Słucham tej rozmowy o projekcji i energii i mam wrażenie, że my ciągle wracamy do tego samego rozwidlenia: albo sen mówi o nas, albo o tej drugiej osobie. A może te dwie rzeczy nie są oddzielne? Ten sen, który miałam, pokazywał partnera jako kogoś zimnego — ale może właśnie to było i jego energia, i moje nienazwane pytanie do relacji, oba naraz?
Halszeczka, to rozwidlenie, o którym piszesz, wydaje mi się pozorne. Relacja to nie jest on plus ty, to jest coś, co istnieje między wami i należy do was obojga. Więc sen o relacji siłą rzeczy mówi o obu stronach jednocześnie. Ale ciekawi mnie — czy od tamtego snu zmieniło się coś w tym, jak go słyszysz?
Halszeczka, to, co napisałaś na końcu, jest dla mnie bardzo ważne. Że nie wiesz, co zrobisz z tą uważnością, jak coś usłyszysz. Czyli jest w tobie jakiś lęk przed tym, co możesz odkryć, słuchając go bardziej? Bo to brzmi jakbyś słuchała, ale z pewnym oporem, żeby nie usłyszeć za dużo.
To, co Halszeczka opisuje z tą szufladą, to jest dokładnie ten moment, który znam z pracy ze snami. Sen otwiera, ale nie nakłada obowiązku. Nie musisz od razu działać. Możesz po prostu wiedzieć i z tym siedzieć przez jakiś czas. Czy masz poczucie, że sen dał ci jakiś konkrety — coś, co możesz nazwać, co zobaczyłaś w tym partnerze?
Słucham całej tej rozmowy i mam pytanie, które może być naiwne — czy my zakładamy, że sny o bliskich zawsze mówią coś ważnego? Bo ja śnię o mamie, że jest wredna, i to jest po prostu mama, nie ma w tym żadnej głębi, ona po prostu bywa wredna 🙂 Kiedy sen jest tylko snem, a kiedy zaczyna mówić coś więcej?
Ja mam pytanie do Lucydy bo wspomniała o tej pracy ze snami. Co to wlasciwie znaczy pracowac ze snem? Zapisywac go? Czy jest cos wiecej?
Do tego, o czym mówi Lucyda — jest też technika dialogu z postacią ze snu. Wyobrażasz sobie, że siadasz naprzeciwko tej osoby i pytasz ją wprost: czego chcesz mi powiedzieć? Brzmi dziwnie, ale naprawdę często coś wychodzi. Szczególnie kiedy ta postać we śnie zachowywała się 'nie w swoim stylu' — bo wtedy warto sprawdzić, czy ta wersja czegoś nie wie, czego ty jeszcze nie chcesz wiedzieć.
Wtrącę się tu, bo ta rozmowa o dialogu z postacią ze snu przypomniała mi coś, czego nigdy nie próbowałam, ale teraz się zastanawiam. Czy robiłaś to kiedyś z postacią, która we śnie cię skrzywdziła? Bo to brzmi bardzo inaczej niż dialog z kimś, kto był po prostu zimny albo odległy.
Czytam ten wątek od dawna i ciągle się waham, czy napisać. Ale to pytanie o osoby bliskie, które zachowują się inaczej we śnie, dotyczy mnie bardzo konkretnie. Śniła mi się przyjaciółka, która powiedziała coś naprawdę okrutnego — coś, czego ona by nigdy nie powiedziała. I po przebudzeniu przez długi czas miałam do niej żal, jakby naprawdę to powiedziała. Jak wy sobie radzicie z tym, że emocja po śnie przykrywa tego prawdziwego człowieka?
Patrycelka, to jest coś, z czym ja też się zmagałam. Ten żal po śnie jest zupełnie realny, nawet jeśli powód jest wymyślony. U mnie pomogło to, że próbowałam zatrzymać się i zapytać siebie: czy ta osoba kiedykolwiek mi coś podobnego zrobiła? I jeśli odpowiedź jest 'nie', to staram się potraktować ten żal jako swój własny, nie jej winę.
Ale co jeśli odpowiedź jest 'może'? Znaczy, nie wprost, ale jest jakieś dawne zdarzenie, które mogło mnie urazić, i teraz nie wiem, czy sen wyciągnął coś prawdziwego, czy po prostu nadinterpretuję stary ból.
Mam wrażenie, że tu kilka osób naraz doszło do tego samego miejsca — pytania o to, co jest prawdą relacji, a co artefaktem snu. I ciekawi mnie, czy ktoś próbował rozmawiać z tą osobą wprost, niekoniecznie o śnie, ale o tym, co sen wywołał. Patrycelka, Halszeczka — czy to w ogóle wydaje wam się możliwe w tych konkretnych relacjach?
