Chciałam opisać coś, co od jakiegoś czasu mnie nurtuje i nie daje spokoju. Moja siostra, z którą mam dość skomplikowaną relację, pojawia się w moich snach... ale nigdy jako ona sama. Zawsze jest to duży czarny kruk, który siedzi na drzewie i patrzy na mnie bez słowa. Wiem we śnie, że to ona. Nie wiem skąd, po prostu wiem. To nie jest straszne, bardziej takie... dziwnie wymowne. Czy ktoś miał podobnie, że znana osoba przychodziła do snu pod zupełnie inną postacią? Interesuje mnie zwłaszcza to, czy ta forma mówi coś o naturze tej osoby, czy może o naszej relacji z nią.
To jest akurat bardzo częsty motyw i sam go znam z własnych snów. Mój ojciec śnił mi się przez lata jako stary dąb, do którego nie mogłem się zbliżyć. Jakaś część mnie od razu go rozpoznawała. Mam pytanie do Ciebie, Melania - ten kruk siedzi zawsze na tym samym drzewie? I czy patrzy na Ciebie z góry, z pozycji wyższej? Bo to by sporo mówiło o tym, jak nieświadomie postrzegasz tę relację.
To co opisujecie to klasyczna symbolika projekcyjna w snach - podświadomość nie zawsze pokazuje nam człowieka wprost, bo relacja z nim jest zbyt złożona lub naładowana emocjonalnie. Zamiast tego tworzy obraz, który oddaje esencję tej osoby lub naszego stosunku do niej. Kruk w tradycji celtyckiej i słowiańskiej to ptak związany z wiedzą, ale też z obserwowaniem z dystansu. Melania, zastanów się - czy Twoja siostra w życiu też raczej obserwuje niż uczestniczy? Albo czy czujesz, że ona wie o Tobie więcej, niż mówi?
Ja mam podobne pytanie bo właśnie coś takiego mi się przytrafiło i nie wiedziałam jak to nazwać. Śniła mi się moja koleżanka z pracy, ale zamiast niej był lisek. Mały, rudy, chodził za mną przez cały sen i zaglądał mi do torby. Wiem że to ona, tak samo jak Ty Melania, po prostu wiedziałam to w środku. Co to może znaczyć? Lisek kojarzył mi się ze sprytem i nie wiem czy to dobrze czy źle w tym kontekście.
Słucham Was i przypomniała mi się historia z moich snów sprzed wielu lat. Nieboszczyk sąsiad, z którym za życia nie byliśmy w dobrej komitywie, po jego śmierci zaczął mi się śnić jako stary pies, który siedział pod moją furtką i nie chciał odejść. Nie szczekał, nie atakował, tylko siedział. To trwało kilka miesięcy. Nie wiedziałem co z tym zrobić. Czy to znaczy, że on nadal gdzieś jest i ta forma to jego wybór, czy raczej mój umysł go tak przetwarza?
Słuchając tej rozmowy zastanawiam się nad czymś innym. Wszyscy zakładamy, że ta zwierzęca lub przedmiotowa forma mówi coś złego albo niepokojącego. Ale czy nie może być po prostu... bardziej prawdziwym obrazem tej osoby niż jej ludzka twarz? Czasem podświadomość widzi wyraźniej to, co na jawie przykrywa konwencja. Melania, ten kruk to może po prostu najbardziej szczera wersja Twojej siostry, którą śpisz i widzisz bez filtrów.
A mnie się śnił mój ex jako wielki szary kamień. Dosłownie leżał na środku pokoju i nie dało się go ominąć. Cały sen chodziłam wokół niego i nie wiedziałam co z nim zrobić. Czy to znaczy że on był dla mnie jakimś ciężarem albo blokadą? Bo w sumieniu to dużo sensu ma kiedy teraz o tym myślę 🙂
Muszę przyznać, że jestem tu trochę sceptyczna wobec zbyt szybkiego przypisywania znaczeń. Omijałaś kamień, bo to kamień i kamieni się nie rusza bez powodu, to logiczne w kontekście snu. Czy nie jest tak, że interpretujemy sny pod kątem tego, co już wiemy o relacji, i wtedy wszystko pasuje? Pytam szczerze, nie złośliwie. Jak odróżnić prawdziwą symbolikę od tego, że po prostu dopasowujemy?
