Wrócę jeszcze raz do warstwy słowiańskiej, bo padło pytanie o "ostrzeżenie", a w naszej tradycji las miał z tym konkretny związek, który warto dopowiedzieć. Dla dawnych ludzi las graniczny, matecznik, głęboka puszcza, to było miejsce, z którego się nie wracało albo wracało odmienionym. Zaginięcia w lesie przypisywano biesom, leszemu, leśnym babom. Stąd las we śnie bywał czytany jako ostrzeżenie, ale nie przed konkretnym wypadkiem, tylko przed wejściem za daleko w coś, co nas pochłonie, w jakąś sprawę, relację, nałóg, obsesję, z której trudno wrócić. To ciekawe, że ludowe "ostrzeżenie przed lasem" i współczesne "uważaj, w co się zapuszczasz w życiu" to ta sama myśl. Czulu, u ciebie las nie jest takim ostrzeżeniem, bo on cię prowadzi ku uzdrowieniu, nie ku zatraceniu. Ale dla kogoś innego, kto czyta, las bywa i takim sygnałem, nie zapuszczaj się głębiej w to, co cię pochłania.
Mam jeszcze jedno pytanie, bo to mnie nurtuje od początku wątku. Czy w takim śnie o lesie da się coś zrobić w trakcie, na bieżąco, czy człowiek jest skazany na to, że las robi z nim, co chce, aż się obudzi? Bo Czulu pisał, że zawsze ucieka i panikuje, a wy mówicie, żeby się zatrzymać. Da się w ogóle "zdecydować" coś w środku snu?
Dorzucę coś o powtarzalności, bo to cecha, która łączy wszystkie te lasy, a mało o niej mówiliśmy wprost. To, że sen wraca, że jest powracający, jest samo w sobie wiadomością. Sny jednorazowe to często przelotne przetwarzanie codzienności. Sny powracające, jak las Czulu czy Leonory, to sygnał, że coś jest niezałatwione, że ważna sprawa stoi w miejscu i dopomina się rozwiązania. Im dłużej sen wraca i im bardziej jest niezmienny, tym wyraźniej mówi "tu coś tkwi, zajmij się tym". Dlatego powracający sen warto traktować poważniej niż jednorazowy. To nie przypadek, że wraca. To list wysyłany raz za razem, bo poprzednie nie zostały otwarte.
Czytałam ten wątek dwa dni i wracałam do niego, tak mnie wciągnął, choć niewiele rozumiem z ezoteryki. Chcę tylko podziękować, bo dzięki niemu inaczej spojrzałam na swój własny powracający sen, w którym chodzę po wielkim, pustym domu i nie mogę znaleźć wyjścia. Wcześniej się go bałam, a teraz, dzięki pytaniom Gituski, zaczęłam się zastanawiać, w czym ja w życiu czuję się tak zamknięta. I chyba zaczynam rozumieć. Dziękuję, że jest takie miejsce, gdzie można o tym przeczytać bez wyśmiania.
Wracam jeszcze na chwilę, bo chcę coś dopowiedzieć tym wszystkim, którzy jak Galia czytają i rozpoznają w tym siebie. Jeszcze tydzień temu budziłem się z tego lasu wykończony i przerażony, pewny, że dzieje się ze mną coś złego. Dziś wiem, że to była moja własna, czekająca latami żałoba i moje życie, które utknęło. Nie musiałem się go bać. Musiałem się tylko odważyć spojrzeć. Jeśli i ty masz taki sen, las, dom, cokolwiek, z czego nie ma wyjścia, nie zakładaj od razu najgorszego. Zatrzymaj się, zapytaj siebie, w czym tkwisz. Odpowiedź bywa bolesna, ale wyzwala. Mnie wyzwoliła, choć dopiero zaczynam drogę.
