Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i nie wiem czy dobrze rozumiem jedno. Gruszanka mówiła, że cień mówił o sprawie którą odkładała. Ale Topielica mówiła o gniewie. To są zupełnie różne rzeczy. Czy cień zawsze mówi o czymś innym u każdej osoby, czy są jakieś wspólne tematy?
A co jeśli nie wiem co wyparłam? Serio pytam, bo jak słucham waszej rozmowy to mam poczucie że wy wszyscy wiecie co macie w cieniu, a ja nie. Mój sen był wyraźny ale sama nie potrafię postawić diagnozy.
Wracam do pytania które zadałam wcześniej, bo nie dostałam chyba pełnej odpowiedzi. Czy ktoś tu naprawdę próbował celowo zaprosić własny cień do snu? Nie pytam o teorię, tylko o konkretne doświadczenie. Mokosza zapytała o źródło tej praktyki, ale mnie interesuje czy ktoś to po prostu zrobił.
Ja probowaem raz coś podobnego, nie wiem czy to dokłądnie to samo. Przed snem wziąłem czarny kamień, obsydian, i trzymałem go chwilę z intencją żeby zobaczyć we śnie to czego zwykle unikam. Śniłem tamtej nocy długo i intensywnie ale nie wiem czy to był 'cień' w tym sensie o którym wy mówicie. Była jakaś postać która znała moje imię, ale nie rozmawiałem z nią.
Słucham tego co opisuje Oskar i mam pytanie, bo to ważne. Jak skończyłeś sen i obudziłeś się, co zrobiłeś z tym niekomfortem? Zostawiłeś, przemyślałeś, zapisałeś? Pytam dlatego, że intencja przed snem bez żadnego 'zamknięcia' po przebudzeniu to trochę jak otwieranie drzwi i wychodzenie przez inne wyjście.
To co opisuje Oskar trochę mnie przeraża. To znaczy że jeśli cień 'wyjdzie' ze snu, to trzeba go jakoś odprawić z powrotem? Czy on po prostu... zostaje?
Poczekajcie. Mówicie teraz o cieniu jakby był czymś co można 'odprawić' albo 'zamknąć'. Ale kilka postów wcześniej Mokosza mówiła że to po prostu część nas samych. Więc jak możemy 'zamknąć' część siebie? To brzmi jak dwie sprzeczne rzeczy w jednej rozmowie.
