A Gruszanka zdradziła właśnie coś ważnego. Cień, który był spokojniejszy od niej i miał niezależny ruch, może być nośnikiem tej właśnie rozmowy, której unika. Pytanie, czy w śnie cień czegoś od ciebie chciał, czy tylko był?
Ten motyw, że cień czeka a nie żąda, jest znaczący. W wielu tradycjach obraz 'czekającej figury' we śnie to nie presja, ale zaproszenie. Różnica jest istotna, bo zaproszenie można odrzucić. Czy miałaś w tym śnie poczucie że możesz odejść?
Słucham całej tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś. Czy jest jakiś sposób żeby zaprosić taki sen z cieniem celowo, albo żeby się na niego przygotować? Trochę się boję że jak mi się przyśni, to nie będę wiedziała co robić. A z drugiej strony chciałabym tego doświadczyć.
Można też spróbować medytacji z intencją przed snem, wyobrażasz sobie że idziesz na spotkanie z własnym cieniem i stawiasz intencję że chcesz dialogu, nie walki. Ale ważne żeby być w spokojnym stanie, nie po kłótni ani stresorze, bo wtedy cień wyjdzie z wzmocnionym ładunkiem emocjonalnym i może być ciężko.
Chodzi mi o nastawienie umysłu, ale nie takie zupełnie ogólne. Konkretnie: siadam w ciszy, zamykam oczy i wyobrażam sobie ciemny pokój, w którym jest jeszcze jedno krzesło. I mówię wewnętrznie, że jeśli jest jakaś część mnie, która chce coś powiedzieć, to to jest jej miejsce. Potem zasypianie z takim obrazem. Nie zawsze działa, ale kilka razy po tym miałam wyraźniejsze sny.
Słucham Geranium i ta wizualizacja z krzesłem brzmi mniej strasznie niż myślałam. Ale mam pytanie, co jeśli na to krzesło przychodzi coś, czego się nie spodziewałam? Czy jest jakiś sposób na zakończenie takiego spotkania, jeśli zrobi się za intensywnie?
Wracając na chwilę do tego co Gruszanka opisała wcześniej, cień który stał i czekał. Myślę, że to co Riksza czuje jako strach, a co Gruszanka czuła jako spokój, może zależeć od tego, czy przed snem jest jakiś wewnętrzny hałas, czy cisza. Gruszanka, jak wyglądał twój wieczór przed tym snem? Czy był spokojny, czy coś cię wtedy bardzo zajmowało?
Cisza przed zaśnięciem to nie jest drobiazg. Wiele tradycji mądrościowych traktuje czas między aktywnością a snem jako bramę, coś w rodzaju progu. Jak ten próg jest zagracony hałasem, to sen też bywa zagracony. A jak jest czysty, to przez tę samą bramę przechodzi coś wyraźniejszego. Niekoniecznie spokojniejszego, ale wyraźniejszego.
No dobra, ale to trochę nieuczciwe że Gruszanka miała spokojny wieczór i spokojny cień, a ja nie planowałam żadnego spokoju i dostałam gniew. Czy to znaczy, że jak się przygotować lepiej, to cień będzie łagodniejszy? Bo to by mnie zachęcało do próbowania.
Chcę dopytać o jedną rzecz, bo przez całą tę rozmowę jest zakładane że cień to jakiś aspekt nas samych. Ale skąd w ogóle to wiadomo? Mam na myśli, że we śnie nie ma przecież tabliczki z napisem 'to twoja psychika'. Czy jest coś co odróżnia własny cień od np. innej obecności?
Dziękuję za to pytanie, bo jeszcze o tym nie myślałam w takich kategoriach. Chyba tak, miał coś znajomego, ale nie jak twarz ze zwierciadła. Bardziej jak głos, który brzmi jak twój własny nagrany i odtworzony, wiesz, że to ty, ale coś jest nie tak samo. Nie potrafię tego lepiej nazwać.
Ten opis Gruszanki jest bliski temu co w runach widzimy jako Nauthiz, konieczność, która jest w nas i na nas patrzy. Cień który jest znajomy ale nie identyczny to często właśnie ta siła, która wymaga czegoś od nas, ale nie przez nakaz, tylko przez samo istnienie. Runa ta pojawia się kiedy coś musi zostać skonfrontowane, bez możliwości ominięcia.
Poczekajcie, to jest ciekawa teza. Diablica mówi, że cień znika jak przepracujesz sprawę. Ale Gruszanka opisała cień który był spokojny i który jej nie niepokoił, a jednak pojawił się. Czy to znaczy, że Gruszanka też ma coś ukrytego, tylko inne niż Topielica? Czy cień może się pojawiać bez ukrytego konfliktu?
To jest pytanie, które mnie dotknęło, bo sama nie jestem pewna. Mój cień nie był natrętny ani groźny, ale to nie znaczy, że nie miał nic do powiedzenia. Powiedział mi coś o sprawie, której nie chciałam kończyć, to był temat który odkładałam. Więc może to nie jest kwestia konfliktu, ale kwestia czegoś niedokończonego? Niekoniecznie bolesnego, ale wiszącego?
