Mam takie zjawisko od lat i nadal nie wiem co o tym myśleć. Zasypiasz, śnisz przez całą noc jakieś rozbudowane historie, podróże, znajomości z ludźmi których nie znasz, a budzik dzwoni po siedmiu minutach drzemki. I dosłownie siedem minut zegarowych. Ale to co przeżyłam w tym śnie miało sens jak kilka godzin. Jak to w ogóle działa? I to co mnie najbardziej zastanawia - gdy zasypiam ponownie, wracam DOKŁADNIE w to samo miejsce. Jakbym wcisnęła pauzę. Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby sen po przebudzeniu się urwał i zaczął od nowa inaczej.
Miałem coś takiego kilka razy. Wracałem do tego samego snu trzy razy jednej nocy i za każdym razem była ta sama scena, to samo miejsce, tylko trochę dalej w fabule. Jakby ktoś puszczał film.
Słyszałam że to może być tzw. przestrzeń astralna, która jest stabilna niezależnie od tego czy jesteś w niej czy nie. Czyli ta przestrzeń istnieje sama w sobie, a ty tylko do niej wchodzisz i wychodzisz. Ale skąd wiadomo czy to nie jest po prostu bardzo dobra pamięć snu i mózg odtwarza szczegóły tak dobrze że czujemy ciągłość?
Bardzo ciekawa dyskusja, naprawdę. Mam pytanie bo mnie to nurtuje od dawna - czy ta przestrzeń do której się wraca może być miejscem które kojarzy się z konkretną osobą? Śnię regularnie o pewnym miejscu i za każdym razem jest tam ta sama osoba. Zastanawiam się czy to przypadek.
To poczucie znajomości jest bardzo dobre. Dokładnie tak to jest. Nie że to jest znane jak déjà vu, ale że to MOJE. Jakbym miała tam swój kąt. Ale właśnie to mnie prowadzi do pytania z tytułu - czy ta przestrzeń istnieje tylko w czasie gdy śpię, czy ona trwa cały czas i ja tylko wchodzę i wychodzę?
To jest chyba najważniejsze pytanie w tym wątku. Czy my śnimy przestrzeń, czy przestrzeń istnieje i my do niej przychodzimy.
ale czy próbowałaś zostawić coś "za sobą" żeby sprawdzić? W sensie - zrobić coś intencjonalnie przed przebudzeniem, coś co chciałabyś potem znaleźć? Czytałem gdzieś że to jest metoda żeby testować ciągłość przestrzeni a nie tylko pamięci.
Zegarek we śnie to w ogóle osobny temat - podobno zegary i zegarki we śnie często wyświetlają bezsensowne cyfry albo w ogóle nie działają. Czy ten twój coś pokazywał?
Przepraszam że się wtrącam bo dopiero zaczynam się tym interesować - ale ta kwestia zegarka i czasu przypomniała mi się kiedy raz śniłam że próbowałam policzyć godziny we śnie i nie mogłam, jakby liczby się sypały. Czy to normalne?
To jest naprawdę dobra obserwacja. Jeśli tam nie ma czasu, to pytanie o ciągłość jest źle postawione. Ciągłość to pojęcie czasowe. Może zamiast pytać "czy to trwa" trzeba zapytać "czy to JEST" - cały czas, niezależnie od nas.
W tradycji teozoficznej mówi się o planie astralnym jako realnej przestrzeni istniejącej niezależnie od fizycznej rzeczywistości. To nie jest kwestia "gdzie" w sensie fizycznym, bo plan astralny nie ma lokalizacji przestrzennej. Po prostu istnieje na innym poziomie bytu.
To co opisujesz z tym zapachem to jest ciekawe, bo zapach we śnie to w ogole rzadkość. U mnie zdarza się bardzo rzadko i zawsze pamiętam te sny lepiej. Może to właśnie jest ten "wskaźnik jakości" - im więcej zmysłów, tym bardziej realna przestrzeń?
Ta kwestia pory dnia jest ciekawa. Jeśli tam mija czas niezależnie od ciebie, to wracasz do czegoś co istnieje w sposób ciągły. Ale to z kolei wraca do tego co mówiłam wcześniej - może pytanie nie brzmi "czy to trwa" tylko "czy to jest". Ruta, czy miałaś kiedyś wrażenie że ta przestrzeń cię... czeka?
