Śniło mi się ostatnio coś, co do tej pory nie daje mi spokoju. Stałam przy placu zabaw i patrzyłam na małą dziewczynkę, może czteroletnią. Podeszła do mnie i powiedziała wprost, spokojnym głosem: 'Ty już wiesz, że to się nie uda, tylko się boisz do siebie przyznać.' Twarz dziecka, głos dziecka, ale te słowa... to nie były słowa dziecka. Jakby ktoś dużo starszy patrzył na mnie z tych oczu. Obudziłam się z takim dziwnym uczuciem, że zostałam przyłapana na kłamstwie wobec siebie. Czy ktoś miał coś podobnego? Sen, w którym dziecko mówi jak dorosły, albo wręcz jak ktoś bardzo stary?
Miałam tak kilka razy i za każdym razem było to jedno z tych snów, które pamiętam latami. Dzieci w snach w ogóle mają dla mnie inny status niż dorośli - jakby były bliżej czegoś, do czego dorośli mają utrudniony dostęp. Ale te, które mówią jak starcy, to oddzielna kategoria. Chciałam zapytać - czy ta dziewczynka w twoim śnie była komuś podobna? Znałaś ją jakoś, czy była zupełnie obca?
To, co opisujesz, mocno przypomina motyw, który pojawia się w różnych tradycjach - nie tylko słowiańskich, ale np. w kabale czy w hinduskiej koncepcji punarjanma. Stara dusza w młodym ciele. Takie dzieci w snach bywają traktowane jako posłańcy, nie tyle w sensie 'przynoszę wiadomość', co raczej: ich obecność sama w sobie jest przekazem. Mam pytanie do całego wątku - czy te sny zazwyczaj mają jakiś konkretny kontekst emocjonalny po przebudzeniu, czy raczej zostawiają taką próżnię, trudną do opisania?
To, co powiedziała ta dziewczynka w moim śnie - to było coś, o czym wiedziałam, ale nie chciałam wiedzieć. Więc trudno mi powiedzieć, czy to moja własna mądrość mówiła cudzymi ustami, czy coś innego. Choć to zdanie 'boisz się do siebie przyznać' brzmienie miało zbyt czyste, za precyzyjne jak na moje własne myśli, które zazwyczaj chodzą w kółko i są mętne.
Czytam i zastanawiam się - czy takie dziecko we śnie może być przewodnikiem duchowym w tej formie? Czyli że przewodnik przybiera postać dziecka, żeby łatwiej do nas dotrzeć, bo mniej się boimy, mniej się bronimy? Słyszałam coś takiego, ale nie wiem, czy to ma sens w tym kontekście.
To, co opisujesz z oczami, pojawia się w wielu relacjach dotyczących kontaktu z duszami w różnych tradycjach. Oczy jako okno, które nie kłamie co do wieku duszy, niezależnie od ciała. Mam jednak inne pytanie do wątku - czy ktoś śnił o takim dziecku więcej niż raz? Czy takie sny mogą być cykliczne albo się nasilać?
Bo starzec w snach jest oczekiwany jako głos mądrości - i umysł może go zbagatelizować albo zdystansować się. Dziecko łamie ten schemat. Nikt się nie spodziewa, że czterolatka powie ci coś, z czym nie możesz dyskutować. To jest właśnie siła tego obrazu - on dezorientuje, zanim zdążysz się oprzeć.
Przepraszam, że wchodzę, bo może to naiwne pytanie, ale właśnie zaczęłam się interesować tym tematem - czy te sny są jakieś szczególnie żywe? Tzn. bardziej realne niż zwykłe sny? Bo słyszałam, że sny, w których pojawia się coś naprawdę 'z zewnątrz', mają inną jakość niż normalne marzenia senne.
Dokładnie to. Ten sen miałam jakiś czas temu i wciąż pamiętam kolor sukienki tej dziewczynki, kolor nieba za nią, nawet chłód, który poczułam, kiedy do mnie podeszła. Normalne sny tak nie zostają. A jeszcze jedno - ona nie powiedziała tego zdania i tyle. Stała przez chwilę i patrzyła na mnie w sposób, który w śnie rozumiałam jako 'nie musisz nic odpowiadać, wiesz już.' I odeszła spokojnie. Żadnego dramatyzmu.
Stała i czekała. Miałam wrażenie, że nie wyjdzie, dopóki coś nie zrozumiem. I to było dziwne uczucie - jakby czas się zatrzymał specjalnie na ten moment. Nie było presji, ale było oczekiwanie. Jak kiedy ktoś zadaje pytanie i siedzi cicho, bo wie, że odpowiedź już wiesz.
A odpowiedziałaś jej coś? Tzn. czy w tym śnie coś powiedziałaś do niej, czy tylko słuchałaś? Zastanawiam się, czy to w ogóle jest możliwe, żeby w takim śnie nawiązać jakiś dialog.
To z znikaniem, a nie odchodzeniem, pojawia się w kilku relacjach w tym wątku. Czy to jest w ogóle znaczące? Tzn. czy to coś mówi o naturze tej postaci - że nie jest zakorzeniona w przestrzeni snu tak jak inne elementy?
Mam pytanie, bo chyba nie do końca rozumiem - kiedy mówicie o starej duszy w ciele dziecka, to mówicie o czymś, co jest dosłownie duszą z poprzedniego wcielenia, czy to może być po prostu metafora na mądrość, która pochodzi z głębszej warstwy nas samych? Bo nie wiem, gdzie tu jest granica w tej interpretacji.
