Mam ostatnio dziwne doświadczenie i nie wiem czy to typowe, czy coś więcej. Śni mi się sen, w którym czuję konkretne smaki - raz było to coś słodkiego, jakby miód, innym razem gorzka herbata. Czuję to naprawdę wyraźnie, nie jak w zwykłym śnie gdzie "wiem" że coś smakuje, tylko fizycznie to czuję na języku. I teraz to co mnie najbardziej zastanawia - jak zasypiam ponownie po przebudzeniu, wracam dokładnie do tego samego miejsca w tym śnie. Jakbym miała tam swój pokój. Czy to jest jakaś przestrzeń duszy czy po prostu mój mózg robi coś dziwnego?
To z tymi smakami mnie bardzo ciekawi, bo nigdy nie spotkałam opisu czegoś takiego. Czujesz je naprawdę fizycznie? Tzn. budzisz się i ten smak zostaje, czy znika w momencie przebudzenia?
Zanim ktoś zacznie tu mówić o "przestrzeni duszy" i innych rzeczach, chciałbym zapytać o kilka podstaw. Od jak dawna to trwa? I czy te sny pojawiają się losowo, czy w jakimś konkretnym kontekście - przed snem robiłaś coś szczególnego, medytowałaś, może byłaś w jakimś emocjonalnie naładowanym momencie?
Nie jest tak, że smak w snach to sygnał z którejś czakry? Czytałem gdzieś że czakra gardła odpowiada za zmysły i komunikację, może to ma związek z tym, że coś chce przez ciebie "przemówić"?
Właśnie o to chciałem zapytać - czy to miejsce w śnie jest stałe? Tzn. czy zawsze wracasz do dokładnie tego samego punktu w tej samej scenerii, czy raczej do podobnej atmosfery, ale szczegóły się zmieniają?
To jest naprawdę charakterystyczne dla tego co niektórzy nazywają przestrzenią astralną albo po prostu własnym progiem podświadomości. Różnica którą pytałaś - jeśli to zewnętrzne, to zazwyczaj pojawia się jakaś inna obecność, ktoś lub coś co inicjuje kontakt. Jeśli własne, to przestrzeń jest jakby pusta i czekająca, nie prowadzi cię nigdzie sama z siebie.
Miód w tym śnie to bardzo konkretny symbol. W numerologii liczba związana ze słodkością i przyjemnością to szóstka, a jeśli miałaś ten sen trzy tygodnie temu, to warto sprawdzić co to był za dzień w twoim cyklu osobistym. Gorzka herbata to z kolei oczyszczenie, ale żeby to wszystko połączyć trzeba znać twój numer życiowej ścieżki.
Wróćmy może do tego powrotu w to samo miejsce, bo to jest chyba serce tej sprawy. Słyszałam o koncepcji miejsca kotwicy w świadomym śnieniu - to punkt, który sobie mniej lub bardziej świadomie wytwarzasz i do którego wracasz naturalnie. Ale żeby tak działało bez żadnej praktyki i intencji? To mnie zastanawia. Czy wcześniej próbowałaś świadomego śnienia albo w ogóle interesowałaś się sferą snów?
Właśnie te spontaniczne doświadczenia bez żadnego przygotowania są według mnie warte uwagi, ale też ostrożności. Nie mówię że coś złego, ale zanim zaczniemy przypisywać temu duchowe znaczenie, dobrze byłoby na spokojnie obserwować i zapisywać. Smak, miejsce, data, godzina, co czułaś przed snem. Tydzień takiego dziennika daje zupełnie inny obraz niż samo poczucie że coś jest niezwykłe.
Ruta napisała że to samo pomieszczenie, te same przedmioty - chcę się upewnić, czy mówisz o dokładnym odwzorowaniu, czy raczej o poczuciu że to ta sama przestrzeń, ale niekoniecznie sprawdzałaś każdy detal? Bo to duża różnica w interpretacji.
I tu właśnie jest sedno pytania z tytułu wątku - czy ta przestrzeń istnieje niezależnie od Ruty, czy Ruta ją buduje za każdym razem tak samo? Bo smak w tym miejscu to jeden element, ale stałość tej scenerii to już osobna zagadka. Mam wrażenie że łączymy dwa zjawiska i powinniśmy to rozplątać.
Właściwie nic się tam nie dzieje. Jestem, czuję smak, i tyle. Raz usiadłam na krześle które tam stoi. Ale żadnych postaci, żadnych głosów.
To jest niesamowite co opisujesz, Ruta, bo u mnie było odwrotnie - coś się działo, ale miejsca nie pamiętałem. Zastanawiam się, czy można mieć te dwa doświadczenia na raz? Tzn. stałe miejsce i jeszcze akcję w nim?
