Ten "pożyczony smutek" który opisałam - teraz jak patrzę na to co piszecie, to zastanawiam się czy nie robimy z tego za dużo. Ale jednocześnie nie mogę powiedzieć że to jest nic, bo to uczucie po przebudzeniu jest bardzo realne. Bardziej realne niż sam sen.
Wrotycz, mam pytanie może z innej beczki - czy te sny pojawiają się częściej w jakichś konkretnych momentach? Po trudnych dniach, przed ważnymi decyzjami, w okolicach jakichś dat? Bo jeśli jest jakiś wzorzec czasowy, to może to coś mówi o tym co je wywołuje.
Jesień i pogrzeby - to może być po prostu skojarzenie kulturowe, nie? Że jesień to śmierć przyrody i mózg sam produkuje odpowiednią scenerię. Albo że wtedy mniej słońca i humory gorsze. Przepraszam że tak przyziemnie ale chyba warto to rozważyć.
Wróćmy do tej postaci bez twarzy, bo mam wrażenie że cała reszta - zawieszenie, niedokończenie, pożyczony smutek - kręci się wokół niej. Wrotycz, czy ta postać jest zawsze taka sama? Czy cokolwiek w niej się zmieniało między kolejnymi snami, jakaś drobna różnica w tym gdzie stoi albo jak jest ubrana?
Ta informacja o odległości jest kluczowa. Wrotycz, zastanów się - czy ta postać zbliża się w kierunku trumny, w kierunku ciebie jako obserwatorki, czy po prostu jest bliżej centrum całej sceny? Bo to są trzy zupełnie różne rzeczy jeśli chodzi o to co może oznaczać.
Zbliżanie się sylwetki między kolejnymi snami to według mnie jednoznaczny sygnał że coś narasta. Że ten temat - cokolwiek nim jest - domaga się uwagi coraz natarczywiej. Podświadomość dosłownie podchodzi bliżej.
Ten obraz z przestawionym pionkiem jest bardzo wymowny. Mam pytanie które może się wydawać dziwne - czy w tym śnie masz ciało? Znaczy czy czujesz się jako fizyczna obecność, czy raczej jesteś taką obserwującą świadomością bez ciała?
To co opisujesz - ta wiedza bez widzenia - brzmi jak doświadczenie z pogranicza projekcji astralnej. Jakbyś była jednocześnie w ciele i poza nim. Nie mówię że tak jest, ale to mi pierwsze przyszło do głowy.
Ten spokój w środku snu a strach po wyjściu - to mi trochę przypomina jak ludzie opisują stany medytacyjne, że w czasie jest dobrze a potem przychodzi fala. Może nie mam racji bo nie jestem ekspertem od snów, ale to skojarzenie mi nie daje spokoju.
Spokój w śnie o własnym pogrzebie może też oznaczać akceptację - nie śmierci dosłownie, ale czegoś co kończy pewien etap. Wrotycz, czy w twoim życiu jest coś co powinnaś odpuścić, a co ciągniesz dalej mimo że wiesz że już się skończyło?
Nie musisz tego opisywać, naprawdę. Ale to co powiedziałaś - że coś jest wewnątrz większe niż wygląda - to jest chyba jedno z ważniejszych zdań w tej całej rozmowie. I jakoś pasuje do tego snu. Do ceremonii która nie kończy się, do smutku który jest pożyczony, do postaci która podchodzi bliżej bez ruchu.
