Przebudzenie przez centrum, przez które coś przechodzi - to mi się łączy z czakrą serca, która jest czwartą z siedmiu, czyli też środkową. Nie jest ani górna ani dolna, ale łączy. Tosieczka, czy w tym miejscu pośrodku czułaś coś w klatce piersiowej, jakieś ciepło albo ucisk?
To rozszerzenie w klatce piersiowej, o którym teraz mówisz - czy ono było spokojne, czy raczej jakieś intensywne? Bo czakra serca może otwierać się bardzo łagodnie albo wręcz przeciwnie, z takim uderzeniem, że człowiek się budzi. Zastanawiam się, które to było.
Spokojne. Bez dramatyzmu. Bardziej jak coś, co już było otwarte, a ja dopiero teraz to zauważam. Jakby otwarcie nie było wydarzeniem, tylko stanem, który już trwał.
To jest bardzo ważna różnica - otwarcie jako proces kontra otwarcie jako stan zastany. W snach o symetrii i centrum rzadko kiedy coś się dzieje dramatycznie. Ten świat, który opisujesz, nie miał chyba żadnych nagłych zmian?
Zainstalowane to jest dobre słowo. W rytuałach mówi się o przestrzeni uświęconej - raz ustanowiona nie potrzebuje ciągłego potwierdzania. Ona po prostu jest. Może ten śnienny świat był przestrzenią już ustanowioną, nie tworzoną w trakcie snu.
To pytanie o ustanowienie zakłada, że musi być ustanawiający podmiot. A jeśli symetria jest właściwością pewnego wymiaru, a nie czyimś projektem? Tak jak grawitacja nie jest niczyim pomysłem.
Wracam do tego, co mówiła Martusia o Gebo i Tosieczka o rozszerzeniu w sercu - te dwa obrazy razem robią mi coś ciekawego. Gebo jako runa środka, serce jako czakra środka, ona stojąca w centrum symetrycznego świata. To jest dużo środków naraz. Czy w tradycji run, Martusiu, istnieje coś o osobie, która sama staje się osią symetrii?
A to stanie w środku - czy to było dobrowolne? To znaczy, Tosieczka, czy ty wybrałaś to miejsce, czy po prostu tak się okazało, że tam jesteś?
Nie wybrałam. Odkryłam. Byłam w tym punkcie, zanim w ogóle zorientowałam się, że jest środek. Najpierw zobaczyłam symetrię wokół siebie, a dopiero potem uświadomiłam sobie, że stoję dokładnie tam, gdzie powinna stać osoba, żeby ją widzieć.
Odkrycie środka zamiast wyboru go - to brzmi jak coś, co w numerologii określa się jako liczba drogi życia, nie cel, który sobie stawiasz, ale tor, na którym już jesteś. Czy wiesz, jaka jest twoja liczba drogi życia?
Chciałam zapytać o coś innego - ten moment odkrycia, że stoisz w środku. Jak to wyglądało? Czy świat nagle się wycentrował na ciebie, czy ty nagle poczułaś, że to twoje miejsce?
To jest właśnie klasyczna struktura snów inicjacyjnych - środowisko jest statyczne, a zmienia się perspektywa obserwatora. Nie świat się odkrywa, ty się odkrywasz. Zastanawia mnie tylko jedno: czy po tym przebudzeniu coś się zmieniło w tym, jak patrzysz na swoje miejsce w rzeczach codziennych?
To jest dokładnie to, o co mi chodziło. Sen inicjacyjny nie zmienia tego, co widzisz - zmienia sposób, w jaki szukasz. Mam pytanie do reszty: czy ktoś z was miał podobne doświadczenie, że sen nie nauczył was czegoś wprost, ale przestawił jakiś wewnętrzny tryb?
Ja miałam coś takiego, ale przy pracy z czakrami, nie ze snem. Chociaż właśnie - był jeden sen wcześniej, który czułam bardziej jako przebudzenie niż jako marzenie. Nie pamiętam obrazów, ale pamiętam, że wstałam z poczuciem, że coś we mnie jest inaczej ustawione. Teraz myślę, że to może być to samo, o czym mówisz.
Wracam do tego symetrycznego świata z opisu Tosieczki, bo chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówiłaś, że wszystko było parzyste i zrównoważone - czy to znaczy, że jeśli był jeden obiekt, to zawsze był drugi, czy raczej każdy obiekt był sam w sobie symetryczny wewnętrznie?
