Walczę z tym od dłuższego czasu i chyba muszę to wreszcie z kimś przegadać. Śni mi się las. Zawsze ten sam, gęsty, ciemny, sosnowo-świerkowy, z mchem po kolana i mgłą między pniami. Wchodzę w niego z konkretnym celem, raz szukam drogi do domu, raz kogoś gonię, raz po prostu idę, i w pewnym momencie orientuję się, że nie ma wyjścia. Chodzę, chodzę, mijam te same drzewa, te same powalone pnie, czasem wracam do miejsca, z którego wyszedłem, choć szedłem prosto. Las jakby się zamyka, ścieżki się rozmywają. Nie ma w nim potworów, nie ma pościgu, najgorsza jest właśnie ta bezsilność, że idę i idę, a las mnie nie wypuszcza. Budzę się zmęczony, jakbym faktycznie chodził całą noc. To wraca od kilku miesięcy, coraz częściej. Pytam Was, bo nie wiem, czy to jakiś sygnał, ostrzeżenie, czy może coś gorszego, jakaś klątwa albo to, że gdzieś w realu zabłądziłem i sam tego nie widzę.
To, co opisujesz, to jeden z najgłębszych i najczęściej powracających obrazów sennych w ogóle, i ma bardzo bogate odczytania. Zacznę od najważniejszego rozróżnienia, bo ono ukierunkuje całą resztę. W twoim lesie nie ma potwora, nie ma pościgu, nie ma agresji. Jest tylko niemożność wyjścia i powracanie do tego samego punktu. To bardzo istotne, bo odróżnia twój sen od koszmaru ze ściganiem czy atakiem. Twój las nie chce cię skrzywdzić, on cię zatrzymuje. To zupełnie inna wiadomość. W psychologii głębi las to jeden z najmocniejszych obrazów nieświadomości, a zabłądzenie w nim bez wyjścia to klasyczny obraz tak zwanej przestrzeni granicznej, momentu, w którym stare drogi już nie prowadzą tam, gdzie kiedyś, a nowe jeszcze się nie pojawiły. Zanim pójdziemy dalej, powiedz, czy to zaczęło się w jakimś konkretnym okresie twojego życia.
Wejdę z perspektywy psychologii głębi, bo Pajeczyna dotknęła sedna, a warto to rozwinąć. To, co opisujesz, Czulu, Jung nazwałby Nekyią, czyli zejściem w głąb nieświadomości, nocną morską podróżą. Las to klasyczny obraz tego zejścia. Co istotne, w tej tradycji zabłądzenie bez wyjścia nie jest porażką ani karą, tylko koniecznym etapem przemiany. Stara struktura twojego życia, ta zbudowana wokół wielkiego projektu, rozpadła się, a nowa jeszcze się nie uformowała. Jesteś w przestrzeni granicznej. Ego, czyli twój świadomy umysł, nienawidzi tego stanu, bo kocha mapy, kontrolę, jasny kierunek. Dlatego śni ci się, że chodzisz i chodzisz, szukając wyjścia, którego jeszcze nie ma, bo jeszcze nie nadszedł czas, żeby się pojawiło. Dante zaczął swoją wielką podróż dokładnie tak, słowami o tym, że w połowie drogi życia znalazł się w mrocznym lesie, zgubiwszy właściwą ścieżkę. To nie przypadek, że akurat las i akurat w połowie życia.
Dorzucę warstwę słowiańską, bo las to w naszej rodzimej tradycji miejsce naładowane znaczeniami, a nie tylko jungowski symbol. Dla dawnych Słowian las był granicą świata oswojonego, za nim zaczynała się dzicz, zaświaty, domena demonów i duchów. Władcą lasu był leszy, zwany też borowym albo leśnym dziadem. I tu rzecz dla ciebie istotna, Czulu, leszy miał moc wyprowadzania ludzi na manowce. Krążył człowiekowi ścieżki, mieszał kierunki, sprawiał, że wędrowiec chodził w kółko i wracał w to samo miejsce, dokładnie tak, jak opisujesz. Robił to albo dla psoty, albo w gniewie, gdy ktoś nie uszanował lasu. Ale, co ważne, leszy potrafił też pomóc wyjść, jeśli okazało mu się szacunek. W ludowej tradycji na "leszego błądzenie" były konkretne sposoby, o których mogę opowiedzieć, jeśli chcesz.
