Słucham tego i myślę że wracamy do starego pytania - czy opisujecie właściwości miejsca czy właściwości siebie w danym momencie. Przestrzeń z "więcej powietrza" może być po prostu tobą z większym spokojem. Jak to odróżnić?
Ten spokój który opisuje Ruta może być kluczowy. W astrologii jest coś takiego że Księżyc w niektórych fazach sprzyja głębszemu wejściu w senne warstwy. Nie wiem w jakiej fazie byłaś, ale to mogłoby tłumaczyć tę zmienioną "pojemność". Ruta, czy pamiętasz kiedy to było mniej więcej?
Ruta, kiedy mówisz "kombinacja rzeczy których nie ma nigdzie" - czy próbowałaś kiedyś sprawdzić każdy element osobno? Znaczy, ten ogród - czy jest z jakiegoś miejsca z przeszłości? Ta przestrzeń może być zbudowana ze śladów pamięci nawet jeśli jako całość nie pasuje do niczego konkretnego.
Słucham tej rozmowy o stałych miejscach i mój powtarzający się sen jest zupełnie inny - zawsze to samo zdarzenie, nie miejsce. Czy to w ogóle ta sama kategoria co wy opisujecie? Bo zaczynam myśleć że może porównujemy różne rzeczy.
więc ta mieszanka jest intencjonalna czy przypadkowa? Bo jeśli twój umysł wziął drzewo z dzieciństwa i ławkę z jakiegoś miejsca, i złożył je razem, to jest jakaś logika tej przestrzeni. Mnie interesuje co łączy te elementy którym nie umiesz znaleźć źródła - są nowe, obce, czy po prostu nie kojarzą się z niczym?
architektura której nie umiesz przypisać do żadnego miejsca to jest ciekawe. Bo budynki i ściany zwykle gdzieś widziałyśmy, nawet na zdjęciach czy w filmach. Czy te fragmenty mogłyby być z czegoś co widziałaś ale nie pamiętasz świadomie?
To co Ruta opisuje z tą obcą architekturą kojarzy mi się z czymś zupełnie innym niż pamięć. Mam wrażenie że ta przestrzeń nie jest zbudowana ze wspomnień tylko że wspomnienia są tam "zakotwiczone" jako punkty orientacyjne. Jakby twój umysł potrzebował czegoś znajomego żeby wejść do miejsca które jest z innego źródła. Celtyk, czy twoje miasto ma elementy które też są nie do przypisania?
O, to jest coś czego mi brakowało w tej rozmowie. Mój sen zdarzeniowy jest właśnie czymś co się dzieje, nie miejscem w którym jestem. Zastanawiam się czy to dlatego czuję po nim coś inaczej niż Dzidka po swoich przestrzennych. Może funkcja określa odczucie?
Ruta mówi "przebywanie" i to mi coś przypomina - w pracy z czakrami jest pojęcie przestrzeni regeneracji, miejsca wewnętrznego do którego się wraca po odbudowanie energii. Nie twierdzę że to to samo, ale ta "obecność bez celu" to dokładnie jak to się opisuje. Czy po tym śnie czujesz się jakoś inaczej niż po zwykłym śnie?
To "czekający" ogród to jest coś czego nie rozumiem. Skąd wiesz że czekał? To jest odczucie podczas snu czy po przebudzeniu?
Nie brzmi dziwnie, dokładnie takie rzeczy są najtrudniejsze do opisania i dlatego wiele osób w ogóle nie próbuje mówić o snach na głos. Mam pytanie techniczne trochę - czy wchodząc ponownie po przerwie pamiętasz że to ten ogród zanim tam dotrzesz, czy rozpoznajesz go dopiero na miejscu?
To co Ruta mówi o niemożności przetłumaczenia na słowa - czy nie to właśnie jest cechą doświadczeń które nie są generowane przez korę wzrokową? Bo jeśli "widzisz" coś co nie przeszło przez normalną ścieżkę percepcji, to nie ma jak tego odtworzyć słowami tak jak opisujesz lokalizację klucza na stole.
To co Ruta opisuje z tymi szkicowymi notatkami jest zresztą dla mnie jednym z powodów dla których prowadzenie dziennika snów ma sens - nie żeby odtworzyć sen jeden do jednego, ale żeby z czasem zobaczyć wzorce. Ruta, czy po wielu takich notatkach zaczęłaś widzieć coś co się powtarza poza samym miejscem?
Właśnie, to mnie też zastanawia. Ruta mówi że pamięta ogród od lat a normalnych snów nie pamięta. Czy to nie jest po prostu dlatego że się tam regularnie wraca i to jest "ćwiczona" pamięć? Tak jak pamiętasz drogę do pracy bo chodzisz nią codziennie?
