Mam taki sen, który wraca do mnie od jakiegoś czasu i nie daje mi spokoju. We śnie robię coś, czego na jawie nigdy bym nie zrobiła - krzywdzę kogoś bliskiego, kłamię bez skrupułów, raz nawet ukradłam coś i nie czułam wyrzutów sumienia. Ale to nie jest najdziwniejsza część. Patrzę na siebie z boku, jakbym była obserwatorką własnych czynów, a ta postać w snach to niby ja, ale jakby ktoś inny. Zupełnie nie rozumiem, co to oznacza. Czy to jest jakieś rozszczepienie duszy? Czy może moja podświadomość mi coś pokazuje o mnie samej, czego nie chcę widzieć?
Ooo mam podobnei! Też mi się śniło, że robię coś okropnegoo i patrzę na to jakby z zewnątrz. Zastanawiałam się czy to znaczy że mam jakąs ciemną strone o której nie wiem. Ale chciałam zapytać - ta postać we śnie to wyglądała dokładnie jak ty, czy jakoś inaczej?
Znaczy tu jest prosto - to jest twoj cień w sensie jungowskim. Ten cień to cześć osobowości, którą wypierasz. Jak śnisz o złamaniu zasad i patrzysz na to z boku, to twoja wyżsa jaźń obserwuje cień w akcji. Nic dziwnego, powinna byś z tym pracować i go zintegrować, bo inaczej będzie się to powtarzać.
A czy to nie może być tak, że ta obserwacja siebie z zewnątrz to jakiś rodzaj wyjścia z ciała? Bo słyszałam, że podczas snów dusza może się uwalniać i wtedy właśnie patrzy na siebie z dystansu. Czy ta postać, którą obserwujesz, robi te złe rzeczy bez żadnych emocji?
Przepraszam, że się wtrącam, ale chciałem zapytać - ten cień, o którym mówicie, to jest coś konkretnego w magii czy to bardziej takie psychologiczne? Bo ja słyszałem to słowo w różnych kontekstach i nie jestem pewien czy tu chodzi o duchowość czy o psychikę.
Z punktu widzenia czakr powiedziałabym, że takie sny często pojawiają się gdy czakra splotu słonecznego jest zablokowana albo przepracowana. Obserwowanie siebie z zewnątrz to znak, że energia ego jest oddzielona od wyższego centrum. Polecam pracę z czakrą serca równolegle, to łączy te poziomy.
Mnie się kiedyś śniło że okłamuję kogoś bardzo bliskiego i po przebudzeniu płakałam. Ale zastanawiam się nad czymś innym - czy to ważne, kogo krzywdzimy w tym śnie? Czy jak to jest nieznajomy kontra ktoś bliski, to interpretacja jest inna?
Słucham tej dyskusji i mam sceptyczne pytanie - czy nie jest po prostu tak, że mózg podczas snu przetwarza lęki i scenariusze, których się boimy? Nie mówię, że nie ma tu wymiaru duchowego, ale czy ta obserwacja z zewnątrz to na pewno coś więcej niż mechanizm psychologiczny? Co przekonuje was, że to ma znaczenie ezoteryczne, a nie tylko neurologiczne?
Wracając do tego co napisała Bożenka o obserwowaniu siebie bez emocji - to dla mnie jest kluczowy szczegół tej układanki. Ta "postać" działa bez mrugnięcia okiem, czyli nie ma hamulców, które działają na jawie. To może być właśnie punkt wyjścia do pytania: czy te zasady moralne, które łamiesz w śnie, są twoje naprawdę - tzn. zinternalizowane - czy bardziej zewnętrzne, przejęte od kogoś?
Mam pytanie, bo ta rozmowa mnie wciąga mimo mojego sceptycyzmu - czy wy zakładacie, że ta "postać bez emocji" to zawsze coś niepożądanego? Bo może to jest właśnie jakiś odcień siebie, który po prostu... działa? Nie zahamowany przez nadmierną kontrolę? Pytam serio, nie ironicznie.
Czytam tę dyskusję i zastanawiam się nad jedną rzeczą - czy perspektywa obserwatora w tym śnie zmienia się? Znaczy, czy Bożenka przez cały sen patrzy z zewnątrz, czy są momenty gdy jest "w środku" tej postaci? Bo w tarocie, kiedy analizuje się narrację kart, pozycja obserwatora kontra uczestnika sporo zmienia w odczycie.
Jak ktoś cały czas patrzy z zewnątrz i nigdy nie wchodzi w postać, to w rytuałach astralnych to jest znak, że dusza nie chce przejąć odpowiedzialności za ten materiał. Nie mówię że tak jest u Bożenki, ale w pracy magicznej takie sny traktujemy jako wezwanie do konfrotacji, nie tylko obserwacji. Pytanie czy coś sie u ciebie ostatnio zmieniło w życiu, co mogło to wywołać?
Ja mam może naiwne skojarzenie, ale czy ta obserwacja siebie z boku nie mogłaby być jakiś rodzaj ochrony? Jakby dusza mówiła "pokażę ci to, ale nie pozwolę ci tego poczuć za mocno, żebyś nie uciekła"? Nie wiem czy to ma sens ezoterycznie, ale tak to odbieram intuicyjnie.
