To co opisujesz Perun - ta obecność podczas pracy na jawie - to jest naprawdę osobne zjawisko. Bo sen był snem, ale jeśli ona zostaje po przebudzeniu w jakiejś formie, to pytanie czy ona dalej się uczy, czy raczej ty dalej jesteś pod jej wpływem. Czy to dwie różne rzeczy?
Moim zdaniem to są zupełnie różne rzeczy i warto je rozdzielić. Sen to kontakt bezpośredni, a ta obecność na jawie to echo tego kontaktu - coś w rodzaju rezyduum energetycznego. Takie ślady zostawiają byty merkurialne właśnie, nie zrywają kontaktu od razu, zostają w polu przez jakiś czas.
Szczerze? Nie wiem. To jest pytanie, które sobie też zadaję. Czuję to jako zewnętrzne, ale wiem, że moje poczucie nie jest dowodem. Jedyne co mogę powiedzieć - ta obecność nie przeszkadza, nie ciągnie energii, nie jest natrętna. Jest jak cień siedzący obok, który nie chce nic, tylko jest. To mi nie wydaje się projekcją własnego lęku ani ekscytacji.
To co mówisz o cieniu, który nic nie chce - to mi coś przypomina opisy 'obserwatorów', które pojawiają się w relacjach z podróży astralnych. Nie strażnicy, nie przewodnicy, tylko takie byty, które po prostu są obecne i patrzą. Czy ty masz wrażenie, że ona cię obserwuje jako osobę, czy raczej obserwuje to co robisz?
A to w sumie logiczne, bo to był sen o uczeniu rzemiosła, nie o tobie samym. Może ona dalej pobiera tę lekcję i nie skończyła? Jak długo to już trwa, ta obecność?
To jest interesujący wątek, bo wychodzi na to, że ta istota mogła tak jakby skalibrować się na twoją aktywność, a nie na twoją osobę. Ale to z kolei rodzi pytanie - czy ona może teraz obserwować innych rzemieślników? Czy jest przy tobie konkretnie, czy przy samej czynności?
No właśnie, ja się nad tym zastanawiam od jakiegoś czasu w tym wątku. Czy takie byty mogą mieć coś w rodzaju przywiązania? Nie w ludzkim sensie, ale jakiś rodzaj powracania do tego samego źródła?
Ale czy nie jest tak, że jak ona zostaje przy Perunie i obserwuje jego pracę na jawie, to może trochę go tym wyczerpywać? Nawet jeśli nie 'ciągnie energii' w oczywisty sposób? Bo obecność to jednak obecność.
To co opisujesz - większa precyzja pod wpływem obecności obserwatora - to ma w sobie coś z tego co w bioenergoterapii nazywamy 'koherencją pola'. Że kiedy jesteś świadomy bycia obserwowanym, twoje działania stają się bardziej spójne, mniej chaotyczne. Ale czy to jej zasługa, czy twoja własna reakcja na nią?
I wracamy do tego samego pytania, które kręci się w tym wątku od początku - czy to zewnętrzne czy wewnętrzne. Perun, czy w ogóle uważasz, że ta istota jest wciąż tą samą co w śnie? Czy mogła przybrać jakąś inną formę teraz?
To co napisałeś na końcu - że ona 'rozumie granicę', ale zaraz cofasz to słowo - to mi się wydaje najważniejszym zdaniem w tym wątku. Bo właśnie to jest pytanie, czy takie byty działają w oparciu o coś w rodzaju rozumienia, czy po prostu reagują na strukturę. Jak kamień reaguje na ciepło, ale nie 'wie', że jest ciepło. Perun, czy masz kiedykolwiek wrażenie, że ona cokolwiek inicjuje? Czy zawsze tylko odpowiada na to, co ty robisz?
To 'może ma ją gdzieś indziej' - co przez to rozumiesz? Że ona funkcjonuje w kilku miejscach jednocześnie i tu akurat jest tylko jej jakaś część? Bo to by tłumaczyło, dlaczego jest obecna, ale jakby nie w pełni.
To co mówicie o 'uwadze' zamiast pełnej obecności - to akurat pokrywa się z tym, jak w niektórych tradycjach opisuje się kontakt z bytami wyższymi. Że one są zbyt rozległe żeby być w całości w jednym miejscu, więc wysyłają coś w rodzaju fragmentu siebie. Ale z tym wiąże się pytanie - czy ten fragment jest autonomiczny, czy tylko przekaźnikiem? Perun, czy masz wrażenie, że ona mogłaby zareagować na coś nieoczekiwanego z twojej strony, czy raczej trzyma się scenariusza?
Ale właśnie zastanawiam się - skoro ta istota pojawiła się w śnie o uczeniu, a teraz obserwuje pracę na jawie, to co się stanie jak Perun kogoś nauczy tej pracy w realu? Pójdzie za nim? Za uczniem? Za obojgiem? To brzmi dziwnie, ale serio się zastanawiam jak to działa.
Ale poczekaj - jak masz to sprawdzić? Jak rozróżnisz czy ona jest przy tobie, przy tym uczniu, czy gdzieś pośrodku? Czy masz jakiś sposób żeby ją w ogóle lokalizować, poza takim ogólnym czuciem?
A ten uczeń coś czuje? Pytałeś go? Bo jeśli ona by była i on by nic nie poczuł, to chyba byłoby już jasne, że jest konkretnie przy tobie, nie?
Wracam do tego co Perun powiedział wcześniej o granicy, którą ona 'rozumie'. Zastanawiam się czy może to nie jest rozumienie z jej strony, tylko on sam tę granicę utrzymuje i ona po prostu jej nie przekracza bo nie ma powodu, nie dlatego że ją respektuje. Że to jego intencja ją trzyma w miejscu, a nie jej świadomość tej granicy. Czy to by coś zmieniało w praktyce?
