U mnie nie było zdania, ale było pytanie. Dziewczynka, może cztery lata, zapytała mnie: 'Kiedy w końcu przestaniesz się bać tego, co wiesz?' I obudziłam się z tym pytaniem w ustach, dosłownie szeptałam je przez chwilę, zanim się zorientowałam, że już nie śpię. Nie wiem, czy to ja sama zadałam sobie to pytanie przez sen, czy coś to przez mnie powiedziało.
Słucham i mam wrażenie, że te doświadczenia mają wspólny mianownik - dziecko mówi coś, czego my sami nie chcieliśmy siebie zapytać. Jakby te sny były czymś w rodzaju lustra, które mówi głośno. Ale nadal nie rozumiem - czy to znaczy, że dziecko w śnie to tylko metafora naszej własnej mądrości? Bo wtedy to nie byłaby 'stara dusza', tylko... my sami w innym kostiumie?
Weryfikacja to chyba zły trop. W pracy ze snami pytanie nie brzmi 'czy to prawda', tylko 'co to zmienia'. Jeśli to zdanie wypowiedziane przez dziecko w śnie robi coś z twoim życiem na jawie - to ma znaczenie, nieważne skąd pochodzi. A jeśli nic nie robi - to też jest informacja.
Zastanawiam się, czy te 'stare dusze w ciele dzieci' we śnie muszą koniecznie mówić. Bo moje milczące dziecko ze wskazywaniem palcem też sprawiało wrażenie, jakby wiedziało więcej niż ja. Może forma nie jest ważna - ważna jest ta dysproporcja między wyglądem a tym, co to coś emanuje?
Ja raz miałem coś takiego. Dziecko - chłopiec, może osiem lat - siedziało tyłem do mnie i nie odwróciło się przez cały sen. Wiedziałem, że coś mówi, ale nie słyszałem słów. To było nieprzyjemne uczucie, nie jak mądrość, bardziej jak coś, co mnie ignoruje albo przede mną ukrywa. Nie wiem jak to nazwać.
To jest właśnie ta strona tych snów, o której mało się mówi - że chcesz usłyszeć, co powiedzą, i jednocześnie boisz się podejść. Mam wrażenie, że to bliżej prawdy niż wszystkie 'stare dusze z mądrościami'. Samo napięcie jest ważne.
Ale trochę kręcimy się w kółko. Mówiliśmy o tym już kilka razy. Czy ktoś może mi powiedzieć konkretnie - jak rozpoznać w czasie snu, że ta postać dziecka jest czymś więcej niż snem? Jest jakiś wyróżnik, który da się opisać bez 'czujesz to'?
Właśnie o tym myślę, czytając Leszka i Darkę. To dziecko z mojego snu, które powiedziało 'nie musisz tego rozumieć, żeby to nosić' - ja bym tego nigdy tak nie powiedziała. To nie był mój styl mówienia, mój sposób. Jakby ktoś mówił moim gardłem, ale nie był mną.
Bozenka, to zdanie mnie nie opuszcza od kiedy je napisałaś wcześniej. 'Moim gardłem, ale nie ja' - czy to nie jest właśnie opis tego, jak medium czuje przekaz? Czy miałaś kiedyś inne takie doświadczenie, na jawie albo pomiędzy?
To ciekawe, że twarz robi różnicę. Myślę o tym. Kiedy wiedza ma twarz dziecka, jest jakoś bardziej realna niż kiedy pojawia się bez formy. Czy inni też tak mają, że ciało postaci we śnie nadaje ciężar przesłaniu?
Bozenka, te oczy, które 'wiedziały, że cię znają' - to mnie bardzo uderzyło. Bo to jest coś innego niż rozpoznanie twarzy. Rozpoznanie przez oczy to coś głębszego. Czy miałaś wrażenie, że to spotkanie już się wcześniej wydarzyło? Nie w sensie deja vu, ale bardziej... że to nie był pierwszy raz w ogóle?
Tak. Dokładnie tak. Nie deja vu, bo deja vu jest ulotne i przemija. To było pewność. Jakby dziecko i ja mieliśmy za sobą coś wspólnego, czego ja po prostu nie pamiętam, ale ono pamięta za nas oboje.
