Miałam ostatnio sen, który do tej pory nie daje mi spokoju. Znalazłam się w mieście, które wyglądało jak odbite w lustrze - każdy budynek miał bliźniaczy odpowiednik po drugiej stronie ulicy, każde drzewo rosło parami, każda ławka stała naprzeciwko identycznej ławki. Chodniki były perfekcyjnie równe, kamienie układały się w regularne siatki. Nawet ludzie chodzili parami i poruszali się lustrzanie. Nie było w tym nic złowrogiego - raczej jakiś spokój, ale tak absolutny, że aż niepokojący. Jak cisza, która jest zbyt głęboka. Czy ktoś śnił o świecie, który ma taką doskonałą symetrię? Zastanawiam się, czy to nie jest jakiś inny poziom rzeczywistości, do którego czasem docieramy przez sen.
To bardzo charakterystyczny motyw. Symetria we śnie rzadko jest przypadkowa - pojawia się, gdy dusza wchodzi w stan szczególnej równowagi albo gdy zbliża się do pewnego progu. Pytanie do Ciebie: czy w tym śnie miałaś poczucie, że jesteś elementem tej symetrii, czy raczej obserwatorem z zewnątrz? To zmienia interpretację dość zasadniczo.
Ten opis dosłownie przeszył mnie dreszczem. Jeśli byłaś jedynym asymetrycznym elementem w symetrycznym świecie, to może sen mówi coś o Tobie - o tym, że czujesz się nie na miejscu w jakimś kontekście? Albo odwrotnie - że Ty jesteś tym, co wnosi życie do martwej doskonałości? Bo doskonała symetria to też trochę martwota, nie ma w niej ruchu.
Przepraszam, że się wtrącę, bo ja akurat nie mam doświadczenia z takimi snami, ale to mnie zastanawia - skąd wiecie, że symetria we śnie to coś duchowego, a nie po prostu to, że mózg lubi wzorce i czasem je przesadza? Naprawdę pytam, nie chcę negować, ale czy jest jakiś sposób, żeby to odróżnić?
Symetria w tradycji hermetycznej to manifest porządku wyższego - 'co na górze, to na dole' jest właśnie symetrią, tyle że pionową. Ale to, co opisujesz, Tosieczka, to symetria pozioma, lustrzana, i to ma inne znaczenie. Lustrzany świat bywa w oniryce miejscem, gdzie spotykamy cienie - nie w złym sensie, ale jungiowskim. Elementy, które wyparliśmy albo których jeszcze nie zintegrowaliśmy. Czy te lustrzane pary ludzi i drzew były identyczne, czy może subtelnie różne?
A ta blejsza strona - byłeś po której? Znaczy, jako obserwator stałeś bliżej tej pełniejszej czy tej wyblakłej? Bo mi się kojarzy z tym, że może jedna strona to nasze życie w tym wcieleniu, a druga to jakieś odbicie - poprzednie lub równoległe. Ale mogę się mylić, dopiero zaczynam się tym interesować.
Jak czytam ten opis to mi się przypomina stare podanie że dusze które są blisko przebudzenia duchowego widzo świat takim jakim jest naprawdę - zrównoważonym. My na co dzień widzimy chaos bo nasze ego wszystko krzyiwi. Ten sen może być sygnałem że coś w Tobie się wyrownuje. Ja bym zapytał kiedy ostatnio miałaś takie poczucie że wszystko gra, że jesteś w dobrym miejscu?
Ciekawe, że nikt jeszcze nie wspomniał o liczbach. Symetria to tak naprawdę liczba 2 i jej pochodne - pary, lustrzane odbicia, równowaga. W numerologii dwójka to harmonijne napięcie między przeciwieństwami, ale też ryzyko utknięcia w niezdecydowaniu. Jeśli cały sen był zbudowany na parzystości - dwa drzewa, dwie ławki, dwie strony ulicy - to może to jest komunikat o jakimś wyborze albo o potrzebie znalezienia partnera, niekoniecznie romantycznego, ale w sensie równoważącego elementu w życiu.
Ja nigdy nie myślałam o snach w kategorii geometrii czy symetrii, to dla mnie nowe. Ale teraz jak to czytam, to sobie przypominam, że miałam raz sen o placu, gdzie wszystko stało idealnie w rzędach - drzewa, ludzie, studnie. I czułam się w nim bardzo nieswojo, mimo że nic złego się nie działo. Może właśnie dlatego, że byłam poza tym porządkiem, jak Tosieczka?
To co mówi Lirka jest ważne - dwie osoby, podobny schemat: obserwator poza symetrią. Zastanawiam się, czy to może być coś, co się pojawia częściej u osób, które są w pewnym sensie 'między' - między jakimś starym a nowym etapem. Czakra serca w stanie przebudowania często generuje sny o równowadze i harmonii, ale właśnie takiej, która jest jeszcze przed nami, a nie taka, w której już jesteśmy.
Nie chcę burzyć atmosfery, ale mam inną hipotezę. Może symetria we śnie to nie portal do transcendencji, tylko sygnał od psychiki, że jesteś zmęczona chaosem i spragniona porządku? Nie wszystko musi być od razu kosmicznym przesłaniem. Choć przyznam, że ten szczegół z blejszą stroną, który opisała Tosieczka - to jest coś, czego nie wytłumaczyłabym tylko potrzebą odpoczynku.
