Nie pisałem w tym wątku, ale śledzę od początku. Mam jedną uwagę – dużo mówicie o technikach, a mało o stanie wewnętrznym. Bo możesz mieć idealny honey jar, idealny timing, idealny skrypt runiczny – a jeśli w głębi duszy nie wierzysz że to zadziała, albo co gorsza masz poczucie że nie zasługujesz na miłość – to wszystko na nic. Podświadomość sabotuje rytuał skuteczniej niż cokolwiek innego. Dlatego praca wewnętrzna jest równie ważna co technika.
Dorzucę coś z innej beczki. Jest stara technika słowiańska, tzw. „posłanie przez wiatr". Wychodzisz na zewnątrz, stoisz twarzą w kierunku gdzie mieszka partner, i szepczesz jego imię trzykrotnie. Potem mówisz jedno zdanie – to, co chcesz mu przekazać. I zdmuchujesz to z otwartej dłoni, jakbyś zdmuchiwała nasionko dmuchawca. Wiatr przenosi energię słowa. Technika prosta, stara jak świat, ludzie z północy stosowali ją przez wieki. Nie wymaga żadnych akcesoriów, tylko intencji i wiatru.
Jeden aspekt, który został niedopowiedziany – timing nie od strony astrologicznej, ale od strony emocjonalnej partnera. Jeśli on jest w szczycie gniewu, nawet najlepszy rytuał odbije się od ściany jego emocji. Ale gniew się wypala. Po tygodniu, dwóch – emocje opadają i pojawiają się myśli „a może przesadziłem", „ciekawe co u niej". Właśnie WTEDY rytuał telepatyczny trafia na podatny grunt. Paradoksalnie – odczekanie dwóch tygodni przed rozpoczęciem pracy magicznej może być mądrzejsze niż rzucanie się od razu.
Chcę wrócić do tematu etyki. Uważam, że każda forma magicznej interwencji powinna być poprzedzona uczciwym rachunkiem sumienia. Czy chcę go odzyskać bo go kocham – czy dlatego że nie mogę znieść odrzucenia? To dwie kompletnie różne motywacje i generują dwa różne rodzaje energii. Rytuał napędzany prawdziwą miłością ma szansę zadziałać konstruktywnie. Rytuał napędzany zranionym ego może przynieść powrót, ale na warunkach, których żadna ze stron nie polubi.
Wracam z jeszcze jednym skryptem runicznym. Na etap oczekiwania, zanim Nakonda zacznie honey jar – Isa-Sowilo-Dagaz. Isa to lód, zatrzymanie, cisza – nie w sensie negatywnym. To jak zimowy sen, czas regeneracji. Sowilo to słońce, siła i jasność. Dagaz to przełom, nowy dzień. Razem mówią: „w ciszy zbieram siłę, aby doczekać nowego początku". Noszony przy sobie wspiera cierpliwość i zapobiega desperackim ruchom.
Nakonda, czy masz jakiś wspólny sen, wspólne marzenie, coś co planowaliście razem? Podróż, przeprowadzkę? Bo w wizualizacji przy rytuale możesz użyć tego obrazu jako kotwicy. Zamiast wizualizować abstrakcyjnie „on do mnie wraca", wizualizujesz konkretną scenę z ładunkiem emocjonalnym. Na przykład siedzicie razem w tym miejscu, gdzie chcieliście pojechać. Im bardziej konkretna i naładowana emocjonalnie wizualizacja, tym silniejszy impuls.
Dwa słowa o honey jar, bo widzę że na tym Nakonda chce się skupić. W tradycyjnym hoodoo honey jar to praca ciągła. Słoik stawiasz raz, ale świecę palisz regularnie – co piątek. Są ludzie, którzy trzymają honey jar miesiącami. To nie jest „odpał i zapomnij". Za każdym razem kiedy zapalasz świecę, odnawiasz intencję. Dlatego ta intencja musi być stabilna i spójna – nie żebyś jednego piątku chciała przywrócenia kontaktu, a następnego „żeby cierpiał tak jak ja cierpię". Konsekwencja to klucz.
Dorzucę element, który może się przydać. Kryształy. Różowy kwarc – otwiera czakrę serca, łagodzi emocje. Ale do przywrócenia kontaktu dodałabym lapis lazuli – to kamień komunikacji, związany z czakrą gardła. Połączenie różowego kwarcu i lapis lazuli daje: „mówię z serca i moje słowa docierają do ciebie". Możesz je nosić jako wisiorek albo trzymać przy sobie podczas rytuału.
