Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób mi...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób mieszkających w małych mieszkaniach - co gdy brakuje miejsca

Strona 1 / 2

Wpisy: 374
Rozpoczynający temat
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mieszkam w kawalerce, jakieś 28 metrów, i od jakiegoś czasu kręci mnie temat rytuałów - ale dosłownie nie mam gdzie nic ustawić. Jeden stół, jedno okno, kuchnia i łazienka. Zastanawiam się, czy w ogóle ma sens robić cokolwiek w takiej przestrzeni, czy to bardziej wymaga jakiegoś osobnego pomieszczenia, kąta, czegoś swojego. Bo widzę, że dużo osób mówi o ołtarzach, o miejscach mocy w domu - i za każdym razem myślę, no dobra, ale gdzie? Na parapecie między doniczkami? Może tak właśnie to działa w mieście i po prostu trzeba to zaakceptować, ale chciałam się zapytać, jak wy to rozwiązujecie.


Odpowiedz
145 odpowiedzi
Wpisy: 547
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Parapet między doniczkami to akurat całkiem dobre miejsce, serio. Nie ma żadnego przepisu mówiącego, że przestrzeń rytualna musi być duża ani stała. Przez długi czas miałam wydzielone miejsce na windowsill, jedna świeczka, kilka kamieni, suszone zioła - i to wystarczało. Ważniejsze jest to, że wiesz, że to miejsce ma inne przeznaczenie niż reszta mieszkania. Ta granica jest w głowie, nie w metrażu.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Dziewanna Zgadzam się z Dziewanną, ale dodałabym coś do tego. Sama idea stałego miejsca to raczej wygoda niż wymóg. W wielu tradycjach rytuał był tworzony każdorazowo od nowa - rozkładało się to, co potrzebne, wykonywało praktykę, składało z powrotem. Nomadyczne podejście. W małym mieszkaniu to może być nawet zaletą, bo zaczynasz traktować przygotowanie przestrzeni jako część samego rytuału, a nie tylko wstęp do niego.


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Shangie a jak to wygląda u ciebie w praktyce? Znaczy - rozumiem ideę, że rozkładasz i składasz, ale zastanawiam się, czy to nie wybija z koncentracji. Dla mnie przynajmniej połowa wejścia w rytuał to właśnie to, że jestem w konkretnym miejscu, które od razu mówi mi "tu pracujemy". Jak to zbudujesz za każdym razem od zera?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Jemiolka to jest naprawdę dobre pytanie i przez chwilę sama o tym myślałam, zanim znalazłam swój sposób. U mnie sam akt rozkładania stał się czymś w rodzaju bramy - kiedy wyciągam szmatkę, na której ustawiam świeczkę i resztę, to już jest sygnał dla ciała i głowy, że zaczynamy. Trochę jak tea ceremony, gdzie sama procedura jest integralną częścią całości, nie tylko przygotowaniem. Ale wiem, że nie każdy tak funkcjonuje.


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Shangie To co mówi Shangie o przygotowaniu jako części rytuału - to ma realną podstawę w tym, jak działa układ nerwowy. Powtarzalna sekwencja czynności, nawet krótka, przestawia tryb. Nie musisz mieć dedykowanego pokoju, żeby to zadziałało. Ja przez rok robiłam wszystko przy kuchennym stole, po prostu zaczynałam od przetarcia go na czysto, zapalenia kadzidła i kilku głębokich oddechów. To wystarczyło.


Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Azalia Podpisuję się pod tym, co mówi Azalia o sekwencji. Dodam tylko tyle, że praca z przestrzenią to też praca z własnym polem energetycznym - i to pole zabierasz ze sobą wszędzie, niezależnie od tego, ile masz metrów kwadratowych. Sama przestrzeń fizyczna jest drugorzędna. Widziałam efekty głębszej pracy wykonanej w toalecie na dworcu niż przy dopieszczonym ołtarzu z półki Instagrama.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Dobra, ale zaraz - czy to nie jest trochę samookłamywanie? Że sobie mówimy "to jest rytualna przestrzeń", a za godzinę zjemy przy tym obiad? Nie jestem sceptyczna złośliwie, po prostu mi to nie daje spokoju. Przestrzeń ma swoją historię użytkową i trochę ciężko mi uwierzyć, że zwykłe przetarcie stołu to zmienia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Ruta ale skąd założenie, że przestrzeń jest trwale naznaczona jedną funkcją? Kościoły też bywają zamykane i sprzedawane, i nikt nie twierdzi, że to unieważnia to, co się tam wcześniej działo. Przestrzeń jest plastyczna. Zresztą w dawnych tradycjach słowiańskich rytuały odbywały się w lasach, na rozstajach dróg, przy studniach - miejscach, które nie były "tylko" rytualne. Nikt nie rezerwował do tego osobnego budynku.


