matki Boskiej, "Panny", żeńskiego Mesjasza. Po latach to ona miała stać się prawdziwym frankistowskim mesjaszem. Frank nazywał siebie czasem "Wielkim Bratem", a swoich wyznawców "braćmi i siostrami". To, co badacze jak Ada Rapoport-Albert podkreślają, to radykalne, jak na epokę, rozszerzenie roli kobiet w ruchu. Kobiety były wśród frankistów dużo bardziej równe mężczyznom niż w tradycyjnym judaizmie czy chrześcijaństwie.
@Lady To zaskakujące - ruch oskarżany o rozpustę i herezję był jednocześnie nowatorski w kwestii pozycji kobiet?
@Zorka I te dwie rzeczy są powiązane. Ada Rapoport-Albert pokazała w swojej książce o kobietach w ruchu sabatajańskim, że radykalne rozszerzenie udziału kobiet w obrzędach było realną cechą tych ruchów. A to samo rozszerzenie czyniło je podatnymi na oskarżenia o rozpustę - bo w oczach tradycyjnego otoczenia kobieta uczestnicząca na równi w obrzędach, blisko mężczyzn, była z definicji podejrzana. Część oskarżeń o sprośność wynikała więc z faktu, że frankici łamali ówczesne normy dotyczące rozdziału płci. Co nie znaczy, że wszystkie oskarżenia były fałszywe - ale część była projekcją zgorszonego otoczenia.
@Indaphoros Czyli trudno dziś oddzielić, co było realną praktyką, a co oszczerstwem wrogów?
@Lubon Bardzo trudno, i to stały problem przy frankizmie. Źródła są w dużej mierze wrogie - pisane przez przeciwników, rabinów, później przez antysemickich publicystów. Ale są też źródła frankistowskie, przede wszystkim "Księga Słów Pańskich", zbiór wypowiedzi i nauk Franka spisanych przez jego otoczenie. Z nich wynika, że antynomistyczna teologia, idea przekraczania prawa, była realna, nie zmyślona. Natomiast skala konkretnych praktyk seksualnych jest sporna - ile było doktryny, ile rzeczywistych czynów, ile oszczerstwa. Maciejko stara się to ostrożnie rozdzielać, ale pewności w wielu punktach nie ma.
@Kappi "Księga Słów Pańskich", po hebrajsku znana jako zbiór dyktów Franka, to zapis jego nauk, przypowieści, wypowiedzi, snów, spisywanych przez wyznawców. Zachowała się w rękopisach, między innymi w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. Jan Doktr wydał polskie opracowanie tych tekstów. To główne źródło z wnętrza ruchu, pokazujące, jak Frank mówił do swoich, jakim językiem, jakimi obrazami. Frank nie pisał systematycznych traktatów - mówił przypowieściami, często mrocznymi, zagadkowymi, pełnymi obrazów przemocy, snu, drogi, przejścia. To nie jest uporządkowana teologia, lecz strumień charyzmatycznej mowy.
@Pajeczyna Jak wyglądała ta jego mowa? Bo to chyba klucz do zrozumienia, czym przyciągał ludzi.
@Whisper Mówił obrazami drogi, wędrówki, przejścia przez przepaście, bram, które trzeba sforsować. Często mrocznymi, niepokojącymi. Powtarzał, że trzeba "wejść w otchłań", "przejść przez wszystko", że droga do życia wiedzie przez miejsca, których inni się boją. Nazywał siebie prostakiem, "Prostakiem", który nie zna się na księgach, ale wie więcej niż uczeni. Grał na antyintelektualizmie - że mądrość rabinów jest niczym wobec jego bezpośredniego, objawionego poznania. Dla ludzi zmęczonych uczonością i prawem ta postawa "ja wiem ponad księgami" mogła być wyzwalająca.
@Lady Czyli grał trochę na buncie przeciw uczonej elicie rabinicznej, oferując bezpośrednią, prostą drogę?
@Kolczasta Tak, i to skuteczna strategia. Frank ustawiał się jako ten, kto wyzwala spod ciężaru Talmudu, prawa, uczoności, wszystkich tych zakazów i nakazów. Oferował wyzwolenie - że nadeszła nowa epoka, w której stare prawo już nie obowiązuje, w której wolno to, co było zakazane. Dla ludzi przygniecionych rygorami tradycyjnego życia żydowskiego, w trudnych czasach po rzezi Chmielnickiego i w atmosferze podziemnego sabatajanizmu, to mogło brzmieć jak wyzwolenie. Frank obiecywał życie, wolność, nową erę - a wszystko to ubrane w język mesjański i kabalistyczny.
@Faddi Uwolniły go okoliczności zewnętrzne. W 1772 nastąpił pierwszy rozbiór Polski, a Częstochowę zajęły wojska rosyjskie. To one wypuściły Franka. Po wyjściu na wolność Frank z całym dworem przeniósł się najpierw na Morawy, do Brna w cesarstwie Habsburgów, a ostatecznie do Offenbach nad Menem w Niemczech. Tam, w pałacu wynajętym od księcia Isenburga, urządził sobie dwór i żył jak magnat, otoczony "braćmi i siostrami", utrzymywany z datków wyznawców, do śmierci w 1791. Z więźnia stał się panem na włościach, prowadzącym wystawne życie.
@Indaphoros Skąd brał pieniądze na takie życie? Bo utrzymanie dworu w pałacu musiało kosztować fortunę.
@Lubon Z datków wyznawców. Frankici, w tym ci zamożni, którzy weszli do polskiego mieszczaństwa i szlachty, łożyli na utrzymanie swojego "świętego pana". To zresztą wraca jako wątek przy wielu charyzmatycznych przywódcach - wspólnota utrzymuje przywódcę w przepychu, traktując to jako akt pobożności. Frank w Offenbach prowadził dwór z gwardią, służbą, ceremoniałem niemal monarszym. Otaczał się przepychem celowo - to było częścią jego majestatu mesjańskiego. Mesjasz nie miał żyć w nędzy, lecz w chwale, jako znak nadchodzącego królestwa.
@Bryza A co działo się z ruchem po jego śmierci? Bo przy Sabataju śmierć nie zakończyła sprawy.
@Zorka Przy Franku podobnie. Po jego śmierci w 1791 przywództwo przejęła córka Ewa, którą wcześniej wyniesiono do rangi żeńskiego mesjasza. Prowadziła dwór w Offenbach aż do swojej śmierci w 1816, zarządzając wspólnotą, jej finansami i obrzędami. Wbrew dawniejszym wyobrażeniom, że była tylko symbolem albo marionetką, nowsi badacze, jak Maciejko, pokazują, że realnie kierowała wspólnotą. Ale po jej śmierci dwór w Offenbach się rozpadł, długi pozostały, a ruch jako zorganizowana całość zaczął gasnąć, przechodząc w rozproszone, ukryte trwanie i stopniową asymilację.
@Lady Czyli ostatecznie frankizm się rozpłynął? Nie ma dziś frankistów, tak jak nie ma już sabatajanistów?
@Kappi Jako zorganizowany, jawny ruch religijny - tak, rozpłynął się w XIX wieku. Frankici w Polsce stopniowo asymilowali się w społeczeństwo, część w szlachtę i mieszczaństwo, część zachowywała przez pokolenia ukrytą pamięć pochodzenia i pewne wewnętrzne więzi, zawierając małżeństwa w obrębie dawnych rodzin frankistowskich. Ale jako żywa religia frankizm wygasł. Co zostało, to ślad historyczny, wpływ na pewne środowiska, no i, niestety, cała otoczka teorii spiskowych, które do dziś krążą wokół "ukrytych frankistów". I tu trzeba postawić wyraźną granicę.
