To co pisze Hydromantka_W mi się podoba, bo wychodzi z tego ślepy zaułek 'kto pierwszy'. Ale mam inne pytanie do wątku Adepta - czy ktoś próbował po takim śnie, gdzie sam był odchodzącym, sprawdzić u kogoś bliskiego, czy coś poczuli? Jak u Ninka_73 - druga strona tej rozmowy?
Czytam to i zastanawiam się, czy nie ma tutaj też czegoś z numerologii. Przebudzenia o konkretnych godzinach po takich snach - 3:33, 4:44 - czy ktoś zwracał uwagę na godzinę, kiedy się budził po śnie, który potem okazał się pożegnalny?
Wracając do tego, co powiedział Olaf - że kategoria snów pożegnalnych może być szersza. Mam z tym kłopot, bo z jednej strony rozumiem ten argument, ale z drugiej... moje doświadczenie z tym snem, od którego zaczęłam ten temat, miało coś, czego nie mam jak inaczej nazwać niż 'wiedzą ostateczną'. Nie chodziło o treść. Chodziło o to, że sen nie pozostawiał miejsca na 'do zobaczenia'. Jak zamknięta koperta.
a ta 'zamknięta koperta' - czy to było coś, co poczułaś dopiero po przebudzeniu, czy już w trakcie snu wiedziałaś, że to pożegnanie bez powrotu?
to mi przypomina jedno zdanie, które przeczytałam kiedyś - że sny pożegnalne nie mają w sobie paniki, bo pożegnanie jest już po tym, kiedy strata nastąpiła. Jakby czas był odwrócony. Czy u ciebie też tak było? Że sen był jakby 'za późno' albo 'już po'?
Ten wątek z czasem odwróconym jest niesamowity. Bo jeśli sen pożegnalny przychodzi nie przed, ale podczas albo po - to co to mówi o tym, jak czas działa po tamtej stronie? Że odchodzący 'nadaje' wtedy, kiedy jest już 'po przejściu', i dopiero wtedy sygnał do nas dociera?
Ale skoro tak, to jak odróżnić sen pożegnalny od snu o rozstaniu ze znajomym, z którym się pokłóciliśmy? Bo 'pożegnanie jako takie' to bardzo szeroka kategoria i znowu wpadamy w problem, który zgłaszałam wcześniej.
Czytam ten wątek od początku i dopiero teraz piszę, bo trudno mi to zebrać w słowa. Miałam sen o ojcu trzy lata temu. Nic nie powiedział, tylko patrzył. I wyszedł. Obudziłam się i wiedziałam. Zadzwoniłam do mamy za godzinę i okazało się, że tata od nocy jest w szpitalu. Żył jeszcze trzy tygodnie. Ale ten sen - to było pożegnanie, nie trzy tygodnie później.
To co opisuje Witchling77 z tym spojrzeniem - to mi się kojarzy z czymś, o czym czytałam w kontekście snów o przejściu. Że odchodzący często 'pokazują' zamiast mówić. Jakby słowa były zbyt małe albo zbyt z tej strony. Czy ktoś jeszcze miał sen, w którym osoba nie mówiła, a mimo to przekaz był całkowity?
To, co mówi Witchling77 o spojrzeniu ojca jako czymś innym niż za życia - to bardzo ważny trop. W moim śnie też było coś, co nie pasowało do codziennego obrazu tej osoby. Jakby we śnie mogła być sobą bardziej, niż ją znałam. Czy ktoś jeszcze to miał - że osoba w śnie pożegnalnym była jakoś 'pełniejsza' niż na jawie?
Astrolożkaa, tak, dokładnie to. Moja babcia za życia była bardzo powściągliwa, prawie nigdy nie mówiła o uczuciach. A w tym śnie patrzyła na mnie w sposób, który nigdy się wcześniej nie zdarzył. I właśnie ta różnica była dla mnie sygnałem, że to nie jest zwykłe śnienie o babci.
Zatrzymałam się na tym, co powiedziała Czaromira70 o zdejmowaniu pancerza. Bo to ładne, ale też mam pytanie - czy to nie jest po prostu idealizacja? Że śnimy kogoś takim, jakim chcielibyśmy go pamiętać, a nie takim jakim był?
Czytam to wszystko i mam wrażenie, że wszyscy szukacie jakiegoś jednego kryterium - jak rozpoznać sen pożegnalny. Ale może nie ma jednego kryterium. Może to jest zawsze suma rzeczy: ta cisza, to inne spojrzenie, ta wiedza bez słów. Żaden z tych elementów sam w sobie nie wystarczy.
myślę, że w trakcie snu się wie. A przynajmniej ci, którzy opisują te sny tutaj, wszyscy mówią, że wiedzieli w trakcie. Problem z rekonstrukcją pojawia się tylko wtedy, gdy ktoś z zewnątrz próbuje to zweryfikować. Ale to jest inny problem - weryfikowalności, nie doświadczenia.