Mam pytanie do bardziej doświadczonych, bo trochę się pogubiłem w tej rozmowie. Mówimy że smak się przenosi przez granicę snu i jawy - ale czy to nie jest przypadkiem coś co zwykłe lekarstwo albo suchy oddech może wywołać? Nie mówię że to na pewno fizjologia, ale czy ktoś to wykluczył?
Nie ma się czego wstydzić, bo to jest objaw który ma swoją nazwę i lekarze go znają. Hypnagogia albo hypnopompia, czyli halucynacje zmysłowe na granicy snu i przebudzenia. Tylko że to zwykle jednorazowe i nietrwałe, a nie powtarza się przez trzy tygodnie w tym samym miejscu. Więc i tak warto zapytać, ale to nie znaczy że to wyłącznie medyczne.
Wracając do samego smaku, bo gdzieś go zgubiłyśmy w tej dyskusji - miód i gorzka herbata razem to dość konkretne połączenie. Nie pytałam wcześniej, ale czy te smaki pojawiają się jednocześnie, czy jedno po drugim? I czy zawsze w tej samej kolejności?
To jest naprawdę osobliwa kolejność. Słodkie potem gorzkie brzmi jak coś co ma narrację. Jakby coś chciało powiedzieć: jest słodko, ale zostanie po tym gorycz. Albo odwrotnie - że po słodkości następuje oczyszczenie. Zależy jak na to patrzeć.
Ciepło które budzi to bardzo ciekawy szczegół, bo oznacza że coś - niezależnie od źródła - uruchamia reakcję fizyczną. To nie jest po prostu posmak. Ruta, jak długo trwa to uczucie po przebudzeniu? Minuty, czy dłużej?
Więc ciało dosłownie kończy doświadczenie w odwrotnej kolejności niż je zaczęło. Miód pierwszy we śnie, ale też pierwszy znika po przebudzeniu. Herbata ostatnia we śnie i ostatnia znika. Nie wiem czy to cokolwiek znaczy, ale ta symetria jest zastanawiająca.
Kora czuciowa mózgu może generować wrażenia zmysłowe bez bodźca zewnętrznego - to jest udowodnione w neurologii. Dlatego ludzie po amputacji czują ból fantomowy w kończynach których nie mają. To samo dotyczy smaku. Tylko że to nadal nie wyjaśnia dlaczego akurat miód i herbata, i dlaczego co trzy tygodnie.
Kompletna cisza w śnie to jest coś co mnie przeraża kiedy o tym czytam. Serio, Ruta, czy to uczucie w środku jest spokojne czy niepokojące? Bo nie wiem jak bym się czuł w miejscu bez żadnego dźwięku.
To jest ważna odpowiedź. Miejsce które daje spokój, do którego świadomie lub nieświadomie wraca się po przebudzeniu, smaki które się układają w sekwencję - to może być po prostu przestrzeń którą podświadomość zbudowała jako bezpieczną. Nie sugeruję że to coś mniej wartościowego niż przekaz z zewnątrz. Ale warto wiedzieć, Ruta, czy ten spokój jest tam od początku, czy nauczyłaś się go tam znajdować?
Okej ale jeśli spokój był tam od pierwszego razu, i to podczas gorączki kiedy zwykle człowiek jest niespokojny - to brzmi jak coś co pochodzi z zewnątrz, nie z jej własnego stanu emocjonalnego w tamtym momencie. Nie?
To jest informacja której brakowało od początku tej rozmowy. Trzy tygodnie to świeże przejście, a bliskość emocjonalna za życia nie zawsze przekłada się na rodzaj więzi po śmierci. Ruta, czy dziadek w ogóle pojawia się w tym miejscu, czy jest tam tylko przestrzeń, smaki i cisza?
To jest coś. Poczucie obecności bez wizerunku to jeden z bardziej charakterystycznych opisów takich snów. Znacznie częstszy niż bezpośrednie spotkanie. Ruta, czy ta obecność ma jakiś kierunek? Masz poczucie że jest przed tobą, za tobą, z boku?
Ruta, to chyba jest ten moment kiedy cały wątek z smakami nabiera innego wymiaru. Wcześniej szukaliśmy symboliki ogólnej, a tu jest konkretny związek. Czy herbatę też z czymś kojarzysz, z nim albo z kimś innym bliskim?
Zostańmy przy tym co Ruta powiedziała, bo to jest ważniejsze niż schemat czakr. Pasieka, miód, dziadek - to jest konkretny trop. Ruta, czy masz jakikolwiek przedmiot który po nim został? Coś fizycznego?