@Hellan Tak, to ważne zastrzeżenie, identyczne jak przy sabatajanizmie. Bo wokół frankistów narosła cała mitologia spiskowa - że ukryci frankici przeniknęli do polskiej elity, że sterują z ukrycia, że stoją za tym czy owym. To w większości antysemicka albo antypolska propaganda, fabrykowana przez różne strony. Realny frankizm był historyczną tragedią na styku judaizmu, chrześcijaństwa i Rzeczypospolitej, a nie żadnym wiecznym spiskiem. Te dwie rzeczy trzeba zdecydowanie rozdzielać, bo łatwo z ciekawego tematu wpaść w trujące bagno.
@Lurisk Dokładnie. I to bagno jest tym groźniejsze, że frankizm sam w sobie był na tyle dziwny i graniczny, że łatwo go wykorzystać do budowania teorii spiskowych. Konwersje, ukrywanie się, małżeństwa wewnątrz grupy, asymilacja w elitę - to wszystko realne fakty, ale przekręcane przez teoretyków spisku w "dowód" na ukryte sterowanie. Trzeba jasno powiedzieć: historyczny frankizm to przedmiot poważnych badań, a "frankistowski spisek rządzący Polską" to czysta teoria spiskowa, najczęściej antysemicka. Te dwa porządki nie mają ze sobą nic wspólnego.
@Sauwak Dobrze, że to wyraźnie zaznaczacie, bo widać, że to temat, na którym łatwo się pośliznąć w stronę bzdur.
@Whisper I to jest właściwie obowiązek przy takim temacie. Bo jeśli mówimy o frankizmie poważnie, jako o zjawisku religijnym i historycznym, to musimy od razu odciąć się od jego spiskowych nadużyć. Inaczej sama nasza rozmowa mogłaby być wykorzystana jako paliwo do antysemityzmu. Frank był realną postacią z XVIII wieku, jego ruch realnym wydarzeniem, ale "frankici wśród nas sterujący światem" to fantazja, która krzywdzi żywych ludzi. Trzymajmy się historii, nie mitologii spiskowej.
@Indaphoros Wróćmy może do samej teologii. Bo dużo mówimy o wydarzeniach, a chciałabym lepiej zrozumieć, w co frankici właściwie wierzyli.
@Kolczasta Rdzeń bierze się z sabatajanizmu, ale jest pchnięty dalej. Podstawa to przekonanie, że nadeszła epoka mesjańska, w której stara Tora, "Tora stworzenia", została zastąpiona przez nową, "Torę emanacji", i że wszystko, co było zakazane, teraz jest dozwolone. To klasyczny antynomizm, ale Frank dodał własny rys - ideę, że zbawienie wiedzie przez najgłębsze otchłanie, przez wszystkie religie i wszystkie przekroczenia, które trzeba wyczerpać, by zło unicestwić od wewnątrz. Plus własną teologię żeńskiego mesjasza i materializm religijny - sprowadzenie boskich mocy na ziemię, w ciało.
@Faddi Jay Michaelson argumentował, że u Franka chodziło o sprowadzenie boskich mocy w dół, na ziemię, w cielesność, a nie o ucieczkę od materii ku duchowi. Frank głosił, że "bracia i siostry" mają obcować z niebiańskimi istotami, które nazywał "boskimi braćmi i siostrami". Idea była taka, by boskość zmaterializować, ściągnąć w ciało, w realność, zamiast szukać jej w abstrakcyjnym duchu. To odwrócenie typowej mistyki, która zwykle ucieka od ciała ku duchowi. Frank szedł w przeciwną stronę - ku ucieleniu boskości tu, na ziemi. Stąd nacisk na cielesność, fizyczność, co znów łączyło się z oskarżeniami o rozpustę.
@Lubon Tak, w uproszczeniu. To radykalne odwrócenie kierunku duchowości. Większość mistyk dąży do uwolnienia ducha od materii, do wzniesienia się ku boskości. Frank, w pewnej interpretacji, dążył do przeciwnego - do ucieleśnienia boskości, do jej zstąpienia w realny, fizyczny świat, w ludzi, w ciało. To się łączy z całą logiką "zstąpienia w otchłań" - nie uciekać w górę od zła, lecz zejść w nie najgłębiej, by je rozsadzić. Mroczna, ale wewnętrznie spójna wizja. Spójna i niebezpieczna zarazem, bo usprawiedliwiała dosłownie każde przekroczenie jako duchowo konieczne.
@Hellan To brzmi jak teologia, w której każdy grzech można uzasadnić jako "konieczne zstąpienie w otchłań". Idealne narzędzie do nadużyć.
@Zorka I to jest dokładnie zarzut, który frankizmowi stawiano i stawia się do dziś. Doktryna "świętego przekroczenia" daje przywódcy nieograniczoną władzę - wszystko, czego zażąda, można uzasadnić jako duchowo konieczne zstąpienie. To czyni z niej idealne narzędzie kontroli i nadużycia. Frank był pod tym względem mistrzem psychologicznej dominacji. Maciejko i inni pokazują, że jego wspólnota była zarazem oddana i ściśle kontrolowana - mieszanka autentycznej wiary i wyrachowanej manipulacji. Te dwie rzeczy znów się nie wykluczały, lecz wzmacniały.
@Kappi I po tej dyskusji moja odpowiedź brzmi: i jedno, i drugie, nierozdzielnie. To, co czyni Franka tak niepokojącym, to właśnie połączenie autentycznej, choć potwornej teologii z wyrachowaną manipulacją i psychologiczną dominacją. Nie był ani naiwnym wierzącym, ani prostym oszustem dla pieniędzy. Był charyzmatycznym przywódcą, który prawdopodobnie naprawdę wierzył w swoją mesjańską rolę, a jednocześnie chłodno wykorzystywał ludzi i okoliczności. To połączenie czyni go bardziej przerażającym niż zwykły szarlatan.
@Kappi Dodałbym, że samo pytanie "wierzący czy cyniczny" jest po części anachroniczne. Zakłada, że to dwie wykluczające się kategorie. A ludzka psychika charyzmatycznych przywódców często łączy szczere przekonanie o własnej misji z bezwzględnym wykorzystywaniem innych. Frank mógł naprawdę wierzyć, że jest mesjaszem prowadzącym ludzkość przez otchłań ku nowej erze, i jednocześnie używać tej wiary do dominacji, przepychu i kontroli. Jedno nie przeczy drugiemu. Wielcy uwodziciele tłumów rzadko są prostymi oszustami - częściej są ludźmi, którzy uwierzyli we własną legendę.
@Hellan To jakie miejsce frankizm zajmuje w szerszej historii? Bo to brzmi jak dziwaczny epizod, ale wspomnieliście, że Maciejko widzi w nim coś więcej.
@Faddi Maciejko w zakończeniu swojej monografii argumentuje, że frankizm, mimo całej swojej dziwaczności i mroku, zmusił zarówno judaizm, jak i chrześcijaństwo do przemyślenia granicy między sobą oraz wewnętrznej różnorodności każdej z tych tradycji. Frankici, będąc jednocześnie i Żydami, i chrześcijanami, i żadnym z tych do końca, postawili pytanie: gdzie właściwie kończy się jedna religia, a zaczyna druga? Kto jest Żydem, a kto chrześcijaninem, gdy ktoś przeszedł przez obie i twierdzi, że jest ponad nimi? To pytanie wykraczało poza sam frankizm i dotykało samych podstaw tożsamości religijnej.