Odpowiedz
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 628

@Dziewanna no dobra, ten argument z lasem i rozstajami mnie trochę przekonuje. Tylko że las to jednak inne doświadczenie sensoryczne niż kawalerka z widokiem na blok naprzeciwko. Nie wiem, może to kwestia skupienia?


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Toaleta na dworcu? Serio? Przepraszam że się wtrącam ale to brzmi... dziwnie. Nie krytykuję, po prostu pierwsza moja myśl jest taka że chyba bym nie mógł się skupić w takim miejscu. Czy to nie chodzi właśnie o to żeby było cicho i spokojnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Genek74 spokój zewnętrzny to luksus, nie warunek. I tu wracamy do sedna tego wątku - jeśli skupienie ma być warunkiem koniecznym, to połowa mieszkańców wielkich miast nigdy nic nie zrobi, bo u nich zawsze coś gra, ktoś krzyczy za ścianą albo tramwaj hamuje pod oknem. Umiejętność pracy w niedoskonałych warunkach to osobna rzecz, którą się wypracowuje.


Odpowiedz
Wpisy: 374
Rozpoczynający temat
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co piszecie o skupieniu mimo warunków - właściwie chyba o to mi też chodziło w tym pytaniu, bo nie tyle brakuje mi ciszy (do tego się przyzwyczaiłam), co właśnie tego poczucia, że "teraz to jest inna przestrzeń". Zastanawiam się, czy jakieś konkretne zapachy, muzyka, cokolwiek - rzeczy które angażują zmysły - mogą zastąpić fizyczne wydzielenie miejsca?


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Zapachy zdecydowanie działają mocniej niż cokolwiek wizualnego, przynajmniej u mnie. Mam jedno konkretne kadzidło, którego nie używam w żadnym innym kontekście - tylko przy praktyce. I po kilku miesiącach samo jego zapalone wystarczy, żeby coś się przestawiło. To trochę jak z zapachem związanym z wakacjami - mózg robi skojarzenie i już.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

Dobra ale czy to wszystko nie jest zbyt skomplikowane? Tzn. rozumiem filozofię, ale jak ktoś chce po prostu zrobić jakiś rytuał i zobaczyć efekt, to ile tego przygotowywania i budowania nawyków? Czy nie można po prostu zapalić świeczki i zacząć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Bogusia81 oczywiście że można, nikt nie mówi że nie. Tylko że pytanie brzmiało o to, jak działać gdy brakuje miejsca - i odpowiedź jest taka, że przestrzeń mentalna jest ważniejsza od fizycznej, a tę budujesz przez pewne nawyki. Jeśli ktoś nie potrzebuje tej warstwy, to spoko, ale nie każdy potrafi po prostu "wejść" w rytuał bez żadnego progu.


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wracając do kwestii rozkładania i składania - mam małe mieszkanie i rzeczywiście tak to u mnie wygląda. Mam drewnianą tackę, na której trzymam to co używam, i ta tacka wchodzi i wychodzi z szafy. Serio, to działa. Ale mam pytanie do osób które mówią o stałym ołtarzu - czy w małej przestrzeni nie wchodzi wam to we wszystko? Bo wyobrażam sobie, że mając 30 metrów i stałe miejsce dedykowane praktyce, po prostu cały czas na to patrzysz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Michasia99 ja przez jakiś czas miałam stały ołtarz na półce i faktycznie wchodził we wszystko, dosłownie. Gotowałam i widziałam świeczkę, oglądałam film i miałam go w kącie wzroku. Dla mnie to było raczej dobre - przypominało mi o pewnym sposobie patrzenia na rzeczy. Ale rozumiem, że dla innych to może być rozpraszające albo wręcz przeciwnie, powodować rodzaj zobojętnienia, bo w końcu to po prostu "te rzeczy na półce".


