Ten żal tuż po przebudzeniu to jest jeden z ważniejszych sygnałów w snach pętlowych. Nie interpretuj go jako dowód na stratę w sensie konkretnym, ale raczej jako informację od głębszej warstwy, że coś w tym śnie jest niedokończone i chce być dokończone. Że jest gotowość do zmiany, ale jeszcze nie przełożona na działanie w samym śnie. Alembik, powiedz mi, czy próbowałeś kiedyś przed snem świadomie wyobrazić sobie ten moment, zanim zaśniesz? Nie całą scenę, tylko ten jeden krok, podejście do niej?
Ten lęk przed ingerencją jest bardzo charakterystyczny i rozumiem go, ale chcę zapytać wprost: czego się bałeś że zmienisz? Sen i tak wraca w tej samej formie, więc co konkretnie miałoby zostać zakłócone?
Nie brzmi dziwnie, brzmi jak sen, który nauczył cię swojej logiki i teraz ta logika cię ogranicza. To się zdarza przy długich pętlach, zaczynasz traktować zasady snu jak coś zewnętrznego, coś nadanego, zamiast czegoś co ty sam współtworzysz. Ale mnie bardziej interesuje coś innego. Czy ten sen zdarzył się po raz pierwszy w jakimś konkretnym momencie życia? Czy pamiętasz kiedy zaczął się pojawiać?
To jest istotne. W kontekście słowiańskich wierzeń o snach jako przestrzeni pracy duszy, sny pętlowe często zaczyna się właśnie w momentach przełomowych, kiedy dusza wchodzi w rodzaj zawieszenia między jednym stanem a kolejnym. I jeśli tamten ciężki okres nie domknął się emocjonalnie albo decyzyjnie, to sen mógł przejąć tę pracę i utknąć w niej razem z tobą. Nie mówię żebyś teraz wracał do tamtego czasu, ale czy tamte zmiany, o których mówisz, miały jakiś wspólny mianownik?
Rozstanie i przeprowadzka naraz, to jest numerologicznie zmiana podwójna, zmiana relacji i zmiana miejsca, a oba te archetypowe wymiary dotykają liczby czwórki, fundamentu. I teraz w śnie masz ulicę, nieruchomą kobietę, poczucie że coś wisi w powietrzu i nigdy nie spada. Jakby fundament tamtego czasu nadal nie został położony na nowo. Ale mam pytanie, czy ta ulica w śnie jest ci znana? Czy to miejsce z tamtego okresu?
Ulica, której nie możesz zidentyfikować, ale która jest znajoma, to jeden z tych obrazów sennych, który mnie zawsze niepokoi w ciekawym sensie. Bo zazwyczaj takie miejsca są albo skompilowane z kilku rzeczywistych, albo rzeczywiście należą do czego innego niż bieżące życie. Alembik, czy w tym śnie jest pora dnia? Czy jest jasno, ciemno, czy jest coś w rodzaju zmierzchu?
Zmierzch jako stały element to nie przypadek. To pora graniczna, ani to ani tamto, dokładnie odpowiada logice pętli, w której coś nie może przejść z jednego stanu w drugi. I ta kobieta zastygła w zmierzchu na znajomej nieznanej ulicy, po rozstaniu i przeprowadzce, to jest bardzo spójny obraz wewnętrznego zawieszenia. Mam pytanie, które może być trudne: czy masz poczucie, że ta kobieta w jakimś sensie reprezentuje tę osobę, z którą się rozstałeś?
Oj to mi sie zrobiło nieswojo przy tym zdaniu. 'Ktoś kto czeka na coś co sie nie wydarzy.' Czy to moze byc ze ta kobieta to nie jest ona, tylko ty? Znaczy ty w tamtym czasie, który czekał na coś i nie dostał? Przepraszam jeśli to głupie.
To 'drgnięcie' traktuj poważnie. Ciało reaguje na trafność zanim umysł zdąży ją potwierdzić. I teraz mam kolejne pytanie, bo to jest ważne dla pracy z tym snem: czy w tej ulicznej scenie jest moment, kiedy ona na ciebie patrzy? Czy jej oczy są skierowane w twoją stronę, czy ona w ogóle wie że jesteś?
