I to jest właśnie ten moment, który mnie najbardziej interesuje w takich snach. Nie treść, nie symbole - tylko ten akt czystej obserwacji bez oczekiwania. Kunisia, czy ta postać była ci znana? Mam na myśli czy miała tożsamość, czy była bardziej jak... obecność?
To co opisujesz ma swój odpowiednik w nauce o runach - Kenaz i Perthro razem tworzą dokładnie taki układ: rozpoznanie bez identyfikacji. Widzisz esencję, nie formę. Dlatego ta znajomość jest realna, nawet jeśli tożsamość jest pusta.
Wtrącę się tu, bo myślę że oboje macie rację jednocześnie. Seraphina nie twierdzi że runy wyjaśniają skąd pochodzi postać - ona daje język do opisu doświadczenia, które nie ma gotowego języka. A Gerwazy ma rację że warto to rozróżniać. Kunisia, czy dla ciebie ważniejsze jest wiedzieć SKĄD ta postać, czy zrozumieć CO się między wami przenosiło?
A czy to 'coś co trudno nazwać' - próbowałaś to zapisać? Bo ja mam z tym problem, że te podsenne przesłania są wyraźne rano, a potem w ciągu dnia się rozmywają. Zastanawiam się czy zapisanie ich słowami niszczy je czy pomaga zatrzymać.
Prowadzę notatnik od kilku lat, ale te trzy sny zapisałam inaczej niż zwykle. Zamiast opisywać co się działo, napisałam jak się czułam w każdej warstwie snu. Widziana, nieruchoma, czysta. Trzy słowa na każdy sen i tyle. Myślę że więcej by zniszczyło.
Trzy słowa na sen - to jest coś. Czy to twoja metoda ogólnie czy tylko dla tych snów? Bo ja piszę za dużo i potem nie wiem co jest ważne.
Chcę wrócić do czegoś co Kunisia napisała kilka postów wyżej - że ta postać 'widziała' i sam ten fakt był przesłaniem. Czy to znaczy, że twoim zdaniem nie jesteś zwykle widziana? Że coś w codziennym życiu tę widoczność blokuje? Bo to brzmi dla mnie jak bardzo głęboka rzecz, niezależnie od tego czy sen był duchowy czy nie.
To jest bardzo odważna rzecz żeby napisać publicznie. I wydaje mi się że może właśnie dlatego te sny mają taką moc - bo dotykają czegoś co jest naprawdę, nie tylko symbolicznie. Kunisia, czy po tych snach czułaś się bardziej widziana przez siebie czy przez innych?
Dobra, ale czy to nie schodzi teraz bardziej w psychologię niż w ezoterykę? Rozumiem że to ważne dla Kunisi, ale tytuł tego wątku jest o czytaniu myśli we śnie, a rozmawiamy o tym czy ktoś czuje się widziany w życiu. Gdzie tu jest ta telepatia?
No ale chwilę. Czy nie jest tak, że sny wybierają to co boli, bo to jest najłatwiejszy materiał do budowania narracji? Tzn. mózg wie co cię niepokoi i konstruuje sceny wokół tego. To nie musi być 'przekaz' - może być po prostu przetwarzanie. Nie mówię że Kunisia się myli, pytam czy nie można tego wyjaśnić prościej.
Wracam do tego co Kunisia powiedziała o byciu widzianą bez słów. Czy w tych snach, gdzie ktoś 'czytał' twoje myśli - czy to miało charakter inwazji czy... nie wiem jak to nazwać - przyzwolenia? Bo to chyba duża różnica, czy ktoś wchodzi w twój umysł bez pytania czy ty jakoś na to pozwalasz.
To jest ważna różnica. Bo jeśli w którymś momencie ty byłaś aktywna - wystawiałaś, zapraszałaś - to pytanie o telepatię zmienia charakter. Czy to nadal 'czytanie myśli' czy raczej ich dawanie? I co to mówi o tym co zmieniło się między pierwszym a trzecim snem?
Ten rytm - dwa miesiące, dwa tygodnie - ciekawi mnie astrologicznie. Czy pamiętasz mniej więcej kiedy to było? Bo takie zagęszczanie się powracającego snu może iść w parze z progresją lub tranzytem na czuły punkt wykresu. Nie mówię że to wyjaśnia, ale bywa że czas nie jest przypadkowy.
