Mam naprawdę ostatnie pytanie, bo zbieram sobie wszystkie rady z tego wątku. Czy pozycja, w jakiej śpimy, albo to, że człowiek jest bardzo zmęczony i zasypia jak kłoda, ma jakiś wpływ na to spadanie? Bo zauważyłam, że najczęściej spadam, gdy padam ze zmęczenia i zasypiam gwałtownie.
Zostawię ostatnią myśl, bo ten wątek dużo mi dał. Przyszedłem z własnym spadaniem ze schodów i lękiem przed regresem, a wychodzę z czymś więcej, ze zrozumieniem, że ten sam sen, który wszyscy mamy, mówi każdemu z nas coś osobnego, i że prawie nigdy nie jest groźbą, tylko informacją, gdzie odzyskać oparcie. Najbardziej zostaje mi obraz Zorki, która z samotnego spadania bez dna doszła do miękkiego lądowania, bo przestała spadać sama. To dla mnie sedno, że z każdego spadania da się wyjść, jeśli odbuduje się grunt i pozwoli sobie nie być samemu. Dziękuję wszystkim, ekspertom i pytającym, bo każdy coś tu wniósł.
Zostawiam to z myślą dla wszystkich, którzy znajdą ten wątek ze swoim własnym spadaniem. Zwróćcie uwagę, jak różne były te lecące w dół historie, utrata gruntu Zorki, lęk Whispera przed regresem, nadmierna wysokość Lubona, paraliż Nibira przed decyzją, troska Mary o dziecko, uwięzienie Mary w windzie, lot Honoraty, a jak wspólna płynęła z nich nauka. Spadanie to obraz utraty oparcia, w najróżniejszych jego postaciach, i prawie zawsze niesie pożyteczną wiadomość, a nie groźbę. Zapytajcie siebie nie "co złego mnie czeka", ale "jaki grunt mi się chwieje, czego się kurczowo trzymam, co muszę puścić, i czy nie jestem po prostu wykończony". To pytania, które leczą. A jeśli spadacie w pustkę także za dnia, jeśli ta bezdenność jest i w waszym życiu na jawie, nie zostawajcie z tym sami, poszukajcie kogoś, kto pomoże, bo na to też zawsze jest ręka, którą można złapać.
I niech to zostanie otwarte. Spadanie to jeden z najczęstszych snów ludzkości, śni się prawie każdemu, więc to miejsce długo nie opustoszeje. Komu się śni, kto wylądował już jak Zorka, kto wciąż leci w ciemność, kto ma własny rodzaj spadania, ze schodów, z urwiska, do wody, w windzie, czy własne pytanie, niech dopisze. Pamiętajcie tylko o najprostszym, że uderzenie o ziemię we śnie nikogo nie zabija, że to obraz, nie wyrok, i że jeśli spadanie wraca przy zasypianiu jako szarpnięcie, najczęściej to zwykła fizjologia, którą łagodzi spokojny wieczór i mniej kawy. Reszta, to głębsze spadanie, mówi wam, gdzie w życiu odzyskać grunt. A grunt, jak pokazała Zorka, da się odzyskać, i wtedy przychodzi lądowanie.
Na koniec zostawiam to otwarte, jak grunt gotowy, by ktoś na nim stanął. Zaczęło się od Zorki, która leciała w ciemność bez dna, pewna, że dzieje się z nią coś złego, a skończyło na jej miękkim lądowaniu i na całym kręgu ludzi, którzy rozpoznali w spadaniu swoje własne utraty, lęki i progi. Komu śni się spadanie, niech wie, że prawie nigdy nie jest to wróżba ani groźba, tylko obraz chwili, w której wypuściliśmy stare oparcie, a nowego jeszcze nie chwyciliśmy, albo po prostu znak, że jesteśmy przemęczeni. I że da się znów stanąć na gruncie, jak pokazała Zorka. Niech ten wątek czeka otwarty na każdego, kto budzi się nad ranem z tym okropnym uczuciem w żołądku, że właśnie spadł, i jeszcze nie wie, że pod tym spadaniem czeka grunt, na którym można się wesprzeć.