Mam podobne doświadczenie i chciałam się podzielić. Mój dawny przyjaciel, z którym się pokłóciliśmy lata temu, pojawił się w snach jako mały ogień w kominku. Siedziałam przy nim i grzałam ręce. Był ciepły, ale zamknięty, ograniczony tym paleniskiem. Po jakimś czasie go ugasiłam, bo tak nakazywał sen. I mam wrażenie, że to był mój własny sposób na symboliczne zamknięcie tej relacji. Czy sny mogą służyć jako taki rytuał domknięcia?
Słucham tej rozmowy o ogniu i kamieniu i myślę o swoim lisku. Bo lisek to jednak zwierzę z charakterem, nie martwa rzecz. Czy to znaczy, że ta osoba jest bardziej... żywa w tej relacji? Mam na myśli, że kamień leży, ogień gaśnie, a lisek chodzi i szuka. Czy to coś mówi o tym, jak ta relacja może się rozwinąć?
To co mówi Tunia jest ciekawe, bo chyba właśnie o to chodzi z tymi transformacjami w snach - nie zawsze mówią nam o tej drugiej osobie, mówią nam o tym, jak my ją widzimy. Wróćcie do tematu Melanii przez chwilę, bo ona mówiła o kimś bliskim na suchym drzewie. Czy ta osoba w życiu też jest jakoś... niedostępna?
Tak, jest. I to chyba jest sedno. Zawsze byłam tą, która chciała bliskości, a ta osoba utrzymywała dystans. Sen to po prostu pokazał w inny sposób. Ptak na wyschniętym drzewie, który nie podlatuje bliżej - to trafniejszy obraz niż cokolwiek, co mogłabym powiedzieć słowami.
Dobra ale mam pytanie praktyczne - czy jest jakiś sposób żeby zmienić to co się śni? Tzn. jeśli ktoś mi się śni jako coś nieprzyjemnego, to czy mogę jakoś wpłynąć na to żeby sen pokazał coś innego albo żeby ta transformacja zniknęła?
O, cień za Tobą to brzmi nieprzyjmenie. Ja miałam raz coś podobnego, nie ciień dokładnie ale jakaś ciemna masa w kącie pokoju i wiedziałam że to konkretna osoba. Obudziłam się z takim uczuciem że coś jest nie tak z tą osobą w realnym życiu. I okazało się że faktycznie w tym czasie ta osoba miała jakieś problemy. Czy to możliwe że sen nas ostrzega?
Ja myślę, że to co mówi Egzorcystka jest ważne. Bo u mnie z tym sąsiadem jako psem też nie było żadnego logicznego sygnału. Po prostu nagle ten pies zaczął mi się śnić i koniec. Czy Wy myślicie, że sny o kimś w postaci zwierzęcia albo cienia mogą być formą kontaktu z tej osoby? Mam na myśli że nie my projektujemy, tylko że ta osoba jakoś trafia do nas przez sen?
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i właśnie to pytanie o żywych mnie zatrzymało. Bo śnił mi się raz bardzo bliski przyjaciel jako drzewo. Nie suche jak u Melanii, ale takie stojące samotnie na łące. I miałam poczucie, że to on zdecydował żeby tak wyglądać w tym śnie. Jakby świadomie wybrał tę formę. To pewnie brzmi dziwnie.
Muszę powiedzieć, że ta rozmowa jest dla mnie dość niejednoznaczna. Rozumiem symbolikę i rozumiem że sny mogą odzwierciedlać relacje. Ale boje się że zaczynamy interpretować rzeczy zbyt dosłownie. Krwawnik mówi, że przyjaciel 'zdecydował' wyglądać jak drzewo w jej śnie - ale to jest tylko jej sen, jej umysł. Czy nie przypisujemy tym obrazom za dużo sprawczości kogoś innego?