Odpowiedz
Wpisy: 418
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Słucham tej rozmowy i myślę sobie, że runiczne stavy i bind runy mają tę zaletę, że są kompletnie mobilne - narysujesz je na kartce albo w zeszycie, możesz zabrać ze sobą, zrobić na ławce w parku. To chyba odpowiedź na ten problem z przestrzenią, przynajmniej dla tych, którym forma wizualna pomaga. Nie potrzebujesz nic poza kartką i chwilą skupienia.


Odpowiedz
Wpisy: 471
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

He, właśnie pomyślałem - a co z osobami ktore mają wspołlokatorów? Bo tu nawet ta tacka w szafie to coś, ale co gdy nie masz w ogóle swojego kąta, żaden zamek na drzwiach, ktoś ciągle wchodzi? Mam znajomą w tej sytuacji i nawet nie wie jak ugryźć temat. Chyba najtrudnijeszy przypadek.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Tobiasz85 to jest naprawdę trudna sytuacja, ale mam wrażenie, że to bardziej kwestia psychologiczna niż praktyczna. Przy współlokatorach trzeba trochę przemyśleć podejście - albo rano kiedy są pod prysznicem, albo wieczorem, albo po prostu zbudować coś przenośnego i dyskretnego. Znam osoby, które pracują z intencją i oddechem, bez żadnych rekwizytów, i ich praktyka jest głębsza niż niejednej osoby z pełnym ołtarzem. Rekwizyty to wsparcie, nie substytut.


Odpowiedz
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Azalia no właśnie, rano przy kawie to dla mnie złoty czas - wszyscy śpią albo jeszcze nie wstali. Ale wracając do tej przenośności - mam wrażenie, że ta rozmowa idzie w kierunku "zrób cokolwiek, byle robić", a nie jestem pewna, czy to do końca tak działa. Znaczy, rozumiem, że warunki idealne rzadko się zdarzają, ale czy naprawdę toaleta na dworcu i cisza w lesie są wymienne? Coś mi tu nie gra.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Michasia99 nie chodzi o wymienność, tylko o to, że człowiek jest w stanie pracować z różnymi warunkami. Nikt nie mówi, że las i dworzec dają to samo - mówi się, że skupienie pochodzi od środka, nie od miejsca. To spora różnica. Ale rozumiem, że to może brzmieć jak wymówka do bylejakości.


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Michasia99 Dobra, bo ta rozmowa zrobiła się dość filozoficzna - może wróćmy do praktyki? Mnie naprawdę interesuje kwestia, którą Michasia99 poruszyła: tacka, która wchodzi i wychodzi z szafy. Czy to wystarczy do pracy z czymś konkretnym, gdzie potrzebujesz kilku elementów naraz? Bo ja przy niektórych rzeczach muszę mieć rozłożone karty, świeczkę, notatnik, i to trudno zmieścić na jednej taczce.


Odpowiedz
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Dominisia moja tacka jest dosyć duża, więc mieszczę na niej całkiem sporo - ale przyznam, że przy numerologii, gdzie mam rozłożone rzeczy na kartce i muszę mieć obok inne rzeczy, to bywa ciasno. Czasem używam podłogi. Działa, choć nie jest komfortowo.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

A nie uważacie, że to zależy też od tego, co robimy? Bo jedno to jakiś szybki rytuał, który ma towarzyszyć codzienności, a drugie to coś, co naprawdę wymaga wyciszenia i koncentracji przez dłuższy czas. Przy tym pierwszym mogę sobie wyobrazić, że działa w metrze, przy tym drugim - nie bardzo.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Ruta to jest sensowne rozróżnienie. Są rzeczy, które robię przy stole w kuchni z kubkiem herbaty, i są rzeczy, do których potrzebuję ciemności, ciszy i przynajmniej godziny. I nie traktuję obu tak samo. Myślę, że część nieporozumień w tym wątku bierze się z tego, że mieszamy zupełnie różne typy praktyk.