Czytam ten wątek od początku i mam takie wrażenie, że wszyscy opisujecie bardzo konkretne doświadczenia, a ja nigdy czegoś takiego nie miałam. Czy to jest coś, co się po prostu zdarza wybranym osobom, czy może każdy może mieć taki sen, tylko nie zwraca na to uwagi? Bo teraz zaczynam się zastanawiać, czy nie przegapiłam czegoś ważnego w swoich snach.
Wracając do wątku z tym 'staniem i oczekiwaniem' - to mnie bardzo uderzyło w relacji Bozenki63. Pracuję z kartami już dość długo i w symbolice wielu systemów jest taki motyw: posłaniec, który nie odchodzi, dopóki wiadomość nie zostanie przyjęta, nie tylko usłyszana. Przyjęcie to znaczy coś więcej niż zrozumienie - to coś w rodzaju wewnętrznej zgody. Mam wrażenie, że właśnie o to chodziło w tym śnie. Czy coś zmieniło się w tobie po nim?
A ta decyzja - dobrze wyszła? Tzn. przepraszam, że pytam o coś tak osobistego, ale zastanawiam się, czy takie sny można traktować jako jakiś rodzaj potwierdzenia, że się idzie właściwą drogą. Bo jeśli po śnie z 'posłańcem' wzięłaś się za coś trudnego i to się dobrze skończyło, to to coś znaczy, prawda?
W słowiańskiej tradycji onirycznej istniało przekonanie, że sny przychodzą do tych, którzy są gotowi je przyjąć, a nie do wszystkich po równo. Nie w sensie wybraństwa, tylko gotowości wewnętrznej. Stąd też rola tzw. 'wróżebnego progu' - stanu tuż przed zaśnięciem, kiedy człowiek był podatny na przesłania. To trochę odpowiada na pytanie Reni60 sprzed kilku postów - może nie chodzi o to, kto ma takie sny, ale kto jest gotowy je zauważyć.
Chcę wrócić do pytania, które sam zadałem wcześniej - o to, czy dziecko w śnie to dosłowna stara dusza, czy część nas samych. Bo po tych wszystkich postach nadal nie jestem pewny, czy to ma praktyczne znaczenie. Co zmienia interpretacja? Tzn. co robię inaczej, jeśli uznam, że to ktoś z zewnątrz, a nie moja własna głębsza warstwa?
Ale jak w ogóle rozróżnić te dwie rzeczy podczas samego snu? Tzn. czy jest jakaś właściwość tej postaci, jakiś sygnał, który mówi 'to przyszło z zewnątrz' albo 'to ty sam'? Pytam serio, bo słucham was od dłuższego czasu i chyba nie mam dobrego narzędzia do takiego rozróżnienia.
Hmm, ale czy to uczucie po przebudzeniu nie może nas mylić? Tzn. może to, jak interpretujemy sen, zależy bardziej od naszego nastroju w tej chwili niż od samego snu?
Mam pytanie trochę z innej strony - czy ktoś z was miał taki sen, gdzie dziecko nie mówiło wprost, ale dawało ci jakieś przedmioty albo wskazywało coś gestem? Bo u mnie nie było mowy, tylko małe dziecko, może pięć lat, które cały czas pokazywało na drzwi za mną. I nie wiem, czy to w ogóle pasuje do tego, o czym tu mówicie.
To z tym 'poprawianiem' jest ciekawe. W relacjach z tego wątku kilka razy pojawiło się, że dzieci w snach zachowują się jakby wiedziały więcej o topografii snu niż śniący. Jakby znały zasady tego świata lepiej niż ten, kto go tworzy. Czy to nie jest samo w sobie już wskazówka, że to nie jest wyłącznie nasza własna projekcja?
Słucham wszystkich i powiem szczerze - zaczynam się zastanawiać, czy to, że nigdy nie miałam czegoś takiego, to nie jest przypadkowe. Może coś blokuje? Albo nie jestem na to gotowa? Nie pytam o diagnozę, po prostu czy ktoś miał taki okres, że 'nic nie śnił' znaczącego, i potem coś się otworzyło?
Ja miałam kilka lat, kiedy w ogóle nie pamiętałam snów. Żadnych. Potem był trudny okres w rodzinie i nagle zaczęło mi się śnić bardzo intensywnie, jakby zaślepka odpadła. Nie wiem, czy to ból otworzył coś w środku, czy po prostu zaczęłam spać inaczej. Ale pamiętam to jako bardzo wyraźną granicę.
I ten sen z dzieckiem, od którego zaczął się ten wątek - to był w tym nowym okresie, po tej granicy? Tzn. czy masz poczucie, że te dwa rzeczy są ze sobą związane?
To co opisujesz - że dziecko było spokojne, kiedy ty byłaś roztrzęsiona - brzmi jak kontrast, który coś mówi sam w sobie. Jakby ten spokój był czymś, czego ci wtedy brakowało, i sen to pokazał. Ale mam pytanie: czy to dziecko mówiło coś do ciebie, czy tylko istniało w tym śnie?
To zdanie jest naprawdę niezwykłe. 'Nie musisz tego rozumieć, żeby to nosić' - to brzmi jak coś, co nie pochodzi z własnej głowy, tylko z innego miejsca. Czy ktoś inny z wątku miał podobne? Tzn. nie tylko stare dziecko, ale konkretne zdanie, które zostało po przebudzeniu jak wyrzeźbione?
