Mam wrażenie, że ten temat chodzi za mną od dawna i w końcu muszę to gdzieś napisać. Zdarza mi się śnić o ludziach, których nigdy wcześniej nie spotkałam, ale co dziwniejsze - zanim jeszcze we śnie padną słowa albo coś się wydarzy, już wiem, co za chwilę nastąpi. Jakby ktoś mi wkleił w głowę całą fabułę i ja ją po prostu odgrywam. To nie jest to samo co déjà vu na jawie. We śnie ta pewność jest absolutna. Piszę tu, bo zaczęłam się zastanawiać, czy te nieznajome twarze to przypadkowe twarze wygenerowane przez mózg, czy może coś więcej. Ktoś miał coś podobnego?
To, co opisujesz z tym "wiedzeniem z góry", przypomina mi sen lucydny, ale nie do końca. W lucydnym zdajesz sobie sprawę, że śnisz, i możesz wpływać na bieg zdarzeń. U ciebie jest inaczej - znasz zakończenie, ale go nie wybierasz. Bardziej bym to łączyła z czymś, co niektórzy nazywają snami proroczy albo snami akasha. Nie mylmy tych pojęć, bo to zupełnie różne mechanizmy.
To, co mówisz o spokoju, jest ciekawe. Zazwyczaj sny z silnym ładunkiem duchowym mają właśnie tę cechę - brak dramatyzmu. Jakbyś oglądała coś, co już się wydarzyło. Zastanawia mnie, czy te twarze są zawsze różne, czy niektóre się powtarzają.
A czy czujesz po przebudzeniu jakiś ślad energetyczny po tych spotkaniach? Bo czytałam, że niektóre sny angażują czakrę serca i po takim śnie czuć jakby delikatne uciski albo ciepło w klatce piersiowej. Nie wiem czy to powiązane, ale pasuje do tego co opisujesz.
Słuchajcie, ten wątek z "wiedzeniem zakończenia" to klasyczny element snów, które w tradycjach szamańskich traktuje się jako podróże do innych warstw rzeczywistości. Ale mam pytanie do autorki - czy te sny zdarzają się losowo, czy jest jakiś wzorzec, powiedzmy, o jakiej porze nocy, albo po jakim rodzaju dnia?
Ja mam bardzo podobnie! Czyli też te spokojne dni i potem taki sen, gdzie wiem co bezie, zanim sie stanie. Raz śniłam kogos znajomego, ale z inną twarzą i wiedziałam cały czas że to on, mimo ze go nie rozpoznawałam wzrokowowo. Jak to możliwe w ogóle?
Wróćmy na chwilę do oryginalnego pytania o te nieznajome twarze. W wielu tradycjach, choćby w hermetycznej, twarze we śnie, które nie należą do nikogo z naszego otoczenia, traktuje się jako "posłańców" - nie w dosłownym sensie aniołów, ale jako aspekty własnej psyche albo jako energie z zewnątrz, które przyjmują formę zrozumiałą dla śniącego. Pytanie jest, czy te twarze coś robią aktywnie, czy raczej są obecne?
Ten obraz z progiem i czekaniem kojarzy mi się z opisami z folkloru słowiańskiego, gdzie próg jest granicą między tym a tamtym. I osoby "z tamtej strony" nie wchodzą, tylko czekają. Nie chcę za dużo spekulować, ale to nie brzmi jak losowy sen.
Dobra, ale wróćmy do sedna. Goplana, mówisz że ta postać "przyszła po ciebie" i wiązało się to z decyzją, którą odkładałaś. Ale skąd wiesz, że sen był zapowiedzią tej decyzji, a nie po prostu jej przetworzeniem? Różnica jest istotna. Jeden przypadek to przepowiednia, drugi to tylko mózg katalogujący lęki.
Nie wiem. I chyba właśnie o to chodzi - nie twierdzę, że to było przepowiadanie. Mówię, że sen miał tę specyficzną jakość, której brakuje mi w normalnych snach. Czy to znaczy coś "mistycznego"? Nie mam pojęcia. Ale ignorowanie tego też nie wydaje mi się uczciwe wobec siebie.
To, co mówisz, Goplana, o uczciwości wobec siebie, jest dla mnie kluczem do całej tej rozmowy. Bo interpretacja snu nie musi być albo naukowa, albo mistyczna. Czasem jest po prostu twoja i tyle wystarczy. Pytanie, które mam: czy po podjęciu tej decyzji, którą odkładałaś, miałaś jeszcze taki sen z postacią w progu?
Właśnie o to chciałam zapytać. Bo jeśli temat się zamknął razem z decyzją, to masz do czynienia z czymś, co w astrologii nazywamy przetworzeniem tranzytowego napięcia. Nie mówię, że twój sen był astrologiczny, ale ten mechanizm jest podobny - pewien stan wewnętrzny szuka rozwiązania i kiedy je znajduje, obraz znika. Czy coś się w tobie realnie zmieniło po tej decyzji?