To co Gruszanka opisuje brzmi dla mnie bardziej jak cień w roli przypomnienia niż w roli oskarżyciela. Różnica jest istotna. Jeden przychodzi z gniewem, drugi z cierpliwością. Mokosza, czy w tradycjach z którymi pracujesz jest rozróżnienie między tymi dwoma funkcjami cienia?
Czyli to co Shangie opisuje to właściwie to samo co Wieslaw mówił o Nauthiz, tylko bez run? Że samo uznanie że coś jest to już krok? Bo jeśli tak, to może mój cień już nie musi wracać, skoro teraz w tej rozmowie przyznaję, że ten gniew jest.
Mam pytanie do całej grupy, bo coraz bardziej mnie to ciągnie. Wszyscy tu zakładamy, że cień chce czegoś dobrego dla nas, że przypomina, ostrzega, pomaga. Ale co jeśli cień jest po prostu nieprzyjemny i nie ma żadnego przesłania? Czy jest jakaś możliwość że to tylko zakłócenie, bez znaczenia?
Mój wrócił, i to więcej niż raz. I po każdym czuję coś co mogę nazwać tylko czujnością, jakbym wiedziała że coś jest niedokończone. To chyba nie jest zakłócenie, bo zakłócenie raczej się nie powtarza w tej samej formie, prawda? Czarodziej08, a ty miałeś kiedyś sen który wracał?
Miałem, ale to był sen o egzaminie i chyba nie ma tu za dużo do odkrycia duchowego. Ale rozumiem co masz na myśli, powracanie jest sygnałem. Zastanawiam się tylko czy to nie jest bardziej psychologiczne niż ezoteryczne. Choć może to ten sam mechanizm, tylko inaczej nazwany.
Myślę, że Czarodziej08 dotknął czegoś ważnego. Podział na psychologiczne i ezoteryczne jest trochę sztuczny. Sen o własnym cieniu który ma świadomość i rozmawia może być jednocześnie projekcją psychiki i kontaktem z głębszą częścią siebie. Jedno nie wyklucza drugiego. Pytanie brzmi czy ta głębsza część siebie to tylko podświadomość, czy coś więcej.
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie, że im dalej, tym bardziej odchodzimy od samego snu, a zaczęliśmy od bardzo konkretnego doświadczenia Gruszanki. Chciałam zapytać, czy ktoś próbował celowo wywołać spotkanie z własnym cieniem we śnie? Czytałam o takiej praktyce, gdzie przed zaśnięciem wizualizujesz, że idziesz w stronę swojego cienia i zapraszasz go do rozmowy.
To jest spora różnica. Wywołanie ma charakter aktywny i wymaga wiedzy jak utrzymać kontakt bezpiecznie. Otwieranie jest bardziej pasywne, nastawiasz się na odbiór, ale nie wymuszasz niczego. Dla kogoś kto dopiero zaczyna pracować z cieniem, otwieranie jest zdecydowanie bezpieczniejszym krokiem. Nie wiem skąd Geranium to ma, ale wiem że to rozróżnienie ma znaczenie.
No ale ja teraz nie wiem co robić. Wieslaw mówi żebym sprawdziła czy sen wróci. Shangie mówi żebym otwierała się pasywnie. Edek mówi żebym uznała że coś jest. To wszystko brzmi spójnie, ale jak to złożyć w jedno? Czy jest jakaś kolejność?
To jest naprawdę dobre pytanie i myślę, że dotyczy nie tylko Topielicy. Czy w pracy z cieniem chodzi o treść tego co mówi, czy o samą jego obecność? Bo to brzmi jak dwa różne poziomy. Jeden to informacja, drugi to sygnał.
Słucham waszej rozmowy i to mi wyjaśnia coś, co mnie nurtowało od początku. Mój cień przemówił dosyć spokojnie i konkretnie, i przez to byłam skupiona wyłącznie na treści. Ani przez chwilę nie zastanowiłam się nad tym, co znaczy że w ogóle się pojawił i przemówił. Czy to normalne że się pomija ten pierwszy poziom, Shangie?
Bardzo normalne. Szczególnie jeśli cień nie jest groźny, bo wtedy nie ma tego pierwszego uderzenia niepokoju, które zmusza do zatrzymania się. Spokojny cień jest przez to w pewnym sensie bardziej subtelnym sygnałem i łatwo od razu przejść do analizy słów.
Zaraz, zaraz. Mówicie o cieniu jakby miał wolę i świadomość. Że 'domaga się uwagi', że 'przemawia'. Ale czy to nie jest po prostu my sami, tylko ta część której normalnie nie słuchamy? Bo jeśli tak, to czemu nazywamy to 'cieniem' jakby to była odrębna istota?