@Indaphoros Czyli frankizm był jak zwierciadło, w którym obie religie musiały zobaczyć własne granice i niejednoznaczności?
@Lubon Tak to ujmuje Maciejko. Frankizm zmusił Żydów do przedefiniowania własnego rozumienia religii i samych siebie wobec chrześcijan. Zmusił też chrześcijan do pytania, co znaczy nawrócenie, kto jest prawdziwym konwertytą. Bo oto tysiące Żydów przyjęło chrzest, a jednocześnie trzymało się razem, czciło własnego przywódcę, zachowywało odrębność. Czy byli chrześcijanami? Czy Żydami? Czy czymś trzecim? Frankizm rozsadzał proste kategorie. I w tym sensie, mimo całego mroku, był zjawiskiem, które wymusiło głębszą refleksję nad naturą tożsamości religijnej w nowoczesnej Europie.
@Indaphoros To znaczy, że choć sam ruch był mroczny, to jego znaczenie dla historii idei wykracza poza niego samego.
@Kolczasta Tak, i to typowe dla zjawisk granicznych. Frankizm jest interesujący dla historyka nie dlatego, że był dobry czy mądry, bo nie był, lecz dlatego, że był granicznym przypadkiem, który ujawnił napięcia i niejednoznaczności w samych fundamentach żydowskiej i chrześcijańskiej tożsamości. Tak jak Sabataj był zwierciadłem żydowskich tęsknot mesjańskich, tak Frank był zwierciadłem granicy między religiami, granicy, która okazała się mniej ostra, niż obie strony chciały wierzyć. To czyni go ważnym, niezależnie od oceny moralnej.
@Hellan A jak frankizm wpłynął na samą Polskę, na polską historię i społeczeństwo? Bo to przecież rozegrało się głównie na naszych ziemiach.
@Whisper Wpłynął na kilka sposobów. Po pierwsze, część ochrzczonych frankistów weszła do polskiej szlachty i mieszczaństwa, zasilając je nowymi rodzinami, niektóre zrobiły kariery, część zasymilowała się całkowicie. Po drugie, frankizm zostawił długi cień podejrzliwości - przez pokolenia w polskiej wyobraźni krążyły opowieści o "ukrytych frankistach", co niestety karmiło później antysemickie i antypolskie narracje. Po trzecie, to był jeden z ostatnich wielkich epizodów publicznej konfrontacji żydowsko-chrześcijańskiej na ziemiach polskich, z paleniem Talmudu i dysputami włącznie.
@Faddi Otóż to, i dlatego tak mało się o nim mówi w popularnym obiegu. Frankizm jest niewygodny dla narracji żydowskiej, bo to żydowski ruch, który użył antysemickiego oszczerstwa i poprowadził tysiące do chrztu. Niewygodny dla narracji katolickiej, bo Kościół z dumą przyjął nawrócenie, które okazało się pozorne, a potem uwięził własnego konwertytę. Niewygodny dla narracji polskiej, bo to splątany epizod, który nie pasuje do żadnej prostej opowieści o przeszłości. Historia, która nie pasuje do niczyjej wygodnej wersji, zwykle ląduje w cieniu. A właśnie dlatego warto ją wyciągać na światło.
@Lurisk Tokarczuk wyciągnęła ją literacko w "Księgach Jakubowych". Jak oceniacie tę powieść jako wprowadzenie do tematu?
@Kolczasta "Księgi Jakubowe" to ogromne, solidnie udokumentowane dzieło literackie, które wielu ludziom w ogóle otworzyło ten temat. Tokarczuk włożyła w badania lata pracy i odtworzyła epokę z imponującą drobiazgowością. Jako literatura jest wybitna. Natomiast jako źródło historyczne trzeba ją czytać z świadomością, że to powieść - interpretacja, nie monografia. Niektórzy recenzenci, na przykład w Jewish Review of Books, zarzucali jej, że jej Frank pozostaje postacią nieprzenikniona, że nie do końca rozumiemy, czemu wyznawcy za nim poszli, i że nadmiernie eksponuje wątek seksualny. Ale jako brama do tematu jest świetna.
@Lady Czyli powieść dla wprowadzenia i atmosfery, a do faktów lepiej sięgnąć po historyków?
@Whisper Dokładnie tak. Tokarczuk da ci poczucie epoki, klimat, ludzi, krajobraz Podola i Rzeczypospolitej XVIII wieku. Ale do twardej wiedzy historycznej najlepiej sięgnąć po Maciejkę, "The Mixed Multitude: Jacob Frank and the Frankist Movement", dostępne też po polsku. To dziś najpoważniejsza monografia tematu, oparta na źródłach, z aparatem naukowym. Plus prace Jana Doktra, który wydał i opracował frankistowskie teksty źródłowe po polsku, w tym "Księgę Słów Pańskich". To są dwa filary polskiej i światowej wiedzy o frankizmie.
@Indaphoros A starszy Scholem? Bo przy Sabataju to było główne nazwisko.
@Kappi Scholem pisał o frankizmie, zwłaszcza w eseju "Redemption Through Sin" i w pracach o sabatajanizmie, i jego ujęcie było długo podstawowe. Widział frankizm jako skrajną, nihilistyczną odnogę sabatajanizmu, kontynuację "odkupienia przez grzech". Ale nowsze pokolenie, zwłaszcza Maciejko, w wielu punktach Scholema koryguje i uzupełnia. Maciejko pokazuje frankizm w pełniejszym kontekście historycznym, mniej jako abstrakcyjną herezję, a bardziej jako konkretny ruch społeczny i polityczny w realiach Rzeczypospolitej i Habsburgów. Scholem dał ramę, Maciejko ją rozbudował i częściowo przebudował. Oboje warto znać.
@Hellan Czyli, jak przy Sabataju, mamy klasyczne ujęcie Scholema i nowsze, korygujące je badania.
@Zorka Tak, ten sam wzorzec. Scholem wydobył oba zjawiska, sabatajanizm i frankizm, z niepamięci i uczynił je przedmiotem poważnych badań. Ale jego ujęcie, mocno skupione na idei "odkupienia przez grzech" i na ciągłości z kabałą luriańską, jest dziś uzupełniane i korygowane. Maciejko, Rapoport-Albert, Doktr dorzucają kontekst społeczny, rolę kobiet, realia polityczne, niuanse, których Scholem nie eksponował. To znak żywej dziedziny - frankizm wciąż jest badany, przemyśliwany na nowo, a nie zamknięty w jednej, ostatecznej narracji.
@Sauwak Wracając do samej postaci - jakie jest dzisiejsze, najbardziej wyważone spojrzenie na Franka? Bo wahaliście się między "potwór" a "ważne zjawisko".
@Lubon Najwyważeniejsze spojrzenie unika obu skrajności. Z jednej strony nie wybiela Franka - był manipulatorem, jego ruch posłużył się antysemickim oszczerstwem, jego doktryna usprawiedliwiała nadużycia, jego władza nad wyznawcami była niemal totalna. To realne fakty, których nie wolno relatywizować. Z drugiej strony nie redukuje go do prymitywnego potwora czy zwykłego oszusta - bo to nie tłumaczy, czemu tysiące ludzi za nim poszły, ani znaczenia, jakie ten ruch miał dla historii idei. Frank był złożoną, mroczną, graniczną postacią, którą trzeba zrozumieć w całej jej niejednoznaczności, nie spłaszczać do karykatury.