Czytam to z ciarkami, bo mnie też śnił się kiedyś las, z którego nie mogłam wyjść, i strasznie się bałam. Mam pytanie, bo nie rozumiem jednej rzeczy. Skąd wiadomo, czy taki sen to "tylko" obraz tego, co się dzieje w głowie, czy jednak coś z zewnątrz, jakaś klątwa albo demon, jak ten leszy, o którym pisał Taurus? Bo wy raz mówicie o psychologii, raz o słowiańskich demonach, i się gubię, co to właściwie jest.
Wejdę z pytaniem, bo jestem mniej więcej na poziomie Czulu, jeśli chodzi o doświadczenie, i sam mam czasem takie sny. Wspomnieliście o "próbie duszy" jako trzeciej możliwości. Mógłby ktoś rozwinąć, co to właściwie znaczy, że las jest próbą? Bo "klątwę" i "ostrzeżenie" jakoś rozumiem, ale "próba duszy" brzmi mgliście.
Mam pytanie, może głupie, ale nie daje mi spokoju. Skoro tylu ludziom śni się las bez wyjścia i każdemu znaczy co innego, to czy w ogóle jest sens szukać "znaczenia" w sennikach? Bo otwieram sennik, a tam "las oznacza to a to", i teraz nie wiem, czy w to wierzyć, skoro wy mówicie, że u każdego jest inaczej.
Wrócę do tematu "ostrzeżenia", bo to trzecia możliwość z tytułu, a najmniej ją ruszyliśmy. Część ludzi, którym śni się las bez wyjścia, pyta, czy to nie jest ostrzeżenie przed czymś, co ma się wydarzyć, sen proroczy, zapowiedź, że dosłownie gdzieś zabłądzą albo że czeka ich coś złego. I tu chcę być uczciwa. Sny o zabłądzeniu prawie nigdy nie są dosłownymi przepowiedniami. Nie znaczą, że fizycznie zgubisz się w lesie ani że spotka cię konkretne nieszczęście. To raczej ostrzeżenie wewnętrzne, sygnał "tkwisz w czymś, zgubiłeś kierunek, zatrzymaj się i przyjrzyj swojemu życiu". W tym sensie owszem, to bywa ostrzeżenie, ale przed dryfowaniem bez celu, przed zaniedbaniem czegoś ważnego w sobie, a nie przed konkretnym zdarzeniem. Kto czeka, że taki sen zapowiada wypadek w lesie, ten czyta go dosłownie, a sny rzadko mówią dosłownie.
Dorzucę coś do ludowych metod, o których wspomniał Taurus, bo widzę, że niektórzy mogą chcieć je wziąć dosłownie, a chcę to ustawić. Te dawne sposoby na "leszego błądzenie", odwracanie ubrania na lewą stronę, zatrzymanie się, prośba do gospodarza lasu, to były działania na realne błądzenie w realnym lesie. Przenoszenie ich dosłownie do pracy ze snem, na zasadzie "odwrócę przed snem koszulę i przestanie mi się śnić las", mija się z celem, bo to nie o to chodziło. Natomiast ich duch, ich sens, da się pięknie przenieść. Odwrócenie ubrania to symbol odwrócenia czegoś w sobie, zmiany perspektywy, spojrzenia na sprawę od drugiej strony. Zatrzymanie się to dosłownie to, co radzimy Czulu, przestań gnać, zatrzymaj się przy tym, co cię zatrzymuje. Prośba do leszego z szacunkiem to uznanie, że jest w tym lesie coś większego od ciebie, czemu warto okazać pokorę, czy nazwiesz to leszym, nieświadomością, czy własną duszą. Bierz ducha tych metod, nie literę.
Dorzucę swoją historię, bo pasuje do tej ciemniejszej możliwości, o której mówił Krysztal, że las bywa obrazem pułapki, z której boimy się wyjść. U mnie las bez wyjścia śnił się latami i przez długi czas myślałam, że to jakiś głęboki duchowy proces. A potem, na terapii, zrozumiałam, że to był obraz mojego małżeństwa, w którym tkwiłam, choć od dawna było martwe. Ja w tym śnie chodziłam w kółko dokładnie tak, jak chodziłam w kółko w tym związku, ciągle "szukając wyjścia", a tak naprawdę bojąc się je znaleźć, bo wyjście oznaczało rozwód, samotność, rozsypanie życia. Dopiero gdy podjęłam realną decyzję na jawie, las ze snu się otworzył, dosłownie, przyśniło mi się, że wychodzę z niego na łąkę. Mówię to, Czulu i wszyscy, bo czasem las nie wypuszcza nas dlatego, że my sami nie chcemy z niego wyjść, bo wyjście jest trudniejsze niż błądzenie.