Odpowiedz
Wpisy: 418
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Dobry punkt z tym rozróżnieniem. Przy runach na przykład - praca z bind rune, którą noszę przy sobie, jest kompletnie inna niż blót, który wymaga przygotowania, czasu i konkretnej intencji. I nie próbuję udawać, że to jest to samo. To są różne poziomy zaangażowania i różne wymagania przestrzenne.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Sorki, może głupie pytanie, ale co to jest blót? Słyszę pierwszy raz.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 418

@Genek74 to staronordycka forma ofiarowania - nie musi to być krew ani nic drastycznego, dziś najczęściej robi się to z miodem, piwem, mlekiem albo jedzeniem, wylewając libację dla bogów albo przodków. Wymaga przestrzeni, bo nawet w symbolicznej wersji nie zrobisz tego na kolanach w kawalerce bez przygotowania.


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Freja_R To ciekawe, że Freja_R wspomniała o noszeniu przy sobie - ja podobnie robię z pewnymi ziołami i to trochę zmienia moje myślenie o przestrzeni. Jakby przestrzeń rytualna przeniosła się ze stałego miejsca na moje ciało. Czyli to nie jest "tutaj mam kąt, tu robię rytuał", tylko "niosę to ze sobą". Nie wiem, czy to dla wszystkich działa, ale u mnie tak.


Odpowiedz
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 374

@Jemiolka Właśnie o tym myślałam, czytając ten wątek - że może szukam czegoś stałego w przestrzeni, podczas gdy wystarczyłoby coś stałego, co mam przy sobie. Mam parę rzeczy, do których jestem przywiązana, ale nigdy nie myślałam o nich w ten sposób, że to jest mój przenośny "kąt". Czy wy faktycznie nosicie przedmioty ze świadomością, że one coś niosą, czy to bardziej symbol psychologiczny?


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

To trochę fałszywy podział, to "faktycznie" kontra "symbol psychologiczny". Psychologia i praca z energią nie wykluczają się nawzajem. Jeśli coś działa poprzez skojarzenie i uruchamia w tobie konkretny stan - to jest prawdziwy efekt, niezależnie od tego, jak go opiszesz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 347

@Energetyczka no ale czy nie chodzi jednak o to, że efekt ma być realny, a nie tylko w głowie? Bo jak ktoś pyta, czy rytuał działa, to nie pyta chyba, czy czuje się spokojniej przez placebo?


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Bogusia81 a skąd wiadomo, gdzie kończy się "w głowie", a zaczyna się "realnie"? Szczerze pytam. Stany psychiczne mają fizyczne korelaty w ciele, to nie jest kwestia wyobraźni. Poza tym - jak mierzysz, czy rytuał zadziałał, jeśli nie przez zmiany, które obserwujesz w sobie i w swoim życiu?


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

No dobra, rozumiem logikę, ale mam wrażenie, że to trochę kręcimy w kółko z tym "wszystko jest prawdziwe, jeśli w to wierzysz". Może się mylę, nie zamierzam się kłócić.


Odpowiedz
Wpisy: 471
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ja mam inny problem - współlokator, o ktorm pisałem wcześniej, to nie moja znajoma tylko mój brat i on wchodzi bez pukania. Więc nawet ta tacka na podłodze to ryzyko że nagle mam kogoś stojącego nade mną z pytaniem "co robisz". Jak wy to ogarniecie jeśli chodzi o prywatność? Chodzi mi bardziej o to żeby nie musieć tłumaczyć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Tobiasz85 to jest osobny problem od przestrzeni i nie ma na niego dobrego magicznego rozwiązania. Jeśli ktoś wchodzi bez pukania, to albo rozmawiasz z nim o prywatności, albo akceptujesz, że możesz zostać przyłapana. Nie znam rytuału na zamykanie drzwi za kogoś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Można też po prostu nie robić nic, co wymaga wyjaśniania. Znaczy - zapalone kadzidło i zamknięte oczy przy stole wyglądają jak medytacja i żaden normalny człowiek nie robi z tego afery. Jeśli masz problem z tym, żeby brat nie wchodził, to może to jest wiadomość, żeby nie budować praktyki wokół widowiskowych elementów.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Hm, to jest interesujące podejście - celowe "kamuflowanie" rytuałów. Jak to wygląda w praktyce, że coś jest jednocześnie rytualne i wyglądające zwyczajnie? Bo wydaje mi się, że wtedy traci się trochę tego wyraźnego "przejścia", o którym wcześniej pisałyście.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Ruta to zależy od tego, co jest tym przejściem dla danej osoby. Jeśli potrzebujesz widowiskowej oprawy, żeby coś poczuć, to jest jedna odpowiedź. Ale praktyki ludowe, o których dużo czytam, były często wplecione w zwykłe codzienne czynności - zamawianie przy pieczeniu chleba, szeptanie przy praniu. Nikt z zewnątrz nie wiedział, że to cokolwiek więcej niż robota.