Dziękuję, że to rozumiesz. Chodzi mi właśnie o to, że mieszamy dwie rzeczy: sen jako lustro nas samych i sen jako kanał komunikacji z drugą osobą. Krwawnik, czy w trakcie tego snu miałaś poczucie że to jest on, czy raczej że drzewo go przypomina? Bo to chyba kluczowe pytanie.
To co mówi Krwawnik o tym natychmiastowym rozpoznaniu jest dla mnie jednym z najbardziej charakterystycznych elementów tych snów. Mam podobnie. Śniła mi się raz matka jako lampa stojąca w kącie pokoju i wiedziałem, że to ona zanim jeszcze 'pomyślałem' w tym śnie. Żadnego procesu rozpoznawania. Jak to możliwe, że mózg przypisuje tożsamość czemuś zupełnie niepodobnemu?
Lampa to bardzo wzruszający obraz na matkę. Ciepło i światło. Lucjan, czy ta lampa coś robiła w śnie, czy po prostu była?
Po prostu była. I to było wystarczające. Nie musiała nic mówić ani robić. Właśnie w tej bierności było coś spokojnego. Ona odeszła kilka lat temu, więc pewnie dlatego to pamiętam tak wyraźnie. Ale wracając do tematu Melanii, bo mi się to skleja: czy w Twoim śnie z ptakiem na drzewie ta osoba też po prostu była, bez żadnego działania?
Tak. Siedział i patrzył w inną stronę. Ani nie odlatywał, ani nie podchodził. Właśnie ta bezruch była najbardziej wymowna. Teraz kiedy to czytam obok Twojej lampy, rozumiem, że może bezczynność w śnie nie jest brakiem treści, tylko bardzo konkretnym przekazem.
To co piszecie o bezczynności mnie zatrzymało. Bo mam wrażenie, że w snach z transformacją osób to właśnie ruch albo jego brak mówi nam najwięcej. Romek, Twój cień chodził za Tobą. Ptak Melanii siedział bez ruchu. Drzewo Krwawnik stało. Lampa Lucjana była. Każde z nich to inny rodzaj obecności. Czy ktoś śnił kogoś jako coś, co uciekało?
Ja miałam sen gdzie ktoś bliski był czymś w rodzaju wody albo strumienia i nie mogłam go złapać. Cały czas ucikał mi między palcami. Przebudziłam sie z bardzo smutnym uczuciem. Myślę że to była moja siostra, bo wtedy byłyśmy w konflikcie i czułam że ją tracę.
To jest jeden z najbardziej praktycznych aspektów tych snów, o których mało kto tu wspomniał. Niezależnie od tego, czy uznamy transformację za komunikat duchowy, projekcję podświadomości czy coś pomiędzy, sam fakt że śnisz kogoś jako wodę albo cień może sprawić, że zaczynasz inaczej myśleć o tej relacji. Sen staje się impulsem do działania. Czy to nie wystarczy, żeby traktować go poważnie?
Wracając do tego co mówiła Orlikowa o mieszaniu lustro-versus-kanał, chcę dodać że w tarologie jest pojęcie cienia w rozumieniu jungowskim i cień za Tobą we śnie to prawie klasyczny obraz wypieranej treści. Romek, zastanów się czy ta osoba nie uosabia czegoś, czego nie lubisz w sobie samym. To nie znaczy że jest dobra, tylko że pełni w śnie trochę inną funkcję.
A wróćmy może na chwilę do tego co pytała celestyna, bo mnie to nadal nurtuje. Żywa osoba jako pies czy drzewo czy cień, to znaczy mój sąsiad, to jest coś co pochodzi tylko ze mnie, czy ta osoba może rzeczywiście jakoś trafiać do moich snów? Nie pytam o naukę, pytam o wasze odczucia.
