Szczerze - nie potrzebuję. Ale rozumiem, dlaczego Malachitka pyta. Kategoria daje punkt odniesienia, daje poczucie, że inni przez to przeszli. To nie jest bez wartości, nawet jeśli mapa nie jest terytorium.
Wracam do czegoś konkretnego, bo mam wrażenie, że gubimy główny wątek. Tosieczka opisała symetryczny, parzysty świat. Mówiłyśmy o fraktalach, harmonii, pitagorejczykach, inicjacji. Ale nie padło jeszcze jedno pytanie - czy ten świat był zamieszkały? Czy były tam jakieś istoty, czy to było miejsce bez obecności?
To bardzo ciekawe bo miejsce bez zamieszkałości jest rzadkie. Zazwyczaj we snach coś lub ktoś jest. Czy miałaś wrażenie, że to miejsce czegoś oczekuje? Albo że czeka na kogoś, a ty tylko trafiłaś tam przy okazji?
Miejsce, które istnieje niezależnie od obserwatora - to mi się kojarzy z konceptem akasha w tradycji wedyjskiej. Przestrzeń jako substancja, nie jako tło. Ale mam inne pytanie do Tosieczki. Mówiłaś, że każda symetria była częścią większej symetrii. Czy ta większa symetria miała jakiś środek, jakiś punkt, z którego wychodziła?
Dobra, bo mam pytanie może trochę z innej strony. Rozmawiamy tu o tym, że ten świat był idealnie symetryczny i zrównoważony. Ale symetria idealna w fizyce oznacza brak informacji - bo jeśli wszystko jest takie samo, to nie ma nic do powiedzenia. Co w tym śnie było treścią, skoro forma była doskonała?
Czekaj, to jest bardzo istotny szczegół. To drzewo - czy sprawiało wrażenie błędu w systemie, czy czegoś celowo postawionego poza symetrią? Bo to duża różnica. Jeden oznacza niedoskonałość, drugi - wyjątek jako zasadę.
I to, że nie patrzyłaś w jego stronę przez cały sen - to też mnie zastanawia. Czy nie patrzyłaś, bo nie chciałaś, bo coś cię powstrzymywało, czy po prostu jakoś tak wyszło?
To drzewo brzmi jak oś świata. Axis mundi. Jeden element, który podtrzymuje całą resztę, ale nie musi być widoczny na co dzień - albo raczej nie powinien być zbyt długo oglądany. W wielu tradycjach to, co centralne, jest jednocześnie tym, na co się nie patrzy wprost.
Zostawiam na chwilę drzewo, bo chcę wrócić do tego, co Tosieczka powiedziała wcześniej - że wiedziała o nim przez cały sen, ale nie patrzyła. To jest bardzo specyficzny rodzaj świadomości we śnie. Nie ignorowanie, nie zapomnienie, ale świadome odkładanie. Czy to się zdarzyło wam w innych snach? Mnie raz, i to było jedno z bardziej niesamowitych uczuć - wiedzieć, że coś jest, i wybierać, żeby jeszcze nie wiedzieć.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Tosieczka - to drzewo było jedynym niesymetrycznym elementem w całym tym śnie? Reszta, ta cała architektura, roślinność, wszystko - było idealne parzyste?
To drzewo rozwiązuje mój wcześniejszy problem z informacją. Idealnie symetryczny świat jest niemą przestrzenią. Ale jeden element asymetryczny tworzy kierunek, tworzy gradient. I nagle cała symetria wokół zaczyna mówić - bo ma punkt odniesienia. Może ten sen nie był o doskonałości symetrii, tylko o tym, co symetria robi z jedną niedoskonałością?
Ja mam jeszcze inne pytanie do Tosieczki. Mówiłaś że to drzewo było po lewej stronie. Lewa strona w wielu tradycjach to strona intuicji, recepcji, yin. Czy to był zwykły detal czy masz uczucie ze ta strona miała znaczenie? Bo gdyby bylo po prawej, interpretacja byłaby chyba inna.
Wchodzę tu z czymś ze swojej strony, bo temat lewej i prawej strony ciała mnie poruszył. W pracy z czakrami często się mówi, że lewa strona ciała przyjmuje, prawa daje. Jeśli ten świat był przestrzenią przyjmowania - spokoju, wiedzy bez rozumowania, obecności bez działania - to drzewo po lewej mogło być tym, przez co cały ten świat do ciebie mówił. Niekoniecznie słowami.
Właśnie - i to jest najdziwniejsze. Obudziłam się, zanim do niego podeszłam. Nie wiem, czy to przypadek, czy coś w tym śnie wiedziało, kiedy skończyć. Ale mam uczucie, że gdybym podeszła bliżej, coś by się zmieniło. Nie koniecznie źle - ale nieodwracalnie.
To 'nieodwracalnie' mnie zatrzymuje. Nie złe, ale nieodwracalne - to bardzo precyzyjne rozróżnienie. Czy miałaś w chwili przebudzenia poczucie, że coś straciłaś, że nie podeszłaś? Czy raczej ulgi, że jeszcze nie?
'Ktoś wiedział, kiedy zasnąć zasłonę' - to jest zdanie, które wiele zmienia w tym, jak rozumiem cały ten sen. Bo jeśli tak to czułaś, to symetria tego świata mogła nie być celem samym w sobie. Mogła być właśnie tą zasłoną - piękną, spokojną, precyzyjną strukturą, która trzymała cię w sobie wystarczająco długo, żebyś dotarła do tej granicy. I tam sen powiedział: na dziś tyle. Mam pytanie do reszty - czy ktoś z was miał sen, który czuł się tak samo zaplanowany od wewnątrz?