Wejdę z pytaniem, bo coś mi nie pasuje i chcę dopytać starszych stażem. Skoro mówicie, że las się otwiera, gdy ruszamy się w życiu, to czy są przypadki, że ktoś robi wszystko jak należy, przeżywa żałobę, podejmuje decyzje, a las i tak wraca? Bo to by znaczyło, że nie zawsze chodzi o nasze utknięcie, że czasem to jednak coś innego, jakaś klątwa albo coś, co nie zależy od nas.
Wrócę do wątku "próby duszy", bo Lurisk pięknie go otworzył, a chcę dorzucić coś z własnej drogi. Sam miałem lata temu powracający sen o lesie bez wyjścia, w okresie, gdy rozpadało mi się wszystko, praca, związek, poczucie sensu. Bałem się tego snu, walczyłem z nim, próbowałem z niego uciekać. Przełom przyszedł, gdy przestałem traktować go jak wroga i zadałem sobie pytanie, którego unikałem, "co takiego w moim życiu się skończyło, a ja nie chcę tego uznać". Okazało się, że skończył się cały sposób, w jaki żyłem dotąd, i że muszę zbudować siebie na nowo. Las był obrazem tego rozpadu starego i braku jeszcze nowego. Gdy to przyjąłem, gdy przestałem rozpaczliwie szukać starej drogi i zacząłem cierpliwie budować nową, las z czasem ustąpił. Wyszedłem z niego, ale dopiero jako ktoś inny niż ten, który w niego wszedł. To była moja próba duszy, choć wtedy nazywałem to po prostu kryzysem. Czulu, mówię ci to, żebyś wiedział, że z tego się wychodzi, tylko nie tak, jak się wchodzi, i nie od razu.
Dorzucę coś o samej naturze tych powracających lasów, bo widzę, że dla wielu czytających to może być pomocne. Las, w odróżnieniu od domu czy miasta, jest w symbolice tym, co nieoswojone, dzikie, nieokiełznane, czego nie da się zmapować i kontrolować. Dlatego śni się w momentach, gdy nasze życie wymyka się kontroli, gdy mapy przestają działać. Czulu, ty przez lata kontrolowałeś wszystko przez pracę, przez ten projekt, miałeś mapę, plan, kierunek. Śmierć ojca i koniec projektu zabrały ci mapę. Zostałeś w lesie bez mapy. I tu jest paradoks, którego warto, żebyś był świadomy, w lesie mapa nie pomaga, bo las nie działa jak miasto. W lesie trzeba się nauczyć innego sposobu wędrowania, ufania intuicji, instynktowi, czytania znaków, a nie planu. Może twój las uczy cię właśnie tego, że są w życiu okresy, w których nie poprowadzi cię żaden plan, tylko zaufanie temu, co w środku.
Czytam ten wątek od początku i jest dla mnie bardzo ważny, bo sama jestem w wieku, w którym wszystko się we mnie przewartościowuje, i też miewam sny o błądzeniu. Mam pytanie. Czy taki las może się śnić młodszym ludziom, którzy nie mają jeszcze za sobą żadnej wielkiej straty ani kryzysu wieku średniego? Bo z tego wątku wynika, że to głównie dla osób po przejściach, a ja mam dwadzieścia parę lat i też to mam.
Wtrącę się, choć nic z ezoteryki nie rozumiem, bo ten wątek wciągnął mnie jak dobra książka. Mam takie pytanie. Skoro tym wszystkim ludziom las znaczy co innego, Czulu żałobę, Whisperowi pęd, Zorce związek, Argafii młodość, to czy to w ogóle jest coś "magicznego", czy to po prostu nasza głowa przerabia problemy przez obraz lasu? Bo z boku wygląda, jakby to była czysta psychologia, a nie żadne duchy.