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Dziewanna No właśnie, Dziewanna, to mnie uderzyło, że piszesz o praktykach ludowych wplecionych w codzienność. Bo to chyba jest klucz do całej tej rozmowy o małych mieszkaniach - że problem z przestrzenią pojawił się dopiero wtedy, gdy ktoś zaczął myśleć o rytuałach jako o czymś odrębnym od życia, wymagającym specjalnego miejsca i specjalnego czasu. A wcześniej to po prostu było obecne przy kuchni, przy oknie, przy progu.


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Jemiolka tak, i to jest też widoczne w tym, jak wyglądały dawne domy - nie było ołtarza w kącie salonu, ale był próg z nacięciem, był kąt za piecem, był zawieszon wiązka ziół nad drzwiami. Każde z tych miejsc miało funkcję, ale wyjęte z kontekstu domu wyglądałoby po prostu jak element wystroju. Nie wiem, czy to jest "kamuflaż", o którym mówiła Ruta, czy raczej coś odwrotnego - że funkcja rytualna była tak wbudowana, że nie potrzebowała wyodrębnienia.


Odpowiedz
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 628

@Dziewanna ale to chyba zakładało, że wszyscy w tym domu w jakiś sposób rozumieli, co to jest i po co. Wiązka ziół nad drzwiami działała jako element rytuału, bo był kontekst - rodzina, tradycja, przekaz. A co, jeśli tego kontekstu nie ma? Jeśli robię coś przy kuchni i nikt inny w mieszkaniu nie rozumie, dlaczego to robię?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Ruta To jest dobre pytanie, Ruta, ale nie jestem pewna, czy kontekst musi być wspólny. Duże tradycje - mam na myśli np. praktyki shinto w domach japońskich - też mają kamidana, czyli domowy ołtarz, i w małym japońskim mieszkaniu to jest dosłownie półka na ścianie. Nikt nie robi wokół tego dramatu, ale każdy w domu wie, co to jest. Kwestia prywatności jest inna - ale sama fizyczna miniaturyzacja nie jest przeszkodą.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

A to kamidana to duże jest? Bo wyobrażam sobie coś w stylu komódki, a potem szukam i widzę że to może być naprawdę mała skrzynka na ścianie.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Genek74 naprawdę małe - standardowe są coś między 30 a 60 cm szerokości, część z nich to dosłownie drewniana skrzyneczka z dachem. Stawia się na niej tamagushi, sakaki, oferuje ryż i sól, zapala się świeczkę. Wszystko miniaturowe. I to nie jest uproszczenie - to po prostu właśnie ta skala, w której ta tradycja działa.


Odpowiedz
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 374

@Shangie Czyli to nie jest tak, że mała wersja to gorszy rytuał? Bo mam wrażenie, że przyszłam do tego tematu z założeniem, że powinnam dążyć do "pełnej" wersji, a kawalerka mi to uniemożliwia. A może po prostu pracuję z inną skalą i to wystarczy.


Odpowiedz
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Natka75 Mam podobne poczucie, Natka75, i wiesz co, ja to przełamałam dopiero kiedy zaczęłam myśleć nie o skali, ale o precyzji. Mała przestrzeń wymusza precyzję - masz tyle miejsca, że musisz wybrać to, co naprawdę potrzebujesz. Żadnego zbierania rzeczy "na wszelki wypadek".


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Michasia99 to jest dobry punkt, ale mnie interesuje, czy ta precyzja dotyczy tylko fizycznych obiektów, czy też samej intencji? Bo mam wrażenie, że im mniej miejsca, tym bardziej trzeba wiedzieć, co się robi i po co - bo nie można się "rozłożyć" w przestrzeni i przez to rozmyć skupienie.