I nie bałaś się tego? Ja chyba bym się przestraszyła. Dziecko, które wie o mnie więcej niż ja - to brzmi niepokojąco, nawet jeśli intencja jest dobra.
Ten opis 'respektu zamiast strachu' bardzo do mnie przemawia. Jak odróżniacie to w środku snu? Bo dla mnie lęk i szacunek mają podobne odczucie fizyczne - serce bije, napięcie w klatce. Skąd wiecie, które to?
Ale to oceniamy już po fakcie, na jawie. A Renia pyta o chwilę w samym śnie. Czy w środku snu też można to rozróżnić? Bo mam wrażenie, że we śnie nie mamy tyle czasu na analizę.
Tylko że to otwiera pytanie - czy interpretacja zmienia sens snu, czy go odkrywa? Bo jeśli ja nazywam 'szacunkiem' coś, co mogło być czymś innym, to czy nie przekształcam przekazu własnym słownikiem?
Słucham tej rozmowy i chcę wrócić do jednej rzeczy, bo mi gdzieś uciekła. Te dzieci w snach - te mądre, stare w oczach - czy ktokolwiek z was próbował do nich mówić jako pierwszy? Nie czekać, aż one zaczną, tylko samemu się odezwać?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jeśli to my generujemy sen, łącznie z postaciami - to skąd bierze się ta autonomia dziecka? Skąd ono 'wie', kiedy mówić, a kiedy milczeć, skoro my sami je tworzymy?
Ale czy te dwa wyjścia muszą się wykluczać? Może podświadomość i coś zewnętrznego używają tych samych kanałów? Jak gdyby sen był przestrzenią, przez którą przelatuje więcej niż tylko nasze własne myśli?
Czytam was i myślę, że może złe pytanie. Może zamiast 'skąd przyszło' warto zapytać 'co zrobiło'. Bo to dziecko z mojego snu - bez względu na źródło - zrobiło coś konkretnego. Powiedziało mi zdanie, które zmieniło coś we mnie. I to jest fakt, który zostaje.
To zdanie Bożenki na koniec zostaje ze mną. 'Co zrobiło' zamiast 'skąd przyszło'. Ale chcę to pociągnąć dalej, bo w kontekście tych mądrych dzieci z naszych snów - co konkretnie robiły? Bo u mnie jedno takie dziecko nie mówiło nic. Siedziało i patrzyło. I jakoś też coś we mnie zmieniło, bez słów. To też jest działanie?
Zastanawiam się, czy ta właśnie cecha - że dziecko staje się lustrem - nie jest kluczowa dla całej kategorii tych snów. Bo dzieci, o których tu rozmawiamy, nie zachowują się jak dzieci. Nie bawią się, nie płaczą, nie chcą uwagi. One jakby czekają, aż my coś zobaczymy. Czy wasze dzieci ze snów też tak czekały?
Słucham tej rozmowy o progu i wejściu, i mam wrażenie, że zaczynamy mówić nie tyle o dzieciach, ile o tym, co one reprezentują. Ale wróćmy na chwilę do podstaw - te mądre, stare-w-oczach dzieci, które wielu z was opisuje - czy one kiedykolwiek wyglądają na swój wiek? Czy ta 'starość w oczach' jest czymś, co po prostu czujesz, czy widzisz to dosłownie?
A czy ktoś z was śnił takie dziecko więcej niż raz? Bo zastanawiam się, czy to jednorazowe odwiedziny, czy coś, co wraca. I czy za każdym razem dziecko jest w tym samym wieku?
Ja miałam dwa razy. Raz było małe, może trzyletnie. Drugi raz - miałam wrażenie, że starsze, może osiem lat. Ale nie jestem pewna, czy to było to samo dziecko. Twarz inna, ale coś w nim rozpoznawałam. Tę samą cierpliwość, o której pisze Renia.
I to rozpoznanie - przychodziło od razu, czy musiałaś chwilę, żeby złapać to poczucie?
To co opisuje Bożenka - ta przedświadoma rozpoznawalność - pojawia się też w snach bez dzieci, na przykład z miejscami, które 'znamy', a nigdy tam nie byliśmy. Ale w przypadku dziecka to chyba bardziej niepokojące? Bo miejsce może być metaforą. Dziecko ma twarz.
