Wiecie co, długo się zastanawiałam czy w ogóle pisać, ale chyba muszę. Trzeci tydzień z rzędu słyszę swoje imię. Nie zawsze we śnie, czasem akurat zasypiam, jestem już gdzieś po drugiej stronie i nagle ktoś mnie woła. Raz głośno, raz cicho, ostatnio jakby szeptem. Otwieram oczy, w mieszkaniu nikogo nie ma, bo mieszkam sama. I rzecz najgorsza, ten głos za każdym razem brzmi inaczej. Raz męski, raz kobiecy, ostatnio jakby dziecięcy. Babcia mi mówiła kiedyś "z ciemności jak cię wołają, nie odpowiadaj". To pamiętam do dziś. Ale nie wiem czy to ezoteryka, czy mam coś z głową. Piszę bo dosłownie nie wiem do kogo z tym iść.
Opiszę ci dwa biegunoy, bo ten temat siedzi dokładnie na granicy. Pierwszy bok, fizjologia. Słyszenie własnego imienia w trakcie zasypiania albo budzenia się jest jednym z najczęściej raportowanych doświadczeń hipnagogicznych. To jest stan progowy między jawą a snem, w którym mózg częściowo śni i częściowo czuwa, a ośrodki słuchowe potrafią generować bardzo realistyczne dźwięki. Statystyki mówią o czymś rzędu ośmiu do trzydziestu kilku procent doświadczeń hipnagogicznych, które są słuchowe, a wołanie po imieniu jest tam jednym z najczęstszych. Drugi biegun, ezoteryka. To też jest jeden z najstarszych i najpoważniej traktowanych motywów w tradycji wieszczej. Twoja babcia nie z powietrza wzięła to ostrzeżenie. Prawda twojego przypadku może leżeć po jednej stronie, po drugiej, albo po obu naraz.
