Emocja wyprzedzająca zdarzenie - to jest coś co bardzo mi znane, chociaż u mnie nie ma konkretnych słów, tylko właśnie to uczucie. Budzę się czasem z przekonaniem że coś trudnego się zbliża w rozmowie z mamą i zawsze mam rację co do tonu, nawet jeśli nie wiem co powie. Może to jest ta sama zdolność, tylko u mnie bez warstwy słownej.
Bardzo istotna. Bo jeśli słowa były tam od początku, tylko umysł nie był jeszcze wystarczająco przytomny żeby je złapać - to jedno. A jeśli najpierw przychodzi emocja i dopiero potem jakby 'ubiera się' w konkretne zdania - to zupełnie inny mechanizm. Emi, a kiedy te słowa zaczęłaś naprawdę pamiętać dokładnie? Był jakiś moment, jakiś przełom?
Ja też mam to pytanie, bo u mnie jest podobnie jak Emi opisywała wcześniej - najpierw uczucie, że coś nadchodzi w rozmowie z bliską osobą, i to uczucie jest zawsze trafne. Ale słów nigdy nie pamiętam. Zastanawiam się czy da się jakoś 'przestroić' i zacząć odbierać treść, a nie tylko nastrój.
No właśnie, nie zgadzam sie z tym że to tylko wrodzone. Szaman w wiosce nie rodzi sie z darem - jest przygotowywany latami, post, ciemność, brak snu kontrolowany. To są techniki które otwierają kanał. Wrodzone to jest może podatność, ale kanał można ćwiczyć. Emi chyba sama sobie otworzyła przez ten dziennik, nawet nie celowo.
Tak, i to nawet nie zastanawiałam się wcześniej żeby to połączyć. Zdarza mi się wiedzieć kto dzwoni zanim spojrzę na telefon, albo czuć że ktoś bliski jest czymś przygnębiony zanim w ogóle cokolwiek powie. Ale myślałam że to po prostu uważność, znajomość tych osób. Teraz jak to piszę, to brzmi trochę inaczej.
To co teraz napisałaś jest dla mnie bardzo ważne! Bo to znaczy że może sny z konkretnymi słowami to nie jest osobne, odizolowane zjawisko - tylko ten sam kanał, który u ciebie działa też na jawie, tylko intensywniej i w bardziej skupionej formie w nocy. Czy ktoś bardziej doświadczony mógłby coś powiedzieć o tym połączeniu?
To co opisuje Emi i o co pyta Gruszanka - to faktycznie wygląda jak pewien spójny profil wrażliwości percepcyjnej. Nie chcę tego od razu etykietować, ale w pracy z intuicją mówi się czasem o osobach, które mają 'porowatą' granicę między sobą a otoczeniem. Taka osoba łapie więcej - zarówno na jawie jak i przez sen. Pytanie jest inne: czy Emi to komfortowe, czy czasem przytłaczające?
To 'nic nie jest przypadkowe' mnie bardzo uderza. Bo to nie brzmi jak lęk ani jak obsesja na punkcie kontroli - brzmi jak coś, co daje Emi jakieś zakorzenienie. Czy masz wrażenie że te sny cię uspokajają w jakimś głębszym sensie, nawet kiedy ich treść jest nieprzyjemna?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie, może naiwne - czy to zakorzenienie które Emi opisuje mogłoby być czymś, co można by wzmocnić albo zbudować świadomie? To znaczy, czy ktoś kto tego nie ma naturalnie, mógłby jakoś do tego dojść?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może trochę z innej strony niż reszta. Czy nie jest tak, że to co opisuje Emi może mieć jakieś zakorzenienie w wierzeniach, nie tylko ezoteryce? Bo w wielu kulturach sen był po prostu przestrzenią gdzie bogowie albo przodkowie przekazywali informacje. I to nie było traktowane jako coś niezwykłego, tylko jako normalny kanał komunikacji.
Mam jedno pytanie do Emi, bo wraca mi to co było wcześniej. Powiedziałaś że raz próbowałaś zmienić temat żeby uniknąć rozmowy z snu i nie wyszło. A czy kiedykolwiek sen się nie spełnił? Że śniłaś o konkretnej rozmowie i ona po prostu nigdy nie nastąpiła?
Jagusieńka, to jest pytanie, które mi długo siedziało z tyłu głowy i nawet bałam się na nie odpowiedzieć. Ale tak - raz się nie spełniło. Śniłam o rozmowie z koleżanką z pracy, bardzo konkretnej, chodziło o jakąś wspólną decyzję. Pamiętałam kilka zdań. I ta rozmowa nigdy nie przyszła. Koleżanka odeszła z pracy zanim do niej doszło. Nie wiem co z tym zrobić - czy sen pokazał coś, co mogło się stać, a nie musiało? Czy to był wariant, który przestał być aktualny?
to jest dla mnie bardzo ważna informacja, bo to zmienia trochę obraz całości. Jeśli choć raz się nie spełniło, to może to nie jest zapis czegoś pewnego, tylko zapis jednej z możliwości? I wtedy pytanie o 'negocjowanie rozmów przez dusze' z opisu tematu nabiera innego smaku - może dusze negocjują warianty, nie konkrety?
