Dobra, ale wracając do pytania, które zadałem wcześniej i które trochę zostało pominięte. Czy naprawdę ma znaczenie, czy Księga Welesa jest falsyfikatem, skoro system na niej oparty działa dla praktykujących? Bo ta dyskusja kręci się bardzo wokół historii, a ja jestem bardziej zainteresowany tym, co jest funkcjonalne.
Mam wrażenie, że ten wątek dotknął czegoś, co jest problemem szerszym niż tylko słowiańszczyzna. Czy każda tradycja duchowa, która nie ma dokumentacji, jest przez to mniej wartościowa? Bo tak naprawdę dużo praktyk etnicznych z różnych regionów świata też nie ma piśmiennych źródeł i nikt nie mówi, że są mniej prawdziwe.
Mamy formę, nie mamy treści, to chyba najlepsze podsumowanie tego co tu dyskutujemy. Ale zastanawiam się, czy ta forma to nie jest właśnie to, od czego powinno się zaczynać rekonstrukcję? Zamiast wymyślać od nowa, może zacząć od tego co faktycznie przetrwało?
Nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro Dziady przetrwały jako praktyka, to czy ludzie, którzy je obchodzili przez te wszystkie wieki, nie mieli jakiegoś ustnego przekazu o ich znaczeniu? Czy to naprawdę zupełnie zaginęło?
Szkielet bez ciała, warstwy bez treści, mamy formę nie mamy znaczenia. Czy to nie jest trochę frustrujące dla kogoś, kto chce naprawdę praktykować? Bo słucham tej rozmowy i coraz bardziej mam wrażenie, że każda rekonstrukcja słowiańska to jest trochę jak... budowanie domu na fundamentach, których nie widać i nie wiadomo, czy w ogóle tam są.
To mnie trochę uderza, bo zaczęłam ten wątek z pytaniem o rekonstrukcję i dochodzimy do wniosku, że nawet to, co wygląda jak rekonstrukcja, może być w dużej mierze twórczą fuzją różnych rzeczy. Ale mam jedno pytanie do Lurisk i Perun80, czy jest jakiś konkretny tekst, coś co mogłabym teraz przeczytać, żeby mieć lepszy punkt wyjścia? Nie chodzi mi o to, żeby zostać badaczką, ale żeby wiedzieć, co jest w miarę solidne.