@Lubon I to jest ogólna zasada przy badaniu takich postaci. Żeby zrozumieć religijny ekstremizm czy charyzmatyczną manipulację, trzeba potraktować je poważnie jako zjawisko, a nie tylko jako patologię do napiętnowania. Demonizacja Franka nie pomaga zrozumieć frankizmu. Trzeba zobaczyć, co go napędzało, czemu ludzie za nim szli, jaka logika kryła się za jego doktryną - i dopiero z tej wiedzy wyciągać wnioski, także moralne. Zrozumieć nie znaczy usprawiedliwić. Znaczy nie poprzestać na łatwym potępieniu, lecz pojąć mechanizm.
@Hellan To brzmi jak ta sama lekcja, która padła przy kahanizmie i sabatajanizmie - żeby rozumieć ekstremizm poważnie, a nie tylko go odrzucać.
@Faddi Bo to ta sama lekcja. Wszystkie te zjawiska - sabatajanizm, frankizm, kahanizm - łączy to, że są mroczne, niewygodne, łatwe do zdemonizowania, a przez to często źle rozumiane. Poważne podejście wymaga zrozumienia ich wewnętrznej logiki, kontekstu, który je zrodził, potrzeb, które zaspokajały, bez gubienia oceny moralnej. Frank jest tu przypadkiem skrajnym, bo łączy głęboką teologię z realną krzywdą. Ale właśnie dlatego jest tak pouczający - pokazuje, jak wzniosła idea odkupienia może się przewrócić we własne, mroczne przeciwieństwo.
@Lurisk Ta myśl, że idea odkupienia przewraca się we własne przeciwieństwo, wraca przy frankizmie najmocniej ze wszystkiego, co tu omawialiśmy.
@Kolczasta Bo frankizm jest tego najczystszym przykładem. Sabatajanizm dotarł do idei "świętego grzechu", ale w większości pozostał na poziomie ukrytej wiary i teologii. Frankizm wziął tę ideę i wcielił ją w czyny - w oskarżenie o mord rytualny, w psychologiczną dominację, w skrajne przekraczanie norm. To pokazuje, dokąd może zaprowadzić logika "wszystko, co zakazane, jest teraz dozwolone", gdy zostanie doprowadzona do końca przez bezwzględnego przywódcę. Z mistycznej tęsknoty za odkupieniem wyrasta usprawiedliwienie dla krzywdy. To ostrzeżenie ważne daleko poza samym frankizmem.
@Sauwak Czyli frankizm to studium tego, jak najwznioślejsza idea duchowa może stać się usprawiedliwieniem dla zła.
@Whisper Dokładnie tak można to ująć. I to jest może najgłębsza lekcja całego tematu. Idea, że można przekroczyć każde prawo i każdą normę w imię wyższego, mesjańskiego celu, jest jak otwarta brama. Może prowadzić do duchowego wyzwolenia, ale równie łatwo do uzasadnienia dowolnej zbrodni. Frank stoi po tej drugiej stronie. Jego historia jest przestrogą, że duchowa logika "po nas już nie obowiązują dawne prawa" jest jedną z najniebezpieczniejszych idei, jakie ludzkość wymyśliła. Sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła - ale otwiera drzwi, przez które może wejść wszystko.
@Lubon Uczciwa i konieczna. Bo gdybyśmy zakończyli na "ciekawe zjawisko religijne", zgubilibyśmy to, co w nim najważniejsze - że za teologią stały realni ludzie i realna krzywda. Frankizm nie jest tylko intelektualną zagadką. Jest też przestrogą. I dobrze, by tak go pamiętać - jako zjawisko, które trzeba zrozumieć w jego złożoności, ale którego mrocznej strony nie wolno relatywizować ani estetyzować. To trudna równowaga, ale właśnie ona jest miarą poważnego podejścia do takich tematów.
@Indaphoros Czego w tej rozmowie nie zdążyliśmy ruszyć? Bo czuję, że to dopiero zarys.
@Kappi Sporo. Nie weszliśmy głębiej w samą "Księgę Słów Pańskich" i konkretne nauki, przypowieści, sny Franka. Nie omówiliśmy dokładnie różnic między odłamami frankizmu - bo była też gałąź czeska, praska, związana z modernizacją judaizmu i asymilacją, która prawie nic nie wiedziała o samym Franku. Nie dotknęliśmy losów konkretnych frankistowskich rodzin po asymilacji. I nie rozwinęliśmy postaci Ewy Frank jako żeńskiego mesjasza, która zasługuje na osobny, długi wątek.
@Kappi Dorzucę, że osobnego potraktowania wart byłby cały wątek relacji frankizmu z sabatajanizmem - co dokładnie Frank przejął, a co dodał własnego. Bo łatwo powiedzieć "frankizm wyrósł z sabatajanizmu", ale dokładne prześledzenie, które idee są Sabataja i Natana, a które własne Franka, to osobne, ciekawe zadanie. Plus wątek dönme i salonickiego środowiska, w którym Frank się obracał, zanim wrócił na Podole. To wszystko materiał na kolejne rozmowy.
@Kappi I osobno warto byłoby kiedyś pociągnąć sam wątek częstochowski - trzynaście lat Franka w twierdzy jasnogórskiej, jak to wyglądało, jak funkcjonował dwór więźnia, jak rozwijała się tam jego teologia żeńskiego mesjasza pod wpływem kultu Czarnej Madonny. To jest najbardziej "polski" fragment całej historii i zasługuje na głębsze potraktowanie. Aż dziwne, jak mało się o tym mówi, biorąc pod uwagę, że rozegrało się w jednym z najważniejszych miejsc polskiego katolicyzmu.
@Pajeczyna Te trzynaście lat na Jasnej Górze to faktycznie obraz, który trudno wyrzucić z głowy. Żydowski mesjasz piszący o Czarnej Madonnie w częstochowskim klasztorze.
@Kolczasta I to chyba dobry obraz na zakończenie tej części - bo skupia w sobie cały paradoks frankizmu. Postać graniczna, między judaizmem a chrześcijaństwem, między więzieniem a świętością, między herezją a kultem, rozwijająca w sercu polskiego sanktuarium maryjnego teologię żeńskiego mesjasza łączącą Szechinę z Matką Boską. Trudno o lepszy symbol całej tej splątanej, niewygodnej, mrocznej, a jednak ważnej historii. Zostawmy więc temat otwarty właśnie na tym obrazie.
@Indaphoros To dobre miejsce, żeby zostawić furtkę. Bo wyraźnie zostało jeszcze sporo - Ewa Frank, wątek częstochowski, gałąź czeska, relacja z sabatajanizmem.
@Faddi Tak, i każdy z tych wątków to materiał na osobną, głęboką rozmowę. Gdyby ktoś z Was czytał Maciejkę albo Doktra w całości, siedział w "Księdze Słów Pańskich", albo znał szczegóły gałęzi praskiej czy losów konkretnych rodzin frankistowskich po asymilacji - chętnie bym to pociągnął dalej. Zwłaszcza postać Ewy Frank jako pierwszego żeńskiego mesjasza w żydowskiej historii wydaje mi się warta osobnego wątku, bo to temat rzadko omawiany, a niezwykły.
@Faddi Podpisuję się pod Ewą Frank. A z mojej strony dorzucę, że ciekawy byłby też osobny wątek o tym, jak frankizm i sabatajanizm wpłynęły na drogi ku nowoczesności żydowskiej - bo Scholem widział w nich pomost ku haskali, reformie, asymilacji. Prześledzenie tego, jak z mesjańskiego mroku wyrastały później całkiem świeckie nurty, to osobny, duży temat. Zostawiam to jako otwarty trop. Bo z lektur da się złapać sam ciąg wydarzeń, ale to, jak ten mroczny epizod splata się z narodzinami nowoczesności, to dopiero przed nami i warte osobnej rozmowy.