To jest bardzo ważny szczegół. Postać, która nie patrzy, to nie jest postać bierna, to postać, która czeka na ruch z twojej strony. Jakbyś musiał najpierw zrobić coś, żeby ona mogła się odwrócić. I tutaj wracamy do tego, o czym mówiłaś Czesia, że ten sen ma swój porządek, ale porządek, który ty współtworzysz, a nie który ci jest narzucony.
Dokładnie to chciałam powiedzieć. I Alembiku, mam teraz pytanie, które może być trudne: czy w tym śnie kiedykolwiek próbowałeś do niej podejść? Nie w sensie lucidnym, tylko czy fabuła snu w ogóle ci na to pozwala, czy jest jakiś moment, kiedy chciałbyś to zrobić, ale coś nie działa?
To klasyczna geometria snu pętlowego. Przestrzeń nie jest euklidesowa, dystans nie zachowuje się jak dystans na jawie. I to, co opisujesz, że ona się nie oddala, ale jest dalej niż powinna, to nie jest symbol samej osoby. To symbol stanu niedostępności czegoś, co widzisz wyraźnie, ale czego dosięgnąć nie możesz. Pytanie do ciebie, Alembiku: co w tamtym czasie było dla ciebie dokładnie w tym stanie? Widziałeś, ale nie mogłeś?
Dodam do tego co Czarownica mówi, bo to ciekawe z perspektywy symboliki przestrzeni w wierzeniach. Taka nieeuklidesowa odległość pojawia się w opisach miejsc granicznych, rzeczy, które są między światami. Próg, który wygląda jak krok, ale wymaga czegoś więcej niż kroku. Czy ta ulica ma jakiś koniec? Gdzieś się urywa, zakręca, wychodzi na coś?
Zatrzymany zmierzch, ulica bez końca i postać w środku, która nie patrzy. Numerologicznie to jest symbol procesu, który utknął w fazie przejścia. Siódemka jako liczba przejścia nigdy nie domknięta do ósemki, która jest zamknięciem cyklu. Ale nie chcę cię zasypywać liczbami, mam konkretne pytanie: czy w tym śnie ty idziesz w jej kierunku z jakiegoś powodu, znaczy, czy masz w sobie jakiś cel, czy po prostu jesteś tam i ona jest tam?
Słucham tej całej rozmowy i mam takie nieśmiałe pytanko, przepraszam jeśli głupie, ale czy ta kobieta może wcale nie być ważna sama w sobie? Znaczy, czy może chodzi o tę ulicę, o to miejsce, a ona jest tylko... nie wiem jak to powiedzieć, jakimś znakiem że tam jesteś we właściwym miejscu? Albo nie jesteś?
Chciałem zapytać o coś innego, bo zatrzymałem się na tej ulicy bez końca. Alembiku, czy ta ulica jest zabudowana? Czy po obu stronach są domy, sklepy, czy to pusta przestrzeń? Bo to bardzo zmienia charakter miejsca, czy to jest ulica w sensie miejskim, czy raczej droga, która tylko wygląda jak ulica?
Ciemne okna to zupełnie zmienia kontekst tej sceny. To nie jest miasto żyjące, to jest miasto zawieszone. I ona jest jedyną żywą obecnością w tej zawieszonej przestrzeni. To mnie prowadzi do pytania, które jest może trudne, ale ważne: czy w tym śnie masz poczucie, że to ona tu pasuje, czy to ty tu pasujesz? Kto z was jest w swoim miejscu?
Dobre pytanie, ale dorzucę drugie zanim odpowie: czy czujesz w tym śnie, że jesteś tam po raz pierwszy, czy że wracasz? Bo to jest różnica, która może powiedzieć coś o tym, czy to ty jesteś w tej pętli, czy ona.