Zostawiam ten wątek z ostatnią myślą dla cichych czytelników, których jest tu na pewno wielu. Las, dom, labirynt, ścieżki bez końca, w jakiejkolwiek formie śni się wam to zamknięcie, najprawdopodobniej nie jest klątwą ani złym omenem. Jest obrazem czegoś, w czym tkwicie, i zaproszeniem, żeby się temu wreszcie przyjrzeć. Trzy pytania, jaka emocja, jaki powtarzalny szczegół, w czym w życiu czuję się tak samo, zaprowadzą was daleko. A jeśli odpowiedzi dotkną czegoś, co was przerasta albo bardzo boli, nie zostawajcie z tym sami, poszukajcie kogoś do pomocy. Ale pierwszy krok, zatrzymać się i zapytać zamiast uciekać, możecie zrobić już dziś, każde z was, w swoim własnym lesie.
I niech to zostanie otwarte. Z lasu bez wyjścia wychodzi się nie tą drogą, którą się weszło, i nie od razu, ale się wychodzi, odmienionym. Komu się śni taki las, kto znalazł już swoje wyjście, kto utknął i szuka, kto ma własną historię albo własne pytanie, niech pisze. Bo każdy las jest inny, a mądrość, która z nich płynie, jest wspólna, i im więcej głosów ją tu zostawi, tym jaśniej zobaczy ją ten, kto dopiero teraz, czytając po cichu, budzi się nad ranem zmęczony wędrówką przez własny, niekończący się las.
Wracam, bo jedna rzecz nie daje mi spokoju i chcę dopytać. Mówiliście dużo o tym, że z lasu trzeba iść w głąb, nie wstecz, że wyjście jest przez to, co cię zatrzymuje. Ale czy nie ma ryzyka, że ktoś zacznie "iść w głąb" w czymś, co go niszczy, myląc to z inicjacją? Bo Betalia ostrzegała przed lasem, który pochłania. Skąd pewność, że "głębiej" to dobry kierunek, a nie pogrążanie się?
Dorzucę ostatni szczegół symboliczny, którego nie ruszyliśmy, a który u Czulu się pojawił, powracanie do punktu wyjścia mimo że szedł prosto. To bardzo charakterystyczny obraz i warto go nazwać. Wracanie tam, skąd się wyszło, mimo że idzie się naprzód, to często obraz powtarzania tych samych wzorców, tych samych błędów, tych samych wyborów, mimo wrażenia, że idzie się do przodu. W życiu objawia się to tak, że człowiek "zmienia" pracę, związek, miejsce, a i tak ląduje w tej samej sytuacji, bo nosi swój wzorzec w sobie. Czulu, jeśli to też twój wątek, warto, żebyś się przyjrzał, czy w życiu nie wracasz raz po raz do tego samego punktu, mimo że próbujesz iść naprzód. Bo dopóki nie zmieni się coś w środku, można obejść cały las i wrócić w to samo miejsce.
Mam ostatnie pytanie, bo nie chcę zostawić tego niewyjaśnionego dla siebie. Czy jak człowiek przepracuje swój las, przeżyje to, co miał przeżyć, to ten konkretny sen już nigdy nie wróci? Czy może wrócić po latach, przy nowym kryzysie? Pytam, bo chcę wiedzieć, czy to się "zamyka raz na zawsze", czy wraca przez całe życie.
Wracam jeszcze raz, bo dzięki temu wątkowi zacząłem prowadzić dziennik swoich leśnych snów i już po kilku dniach coś zauważyłem, czym chcę się podzielić. Mój las z plątaniną ścieżek pojawia się zawsze po dniach, w których harowałem bez sensu, gonił za rzeczami, których nawet nie chcę. A w noce po dniach, gdy zrobiłem coś naprawdę swojego, las się nie pojawia albo jest spokojniejszy. To dla mnie odkrycie, że sen tak dokładnie idzie za tym, jak żyję w ciągu dnia. Czulu, dzięki tobie i temu wątkowi w ogóle zacząłem to obserwować, a nie tylko budzić się sfrustrowany.