Ale czy musimy teraz wprowadzać astrologię do snu o telepatii? To się robi jak zupa ze wszystkiego naraz. Kunisia miała pytanie o konkretne doświadczenie, a teraz rozmawiamy o datach i wykreseie urodzenia. Gdzie jest sedno?
Chcę się zapytać o coś praktycznego bo trochę się zgubiłam w tej rozmowie. Czy jest jakaś technika żeby te sny, gdzie ktoś czyta myśli, uczynić mniej dezorientującymi? Bo ja rozumiem że Kunisia z nimi pracuje, ale gdybym ja miała taki sen to chyba bym się po prostu bała i nie wiedziała co z tym zrobić.
Wracając do pytania Wiesi - dyskomfort w takich snach często pochodzi nie z samego 'bycia widzianą', tylko z poczucia że nie miało się wyboru. A jeśli tak jest, to praca może polegać na tym żeby w kolejnym podobnym śnie - nawet jeśli nie jest lucydny - spróbować zauważyć czy można podjąć decyzję. Chociażby drobną. To zmienia konfigurację z biernej na aktywną.
I co zrobiłaś w tym momencie? Pokazałaś mimo wszystko, czy coś się zamknęło?
To nie jest problem który można rozwiązać post factum, już po śnie. Ale to co opisujesz - tę nieokreśloność między twoim działaniem a dynamiką snu - może być właśnie odpowiedzią na pytanie o telepatię. Bo jeśli coś 'czyta' twoje myśli, to granica między tobą a tym czymś jest już rozmyta. I może właśnie dlatego nie możesz odróżnić co było twoje.
Zastanawiam się czy ta nieokreśloność sprawczości nie jest wpisana w sam temat. Sny o czytaniu myśli stawiają pytanie o granicę między 'ja' a 'nie-ja'. I może właśnie dlatego w takim śnie nie można wyraźnie powiedzieć gdzie kończy się moje działanie - bo sen testuje właśnie tę granicę.
Chcę wrócić do tej różnicy między inwazją a dawaniem, bo Felicytka to poruszyła i mi się to nie daje spokoju. Jeśli w pierwszym śnie to była inwazja, a w trzecim Kunisia sama wystawiała - co było w drugim śnie? Gdzieś między? Bo ten podział na dwa typy nie wydaje mi się pełny.
Tak bym to nazwała. Inwazja, dawanie i - wiedza uprzednia. To ostatnie brzmi dla mnie najbardziej niesamowicie z całej trójki.
Ta wiedza uprzednia - czy to może być twoja własna wiedza, tylko rzutowana na postać z snu? Pytam bo mi się zdarzyło coś podobnego i przez długo myślałam że to ktoś zewnętrzny wie o mnie coś, a potem okazało się że to był mój własny lęk który przybrał formę obserwatora.
Czekajcie, bo trochę nie rozumiem. Skąd wiadomo że we śnie to była twoja własna wiedza albo czyjś rzeczywisty odczyt? Czy w ogóle da się to rozróżnić po fakcie? Bo jakbym ja miała taki sen to chyba nie umiałabym powiedzieć co było skąd.
Ale ta ulga mogła być po prostu efektem snu jako takiego, bez żadnej telepatii. Czy nie jest tak że każdy sen gdzie coś 'wypuszczamy' daje ulgę? Nie trzeba do tego czytania myśli.
Mam pytanie do Kunisi, trochę z boku. Czy ta postać w snach - ten ktoś kto 'czytał' - wyglądał jak ta sama osoba za każdym razem, czy to były różne postacie? Bo zastanawia mnie czy to był ten sam 'obserwator' czy każdy sen miał kogoś innego.
Właśnie na to czekałam. Bo jeśli to były różne postacie, to skąd ta sama zdolność? Czy ta umiejętność czytania myśli należała do postaci, czy raczej była właściwością miejsca w śnie, atmosfery - i każda postać ją po prostu miała?
To ciekawe rozróżnienie, bo w symbolice onirycznej postać i przestrzeń to dwa różne nośniki znaczenia. Jeśli zdolność była w postaci - to sen mówi o konkretnej relacji albo energii. Jeśli w przestrzeni - to bardziej o stanie, w którym Kunisia się znajdowała. Które to odczucie było?