A propos dziennika - zaczęłam zapisywać po tym jak założyłam ten wątek i już zauważyłam coś dziwnego. Że przy każdym powrocie do tej przestrzeni jest zawsze ten sam dźwięk na początku, zanim jeszcze "zobaczę" gdzie jestem. Jakby sygnał że wchodzę. Czy ktoś miał coś podobnego?
Ten sygnał dźwiękowy to brzmi jak próg wejścia. Słyszałam o czymś takim w kontekście świadomego śnienia - że przestrzenie mają swoje "wejścia" z charakterystyczną cechą. To może być właśnie ten element który odróżnia twoją przestrzeń od innych snów.
Ruta, to jest niesamowite że zapisujesz i od razu coś zauważasz! Ja mam podobnie z jednym snem który się powtarza - zawsze zaczyna się od zapachu. Ale nigdy nie wracam dokładnie w to samo miejsce, tylko ta sama sytuacja. Czy to może być podobny mechanizm?
Wracając do tego dźwięku który opisała Ruta - to jest pierwszy konkretny, powtarzalny element który można by próbować jakoś śledzić. Czy ten dźwięk jest zawsze taki sam, czy tylko podobny? Bo to duża różnica.
Teraz jak piszę to muszę przyznać że nie jestem pewna. Wydaje mi się że taki sam, ale może tylko podobny i mózg to wyrównuje. Dlatego zaczęłam zapisywać od razu po przebudzeniu, żeby nie dawać sobie czasu na "ujednolicanie" wspomnień. Rasphul, to co powiedziałeś o czasie płynącym bez mnie - właśnie to czuję. Że tam się dzieje coś, kiedy mnie nie ma.
Ruta, to "dzieje się coś kiedy mnie nie ma" - czy masz jakiś konkretny przykład? Poza tą porą dnia którą wspominałaś? Bo szukam czegoś namacalnego, tak jak z moim zegarkiem.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam może naiwne pytanie - jak wy w ogóle wiecie że "wchodzicie" do tego miejsca intencjonalnie, a nie przypadkowo? Znaczy, czy można to jakoś kontrolować, czy to się po prostu zdarza?
Mam pytanie do Ruty - czy ten dźwięk na początku słyszysz zanim zaśniesz, w tym półśnie, czy już kiedy jesteś w środku? Bo to chyba zmienia co to jest - próg czy sygnał powitalny.
myślałam że jeśli to próg, to ty to tworzysz przy wejściu. Jeśli sygnał kiedy już jesteś w środku, to jakby przestrzeń cię wita. Sama nie wiem czy to ma sens, ale wydało mi się ważne.
Ten "sygnał powitalny" który opisuje Ruta to niekoniecznie musi być coś wygenerowanego przez przestrzeń. W astralnej literaturze jest coś takiego jak marker wejścia, który twój własny umysł tworzy żeby sygnalizować sobie samemu przejście. Tylko że z czasem ten marker staje się na tyle stabilny, że zaczyna poprzedzać świadomą część doświadczenia. Ruta, czy ten dźwięk pojawił się od razu, czy wykształcił się z czasem?
Ta sprawa z brakiem danych to jest właśnie powód dla którego dziennik snów jest tak ważny i to jak najwcześniej, nie wtedy kiedy już coś się dzieje. Ale mam inne pytanie do Ruty - czy zapisując teraz, zauważasz różnice między powrotami do tej przestrzeni, czy są zawsze tak samo odczuwane?
Czytam tę dyskusję o markerach i sygnałach i myślę że może zbyt szybko przypisujemy tym elementom funkcje. Dźwięk, zapach, poczucie wejścia - to może być po prostu to jak mózg przechodzi między fazami snu, a interpretujemy to jako coś znaczącego dla przestrzeni.
Ruta, "więcej powietrza" to nie jest głupstwo, to jest konkretna obserwacja. Tylko powiedz mi - ta zmiana była już od wejścia, od tego dźwięku, czy dopiero po chwili kiedy byłaś już w środku? Bo to zmienia czy to jest właściwość przestrzeni czy może coś co ty wniosłaś ze sobą.
To co opisuje Ruta z tą "pojemnością" miejsca kojarzy mi sie z czymś co mialem raz i nie umiałem opisać. Jakby te same ściany ale więcej przestrzeni między nimi. Myslałem że to moje odczucie, ale może to jest jakaś zmienna tej przestrzeni?
