Mam ostatnio coś, co mnie mocno zastanawia i nie wiem, czy ktoś miał podobne doświadczenie. Śnię regularnie o ludziach, których nie znam, ale mam poczucie, że to moja rodzina - nie ta dzisiejsza, tylko jakaś starsza, z odległych pokoleń. Ci ludzie mówią do mnie językiem, którego nie rozumiem na jawie, ale we śnie rozumiem wszystko. Obudziłam się i spróbowałam zapamiętać choć kilka słów - brzmiały jak coś słowiańskiego, ale archaicznego, nie polskiego ani rosyjskiego. Zaczęłam szukać i natknęłam się na teorię o genetycznej pamięci - że DNA może przechowywać pewien rodzaj wspomnień przodków. Czy ktoś słyszał o tym w kontekście snów? Bo mam wrażenie, że to nie jest zwykłe śnienie.
To brzmi niesamowicie. Ja też miałam raz sen, gdzie ktoś do mnie mówił, i miałam pewność, że to ktoś z mojej linii rodzinnej, choć twarzy nie rozpoznałam. Ale język - tego u mnie nie było. Jak długo te sny trwają? Bo zastanawiam się, czy to jednorazowe zdarzenie, czy jakiś cykl.
Chwila, jak to - partner opisał ten sam sen co ty? To znaczy, że byliście razem w tym samym miejscu podczas snu? Nigdy o czymś takim nie słyszałam, to możliwe? Myślałam, że sny to coś całkowicie prywatnego.
Wspólne śnienie to jest coś, o czym pisze się od dawna, tylko że mało kto traktuje to serio. Sama miałam podobną sytułacje z siostrą - śniłyśmy to samo miejsce tej samej nocy, ale z różnych perspektyw. Natomiast co do języka przodków - to mnie tu bardziej ciekawi. Pelagiusza, próbowałaś gdzieś te słowa zapisać fonetycznie i sprawdzić, czy to może być np. język prasłowiański albo jakiś dialekt?
Zanim pójdziemy dalej - chcę zapytać o jedno. Czy ci przodkowie we śnie mówią do ciebie bezpośrednio, patrzą na ciebie, czy raczej rozmawiają między sobą i ty to obserwujesz? To ma znaczenie przy interpretacji, bo to są dwa różne rodzaje kontaktu.
To jest naprawdę niezwykłe z tym partnerem. Ale zastanawiam się - czy wy ogólnie macie silną więź emocjonalną, bo słyszałam, że bliskie osoby mogą wchodzić w ten sam poziom snu właśnie przez emocje, nie przez żadną magię. Chociaż dla mnie jedno nie wyklucza drugiego.
Przepraszam, że wchodzę z takim pytaniem, ale co to znaczy "wchodzić w ten sam poziom snu"? Serio pytam, bo nie wiem, czy to jest coś udowodnionego, czy to tylko metafora. Bo genetyczna pamięć w snach to już brzmi jak duże założenie.
Ta epigenetyka to ciekawy trop, ale mam pytanie do Pelagiusza - czy w twojej rodzinie jest jakaś tradycja, coś przekazywanego ustnie, jakieś opowieści o przodkach z konkretnego regionu? Bo może ten język jest skojarzony z czymś, co kiedyś usłyszałaś, ale o tym zapomniałaś?
Podole to ma bardzo ciekawą historię, tam nakładały się różne kultury i języki. Ale chcę się cofnąć do sprawy partnera - czy on w ogóle interesuje się ezoteryką, śnieniem? Bo zastanawiam się, czy oboje macie jakąś otwartość na takie doświadczenia, czy to bardziej jego przypadkowe przeżycie.
Chusta albo tkanina przekazywana w snach - to pojawia się w różnych tradycjach jako symbol przekazu, dziedzictwa, ale też nierozwiązanej historii rodzinnej. Czy wiesz, czy w rodzinie zostały jakieś stare tekstylia, cokolwiek po babci albo prababci? Czasem przedmioty "wołają" przez sny.
Słucham tej rozmowy od początku i mam jedno pytanie, może naiwne - czy próbowałaś zapisywać te sny zaraz po przebudzeniu, dosłownie każdy szczegół? Bo mam wrażenie, że jest tu dużo warstw i mogło już umknąć coś ważnego.
To dobrze, że zaczęłaś zapisywać. A czy zapisujesz też to, jak się czujesz po przebudzeniu, nie tylko obrazy? Bo zastanawiam się, czy to uczucie po tym śnie jest takie samo za każdym razem, czy się zmienia.