Mam pytanie, bo trochę się boję. Czy jeśli ktoś ma taki sen o lesie bez wyjścia i go zignoruje, nie zajmie się tym, to czy to się może pogorszyć? Czy te sny robią się coraz gorsze, jak się ich nie posłucha? Bo Czulu pisał, że u niego wraca coraz częściej.
Wrócę jeszcze do leszego, bo dotąd mówiliśmy o nim głównie jako o tym, który wodzi na manowce, a warto pokazać drugą jego twarz, bo to ważne dla całego wątku. Leszy, gospodarz lasu, był istotą dwoistą. Tym, którzy nie szanowali lasu, krzyżował ścieżki, mieszał kierunki, gubił. Ale tym, którzy okazali mu szacunek, którzy weszli w las z pokorą, potrafił pomóc, wyprowadzić, pokazać drogę, ochronić przed dzikim zwierzem. To samo dotyczy baby jagi, leśnej baby, która w baśniach pożera, ale w głębszych podaniach jest strażniczką progu, tą, która sprawdza bohatera i, jeśli przejdzie próbę, obdarowuje go i przepuszcza dalej. Mówię o tym, Czulu, bo twój las nie jest dziś dla ciebie wrogi, on cię prowadzi. Jeśli wejdziesz w niego z pokorą, z szacunkiem, gotów zatrzymać się przy tej sośnie, gotów przejść próbę żałoby, to ten sam las, który cię dotąd więził, stanie się tym, który cię przeprowadzi i wypuści odmienionego. Gospodarz lasu nie jest wrogiem pokornego wędrowca.
Czas chyba zebrać to w konkretny plan dla Czulu, bo nazbierało się dużo, a chcę, żeby wyszedł stąd z czymś jasnym. Krok pierwszy i najważniejszy, przeżyć żałobę po ojcu ze wsparciem, bliska osoba albo ktoś, kto zawodowo pomaga w żałobie, bo to nie jest praca w pojedynkę. Krok drugi, prowadzić dziennik snów, notować las, sosnę, odległość, czy się zatrzymujesz, i to, co dzieje się w życiu. Krok trzeci, gdy poczujesz się gotowy, rozważyć realną podróż do waszego lasu i pożegnanie ojca w tym miejscu, najlepiej z kimś bliskim. Krok czwarty, szczera rozmowa z partnerką, której od lat unikasz, bo związek w zawieszeniu to drugi twój las. Krok piąty, dopiero jako dodatek, intencja przed snem, żeby zatrzymać się przy sośnie zamiast uciekać. I przez cały czas, zadbać o sen, odpoczynek, zwolnienie tempa, o czym mówił Arat. Bez pośpiechu, z czułością wobec siebie.
Czytałam ten cały wątek do końca i mam łzy w oczach, choć przyszłam tylko z ciekawości. Dziękuję Czulu, że tak otwarcie się tym podzieliłeś, i Wam wszystkim, że pomogliście mu to rozplątać. Nauczyłam się tu więcej o snach niż z jakiejkolwiek książki, ale przede wszystkim o tym, że za "strasznym snem" może kryć się coś, co potrzebuje nie strachu, tylko czułości. Zapamiętam to na zawsze.
Wejdę później niż reszta, bo czytałem cały wątek z uwagą i chcę dorzucić coś, co wybrzmi szerzej, dla wszystkich czytających, nie tylko dla Czulu. Zauważcie, jak różne są te lasy, a jak podobna mądrość z nich płynie. Żałoba Czulu, pęd Whispera, martwy związek Zorki, młodość Argafii. Cztery zupełnie różne sprawy, a wniosek jeden, las bez wyjścia to zawsze zaproszenie do zatrzymania się i spojrzenia na to, w czym tkwimy, zamiast gnania za wyjściem. To dlatego ten obraz jest tak uniwersalny, bo każdy z nas kiedyś w jakimś lesie tkwi. I dlatego warto, żeby ten wątek został, bo każdy, kto tu trafi, znajdzie swój własny las i swoją własną odpowiedź, inną niż Czulu, ale prowadzącą do tej samej mądrości.