Zatrzymuję się przy tym spokoju, który opisuje Witchling77. Bo to brzmi jak coś ważnego - że te sny nie są straszne, tylko... uroczyste? Jak gdyby miały własny protokół. Czy inni też tak mieli? Ten spokój zamiast paniki?
Ja miałem akurat taki przypadek. Wujek śnił mi się w miejscu, którego nie znałem - jakiś korytarz szpitalny, konkretny detal z oknem i starym kaloryferem. Okazało się, że był hospitalizowany przez kilka tygodni i ten opis pasował do oddziału, gdzie leżał. Nie wiedziałem o hospitalizacji, bo rodzina nie mówiła.
Olaf86, to jest zupełnie inny wymiar tego tematu. Szczegół fizyczny, który można zweryfikować - to zmienia rozmowę. Czy kiedy to opisywałeś rodzinie po przebudzeniu, potwierdzili ten korytarz? Albo okno z kaloryferem?
tak, ciotka powiedziała, że oddziałowy korytarz wyglądał dokładnie tak. Stary budynek, kaloryfery żeliwne, jedno okno na końcu. Nie byłem tam nigdy wcześniej. To mnie zatrzymało.
To, co opisuje Olaf86, jest dla mnie najciekawszym typem tych snów - nie tylko emocjonalny kontakt, ale jakby dostęp do miejsca, którego nie znamy. Jakby śniący był tam naprawdę, a nie tylko konstruował sen z własnych wspomnień. Czy ktoś jeszcze miał taki sen z konkretnym nieznanym miejscem?
Czytam o tym korytarzu Olafa i myślę o czymś - czy może istnieć różnica między snem, w którym ktoś do nas przychodzi, a snem, w którym to my gdzieś trafiamy? Bo korytarz brzmi jak drugie. Jakby sen zabrał Olafa do wujka, nie odwrotnie.
Wydaje mi się, że ten podział na 'kto do kogo przychodzi' jest ważny, ale może być trudny do ustalenia po fakcie. W snach pożegnalnych, które znam, jest jedno stałe - osoba śniąca zwykle czuje, że spotkanie było realne. Niezależnie od tego, czyja przestrzeń. To uczucie odróżnia je od zwykłych snów o kimś.
Właśnie to mnie w tym wszystkim zatrzymuje. Emocja jest ważna, ale Kamilcia ma rację - emocja sama w sobie nie jest dowodem. Dopiero gdy dołącza się coś, czego nie mogłam wiedzieć, coś konkretnego, weryfikowalnego - wtedy sen przestaje być tylko moim wewnętrznym przeżyciem i staje się... czymś, co dotknęło rzeczywistości z zewnątrz.
Dobrze, że to powiedzieliście wprost. Bo mam wrażenie, że przez całą rozmowę krążymy wokół tego pytania, ale nie chcemy go postawić ostro: ile z tych snów można by zweryfikować, a ile opiera się wyłącznie na uczuciu? Olaf86 ma konkretny przykład. Ale to jeden przypadek na kilkadziesiąt opisanych tutaj.
Słucham tej wymiany i myślę, że może obie strony mają punkt. Ale chciałam wrócić do czegoś, co powiedział Edmund wcześniej - o tym, że jeśli to śniący jest ciągnięty do miejsca chorego, to może to dziać się bez wiedzy tej osoby. Czy ktoś miał odwrotną sytuację - tzn. ktoś śnił o nas i nam o tym powiedział, a my byliśmy wtedy chorzy albo w jakimś kryzysie?
Tu wchodzę z małym zastrzeżeniem. Mieszamy teraz kilka różnych zjawisk: sen pożegnalny przy śmierci, telepatyczne poczucie kryzysu, odczyt przestrzeni jak u Werbeny. Każde z nich może mieć inny mechanizm i wrzucanie ich do jednego worka może zaciemnić to, co jest w każdym z nich ciekawe.
Ale wtedy wchodzimy w trochę kłopotliwe koło: sen jest pożegnalny, bo ktoś umarł, a nie dlatego, że miał jakieś własne cechy. Ile snów o kimś bliskim, któremu potem nic się nie stało, zapomnieliśmy i nigdy nie nazwaliśmy 'pożegnalnym'? To trochę zmienia rachunek.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Czy ta 'wiedza w śnie, że to ostatni raz' - to jest uczucie, które masz podczas snu, czy dopiero przy przebudzeniu? Bo czytając różne posty tutaj, nie jestem pewna, kiedy ta świadomość się pojawia.