Ten szczegół z bledsza stroną naprawdę mnie zatrzymał. Bo skoro obie strony były symetryczne, to skąd w ogóle wiedziałaś, która jest 'oryginałem', a która kopią? Czy to było jakieś przeczucie, czy był jakiś konkretny znak?
To 'wiedzenie bez dowodu' jest bardzo ważne jako kategoria doświadczenia sennego. W snach o charakterze duchowym pojawia się coś, co można by nazwać gnozą immanentną - wiesz, bo wiesz, nie ma medium przekazu. Tosieczka, czy to uczucie pewności zostało z tobą po przebudzeniu, czy od razu zaczęłaś wątpić?
Ten opis przebudzenia z klarownością, która potem zanika - to mi się łączy z tym, co czytałam o snach podczas głębokiej fazy przed przebudzeniem. Jakby okno się otwierało i zamykało. Ale wracając do tej symetrii - cały czas myślę o tym, że Tosieczka stała pośrodku. Czy to centrum było w jakiś sposób oznaczone? Czy po prostu stałaś gdzieś i retrospektywnie wiesz, że to był środek?
Środek symetrii jako wyznaczone miejsce obserwatora - to jest bardzo stary motyw. Oś świata, axis mundi, jest właśnie takim miejscem: nie należy do żadnej ze stron, ale widzi obie. Pytanie do ciebie, Tosieczka - czy czułaś, że jesteś tam jako strażnik, jako sędzia, czy raczej jako ktoś, kto sam jest sądzony?
To ciekawy wątek, ale trochę mnie niepokoją te wszystkie wielkie słowa - axis mundi, inicjacja, gnoza. Żeby to nie było tak, że nakładamy gotowe symbole na czyjeś doświadczenie i wyciągamy z tego dramatyczne wnioski. Tosieczka, jak ty sama to odczuwasz - czy ten sen miał w sobie klimat czegoś inicjacyjnego, jakiegoś progu? Czy raczej był po prostu osobliwy i spokojny?
To 'spokój przed czymś' - to rozumiem też zupełnie poza ezoteryką, takie chwile zdarzają się i na jawie. Ale właśnie przez to mam pytanie: czy to, że ten sen był tak spokojny, nie mogło sprawić, że zapamiętałaś go wyraźniej niż inne, i przez to mu więcej przypisujesz? Nie mówię, że tak jest, po prostu się zastanawiam.
Na weryfikację wewnętrznych doświadczeń sennych nie ma zewnętrznego kryterium i to jest właśnie uczciwa odpowiedź na to pytanie. Ale tutaj wróciłabym do struktury tego snu - ta gradacja, jedna strona gęstsza od drugiej, stanie dokładnie pośrodku. Jeśli numerycznie na to patrzeć, mamy 1 plus 1 plus 1 - dwie połowy i środek. Trójka w symetrycznym świecie to coś, co samo siebie rozbija. To może być właśnie sens tego snu.
Chwila, bo to zmienia całą perspektywę tego snu. Przez całą dyskusję mówiłyśmy o symetrycznym świecie jako czymś pełnym, doskonałym. A teraz okazuje się, że doskonałość tej symetrii była iluzją, bo środek z obserwatorem jej zaprzecza? Tosieczka, czy to brzmi dla ciebie prawdziwie?
To co napisałaś na końcu, Tosieczka, jest dla mnie kluczem do całego snu. Że bycie tym nieparzystym elementem to nie defekt, ale sens. Ale zastanawiam się - czy to poczucie zostało z tobą po przebudzeniu, czy pojawiło się dopiero teraz, w tej dyskusji?
Ten mechanizm jest zresztą typowy dla snów z głębszym ładunkiem - przychodzą jako przeczucie, a język pojawia się później, przy próbie opowiedzenia. Nie znaczy to, że znaczenie jest sztucznie dołożone. Znaczenie może istnieć bez słów, słowa są tylko jego tłumaczeniem.
Mam trochę inne pytanie do całej tej symetrii - wróćmy do liczb. Tosieczka wcześniej opisywała, że jedna strona była gęstsza. Gęstsza to znaczy więcej elementów? Czy były policzone, czy to było tylko wrażenie?
Ciężar bez ilości - to jest ciekawe, bo w numerologii waga symbolu nie zależy od jego powtórzeń, ale od pozycji. Jedynka na początku waży inaczej niż jedynka na końcu. Może ta gęstsza strona była 'wcześniejsza' jakoś?
A może wcale nie chodzi o wcześniejszość tylko o polarność? Jak plus i minus w magii - nie chodzi o to ile, tylko o natężenie. Jeden biegun może być silniejszy od drugiego i to nie rozbija symetrii, bo symetria dotyczy struktury, nie energii.
Czyli ten sen mógł być symetryczny pod względem formy, ale niesymetryczny pod względem treści? Czy to nie jest trochę sprzeczne z tym, co Tosieczka opisywała na początku - że wszystko było idealnie zrównoważone?
Odpowiednie dla siebie to inne słowo niż równoważne. Czy to nie zmienia całego obrazu? Bo jeśli strony były tylko odpowiednie, a nie równe, to może ten świat wcale nie był o doskonałości - tylko o dopasowaniu?
W runach Gebo - runa daru i partnerstwa - wygląda jak symetryczny znak X. Ale jej znaczenie nie jest o identyczności darczyńcy i obdarowanego. Jest o wzajemności przy różnicy. Słucham tej rozmowy i ciągle mi Gebo staje przed oczami przy tym opisie Tosieczki.
