Wyjście poza ciało fizyczne, swobodny „lot” nad własnym łóżkiem i poczucie pełnej świadomości w innym wymiarze – podróże astralne od wieków rozpalają wyobraźnię osób poszukujących duchowej głębi. Projekcja astralna to doświadczenie, w którym świadomość zdaje się opuszczać ciało i przemieszczać w tak zwanym planie astralnym. Czym dokładnie jest ten stan, czy jest bezpieczny i jak zacząć praktykę krok po kroku?
Cały wpis dostępny tutaj: Podróże astralne – projekcja astralna i bezpieczne wyjście z ciała
Ojej, temat, który mnie przeraża i fascynuje jednocześnie! Zawsze bałam się próbować, bo co jeśli wyjdę z ciała i nie będę umiała wrócić? Czy każdy może się tego nauczyć, czy trzeba mieć jakiś dar? Czytałam wpis dwa razy i dalej mam gęsią skórkę.
A od czego konkretnie zacząć? Bo w internecie każdy pisze co innego – jedni każą leżeć na plecach, inni medytować godzinami. Jest jakaś jedna sprawdzona metoda dla kogoś, kto dopiero zaczyna?
No ja tam słyszałem, że do podróży astralnych to napewno trzeba specjalnych ziół albo grzybów, bez tego się wogóle nie da. I podobno to jest to samo co śmierć kliniczna, tylko na chwilę – serce ma się prawie zatrzymać. Trochę mnie to odrzuca, bo brzmi niebezpiecznie.
Etap wibracji, o którym tu piszecie, bardzo często łączy się z paraliżem sennym. Ciało zasypia szybciej niż umysł, nie możesz się ruszyć i to jest właśnie ten moment, w którym najłatwiej „wysunąć się” z ciała. Wiele osób odbiera to jako coś strasznego, a to po prostu naturalna brama. Kluczem jest nie walczyć z bezwładem, tylko spokojnie skupić się na intencji uniesienia.
No dobra, ale przecież podróż astralna to dokładnie to samo co świadomy sen, nie? Wkońcu i tu, i tu latasz gdzie chcesz. Czytałem, że trzeba conajmniej godzinę wisieć pod sufitem, żeby się „przełączyć”, inaczej trzeba wziąść wszystko od nowa.
A czy w tym astralu trzeba się jakoś chronić? Bo skoro to inny wymiar, to może tam coś „mieszka”? Nie chcę ściągnąć na siebie czegoś złego.
Dorzucę głos rozsądku, bo lubię patrzeć na to i duchowo, i naukowo. Neurologia opisuje wyjścia z ciała jako określony stan mózgu, między innymi przy pobudzeniu okolicy skroniowo-ciemieniowej. To jednak nie unieważnia doświadczenia – dla praktykującego jest ono realne i bywa transformujące. Traktuję projekcję jak potężne narzędzie pracy ze świadomością, niezależnie od tego, jak nazwiemy jej mechanizm.
Moje pierwsze pełne wyjście pamiętam do dziś. Uniosłam się nad łóżkiem, zobaczyłam siebie śpiącą i przez chwilę patrzyłam na własne dłonie, które wyglądały jak z delikatnego światła. Zero strachu, tylko ogromny spokój i cisza. Płakałam potem ze wzruszenia. Dziewczyny, warto przejść przez ten początkowy lęk.
Mam pytanie bardziej praktyczne – czy pora ma znaczenie? Słyszałam, że najlepiej próbować podczas pełni, bo energia jest wtedy silniejsza. Czy to prawda, czy mogę ćwiczyć kiedy chcę?
E tam, i tak mi się wydaje, że albo się z tym urodziłeś, albo nie. Wogóle nie wierzę, że zwykły człowiek może się tego nauczyć, to musi być dar od urodzenia. Próbowałem trzy razy i nic, więc chyba po prostu nie mam smykałki.
Dorzucę jedną rzecz, która u mnie zmieniła wszystko – dziennik. Zapisywałam każdą próbę: godzinę, samopoczucie, jak głębokie było rozluźnienie, czy pojawiły się wibracje. Po kilku tygodniach zobaczyłam swój własny wzorzec i wiedziałam, kiedy moje ciało jest „gotowe”. Polecam każdej osobie, która na serio chce ćwiczyć.
Wracam z aktualizacją! Po radach z tego wątku przestałam panikować przy wibracjach i wczoraj udało mi się na kilka sekund unieść nad łóżko. Nadal drżą mi ręce z emocji. Dziękuję wam wszystkim, bez tych wskazówek dalej uciekałabym z powrotem do ciała przy pierwszym brzęczeniu.
Skoro wątek się rozrósł, zbiorę najważniejsze w jednym miejscu: rozluźnij ciało do bezwładu, nie bój się etapu wibracji i paraliżu sennego (to brama, nie zagrożenie), wychodź spokojną intencją, po powrocie się uziemiaj, i ćwicz regularnie – najlepiej nad ranem. Żadnych ziół, żadnego zatrzymywania ciała. Reszta przychodzi z praktyką i cierpliwością.
Muszę się pochwalić, bo aż mi się nie chce wierzyć! Dziś nad ranem, dokładnie tak jak radziliście, poczułam te słynne wibracje i pierwszy raz się ich NIE przestraszyłam. Nie wyszłam jeszcze z ciała, ale utrzymałam ten stan chwilę, spokojnie oddychając. Kojarzycie tę radość, gdy coś w końcu zaskakuje? Dziękuję całemu wątkowi, naprawdę odczarowaliście mnie z tego lęku.
Mam jeszcze jedno pytanie, które chyba zasługuje na osobny wątek, ale rzucę je tu na gorąco: czy w astralu można spotkać innych ludzi? Bo natknąłem się na relacje osób, które twierdzą, że umawiają się na wspólne podróże astralne o tej samej porze i „widzą” się nawzajem. A niektórzy piszą nawet o spotkaniach z bliskimi, którzy odeszli. Ktoś z was tego doświadczył? Bo jeśli to możliwe, otwiera zupełnie nowy rozdział…