Odpowiedz
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Dominisia myślę, że jedno pociąga za sobą drugie. Kiedy nie mogę rozłożyć sześciu świec, płachty tkaniny i dziesięciu kryształów, to siłą rzeczy muszę zdecydować, które z nich są naprawdę ważne w tym, co robię. A to wymaga, żebym wiedziała, co robię i dlaczego.


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Michasia99 Chcę dodać coś od siebie do tego, co Michasia99 mówi o precyzji - bo pracuję z czakrami i tam też widzę tę samą zasadę. Kiedy mam mało miejsca, uczę się robić wewnętrznie to, czego fizycznie nie mogę rozłożyć na zewnątrz. To jest zupełnie inny rodzaj pracy. Nie twierdzę, że lepszy ani gorszy - po prostu inny.


Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Azalia i właśnie to mnie zastanawia - czy te dwa tryby, zewnętrzny i wewnętrzny, dają podobne efekty w praktyce? Bo mam poczucie, że praca z wizualizacją czakr bez żadnych fizycznych elementów jest dużo trudniejsza na początku, a potem z czasem staje się łatwiejsza niż praca z fizycznymi obiektami. Jakby zmienił się sam kanał.


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Energetyczka to jest trafne obserwowanie. Ale bym nie mówiła, że jeden tryb zastępuje drugi - raczej że trenują coś trochę innego. Zewnętrzne obiekty dają zakotwiczenie, wewnętrzna praca uczy niezależności od warunków. Jedno bez drugiego może być niekompletne.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

No ale to co wy opisujecie to jest bardziej medytacja niż rytuał. Ja rozumiem rytuał jako coś konkretnego - masz kroki, masz rzeczy, masz efekt. A jak coś robisz "wewnętrznie" bez żadnych elementów, to jak to w ogóle zmierzyć?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 418

@Bogusia81 kroki i konkretne obiekty są jedną z form rytuału, ale nie jedyną. Seiðr w tradycji nordyckiej wymagał głównie głosu i stanu odmienionej świadomości, nie koniecznie zestawu fizycznych rzeczy. Albo japońska mudra - to rytuał wykonywany wyłącznie ciałem.


Odpowiedz
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 347

@Freja_R dobra, rozumiem, że różne tradycje mają różne podejścia. Ale jak ktoś mieszka w kawalerce i szuka praktycznych rozwiązań, to co mu to daje? Czyli masz mówić osobie, że ma robić coś "wewnętrznie"?


Odpowiedz
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Bogusia81 Może jestem tu poza tematem, ale mi sie wydaje że Bogusia81 ma rację w tym sensie, że praktyczne pytanie to praktyczna odpowiedź. Bo Natka75 na pcozatku napisała o problemie z miejscem, a my jakoś doszliśmy do teorii. Ciekawe, nie mówię że nie, ale co z tym miejscem konrkentnie?


Odpowiedz
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 374

@Tobiasz85 Nie, Tobiasz85, ta rozmowa mi dużo daje, nawet jeśli jest teoretyczna. Bo właśnie to myślenie - że może szukam "pełnej wersji" zamiast tego, co działa w tej skali - jest dla mnie bardziej pomocne niż lista pięciu trików na małe mieszkanie. Ale rozumiem, że ktoś może tego nie potrzebować.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wracając trochę do praktyki - skoro mowa o precyzji i wyborze, to chciałam zapytać, jak wy podchodzicie do sytuacji, kiedy chcesz zrobić coś, co tradycyjnie wymaga konkretnego elementu, który po prostu nie wchodzi w grę? Mam na myśli np. ogień - nie można palić otwartego ognia w bloku, a świeczka to jednak nie to samo dla niektórych praktyk.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Jemiolka ogień to jest akurat ciekawy przypadek, bo w magii ogień ma kilka różnych funkcji - jest symbolem transformacji, ale jest też medium do komunikacji, ale jest też czymś, co wypala i oczyszcza. I nie każda z tych funkcji wymaga płomienia świecy. Ciepło dłoni, czerwony kolor, zmiana - to są aspekty żywiołu, nie tylko jego fizyczna forma. Tylko że to znowu wraca do tego wewnętrznego trybu, o którym mówiła Azalia.