Słucham tej rozmowy i nie mogę przestać myśleć o tym jak to się ma do czakr. Czakra korony ma łączyć ze zbiorową świadomością i w praktykach z nią związanych często pojawia się właśnie to poczucie "pewności" miejsca które nie jest wspomnieniem ale jakby wiedzą. Nie wiem czy to wyjaśnia mechanizm, ale wydaje mi się że nie trafiamy tu w nieznane.
Ruta, to co powiedziałaś o pół godzinie na zegarku i długim czasie w ogrodzie - to jest chyba najważniejsza rzecz w całym tym wątku i jakoś przez całą dyskusję o pamięci semantycznej i czakrach trochę nam to uciekło. Czy ten czas zawsze jest tak samo rozciągnięty, czy zdarza się że wracasz i masz poczucie że byłaś tam chwilę?
Ruta, a te dwa rodzaje - czy coś jest inaczej przy budzeniu? Mam na myśli czy po tym "długim" czujesz się inaczej niż po tym "wiem że byłam"? Bo zastanawiam się czy to nie jest kwestia jak głęboko się wchodzi.
To zmęczenie po "długim" pobycie mnie zatrzymuje. Ruta, czy to jest przykre zmęczenie - takie że wolałabyś tam nie wracać - czy raczej coś jak po dobrym spacerze, który był długi ale nie żałujesz?
To rozróżnienie na dwa rodzaje pobytu które opisuje Ruta jest ciekawe samo w sobie. Zastanawiam się czy "wiem że byłam" bez poczucia czasu to może jest właśnie ten próg między czymś co jest bardziej jak pamięć semantyczna a czymś co jest już doświadczeniem. Bo może samo "wejście" do miejsca to jedno, a "bycie" tam to drugie.
Mam pytanie może głupie - skoro Ruta mówi że jest zmęczona po "długim" pobycie, to czy to nie może być po prostu że spała gorzej tej nocy? Że to zmęczenie ze snu a nie z ogrodu? Jak to rozróżnić?
Ruta, to co powiedziałaś o "innej warstwie" jest dla mnie kluczowe. W astrologii mówimy o różnych poziomach funkcjonowania - ciało fizyczne, emocje, umysł. Może to zmęczenie nie jest fizyczne, tylko emocjonalne albo energetyczne? Bo jeśli ogród jest miejscem gdzie dzieje się jakaś praca wewnętrzna, to nic dziwnego że wraca się z czymś, co nie jest sennością.
Wracam do tego czasu bo chyba nie wyciągnelismy z tego wszystkiego. Ruta mówi że spała pół godziny a czuła że była długo. Ale czy to uczucie pojawia się przy budzeniu, czy dopiero jak zaczniesz myśleć o tym co pamiętasz? Bo to chyba różnica - albo czas rozciąga się W śnie, albo pamięć śniącego kompresuje zdarzenia i potem umysł na jawie "rekonstruuje" czas.
To co opisuje Ruta - uczucie poprzedzające treść - jest dla mnie istotniejsze niż wszystkie teorie o czakrach i pamięci semantycznej razem wzięte. W pracy z kartami też zdarza się że wiedzenie poprzedza widzenie - najpierw jest pewność, potem obraz. Czy ktoś jeszcze tutaj miał to tak postawione: emocja albo poczucie czasu jako pierwsze, obraz jako drugie?
To co opisujecie - że coś zostaje po - pojawia się też w relacjach z pracy z kartami przy bardzo głębokich sesjach. Niektórzy mówią że przez kilka godzin po mają inny stosunek do przerw, do czekania. Nie wiem jak to tłumaczyć, ale nie jest to odosobnione.
Wracam do pytania o czas bo chyba za szybko poszliśmy w stronę "co zostaje po". Ruta powiedziała że uczucie długości jest przed treścią, przed wspomnieniami. Ale czy to uczucie ma jakiś kształt? Czy to jest jak "byłam tam trzy godziny", czy raczej po prostu "dużo"?
Ta "gęstość" którą opisujesz Ruta bardzo mi odpowiada, bo ja też tak czasem mam przy pewnych snach. Nie "spałam długo" ale "było tego dużo". To jakby czas i ilość doświadczenia to były dwie różne rzeczy które zwykle chodzą razem, ale tu się rozjeżdżają.
Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz której nikt nie powiedział wprost. Ruta opisuje powracanie do tego samego miejsca we śnie. Ale czy sama przestrzeń ogrodu wydaje się stała - taka sama za każdym razem - czy raczej trochę inna ale rozpoznawalna? Bo to zmienia co o tym myślę.