Chcę tu dodać coś praktycznego, bo mam wrażenie, że trochę kręcimy się w kółko wokół tego samego dylematu. Kiedy śnisz o bliskiej osobie, która zachowuje się zupełnie inaczej — i po przebudzeniu nie wiesz, co z tym zrobić — zapisz nie sam sen, ale emocję, którą czułaś w trakcie. Nie to, co zrobiła ta postać, tylko co ty czułaś, stojąc naprzeciwko niej. To jest twój materiał, nie jej.
Ta ulga, o której mówi Patrycelka — ja miałam dokładnie to samo po tym śnie, który zaczął ten wątek. I długo nie wiedziałam, co z nią zrobić, bo czułam się winna, że czuję ulgę w kontekście kogoś bliskiego. Jakby ulga oznaczała, że chcę, żeby ta osoba była inna albo żebym ją mniej lubiła. Czy ktoś z was też to miał?
To, co opisuje Halszeczka, to chyba jeden z tych momentów, kiedy sen robi coś, czego na jawie nie możemy sobie pozwolić. Pozwala nam poczuć coś, czego się wstydzimy. I ta ulga może być właśnie taka — nie że chcesz mniej tej osoby, ale że coś w tej relacji od dawna leży i nie mówisz tego wprost.
To rozróżnienie, o którym mówi Malgosia87, jest dla mnie kluczowe w całym tym temacie. Kiedy śnię o kimś bliskim i zachowuje się zupełnie inaczej niż na jawie, pytam siebie najpierw: co ta postać we śnie robiła z moją energią? Czy mnie zatrzymywała, odpychała, otwierała coś? I to pytanie daje więcej niż szukanie, czy 'chodzi o nią, czy o mnie'.
Wracam do tego, co mówiła wcześniej Halszeczka o poczuciu winy za ulgę. Mnie to uderzyło, bo chyba właśnie dlatego wiele osób odrzuca takie sny albo szybko je zagłusza — bo pokazują emocje, które na jawie uznajemy za nieakceptowalne. A sen na to nie czeka na nasze pozwolenie.
Mam wrażenie, że tu obie macie rację i jednocześnie mówicie o czym innym. Kianitka82 mówi o interpretacji konkretnego snu, Wieszczbiarka84 mówi o dłuższym wzorcu. I to są dwa różne poziomy pracy. Czy macie poczucie, że je mieszacie?
Mam wrażenie, że ta rozmowa dotarła do miejsca, w którym chciałabym być na początku, gdy napisałam o tej przyjaciółce. Wzorzec kontra jednorazowy sen. W moim przypadku to był jeden sen, ale nie pierwszy raz czuję po nim to samo. Nie te same obrazy, ale ten sam smak emocji. Czy to liczy jako wzorzec?
Czyli ta emocja jest ważniejsza niż fabuła? Bo ja zawsze skupiałam się na tym, co się dzieje w śnie — co ta osoba powiedziała, gdzie byłyśmy, co miałam na sobie. A tu wychodzi, że mogłam przez cały czas przyglądać się nie temu co trzeba.
Nie powiedziałabym, że 'nie temu co trzeba' — fabuła też daje informacje. Ale emocja jest pierwsza. Jest jak tytuł, a fabuła to treść. Możesz mieć kilka snów z różnymi tytułami i odkryć, że wszystkie są o tym samym.
To, co mówi Lucyda, to jest chyba pierwsza rzecz w tej całej rozmowie, którą mogę od razu zastosować. Emocja jako tytuł. Muszę to sobie zapisać gdzieś poza zeszytem ze snami, bo inaczej zapomnę przy następnym śnie.
To zmienia dla mnie dużo. Bo przez cały czas prowadziłam zeszyt i zapisywałam głównie sceny — co powiedziała ta osoba, w jakim była nastroju, gdzie byłyśmy. A emocja była gdzieś na końcu, jeśli w ogóle. Muszę to odwrócić.
A powiedz mi, Halszeczko — jak opisujesz tę emocję po przebudzeniu? Mam na myśli: czy to jest emocja, którą potrafisz nazwać od razu, czy raczej coś niewyraźnego, co dopiero po chwili nabiera kształtu?
Ta pierwsza chwila jest bardzo ważna. Nie pusta — raczej jeszcze nieprzetłumaczona. Zanim umysł nazwie emocję słowem, jest coś wcześniejszego, bardziej cielesnego. Właśnie tego warto szukać w zeszycie, bo to jest bliżej snu niż jakiekolwiek słowo.
Czyli właściwie zapisywać wrażenie ciała, nie tylko emocję jako słowo? Tego w żadnym poradniku o dziennikach sennych nie widziałam. Zazwyczaj piszą: 'zapisz to, co czułaś'.
Wracając do tematu — mnie ciekawi jeszcze jedno. Kiedy ta bliska osoba zachowuje się we śnie zupełnie inaczej, to czy ktoś z was miał sytuację, że to 'inne zachowanie' okazało się potem bliższe prawdzie niż to, co widzieliście na jawie? Bo u mnie tak było raz i do dziś nie wiem, co z tym zrobić.