Dorzucę krótko jeden szczegół symboliczny, którego nie ruszyliśmy, a który u wielu się powtarza, mgła między pniami. Czulu wspomniał ją na początku. Mgła w lesie sennym to często obraz niejasności, zamglonego widzenia, tego, że nie widzimy sprawy wyraźnie, że coś nam ją przesłania. Gdy w takich snach mgła zaczyna opadać, gdy las robi się jaśniejszy, wyraźniejszy, to zwykle znak, że zaczynamy widzieć swoją sytuację jaśniej, że dochodzimy do zrozumienia. Czulu, obserwuj w dzienniku, czy z czasem, gdy będziesz przeżywać żałobę, mgła w twoim lesie nie zacznie rzednąć. To byłby piękny i czytelny znak postępu, las ten sam, ale widziany wyraźniej.
Dołączę z własną historią, bo mam swój las i jest inny niż wszystkie tu opisane, a może komuś się przyda. Mnie śni się las, w którym wyjście jest, widzę je, jest prześwit, łąka za drzewami, ale ja nie mogę do niego dojść, bo coś mnie zawraca, jakaś niewidzialna granica. To nie brak wyjścia, to niemożność przekroczenia progu, który widzę. Długo nie rozumiałam, aż zrozumiałam, że to obraz mojej sytuacji, w której doskonale wiem, co powinnam zrobić, widzę rozwiązanie, a i tak go nie podejmuję, bo coś mnie blokuje, strach, przyzwyczajenie, lojalność wobec kogoś. Mój las nie ukrywa wyjścia, on mi pokazuje, że widzę drogę, a nią nie idę. To inny rodzaj utknięcia niż u Czulu.
Czytam te wszystkie różne lasy i mam pytanie, bo coraz bardziej mnie to wciąga. Czy można jakoś samemu, bez eksperta, zacząć rozumieć swój własny las? Bo nie każdy ma do kogo pójść, a z tego wątku wynika, że klucz jest w detalach i emocjach. Jak laik miałby się do tego zabrać w pojedynkę?
Trafiłam na ten wątek przypadkiem i przeczytałam w całości, choć w ogóle się na tym nie znam. Mam jedno pytanie z pozycji kogoś z zewnątrz. Czy wszystkim ludziom śnią się takie znaczące sny, czy tylko niektórym? Bo ja prawie nigdy nie pamiętam snów, a tu czytam o ludziach, którym sny mówią takie głębokie rzeczy, i zastanawiam się, czy coś mnie omija.
Dorzucę na koniec coś, co spina mi cały ten wątek w jedną myśl. Przez tyle głosów, tyle różnych lasów, żałoby, pędu, związków, młodości, oporu, przewija się jedna prawda. Las bez wyjścia prawie nigdy nie jest tym, czego się na początku boimy, czyli klątwą, atakiem, czymś, co nas chce zniszczyć. Prawie zawsze jest obrazem czegoś w nas, co domaga się uwagi, jakiegoś utknięcia, straty, oporu, niepewności. I prawie zawsze droga wyjścia jest ta sama, przestać gnać za wyjściem, zatrzymać się, spojrzeć na to, w czym tkwimy, i przejść przez to, a nie obok. Czulu pokazał to na żywo, przechodząc od lęku przed klątwą do spotkania z własną żałobą. To jest, jak sądzę, najcenniejsza nauka, jaką można stąd wynieść.
Zostawiam to z myślą dla wszystkich, którzy trafią tu później ze swoim własnym lasem bez wyjścia. Możecie się go bać, jak Czulu na początku, brać go za klątwę albo zły omen. A możecie kiedyś, jak on dzisiaj, zatrzymać się, spojrzeć na to powracające drzewo, tę powracającą ścieżkę, i zapytać siebie, w czym właściwie tkwię, czego unikam, co się we mnie skończyło, a ja nie chcę tego uznać. To moment, w którym las przestaje być więzieniem, a staje się przewodnikiem. Każdemu z Was tego życzę, w swoim czasie.
I niech to zostanie otwarte. Las bez wyjścia wraca w snach niezliczonych ludzi, na każdym zakręcie życia, w każdym pokoleniu. Komu się śni, kto znalazł swoje wyjście, kto ma własną historię, własny las, własne pytanie, niech dopisze. Im więcej takich relacji, i tych o żałobie jak u Czulu, i tych o związku jak u Zorki, i tych o widocznym ale nieosiągalnym wyjściu jak u Leonory, tym pełniejszy obraz dla tych, którzy dopiero teraz, czytając po cichu, rozpoznają w którymś z tych lasów swój własny i nie wiedzą jeszcze, czy się bać, czy wreszcie się zatrzymać i spojrzeć w głąb.