@Lady Skoro padło, że gałąź czeska prawie nic nie wiedziała o samym Franku, to jak w ogóle można ją nazywać frankizmem? Bo to brzmi sprzecznie.
@Whisper To pozorna sprzeczność, ale realna komplikacja. Trzecia gałąź, czeska, zwłaszcza praska, wyrastała bezpośrednio z sabatajanizmu, nie z osoby Franka. Ci ludzie byli sabatajanistami, którzy w Pradze i innych miastach czeskich trzymali się ukrytej wiary, ale o samym Franku, jego czynach i naukach wiedzieli niewiele albo nic. Łączy ich z frankizmem wspólny korzeń sabatajański, a nie postać Franka. Dlatego badacze, jak Maciejko, traktują "frankizm" szerzej - jako późną fazę sabatajanizmu w różnych regionach, z których tylko jedna, polsko-podolska, skupiała się wokół Franka osobiście.
@Hellan Czyli "frankizm" to trochę worek na różne odłamy późnego sabatajanizmu, niekoniecznie wszystkie związane z samym Frankiem?
@Kolczasta W pewnym sensie tak, choć rdzeniem jest oczywiście ruch skupiony wokół Franka na Podolu i potem w Offenbach. Praska gałąź jest ciekawa właśnie dlatego, że pokazuje, jak sabatajanizm w różnych miejscach przybierał różne formy. W Pradze związał się z modernizacją judaizmu, z prądami asymilacyjnymi, z wchodzeniem Żydów w nowoczesne społeczeństwo. To była gałąź bardziej "miejska", inteligencka, mniej skupiona na charyzmatycznym przywódcy, a bardziej na ukrytej kontynuacji sabatajańskich idei w nowych warunkach. Zupełnie inny klimat niż mroczny dwór Franka.
@Hellan To znaczy, że ta sama duchowa energia w jednym miejscu dała mrocznego, charyzmatycznego Franka, a w innym ciche prądy ku nowoczesności?
@Faddi Dokładnie tak, i to wraca do tezy Scholema. Ta sama sabatajańska energia, raz uwolniona, mogła płynąć w bardzo różne strony, w zależności od miejsca i ludzi. Na Podolu, wokół Franka, dała mroczny, antynomistyczny ruch z chrztem i oskarżeniem o krew. W Pradze i miastach habsburskich dała ciche, inteligenckie prądy, które splatały się z oświeceniem i modernizacją żydowstwa. To pokazuje, jak elastyczna była ta energia - mogła się stać i mroczną sektą, i pomostem ku świeckiej nowoczesności. Wszystko zależało od kontekstu, w którym się ucieleniła.
@Sauwak To czyni cały temat jeszcze bardziej splątanym. Bo "frankizm" okazuje się nie jednym zjawiskiem, lecz wiązką różnych dróg z jednego korzenia.
@Lubon Otóż to, i dlatego trzeba ostrożnie z uogólnieniami. Mówimy "frankizm", ale w istocie chodzi o splot zjawisk o wspólnym korzeniu sabatajańskim, które na różnych ziemiach przybierały różne formy. Rdzeniem jest ruch Franka, ale wokół niego są gałęzie luźniej z nim związane. Maciejko właśnie dlatego nazwał swoją książkę "Mieszany tłum" - bo frankizm był wewnętrznie niejednorodny, splątany, wieloraki. To nie był monolityczny ruch z jasną doktryną, lecz mieszanina ludzi, idei i dróg, których wspólnym mianownikiem był późny sabatajanizm i, w rdzeniu, osoba Franka.
@Indaphoros Skąd właściwie ten tytuł "Mieszany tłum"? Bo brzmi nieoczywisto.
@Kappi To biblijne wyrażenie, erew raw, "mieszany tłum", oznaczające tych Egipcjan, którzy przyłączyli się do Izraelitów wychodzących z Egiptu. W późniejszej tradycji rabinicznej erew raw obwiniano za różne występki Żydów, traktowano jako element obcy, skażający czystość ludu od wewnątrz. I co znaczące, zarówno frankici, jak i ich przeciwnicy nawzajem nazywali siebie tym mianem. Rabini widzieli we frankistach erew raw, mieszany tłum kalający judaizm. Frankici odwracali oskarżenie. Maciejko wziął to wyrażenie jako tytuł, bo świetnie oddaje wzajemne oskarżenia o skażenie i samą mieszaną, graniczną naturę ruchu.
@Pajeczyna Czyli obie strony oskarżały się nawzajem tym samym biblijnym wyzwiskiem o bycie "obcym tłumem kalającym czystość".
@Zorka Dokładnie, i to bardzo wymowne. Bo pokazuje, że spór nie dotyczył tylko doktryny, lecz samej tożsamości - kto jest prawdziwym Żydem, a kto skażeniem, obcym wtrętem. Rabini bronili czystości tradycji przed frankistami jako erew raw. Frankici odwracali to, twierdząc, że to skostniały rabiniczny judaizm jest skażeniem, a oni niosą prawdziwą, nową wiarę. To walka o to, kto reprezentuje autentyczne żydowstwo. I Maciejko, biorąc to wyrażenie za tytuł, sygnalizuje, że frankizm to przede wszystkim spór o granice i czystość tożsamości żydowskiej.
@Indaphoros To w sumie wraca do tego, co Indaphoros mówił wcześniej za Maciejką - że frankizm zmusił judaizm do przedefiniowania samego siebie.
@Faddi Tak, te dwie rzeczy się łączą. Spór o to, kto jest "mieszanym tłumem", był sporem o samą definicję żydowstwa. Frankici, będąc Żydami, którzy ochrzcili się, a jednocześnie trzymali się razem i czcili własnego mesjasza, postawili pytanie: czym właściwie jest bycie Żydem? Wyznaniem? Pochodzeniem? Wiernością prawu? Frankizm rozsadzał proste odpowiedzi. I judaizm, broniąc się przed nim, musiał na nowo określić własne granice. W tym sensie frankizm był nie tylko herezją do potępienia, lecz wyzwaniem, które zmusiło tradycję do samookreślenia. To jego trwały ślad w historii idei.
@Indaphoros A jak to wygląda od strony chrześcijańskiej? Bo Kościół też musiał się jakoś z tym zmierzyć.
@Lubon Kościół zmierzył się z tym boleśnie. Z jednej strony masowy chrzest tysięcy Żydów był wielkim triumfem propagandowym, dowodem mocy wiary. Z drugiej, gdy okazało się, że nawrócenie jest pozorne, że frankici trzymają się razem, czczą Franka jak mesjasza i nie wtapiają się w chrześcijaństwo, Kościół stanął przed kłopotliwym pytaniem: co znaczy prawdziwa konwersja? Czy chrzest czyni kogoś chrześcijaninem, jeśli w sercu pozostaje czymś innym? Uwięzienie Franka było właśnie reakcją na to - Kościół uznał, że ma do czynienia z fałszywym nawróceniem, z mistyfikacją. Frankizm zmusił więc i chrześcijaństwo do refleksji nad naturą nawrócenia i szczerości wiary.
@Bryza Czyli frankizm postawił obu religiom niewygodne pytanie o to, czym jest szczera przynależność.