Wracam. Zdecydowanie wracam. Znam tę ulicę, wiem co za rogiem, wiem gdzie ona stoi, zanim tam dotę. Ona jest nowa, czyli nieruchoma i znajoma naraz. Ja wracam, ona stoi. Nie wiem czy to ma sens.
Ma ogromny sens. W słowiańskiej symbolice snu powtarzające się powroty do tego samego miejsca oznaczają dług lub zadanie, coś co zostało po sobie. I to że ty wracasz, a ona stoi, sugeruje że to ty jesteś tym, kto wraca po coś, a nie tym, kto jest tam przypadkiem. Ale chcę się upewnić: czy to poczucie powrotu jest neutralne, spokojne, czy jest w nim napięcie, jakiś obowiązek?
Przepraszam, że wchodzę w to, ale chcę zapytać o coś praktycznego bo nie do końca rozumiem. Mówicie o tym że Alembik musi coś 'zrobić' w tym śnie, żeby coś się zmieniło. Ale skoro to nie jest sen lucydny, czyli on nie może tam po prostu zdecydować co robi, to jak to ma w ogóle wyglądać? Chodzi o technikę przed zaśnięciem?
To 'musisz bez wyjaśnienia' jest dla mnie najważniejszym zdaniem w całej tej rozmowie. Bo sen nie pokazuje ci co masz zrobić, ale daje ci już siłę napędową do działania. Jakby mechanizm był gotowy, tylko brakuje kierunku. I mam teraz podejrzenie, czy to możliwe że ta kobieta, ta nieruchomość, to nie jest problem, który masz rozwiązać, ale zasób, który masz po prostu przyjąć? Że ona nie czeka żebyś coś naprawił, ale żebyś w ogóle podszedł?
To 'musisz bez wyjaśnienia' jest dla mnie najważniejszym zdaniem w całej tej rozmowie. Bo sen nie pokazuje ci co masz zrobić, ale daje ci już siłę napędową do działania. Jakby mechanizm był gotowy, tylko brakuje kierunku. I mam teraz podejrzenie, czy to możliwe, że ta kobieta na ulicy nie jest osobą którą znasz lub kiedyś znałeś, tylko symbolem zadania samego w sobie? Że ona jest tym 'co masz zrobić', a nie tym 'od kogo to czekasz'?
To co opisujesz, znajoma twarz bez imienia, to jest bardzo specyficzny sygnał w pracy ze snami. Nie chodzi o amnezję po przebudzeniu. Chodzi o to, że sen celowo nie daje ci etykiety, żebyś nie skrócił drogi i nie powiedział sobie 'aha, to o tamtej osobie'. Czy możesz opisać tę twarz trochę dokładniej? Wiek, ogólne wrażenie, coś co czujesz patrząc na nią?
Spokój. Dziwnie spokój, bo w całym tym śnie jest napięcie, to poczucie że muszę, że wracam z obowiązku. A kiedy ją widzę to napięcie przez chwilę odpuszcza. Jakby ona była celem, do którego idę, ale też jakby jej widok był wystarczający. Nie muszę dotrzeć, wystarczy że jest.
Zatrzymuję się tutaj, bo to jest bardzo ważne. Napięcie, które odpuszcza przy widoku postaci, a nie przy dotarciu do niej, to jest sygnał że celem tej pętli nie jest 'osiągnięcie' czegoś. Celem może być samo bycie w drodze. Ale mam pytanie do ciebie, bo to zmienia całą interpretację: czy po przebudzeniu czujesz ulgę, smutek, czy raczej to napięcie zostaje?
To co opisujesz z tym napięciem po przebudzeniu, to znam z opisów draugrów w staroskandynawskich sagach, duch który nie może spocząć bo coś zostało niedomknięte. Ale żeby nie odpływać za daleko, bo to jest słowiańskie forum bardziej niż nordyckie, w koncepcji nav, czyli sfery umarłych niedomkniętych, ten rodzaj snu jest opisywany jako wezwanie. Nie twoje wezwanie do działania, ale wezwanie skierowane do ciebie z zewnątrz. Czy to możliwe że ktoś lub coś cię woła przez tę pętlę?
