To mnie trochę uspokaja, bo właśnie zaczęłam prowadzić coś podobnego - nie tyle notatki co krótkie obserwacje po zmianie wody. Nie wiedziałam że to jest stosowane szerzej. Myślałam że robię coś nadmiernie analitycznego do tematu który z założenia jest bardziej intuicyjny.
To jest dokładnie to samo co w pracy z tarotem, w sumie. Pierwsze tygodnie to notujesz wszystko, potem zaczynasz zauważać własne tendencje - jakie karty interpretujesz zawsze przez lęk a które przez nadmierny optymizm. Bez tego etapu jesteś zdana tylko na własne przekonania a nie na obserwację. Przy wodzie pewnie to działa podobnie.
Wracając trochę do kwestii naczynia przy progu, bo ta rozmowa o kalibracji jest ciekawa, ale też odbiegamy od praktyki. Miałam kiedyś sytuację gdzie woda w naczyniu przy drzwiach zrobiła się mętna fizycznie w ciągu kilku godzin, bez żadnego oczywistego powodu - nie było tam pyłu ani bliskości okna. Nie twierdzę co to oznaczało, ale zmieniłam i wymieniłam też wodę w kilku innych miejscach w domu przy okazji.
No to teraz mam wrażenie że to jest bardzo skomplikowane i że można się pomylić na każdym kroku. Woda przy progu, kierunek wylewania, godziny, intuicja kontra lęk, notatki. Jak ktoś chce po prostu zacząć, to od czego właściwie? Czy jest jakaś najprostsza wersja która nie wymaga miesięcy obserwacji?
Dobra, to ja chyba spróbuję. Mam drzwi balkonowe i drzwi główne, przy których ma stać woda. Przy jednych czy obu? I nadal pytam serio, nie złośliwie.
Ja bym powiedziała że przy obu, ale z różnym naciskiem. Drzwi wejściowe to ta granica między tym co zewnętrzne a domowym, balkon jest trochę inny - bardziej przepuszczalny w obie strony. Czasem przy balkonie stosuję inny rodzaj wody, np. z solą zamiast samej czystej. Ale to już moje własne rozwiązanie, nie reguła.
Dobra, przy obu spróbuję. Tylko mam teraz praktyczne pytanie - jak małe ma być to naczynie? Bo widziałem gdzieś że ktoś pisał o miseczce, ktoś inny o butelce. Czy wielkość ma znaczenie czy to jest czysto estetyczne?
O metalowych naczyniach to nie wiedziałam, dziękuję za tę uwagę. Mam w domu miedzianą miseczkę którą dostałam w prezencie - czy to byłoby odpowiednie czy właśnie nie? Czytałam że miedź jest jakoś szczególna jeśli chodzi o wodę, ale nie pamiętam w jakim kontekście.
Przy tej miedzianej miseczce - mam wrażenie że tu się mieszają dwa różne podejścia do wody i warto je rozdzielić. Jedno to woda pitna, przechowywana w konkretnym materiale dla konkretnego efektu fizycznego czy zdrowotnego. Drugie to woda jako marker granicy przestrzeni, gdzie materiał naczynia jest raczej kwestią intencji i tradycji. Czy ktoś tu praktykuje obie rzeczy jednocześnie i jak to łączy?
To mnie zastanawia - ta kwestia mechanicznie kontra świadomie. Czy ktoś wie czy w tradycjach które są źródłem tych praktyk jest w ogóle coś o intencji? Bo w Europie zachodniej mamy tendencję do dodawania tej warstwy psychologicznej do wszystkiego, ale może oryginalne praktyki były bardziej rytualne w sensie dosłownym - rób to o tej porze, w ten sposób, i tyle?
Może to nie jest rozróżnienie które ma sens robić na początku praktyki? Jak zaczynałam z afirmacjami nie myślałam o mechanizmie, po prostu próbowałam. Mechanizm stał się ciekawy dopiero kiedy zobaczyłam że coś się zmienia. Przy wodzie chyba podobnie - najpierw robisz, potem masz z czego myśleć.
To jest chyba najlepsza definicja której używamy w tej rozmowie - woda jako marker granicy. I to jest coś co łączy te praktyki bez względu na tradycję. Japonię, Słowian, tradycje afrykańskie - wszędzie gdzie jest woda przy progu, ona oznacza "tu się coś zmienia". Czy nie jest ciekawe że tak różne kultury niezależnie od siebie doszły do bardzo podobnego gestu?