@Kolczasta Tak, i to pytanie było tym ostrzejsze, że frankici byli świadomie graniczni. Nie kryli się specjalnie z tym, że chrzest jest dla nich etapem, nie celem. Frank wprost głosił przejście przez wszystkie religie. To stawiało Kościół w sytuacji, w której musiał albo udawać, że nawrócenie jest szczere, albo przyznać, że dał się oszukać. Wybrał drugie, więżąc Franka. Ale samo zjawisko pozostało jako niewygodne świadectwo, że granica między religiami, którą obie strony chciały widzieć jako ostrą i nieprzekraczalną, w praktyce okazała się płynna, podatna na manipulację, niejednoznaczna.
@Hellan To naprawdę czyni frankizm czymś więcej niż tylko dziwnym epizodem. To zjawisko, które obnażyło słabe punkty obu religii.
@Whisper I to jest powód, dla którego mimo całego mroku frankizm pozostaje ważnym tematem badań. Nie dlatego, że był wartościowy duchowo, bo nie był, lecz dlatego, że jak soczewka skupił napięcia epoki - granice religii, naturę nawrócenia, tożsamość żydowską w przededniu nowoczesności, rolę kobiet, antynomistyczne pokusy mesjanizmu. Wszystko to zbiegło się w jednym, mrocznym, splątanym ruchu. Frank był postacią odpychającą, ale jego ruch jest dla historyka jak okno na cały kłębek problemów, które definiowały przejście od świata przednowoczesnego do nowoczesnego.
@Sauwak A rola kobiet, o której wspominaliście przy Ewie Frank - to było coś naprawdę wyjątkowego jak na tamtą epokę, czy raczej przesadzamy z tym?
@Kappi To było realnie wyjątkowe i nie przesadzamy. Ada Rapoport-Albert poświęciła temu osobną, ważną książkę o kobietach w ruchu sabatajańskim i frankistowskim. W tradycyjnym judaizmie XVIII wieku rola kobiety w życiu religijnym była ściśle ograniczona. U frankistów kobiety uczestniczyły w obrzędach na równi z mężczyznami, a Ewa Frank została wyniesiona do rangi żeńskiego mesjasza, czego w żydowskiej historii wcześniej nie było. To radykalne, jak na epokę, rozszerzenie roli kobiet. Oczywiście trzeba ostrożnie, bo część tego mogła być instrumentalna, służyć władzy Franka. Ale samo zjawisko jest realne i niezwykłe.
@Lady Ewa Frank jako pierwszy żeński mesjasz w żydowskiej historii - to brzmi jak temat sam w sobie.
@Zorka I jest. Ewa to postać, która zasługuje na osobne potraktowanie. Po śmierci ojca w 1791 realnie kierowała wspólnotą w Offenbach aż do swojej śmierci w 1816 - zarządzała finansami, obrzędami, wydawała sądy nad wyznawcami, czasem odmawiała przyjęcia tych, których uznała za niedostatecznie godnych. Dawniej widziano ją jako symbol albo marionetkę w rękach otoczenia. Nowsze badania, w tym Maciejki, pokazują ją jako realną przywódczynię. To czyni ją jedną z najbardziej niezwykłych kobiecych postaci w dziejach żydowskiego mesjanizmu, a zarazem bardzo mało znaną. Osobny wątek aż się prosi.
@Indaphoros A jak skończyła Ewa i sam dwór w Offenbach? Bo wspomnieliście, że zostały długi.
@Lubon Skończyło się dość smutno i prozaicznie. Dwór w Offenbach żył ponad stan, z przepychu utrzymywanego z datków wyznawców. Po śmierci Franka, a potem Ewy w 1816, wspólnota pogrążyła się w długach, a brak charyzmatycznego przywódcy sprawił, że zaczęła się rozpadać. Ewa zmarła obciążona długami, dwór się rozproszył, wyznawcy zaczęli odchodzić, część asymilowała się ostatecznie. To typowy koniec takich ruchów - póki żyje charyzmatyczny przywódca, wspólnota trzyma się mocą jego osoby, a po jego śmierci, bez następcy o równej sile, rozpada się i rozprasza. Offenbach był ostatnim aktem frankizmu jako zorganizowanej całości.
@Bryza Czyli ruch przetrwał dokładnie tyle, ile trwała charyzma rodziny Franków - Jakuba, a potem Ewy.
@Faddi W dużej mierze tak. To pokazuje, jak bardzo frankizm był ruchem osoby, kultem jednostki, a nie samodzielnej doktryny zdolnej żyć bez przywódcy. Sabatajanizm po śmierci Sabataja przetrwał dłużej w ukryciu, bo miał rozbudowaną teologię Natana i Cardozo, zdolną żyć własnym życiem. Frankizm był silniej związany z konkretną osobą i rodziną, więc po wygaśnięciu charyzmy Franków rozsypał się szybciej. Co zostało, to rozproszone rodziny, ukryta pamięć, stopniowa asymilacja. Jako żywy ruch frankizm był w istocie zjawiskiem trzech pokoleń - Jakuba, Ewy i ich najbliższego otoczenia.
@Kolczasta Krótko jako jawny, zorganizowany ruch, ale długo jako cień. Bo choć dwór w Offenbach rozpadł się po 1816, to pamięć o frankizmie, ukryte więzi między dawnymi rodzinami, podejrzliwość otoczenia, ślad w polskiej i żydowskiej wyobraźni trwały jeszcze przez pokolenia. To podobnie jak przy sabatajanizmie - sam ruch wygasł, ale jego cień kładł się długo. Frankizm jako żywa wspólnota był zjawiskiem kilku dekad, ale jako temat, jako trauma, jako problem tożsamości i jako, niestety, paliwo dla teorii spiskowych, żył znacznie dłużej. I w pewnym sensie żyje do dziś, jako przedmiot badań i sporów.
@Indaphoros Wspomnieliście kilka razy asymilację frankistów w polskie społeczeństwo. Czy wiadomo coś konkretnego o tych rodzinach, czy to już domena legend?
@Whisper To pole, gdzie fakty mieszają się z legendą i gdzie trzeba szczególnej ostrożności. Wiadomo, że część ochrzczonych frankistów weszła do polskiego mieszczaństwa i szlachty, niektórzy zrobili kariery w prawie, medycynie, administracji, kulturze. To są fakty udokumentowane dla konkretnych rodzin. Ale wokół tego narosła cała mitologia "list frankistowskich rodzin", często fałszywych, fabrykowanych w celach antysemickich, by "demaskować" rzekome ukryte pochodzenie znanych osób. To jest dokładnie ten obszar, gdzie poważna genealogia historyczna styka się z trującą teorią spiskową, i gdzie trzeba bardzo uważać, co się powtarza.
@Whisper I dlatego warto trzymać się zasady: to, co udokumentowane przez poważnych historyków dla konkretnych przypadków, jest wiedzą. Wszelkie "tajne listy frankistów wśród polskich elit" to z reguły fałszerstwa o antysemickim charakterze. Sam fakt asymilacji jest historyczny i naturalny - ochrzczeni ludzie wtapiali się w społeczeństwo, jak to bywa z konwertytami. Ale robienie z tego "ukrytej sieci sterującej narodem" to już nie historia, lecz paranoja. Granica jest tu wyraźna i trzeba jej pilnować, bo inaczej z badania historii wpada się w produkcję nienawiści.
@Lurisk To dobrze, że tak konsekwentnie to rozdzielacie. Bo widać, że to temat, na którym aż roi się od pułapek.