Chcę zapytać o coś innego, bo ta chusta mnie zatrzymała. Kiedy ona ją trzymała i mówiła - czy miałaś wrażenie, że chce ci ją dać, czy raczej że ci ją pokazuje? To zupełnie różne gesty w kontekście przekazu sennego.
To ciekawe, że on widział miejsce, a ty widzisz osobę. Zastanawiam się, czy to nie mówi czegoś o tym, do kogo ten przekaz jest kierowany. Może on był tam jako... no nie wiem jak to nazwać, świadek? A przekaz jest tylko dla ciebie?
Słuchajcie, bo zaczynam się tu gubić. Zaczęliśmy od języka przodków i genetycznej pamięci, a teraz rozmawiamy o tym, czy partner śnił to samo czy nie. Oba tematy są ciekawe, ale czy to nie są dwa osobne wątki, które pomieszały nam się w jednym?
Chcę wrócić do samego języka, bo od dłuższego czasu o nim nie mówiliśmy, a to był punkt wyjścia. Czy te słowa, które słyszysz - mają jakiś rytm, są wypowiadane spokojnie, czy jest w nich jakieś napięcie emocjonalne? Pytam, bo sposób mówienia w takich snach bywa ważniejszy niż samo słowo.
A czy próbowałaś nagrać te dźwięki zaraz po przebudzeniu? Mam na myśli - mruczeć te sylaby do dyktafonu albo cokolwiek, zanim wyparuje? Może ktoś z Podola albo znający tamte języki by rozpoznał?
To co mówisz o tym, że dźwięki się wymykają - znam to zjawisko. Ale mam pytanie: czy to wyparowanie następuje od razu po przebudzeniu, czy masz chwilę, zanim to znika? Bo jeśli masz choćby minutę-dwie w takim półśnie, to można to wydłużyć przez nieruszanie się po przebudzeniu. Dosłownie - leżeć bez ruchu i nie otwierać oczu od razu.
Zastanawiam się nad czymś. Mówiłaś wcześniej, że partner widział miejsce, ty widzisz osobę. Ale czy rozmawialiście o tym, co oboje czuliście w tym śnie emocjonalnie? Może emocje były podobne nawet jeśli fokus był inny?
To z tymi emocjami jest właśnie coś. Jeśli oboje czuliście to samo - spokój z ciężarem - to może to był jeden wspólny stan, do którego trafiliście razem, tylko każde przez inne drzwi. On przez przestrzeń, ty przez osobę.
Wróćmy na chwilę do tej genetycznej pamięci, bo to był właściwy temat. Czytałam kiedyś, że epigenetyka pokazuje, że traumy przodków mogą być zapisane w ciele - ale czy ktoś z was miał taki sen, w którym słyszał coś w języku, którego nie zna? Bo to jest dla mnie klucz - sam obraz domu to jedno, ale język to coś inaczej.
Czy ktoś próbował kiedyś opisać takie dźwięki fonetycznie i pokazać lingwiście albo komuś znającemu języki słowiańskie z tamtego terenu? Nie mówię o tłumaczeniu - tylko o samym rozpoznaniu, czy to brzmi jak konkretna rodzina językowa.
Mam pytanie do autorki, bo cały czas o tym myślę. Ta kobieta z chustą - czy widziałaś ją tylko raz, czy pojawia się regularnie? Bo jeśli wraca, to jest coś innego niż jednorazowy sen.
To że wraca regularnie i rozpoznajesz ją za każdym razem - to jest chyba ważniejsze niż sam język. Czy ona w tych innych snach, kiedy tylko siedzi albo stoi między innymi, robi cokolwiek co mogłoby być sygnałem do ciebie? Jakiś gest, spojrzenie?
A twój partner widział tę kobietę w którymś ze swoich snów? Bo jeśli ona pojawia się tylko u ciebie, to może przekaz jest naprawdę skierowany tylko do ciebie, a on trafił do przestrzeni, ale nie do tej postaci.
To bardzo ciekawe rozgraniczenie. Jakby on dostał adres, a ty dostałaś osobę. Razem to może być coś kompletniejszego niż gdyby tylko jedno z was śniło. Czy próbowaliście porównać to miejsce, które on widział, z czymkolwiek? Czy to był dom, który mógłby pasować do skądeś?
Mam pytanie, bo trochę zgubiłam wątek. Czy ustaliliście kiedyś z partnerem dokładnie kiedy te sny się pojawiły? Czy to zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie u obojga, czy najpierw ty, potem on?