Ten opis lustrzanego cięcia każdego obiektu z osobna to mi przypomina pojęcie z alchemii - mikrokosmos i makrokosmos jako wersje tej samej zasady na różnych skalach. Każda rzecz nosi w sobie strukturę całości. Tosieczka, czy te symetrie były ze sobą jakoś powiązane, czy każda istniała niezależnie?
Harmonia a matematyka - to rozróżnienie jest interesujące samo w sobie. Bo pitagorejczycy uważali, że to jest dokładnie to samo. Że harmonia TO jest matematyka, tylko przeżywana zamiast obliczana. Zastanawiam się, czy ten sen nie był przypadkiem doświadczeniem czegoś, co filozofia próbuje opisać od tysięcy lat jako strukturę rzeczywistości.
Mam pytanie praktyczne bo trochę gubimy Tosie w tych filozofiach. Tosieczka, czy ten sen wrócił kiedykolwiek? Albo czy było cos podobnego, nawet nie identycznego?
Ta 'rodzina miejsc' to pojęcie, które mnie zatrzymało. W runach mamy pojęcie dziewięciu światów połączonych Yggdrasil - i każdy z nich ma swoją odrębną jakość, atmosferę, prawa. To nie jest tak, że jeden jest kopią drugiego, ale są ze sobą spokrewnione przez drzewo. Może te sny dotykają różnych węzłów tej samej struktury?
Mam jedno zastrzeżenie do całego kierunku tej rozmowy. Bardzo pięknie łączymy ten sen z Yggdrasilem, pitagorejczykami, alchemią - ale czy nie nakładamy na niego coraz więcej warstw znaczeń, których tam nie było? Tosieczka, ty sama powiedziałaś, że to był świat cichy i spokojny. Czy te wielkie systemy filozoficzne coś dodają do twojego rozumienia, czy bardziej przesłaniają to, co czułaś?
I to chyba jest najważniejsza rzecz, jaka padła w tym wątku. Sen ma swoje pierwotne znaczenie dla śniącego i to jest jądro. Wszystkie interpretacje - czy runiczne, czy numerologiczne, czy filozoficzne - to są mapy, nie terytorium. A Tosieczka zna terytorium z pierwszej ręki.
To, co powiedział Trzygłow72 na koniec, zatrzymuje mnie. Że Tosieczka zna terytorium z pierwszej ręki. Ale mam pytanie do Tosieczki - czy w momencie samego snu miałaś poczucie, że rozumiesz ten świat, czy raczej że on jest zrozumiały sam przez się, jakby nie wymagał rozumienia?
Celestynka, to jest bardzo precyzyjne rozróżnienie i właśnie to drugie. On nie wymagał rozumienia. Rozumienie było wbudowane w sam widok. Jakbyś patrzyła na równanie i ono już w sobie nosiło odpowiedź, zanim zaczęłaś je czytać. Nie musiałam nic dekodować.
To musi być bardzo niezwykłe uczucie, bo ja we śnie zazwyczaj albo za czymś gonię, albo czegoś nie rozumiem i to mnie frustruje. Czy ten spokój był od razu, od momentu wejścia do tego świata, czy narastał stopniowo?
To, co opisujesz - natychmiastowe zrozumienie bez procesu rozumowania - przypomina mi to, jak mistycy opisują noesis. Poznanie bez pośrednika, bez kroków. Platon by powiedział, że wróciłaś na chwilę do znajomości form. Ale nie chcę cię pakować w filozofię, więc pytam konkretnie: czy po przebudzeniu to poczucie zrozumienia zostało, czy tylko wspomnienie, że było?
Ja tak. Kilka razy. Nie pamiętam momentu zaśnięcia ani przejścia, po prostu nagle jestem w miejscu, które jest w pełni rozbudowane, jakby istniało przede mną. I te sny zawsze mają inną gęstość niż reszta. Nie mówię, że to samo, co Tosieczka miała - ale ta natychmiastowość jest wspólna.
Czytam was i mam wrażenie, że rozmawiamy już o jakimś konkretnym rodzaju snu, który ma swoje cechy. Natychmiastowość, gęstość, poczucie zrozumienia bez rozumowania. Czy to jest rozpoznawany typ w ezoteryce, ma jakąś nazwę? Pytam bo jestem ciekawa, czy Tosieczka trafiła na coś sklasyfikowanego, czy to jest jej własna kategoria.