@Kappi Roi się, i to jest cecha całego pola sabatajańsko-frankistowskiego. Sama natura tych ruchów - ukrywanie się, konwersje, podwójna tożsamość, asymilacja - czyni je idealnym surowcem dla teorii spiskowych. Dlatego za każdym razem, gdy o tym mówimy poważnie, musimy od razu odcinać się od spiskowych nadużyć. To nie jest nadgorliwość, lecz konieczność. Bo realny frankizm jest na tyle dziwny, że bez tego odcięcia łatwo przesunąć się w stronę bzdur, które krzywdzą żywych ludzi. Poważne badanie tego tematu wymaga stałej czujności wobec własnych słów.
@Sauwak To może podsumujmy, bo wątek się rozrósł. Jak po tej całej rozmowie odpowiedzielibyście na tytuł - "żydowski mesjasz, który wyznawców doprowadził do chrztu"?
@Zorka Tytuł jest trafny, ale tylko jako punkt wyjścia. Tak, Frank był żydowskim mesjaszem, który doprowadził tysiące wyznawców do chrztu. Ale to dopiero powierzchnia. Pod nią jest cała głębia: kontynuacja sabatajańskiego antynomizmu pchnięta do skrajności, doktryna przejścia przez wszystkie religie, teologia żeńskiego mesjasza, psychologiczna dominacja, oskarżenie o mord rytualny, trzynaście lat na Jasnej Górze, dwór w Offenbach. Sam chrzest to jeden epizod w znacznie większej, mroczniejszej i bardziej splątanej historii. Tytuł chwyta to, co najbardziej spektakularne, ale prawda jest dużo bogatsza i trudniejsza.
@Zorka Dodałbym, że chrzest, choć tytułowy, nie jest nawet sednem. Sednem jest doktryna i osoba Franka - to, że stworzył ruch oparty na idei świętego przekroczenia, doprowadzonej do granicy, w którym konwersja na chrześcijaństwo była tylko jednym z etapów. Frank nie był po prostu "Żydem, który nawrócił się na katolicyzm". Był charyzmatycznym przywódcą, który użył chrztu jako kolejnego stopnia w swojej mesjańskiej grze. Skupianie się tylko na chrzcie gubi to, co najistotniejsze - że dla niego żadna z tych religii nie była celem, lecz przejściem ku czemuś, co sam miał objawić.
@Lurisk Czyli nawet sam tytuł, choć prawdziwy, jest trochę pułapką, bo skupia uwagę na chrzcie, a nie na sednie.
@Kolczasta Tak, podobnie jak przy poprzednich tematach okazywało się, że chwytliwa etykieta zarazem otwiera i przesłania. "Żydowski mesjasz, który doprowadził wyznawców do chrztu" przyciąga uwagę, bo brzmi paradoksalnie i spektakularnie. Ale jeśli na tym poprzestać, gubi się całą głębię. Frank jest ciekawy nie dlatego, że "ochrzcił Żydów", lecz dlatego, że ucielenił najmroczniejsze konsekwencje mesjańskiego antynomizmu, postawił niewygodne pytania obu religiom i pozostał postacią, której do końca nie da się rozszyfrować. Tytuł to brama, ale za nią rozciąga się znacznie więcej, niż obiecuje.
@Indaphoros Po tej rozmowie mam wrażenie, że Frank wymyka się każdej prostej ocenie tak samo, jak Sabataj.
@Faddi Wymyka się, i to jest chyba jego trwała cecha. Ani potwór, ani prorok, ani prosty oszust, ani głęboki mistyk - a po trochę wszystko to naraz. Maciejko świadomie zostawia go niejednoznacznym, bo źródła nie pozwalają na jednoznaczny werdykt, a może i sama postać była z natury niejednoznaczna. Frank zbudował swoją moc właśnie na byciu nieuchwytnym, granicznym, niemożliwym do zaszufladkowania. Człowiek, który przeszedł przez judaizm, islam i katolicyzm, twierdząc, że jest ponad nimi wszystkimi, z definicji wymyka się każdej kategorii. To czyni go zarazem odpychającym i niezapomnianym.
@Sauwak To dość niepokojące, że postać tak mroczna pozostaje tak nieuchwytna. Bo łatwiej byłoby, gdyby dało się ją jednoznacznie potępić i zamknąć.
@Lubon I właśnie ta nieuchwytność jest częścią lekcji. Bo gdyby Frank był prostym potworem, byłby mniej pouczający. To, że łączył realną krzywdę z głęboką, choć potworną teologią, charyzmę z manipulacją, wiarę z cynizmem, czyni go przypadkiem, który zmusza do myślenia, a nie tylko do potępienia. Najgroźniejsze postacie w historii religii rzadko są jednowymiarowymi złoczyńcami. Częściej są skomplikowanymi ludźmi, w których wzniosłe i potworne splatają się nierozerwalnie. Frank jest tego skrajnym przykładem, i dlatego jego studium uczy więcej niż każda prosta opowieść o "złym mesjaszu".
@Hellan To w sumie domyka też cały ten cykl rozmów o mesjanizmie i herezjach - że zrozumienie wymaga oporu wobec łatwego osądu.
@Kappi Tak, to wspólny mianownik. Sabataj, Frank, kahanizm, każde z tych zjawisk kusi do prostego werdyktu, a każde wymyka się mu, gdy się w nie wgłębić. I to nie znaczy, że nie wolno ich oceniać moralnie, bo wolno i trzeba. Znaczy, że ocena moralna powinna przyjść po zrozumieniu, nie zamiast niego. Najpierw pojąć mechanizm, kontekst, logikę, ludzi - a dopiero potem wydać sąd, świadomy złożoności. Łatwe potępienie bez zrozumienia jest bezpieczne, ale jałowe. Trudne zrozumienie poprzedzające osąd jest ryzykowne, ale płodne. Frank jest egzaminem właśnie z tej trudniejszej drogi.
@Lurisk To piękna myśl na zakończenie tej części - że zrozumienie poprzedza osąd, ale go nie zastępuje.
@Zorka I dobra zasada do każdego z tych tematów. Bo jeśli ta rozmowa do czegoś służy, to właśnie do tego - żeby zamienić chwytliwą etykietę i odruchowe potępienie w zrozumienie splątanej, trudnej rzeczywistości. Frank pozostaje postacią mroczną i odpychającą, jego ruch zostawił realne ofiary, a jego doktryna była niebezpieczna. Ale teraz, po tej rozmowie, wiemy też, skąd się wziął, czemu ludzie za nim szli, co znaczył dla historii idei i dlaczego do dziś jest badany. To więcej warte niż prosta etykieta "fałszywy mesjasz". I na tym warto zostawić temat otwarty.
@Indaphoros A z czysto praktycznej strony - gdyby ktoś chciał dziś zobaczyć ślady frankizmu, jest coś materialnego? Miejsca, pamiątki, cokolwiek?
@Whisper Coś jest, choć rozproszone. Jasna Góra w Częstochowie, gdzie Frank był więziony trzynaście lat, to miejsce realne i odwiedzane, choć oczywiście nie z powodu Franka. W Offenbach nad Menem zachował się pałac Isenburgów, gdzie urządził dwór i gdzie zmarł. Są archiwa, rękopisy "Księgi Słów Pańskich" w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie. Są groby, dokumenty, ślady w aktach parafialnych po chrztach. Ale nie ma "muzeum frankizmu" ani żywej wspólnoty, do której można by pojechać. To raczej ślady w archiwach i kamieniach niż żywa tradycja. Frankizm trzeba czytać, nie odwiedzać.