Dobra, ale wracając do ziemi - czy ktoś z was faktycznie zbiera rosę albo wychodzi po wodę przed świtem? Bo ta rozmowa robi się coraz bardziej teoretyczna, a ja wciąż nie wiem czy moja wymiana wody przy progu w ogóle ma sens skoro robię to mechanicznie.
Mam pytanie do całej dyskusji - czy ktoś łączy wodę przy progu z porą roku albo fazą księżyca? Bo czytałam że w niektórych tradycjach wymiana była ważniejsza w konkretnych momentach, a nie codziennie. I zastanawiam się czy codzienna wymiana nie jest bardziej współczesnym przełożeniem czegoś co miało być rzadsze ale bardziej celowe.
To z tym wylewaniem na zewnątrz - czy ktoś to stosuje mieszkając w bloku? Bo ziemia za progiem to u mnie korytarz i klatka schodowa. Zawsze mnie to blokowało przy tej praktyce i nie wiedziałam jak to obejść żeby nie było tylko symbolem symbolu.
to co piszesz o funkcji zamiast formie - okay, rozumiem tę logikę. Ale mam wrażenie że gdzieś w tym podejściu gubi się pytanie o to czy materiał ma znaczenie. Doniczka na balkonie to inna ziemia niż ziemia za progiem domu wolnostojącego. Czy to nie jest jednak "symbol symbolu" tylko inaczej nazwany?
Dobra, ale czy ktoś wie jak to wyglądało konkretnie w miastach? Bo mam wrażenie że większość przekazów pochodzi ze wsi i tam to wszystko działało w określonym środowisku. Próg domu, ziemia pod domem, bieżąca woda w rzece. Jak to się przekładało na kamienicę w XIX-wiecznym Krakowie albo Lwowie?
To akurat jest kwestia którą trochę śledziłam w materiałach etnograficznych. W miastach były studnie - miejskie, podwórkowe - i one pełniły rolę analogiczną do żywej wody ze wsi. Woda z miejskiej studni na Kazimierzu czy na Podgórzu była wodą miejsca. Rytuały dostosowywały się do infrastruktury. Wylewanie za próg kamienicy oznaczało wylewanie na podwórko albo do rynsztoka, który prowadził do rzeki. Nie wiem czy to satysfakcjonuje Stokrotunię, ale to nie była improwizacja - to była ciągłość dostosowana do warunków.
Słuchajcie, mam tu coś z notatek które robiłam kilka miesięcy temu. Trafiłam na informację że w tradycji szintoistycznej woda używana do rytuałów oczyszczenia - misogi - musi być bieżąca, płynąca. Stojąca woda nie ma tej samej mocy. To dlatego rytuały odbywały się w rzekach, pod wodospadami. Woda z naczynia była do innych celów. Zastanawiam się czy to nie jest właśnie ten klucz do rozróżnienia między wodą do picia rytualnego, a wodą do oczyszczenia.
Ten wątek z mikwe jest ciekawy bo pokazuje coś o czym mało się mówi - że wymagania dotyczące wody w rytuale były bardzo konkretne, prawne niemal, i że ludzie naprawdę się nad tym zastanawiali przez stulecia. To nie był ornament. Mam pytanie do Leontyny albo Malinowej - czy w tradycjach słowiańskich było coś analogicznego? Jakieś wymagania co do rodzaju wody, a nie tylko pory zbierania?
Boże, to jest niesamowite ile tych szczegółów jest w różnych tradycjach. Sama siedzę z tą miedzianą miseczką i nawet nie wiedziałam że woda którą do niej wlewam mogłaby mieć znaczenie. Mam pytanie może głupie - czy jeśli zbiorę deszczówkę na balkonie w bloku, to ona jest lepsza niż woda z kranu do tej miseczki? Czy to w ogóle ma sens?
Czytam to i mam małą panikę bo przez ostatnie tygodnie wylewałam wszystko do zlewu. Nikt mi wcześniej nie powiedział że to ma znaczenie gdzie się wylewa. Czy to znaczy że robiłam wszystko źle przez cały czas?
