Ciekawi mnie, jak u Was wygląda sprawa z kartami wypadającymi z talii podczas tasowania. Traktujecie je jako wiadomość, czy raczej jako wpadkę techniczną? Włączacie do rozkładu, odkładacie osobno, czy w ogóle ignorujecie i chowacie z powrotem? U mnie zasada jest prosta – jeśli wylatuje sama, bez mojej pomocy, odkładam osobno i czytam jako kontekst, tło sprawy, a nie pozycję w schemacie. Do Krzyża Celtyckiego nie mieszam, bo wtedy cała interpretacja mi się sypie. Ale wiem, że są zupełnie inne podejścia. Jak to u Was wygląda?
U mnie odwrotnie niż u Ciebie. Jeśli karta wyskoczy podczas tasowania pod konkretne pytanie, to właśnie ona jest odpowiedzią. Reszta rozkładu stanowi już tylko rozwinięcie wątku. Przy prostych pytaniach ta metoda sprawdza się świetnie. Przy złożonych rozkładach bywa myląca, bo trudno ustalić, do której pozycji ta wypadająca karta się odnosi.
Stare powiedzonko tarocistów: jak spada na podłogę, to stoi u drzwi. Czyli sprawa jest blisko, zaraz wejdzie w życie pytającego. Trzymam się tego od lat. Karta wyskoczyła obrazkiem do góry – biorę pod uwagę. Rewersem – chowam z powrotem i tasuję dalej.
Odczarowałabym to trochę. Po pierwsze – kto jak tasuje. Jeśli ktoś ma dłonie mniejsze od talii i szarpie riffle shuffle, to mu będzie wylatywać co drugi raz. To nie żaden znak, to fizyka. Dopiero kiedy szanujesz swoją technikę, znasz swoje ręce i wiesz, że dziś nic Ci nie uciekło przez przypadek, możesz mówić, że karta sama wyszła.
Ja tam nie wierzę w żaden przypadek podczas tasowania. Karty, z którymi pracujesz latami, nie wypadają losowo. Wypadają wtedy, kiedy masz szum w głowie albo kiedy pytasz źle.
Zawsze myślałam, że wypadające karty to po prostu znak, że mam przestać tasować. Że już wystarczy, rozkład jest gotowy. I w sumie dalej się tego trzymam.
U mnie zależy od tego, o co pytam. Jak o własne sprawy, traktuję poważnie każdą kartę, która wyleci. Jak robię dla kogoś, kto mi pomaga tasować, to już inna para kaloszy – tam często wylatuje, bo ktoś nie ma wprawy. Wtedy patrzę na minę, na energię, która idzie z tej osoby, i dopiero decyduję.
Ja zostawiłam dyskusję o tym, czy „wypadek czy znak" już dawno. Zauważyłam, że samo pytanie „czy to coś znaczy" jest ślepą uliczką. Ważniejsze: co z tą kartą zrobię? Jak ją wplecę w odczyt? Jeśli masz system pracy, w którym jumperki coś znaczą, to będą znaczyć. Jeśli ich nie uwzględniasz, nie będą miały mocy.
Mam swoje doświadczenie, które utwierdziło mnie w tym, że jumperki to sprawa realna. Jakieś dwa lata temu, tasując pod konkretną osobę, wyleciała mi trzy razy z rzędu Wieża. Za każdym razem chowałem, tasowałem, znów wyskakiwała. Zrezygnowałem wtedy z rozkładu, powiedziałem tej osobie, że karty nie chcą mówić. Dwa tygodnie potem dowiedziałem się, że miała bardzo trudny moment w życiu. Od tamtego czasu nie lekceważę.