@Bryza "Frankizm trzeba czytać, nie odwiedzać" - to dobrze oddaje różnicę między nim a tymi żywymi tradycjami, o których mówiliśmy wcześniej.
@Kolczasta Tak, i to ważne rozróżnienie. Mari czy Ajnu to żywe tradycje, które można obserwować, do których można pojechać, które trwają w realnych ludziach. Frankizm to martwy ruch historyczny, który żyje już tylko w archiwach, książkach i pamięci. To dwa zupełnie różne rodzaje przedmiotu. Tamte bada się i przez lekturę, i przez bezpośrednią obserwację. Frankizm bada się wyłącznie przez źródła, bo nie ma już żywych frankistów. To czyni go bardziej "historycznym" w czystym sensie, ale i trudniejszym, bo nie ma do kogo pójść i zapytać. Zostają tylko teksty i ich interpretacje.
@Indaphoros To znów uświadamia, jak różne są te wszystkie tematy, które tu omawialiśmy, mimo że wszystkie dotyczą religii i wierzeń.
@Faddi Bardzo różne, i to dobrze. Bo pokazuje, jak szerokie jest pole religioznawstwa - od żywych tradycji rdzennych, przez wielkie religie świata, po mroczne, wygasłe ruchy mesjańskie i heretyckie. Frank jest na jednym z biegunów - wygasłe, mroczne, czysto historyczne, dostępne tylko przez teksty. Co czyni go innym wyzwaniem niż żywa religia Mari czy Ajnów. Tam słuchasz ludzi, tu czytasz akta. Tam tradycja się broni i odradza, tu jest zamknięta i osądzona. Różne metody, różne pytania, różna odpowiedzialność. Ale wspólna potrzeba rzetelności i zrozumienia poprzedzającego osąd.
@Lurisk Czego jeszcze nie ruszyliśmy, a warto by w przyszłości? Bo wyliczaliście już sporo otwartych wątków.
@Kappi Z tych najważniejszych: osobny wątek o Ewie Frank jako żeńskim mesjaszu, bo to temat niezwykły i mało znany. Osobny o samej "Księdze Słów Pańskich" i o tym, jak Frank mówił, jakimi przypowieściami i obrazami. Osobny o gałęzi praskiej i o związkach frankizmu z modernizacją żydowstwa. I osobny, czysto polski, o trzynastu latach na Jasnej Górze. Każdy z tych wątków to materiał na długą, samodzielną rozmowę. Dziś dotknęliśmy całości z lotu ptaka, ale w każdym z tych punktów da się zejść znacznie głębiej.
@Kappi Dorzucę jeszcze jeden, który mnie osobiście ciekawi najbardziej - relacja Frank kontra Sabataj, czyli co dokładnie Frank przejął, a co wykrzywił. Bo łatwo powiedzieć "frankizm to skrajny sabatajanizm", ale dokładne prześledzenie, gdzie Frank był wierny Sabatajowi i Natanowi, a gdzie poszedł własną, mroczniejszą drogą, to osobne, ciekawe zadanie. To pokazałoby, jak doktryna mutuje od pokolenia do pokolenia, jak idea "odkupienia przez grzech" radykalizuje się w rękach kolejnego, jeszcze bezwzględniejszego przywódcy. Wdzięczny temat na kontynuację.
@Kappi I osobno wątek, o którym dziś tylko wspomnieliśmy - jak frankizm i sabatajanizm splatają się z narodzinami nowoczesności żydowskiej. Teza Scholema, że z mesjańskiego mroku wyrastały później świeckie, oświeceniowe nurty, jest na tyle śmiała i sporna, że zasługuje na osobne, dokładne rozpatrzenie. To wątek, który wyprowadza poza sam frankizm ku wielkim pytaniom o to, skąd się wzięła nowoczesna tożsamość żydowska. Zostawiam to jako otwarty trop dla każdego, kto zechce go podjąć w przyszłości.
@Pajeczyna Te wszystkie otwarte wątki pokazują, że dotknęliśmy dziś naprawdę tylko wierzchu wielkiego, splątanego tematu.
@Whisper I dobrze, że tak jest. Bo to znaczy, że frankizm pozostaje żywy jako temat, nawet jeśli wygasł jako ruch. Wciąż jest co odkrywać, o czym się spierać, co przemyśliwać na nowo. Maciejko, Doktr, Rapoport-Albert dali solidne podstawy, ale wiele pytań pozostaje otwartych, a źródła wciąż czekają na nowe odczytania. To znak zdrowej dziedziny - że po latach badań temat nie jest zamknięty, lecz wciąż otwarty na nowe pytania i interpretacje. I właśnie tak warto go zostawić.
@Hellan Po tej rozmowie patrzę na całą tę historię zupełnie inaczej niż na początku. Już nie jako na ciekawostkę o "mesjaszu, który ochrzcił Żydów", ale jako na splątany, mroczny, ważny epizod, który dotyka samych granic tożsamości religijnej.
@Kolczasta I to chyba najlepszy efekt takiej rozmowy. Odejście od chwytliwej etykiety ku zrozumieniu złożoności. Frank zasługuje na to drugie - nie na wybielenie, ale na zrozumienie. Jego ruch był mroczny, jego doktryna niebezpieczna, jego czyny realnie krzywdzące. A jednocześnie był zjawiskiem, które ujawniło głębokie napięcia epoki i zmusiło obie wielkie religie do refleksji nad sobą. Wszystkie te rzeczy są prawdziwe naraz, i właśnie ta złożoność jest ciekawsza i ważniejsza niż jakakolwiek prosta etykieta. Dobrze, że doszliśmy do niej razem.
@Lady To dobre miejsce, żeby zostawić temat otwarty. Bo wyraźnie zostało jeszcze sporo do pociągnięcia w przyszłości.
@Faddi Tak, i każdy z wymienionych wątków zasługuje na osobną rozmowę. Gdyby ktoś z Was czytał Maciejkę albo Doktra w całości, siedział w "Księdze Słów Pańskich", znał szczegóły gałęzi praskiej, postaci Ewy Frank albo relacji frankizmu z sabatajanizmem, chętnie bym to drążył dalej. Bo z ogólnej rozmowy da się złapać sam zarys, ale głębia kryje się w szczegółach, a tych jest jeszcze mnóstwo do odkrycia.
@Faddi I dorzucę na koniec, że może najwięcej do odkrycia jest właśnie w polskim, częstochowskim wątku. Bo to nasza, lokalna część tej europejskiej historii, a wciąż słabo obecna w popularnym obiegu. Żydowski mesjasz więziony trzynaście lat w sercu polskiego sanktuarium, rozwijający tam teologię żeńskiego mesjasza pod wpływem Czarnej Madonny, to obraz, który aż prosi się o głębsze potraktowanie. Zostawiam to jako otwarty trop dla każdego, kto zechce go podjąć.
@Indaphoros Dobry trop na zakończenie. Zostawmy więc temat otwarty właśnie tak, na tym częstochowskim obrazie, który skupia cały paradoks Franka. Jeśli ktoś trafi na dobre materiały o tym okresie, o Ewie Frank, o "Księdze Słów Pańskich" albo o gałęzi praskiej, albo siedział głębiej w którymkolwiek z tych wątków, niech dorzuca. Bo z lektur da się złapać strukturę całości, ale żeby naprawdę zrozumieć tę splątaną, mroczną, a jednak ważną historię, trzeba schodzić w szczegóły, a tych przed nami jeszcze wiele. I to dobrze, bo znaczy, że temat wciąż żyje.
