Wieszczbiarka ale tu jest problem ktory mnie zawsze irytuje w tej dyskusji - Sokrates był Sokratesem. miał moze raz czy dwa w życiu ten głos. to nei była codzienna praktyka komunikacji. wiec kiedy ktos mówi "filozofia jako droga do daimona" to czy nie idealizujemy troche tego co u Sokratesa było wyjątkiem a nie normą?
Kasjopeja, to jest uczciwa uwaga. ale może właśnie dlatego Sokrates był kimś wyjątkowym - nie że miał daimona, tylko że go słyszał. pytanie czy wszyscy mamy ten głos i różnimy się tylko zdolnością słyszenia, czy też jest to coś co dotyczy tylko pewnych ludzi. i tu wracamy do tytułu wątku - "czy każdy ma wewnętrznego opiekuna". bo może odpowiedź brzmi: tak, ale nie każdy ma uszy do słyszenia
to pytanie Telimeny jest dla mnie kluczowe dla całej tej rozmowy i jakoś wracam do niego co chwilę - czy wszyscy mamy ten glos czy tylko niektorzy. bo z moich doswiadczen z medytacją wynika ze to jest raczej sprawa zdolnosci słyszenia, a nie posiadania. ale to jak z absolutnym sluchem muzycznym, jedni maja i koniec, a inni nie maja i tyle. czy da sie to wyćwiczyć jesli ktos tego nigdy nie czuł? bo to chyba inna sytuacja niz u kogoś co czuł ale rzadko
ale chwila to teraz mam wrazenie ze sie zgubiłem - czy my tu mówimy o daimonionie jako o czyms co jest czescia nas samych czy jako o bycie zewnetrznym który nas strzeże? bo czytam posty i raz to jedno raz to drugie i nie wiem czy to różne interpretacje czy różni ludzie mówia o różnych rzeczach
Wieszczbiarka, to co napisałaś właśnie wszystko mi poukładało. bo jak to jest coś wewnętrznego to wtedy pytanie Telimeny "czy wszyscy mają" ma sens, skoro każdy ma dusze. ale jak to jest zewnętrzny byt to już mniej oczywiste ze każdy dostaje takiego opiekuna. to sa naprawde dwie różne pytania