Mam pytanie, bo czytałem ten wątek od początku i nie mogę przestać myśleć o tym szczególe z progiem. W tradycjach słowiańskich próg to miejsce, gdzie żywy nie powinien długo stać - bo to granica. Ale to "czekanie" tej postaci bez wchodzenia... czy to nie mogłoby znaczyć, że ona czeka na zaproszenie? Bo w folklorze to istotne - niektóre byty nie wchodzą bez pozwolenia.
Ten moment przebudzenia przed kontaktem jest znaczący. W tradycji hermetycznej mówi się, że granica między obserwatorem a uczestnikiem we śnie to granica inicjacyjna. Jeśli śniący się nie przekracza, to nie z lęku koniecznie, ale dlatego, że nie jest gotowy na to, co za nią. Pytanie do ciebie, Goplano: czy to przebudzenie czułaś jako ucieczkę, czy raczej jak naturalne zakończenie?
A czy przy tym przebudzeniu czułaś coś fizycznego? Bo czytałam, że nagłe wybudzenie przy takich progowych snach często wiąże się z czakrą splotu słonecznego - takie ściśnięcie albo drżenie w środku ciała. Nie wiem, może to nie związane, ale pytam, bo sama miałam raz coś takiego i zastanawiałam się co to było.
Weszłam w ten wątek przez przypadek i trochę się tu zgubiłam, ale jedno mnie uderzyło - ta sprawa z "wiedzeniem zakończenia". Ja mam coś podobnego, tylko nie we śnie, ale na jawie, w pewnych sytuacjach. Czy to może być powiązane? Czy to ta sama zdolność, tylko działająca inaczej?
przepraszam ale nie rozumiem tej różnicy, mozecie to jakos prościej? bo jak sen "wie" że się skończy, to czy nie znaczy że jednak cos wiedziałaś? tylko inaczej?
Przepraszam że wracam do swojego wcześniejszego pytania, bo czuję że trochę urwałam wątek - czy ta "cicha wiedza" w moim przypadku na jawie może jednak mieć ten sam źródłosłów co sny Goplany? Pytam, bo Martusia mówiła o podobnej jakości, a to mnie nie opuszcza.
Wracając do Goplany i tej postaci - czy poczułaś coś w ciele, kiedy stałaś i nie mogłaś podejść? Bo jeśli to był rodzaj zablokowania, to zastanawia mnie, czy to był lęk z brzucha, czy coś bardziej z klatki piersiowej. Dla mnie te dwie lokalizacje mówią różne rzeczy.
Ale wracając do tego, co czuję na jawie - to ściśnięcie z klatki piersiowej, o którym pisze Goplana... ja to znam. I nie wiem, czy to nie jest właśnie ten moment, kiedy coś "wiem" zanim wiem. Czy ktoś próbował to śledzić, zapisywać, żeby sprawdzić, czy to się pokrywa z tym co potem nastąpi?
To mnie zatrzymuje. Jeśli ta postać wraca, to już nie jest przypadkowy element snu, prawda? W tym co czytałem o zjawiskach granicznych, powtarzający się element to jeden z podstawowych sygnałów, że coś domaga się uwagi. Pytanie co - i od czego lub kogo.
Goplana, masz poczucie, że ta postać jest bezpieczna? Pytam, bo jeśli to ściśnięcie z klatki to nie lęk, tylko rodzaj napięcia przed czymś ważnym, to może próg nie jest przeszkodą, tylko punktem gotowości. Jakby ciało wiedziało, że to nie jest jeszcze ten moment.
To co Goplana opisuje - zatrzymanie, granica, nie zagrożenie - bardzo mi przypomina pewien typ snu, który w tarologie nazywa się snem progowym. To nie jest kategoria oficjalna, ale używam jej roboczo. Sen, który kończy się nie dlatego, że skończył swoją historię, lecz dlatego, że pokazał tyle, ile możliwe było do przyjęcia.
To co Goplana opisuje z tą śluzówką między stanami jest bardzo bliskie temu, co w pracy analitycznej nazywa się hypnopompią - ale nie chodzi mi o termin, tylko o to, że ona intuicyjnie robi coś, co naprawdę pomaga uchwycić to, co sen próbował powiedzieć. Sabinka, to nie jest kwestia nauki, to kwestia nawyku.
To jest jedno z tych zdań, które chce się zanotować. Goplana, czy ta postać w ogóle reaguje na Ciebie? Czy patrzy, odwraca się, coś robi kiedy Ty stoisz po swojej stronie progu?
Zastanawiam się, czy ktoś próbował kiedyś wrócić do takiego snu przez medytację na jawie? Nie mówię o świadomym śnieniu, bo to inna technika. Chodzi mi o aktywne wyobrażenie - zamknięcie oczu i próbę odtworzenia sceny z progiem. Czy to w ogóle daje coś podobnego do snu?
Słucham tej rozmowy od dawna i jedno mnie nurtuje. Goplana mówi, że zna zakończenie zanim nastąpi - to było przecież w tytule wątku. A w tej postaci przy progu chodzi mi o to: czy Goplana wie, czym ta scena się skończy, zanim dojdzie do progu? Czy to też jest jedno z tych uciętych zakończeń, które zna?