Ale poczekajcie. Jeśli jeden sen sie nie spełnił to nie znaczy od razu że wszystkie są 'tylko wariantami'. Może ten jeden był zwykłym snem, a reszta była przepowiednią? Nie możemy od jednego wyjątku obalać całego wzorca. Emi sama powiedziała że zdecydowana wiekszość sie sprawdziła.
Przepraszam że wchodzę z pytaniem może podstawowym, ale czy w ogóle jest jakiś sposób żeby to rozróżnić? Tzn. jak Emi śni tę rozmowę, to czy czuje w środku snu jakąś różnicę między tym co 'na pewno będzie' a tym co 'może będzie'? Bo może właśnie tam jest jakaś wskazówka.
To co mówi Emi o 'fakturze' snu jest dla mnie bardzo ważne. Słyszałam o podobnym rozróżnieniu w pracy ze snami - sny 'twarde' mają inną jakość niż sny 'miękkie', i wiele osób intuicyjnie to czuje, choć trudno to opisać słowami. Emi, czy poza wyrazistością obrazów było też coś z dźwiękiem? Słowa w tym niespełnionym śnie były tak samo czyste jak w tych spełnionych?
To rozróżnienie które wyłania się z tej rozmowy - konkretne słowa kontra ogólne poczucie tematu - to jest coś, o czym warto byłoby prowadzić notatki przez dłuższy czas. Emi, czy masz pamiętnik snów? I jeśli masz, to czy zapisujesz jakość słyszenia, nie tylko treść?
Wracając do pytania Jagusieńki o warianty przyszłości - to mi się kojarzy z czymś z tradycji biblijnej. W Starym Testamencie prorocy często opisują przyszłość która 'się stanie jeśli...' - to znaczy że jest warunkowa. Może dawne kultury rozumiały sny profetyczne właśnie tak, jako ostrzeżenia albo wskazówki, nie jako nieodwołalne wyroki? I to by tłumaczyło dlaczego jeden sen Emi się nie spełnił.
A czy ktoś wie czy istnieje jakaś tradycja albo praktyka, która uczyłaby rozróżniania tych typów snów? Bo słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wszyscy odkrywamy to sami metodą prób i błędów, a może ktoś to już kiedyś systematyzował?
Słucham tego wszystkiego i czuję się trochę jak osoba, która przez lata robiła coś intuicyjnie i nagle dowiaduje się że istnieje cała tradycja wokół tego. To jest dziwne uczucie - nie wiem czy powinnam się cieszyć że jest jakaś mapa, czy trochę żałować że nie odkrywałam tego sama dalej. I wciąż mam z tyłu głowy to pytanie Jagusieńki - jeśli to są warianty, to czy mogę na nie wpływać? I czy w ogóle powinnam próbować?
To co czujesz Emi jest dla mnie zrozumiałe. Ale chcę odwrócić tę perspektywę - czy naprawdę brak mapy był stratą? Bo może właśnie dlatego, że nie znałaś tybetańskich kategorii, wypracowałaś własny system obserwacji. I to rozróżnienie między 'konkretne słowa' a 'ogólny temat' - to jest coś, czego ja w tej tradycji nie spotkałam tak precyzyjnie opisanego. Może Emi sama coś nazwie, czego inni jeszcze nie nazwali?
Ale chwilę, bo muszę się upewnić że dobrze rozumiem. Emi śni konkretną rozmowę - i potem ta sama rozmowa odbywa się naprawdę, słowo w słowo? Czy raczej temat jest ten sam, ale słowa trochę inne? Bo to jest dla mnie kluczowe do zrozumienia całego wątku.
okej ale jeśli rozni się choćby jednym słowem, to już nie jest to samo. Możemy to nazywać przybliżeniem, ale wtedy właściwie każdy sen 'o rozmowie' może się okazac proroczy, bo zawsze znajdziemy jakieś podobieństwo. Jak ustalamy granicę między trafieniem a interpretacją wsteczną?
Chcę zapytać o coś może oczywistego - czy te sny przychodziły o konkretnych porach nocy? Tzn. czy to były sny tuż przed przebudzeniem, czy raczej z głębszych faz? Pytam bo ktoś wcześniej wspomniał coś o fakturze i zastanawiam się czy to ma związek z momentem w nocy.
Szczerze? Nie wiem w której fazie. Pamiętam że te wyraźne, te z konkretnymi słowami, są takie jakby świeże po przebudzeniu - jakby nie wymagały wysiłku żeby je sobie przypomnieć, same w sobie są. Nie wiem czy to znaczy że są bliżej przebudzenia, czy po prostu że są intensywniejsze.
I tu właśnie jest sedno. Pamiętamy to co się potwierdziło, zapominamy resztę. To nie jest zarzut wobec Emi - to jest po prostu ludzkie. Właśnie dlatego pamiętnik senny jest tak ważny w tej pracy. Nie żeby coś udowodnić, ale żeby zobaczyć realny stosunek trafień do chybień.
Ale zaraz, bo to mnie niepokoi trochę. Jeśli przyjmujemy że pamiętamy tylko trafienia, to czy w ogóle możemy cokolwiek sensownie powiedzieć o tych snach? Tzn. może całe przekonanie Emi o proroczyej naturze tych snów opiera się na kilku zapamiętanych przypadkach, a reszta jest po prostu niewidoczna?