Miałam kiedyś serię podobnych snów przez kilka tygodni - nie obserwacyjnych, ale takich gdzie robiłam rzeczy wbrew sobie. I dopiero jak zaczęłam je notować i układać w całość, zobaczyłam wzorzec - zawsze ten sam rodzaj zdrady, zawsze ta sama osoba. Czy Bożenka, te sny powtarzają się regularnie, czy pojawiają się punktowo?
Chcę dokończyć myśl, bo wątek trochę odskoczył. Mówiłam, że regularnie wracający sen z tą samą osobą to niekoniecznie zakłócona więź energetyczna - ale to, co dodała Bozenka, że ta sama osoba pojawia się od kilku miesięcy, to już coś. Bożenko, czy ta osoba w śnie to ktoś z twojego bliskiego otoczenia, czy raczej ktoś z przeszłości? Bo to całkowicie zmienia interpretację.
Ktoś bliski, z teraźniejszości. I to chyba właśnie sprawia, że te sny są takie... lepkie. Że nie można ich odłożyć jak czegoś zamkniętego. Ta osoba jest obok mnie na co dzień i nie wiem, czy to wpływa na sny, czy sny reagują na coś, czego ja nie dopuszczam do siebie na jawie.
To co mówisz na końcu - "czego nie dopuszczam do siebie na jawie" - brzmi jak sedno sprawy. Czy jest coś w tej relacji, co czujesz, ale starasz się nie myśleć za głośno?
No właśnie, i tu widzę że cień po prostu wyciąga na wierzch to co jest zakopane. Nie ma co szukać energetycznych wyjaśnień skoro odpowiedź jest prostsza - Bożenka wie coś o tej relacji i się boi tego wiedzieć. Sen tylko to pokazuje wprost.
Dobra, zanim to przerodzi się w wojnę - mam pytanie do Bożenki, bo chyba o nią tu chodzi. Jak reagujesz na te dwie propozycje - psychologiczna (boisz się czegoś wiedzieć) kontra energetyczna (zakłócona więź)? Którą odczuwasz jako bliższą prawdy, nawet intuicyjnie?
To jest bardzo uczciwa odpowiedź. I właśnie na tym polega wartość takiej pracy ze snem - nie na tym żeby go rozwiązać jak zagadkę, tylko żeby przez niego dotknąć czegoś, co inaczej jest niewidoczne. Ale mam pytanie - czy w tych snach ta bliska osoba jest ofiarą twoich działań, czy raczej powodem? Bo to różni interpretację.
Wracam do tego co Bożenka powiedziała wcześniej - że zawsze patrzy przez szybę, nigdy od środka. Jak to zestawimy z tym że ta osoba jest bliska i z teraźniejszości, to mam wrażenie że ta szyba nie jest przypadkowa. W pracy z tym materiałem powiedziałbym że dusza celowo nie pozwala na pełne utożsamienie, bo skutki mogłyby być za mocne emocjonalnie. Ale żeby to ruszyć, trzeba by było kiedyś spróbować świadomego śnienia właśnie z intencją wejścia w ten obraz.
Słuchajcie, wróćmy na chwilę do tego co Bożenka powiedziała - że ta sama osoba, że od miesięcy, że relacja trwa. Czy nie jest tak, że właśnie ta niemożność wejścia w postać w śnie i brak emocji tej postaci mogą być sygnałem, że jakaś część Bożenki jest już jakby oddzielona od tej relacji? Że podświadomość to przepracowuje oddzielnie od tego co dzieje się na jawie?
To co Bożenka opisuje - "mur który sama buduję" po przebudzeniu - jest bardzo znaczące. Nie pytam tego złośliwie, ale chcę się upewnić: czy ten mur pojawia się tylko po tym konkretnym śnie, czy jest też w codziennym kontakcie z tą osobą, tyle że mniej widoczny?
To jest bardzo ważna obserwacja. Nie sen buduje mur - sen go tylko oświetla. I to jest odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, przynajmniej częściowa - to nie jest test zewnętrzny, to jest sygnał wewnętrzny.
Słuchajcie, może zostawmy ten spór i zapytajmy co teraz z tym zrobi? Bo Bożenka powiedziała coś ważnego - że ten mur jest też na jawie, ale pod powierzchnią. I co z tym zrobić to chyba ważniejsze pytanie niż kto miał rację.
Jak mam być szczery - to zaczęcie od czegokolwiek jest lepsze niż szukanie idealnego punktu startowego. Czy rozmawiałaś kiedykolwiek z tą osobą o czymś co cię niepokoi w tej relacji? Nie musisz mówić wprost o snach, pytam o cokolwiek trudnego.
Przepraszam że się wtrącam, ale chcę zapytać coś podstawowego bo sama nie rozumiem - czy w ezoteryce istnieje jakiś sposób żeby te sny po prostu zatrzymać? Jak Bożenka mówi że to bolesne, to może zamiast wchodzić głębiej, da się po prostu wyłączyć ten kanał?