Odpowiedz
Wpisy: 547
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

I właśnie dlatego pytanie o ogień jest ciekawsze niż się wydaje - bo zmusza do zastanowienia, co tak naprawdę z tym ogniem chcemy zrobić. Jeśli chodzi o transformację, to ciepło dłoni, gorąca herbata, nawet słońce przez okno są nośnikami ciepła. Ale jeśli chodzi o spalenie czegoś symbolicznego - to jest problem, bo tutaj chodzi o konkretny fizyczny akt. I nie wiem, czy da się to zastąpić wyłącznie wizualizacją bez stracenia sensu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Dziewanna właśnie o to mi chodziło - czy to nie jest tak, że część elementów jest wymiennych, a część nie? I jeśli coś jest naprawdę niewymienne, to może po prostu nie rób tego rytuału w zamkniętym mieszkaniu, tylko wyjdź na zewnątrz raz na jakiś czas? Nie wiem, czy zawsze trzeba adaptować wszystko do domowej przestrzeni.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Jemiolka To jest interesująca perspektywa, Jemiolka, ale zakłada, że każdy ma gdzie wyjść i że ta zewnętrzna przestrzeń jest dostępna. W gęstym mieście kwestia "wyjdź na zewnątrz i zrób rytuał z ogniem" jest dość iluzoryczna. Wiem, że niektórzy jeżdżą za miasto celowo, ale to nie jest regularna praktyka, tylko wyprawa.


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Shangie racja, nie pomyślałam o tym. Ale czy te wyprawy raz na jakiś czas mogą być integralną częścią praktyki? Tzn. nie jako zastępstwo, ale jako osobny rodzaj pracy - coś, co robisz rzadziej, ale z inną intensywnością?


Odpowiedz
Wpisy: 549
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Znam kogoś, kto robi dokładnie tak - codzienne praktyki są kameralne i wewnętrzne, a raz na sezon jedzie gdzieś i robi coś bardziej rozbudowanego. Mówi, że te dwa rytmy uzupełniają się, bo jedno bez drugiego dla niej nie działa. Codzienność daje regularność, a te rzadsze wyjazdy - rodzaj zresetowania.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

No ale to jest luksus, nie każdy może jeździć za miasto co trzy miesiące. Jeśli ktoś pracuje na dwie zmiany i ma małe dziecko, to ta "wyprawa raz na sezon" to jest bajka. Czyli co, taka osoba po prostu nie może praktykować pewnych rzeczy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Bogusia81 ale może to jest właśnie odpowiedź? Że nie każda praktyka jest dla każdego w każdym momencie życia? Nie mówię że to sprawiedliwe, ale no... życie też jest niesprawiedliwe. Jak ktoś ma małe dziecko to dużo rzeczy odkłada, nie tylko rytuały.


Odpowiedz
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 347

@Tobiasz85 no dobra, ale to jest w sumie smutna odpowiedź. Czyli "masz małe mieszkanie i mało czasu, poczekaj kilka lat". Forum ezoteryczne lubi mówić że każdy może praktykować, a potem okazuje się że jednak nie każdy.


Odpowiedz
Wpisy: 374
Rozpoczynający temat
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Chyba nie o to chodzi, że ktoś nie może - raczej o to, że nie każdy rytuał da się dopasować do każdych warunków i to jest w porządku. Sama zaczęłam ten temat, bo byłam sfrustrowana tym, że moja kawalerka "nie nadaje się", ale teraz myślę, że pytanie jest raczej, co z tego, co chcę robić, da się zrobić tutaj - a co może poczeka albo w ogóle nie jest mi potrzebne.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Natka75, to jest bardzo dojrzałe podejście i właściwie chyba najuczciwsza odpowiedź na ten temat. Nie wszystko da się zminiaturyzować i to nie jest klęska. Czasem ograniczenia pomagają zobaczyć, co jest naprawdę ważne, a co było dodawaniem kolejnej warstwy bez powodu.


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Michasia99 ale jak to rozpoznać w praktyce? To, że coś "czujesz że jest ważne", to jest bardzo subiektywne kryterium. Mam na myśli - jak odróżnić, że rezygnujesz z czegoś, bo naprawdę tego nie potrzebujesz, od tego, że rezygnujesz, bo jest trudno i po prostu szukasz usprawiedliwienia?


Odpowiedz
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Dominisia to jest naprawdę dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Moje kryterium jest takie, że jeśli po rezygnacji z czegoś czuję ulgę - to prawdopodobnie to coś nie było moje. A jeśli czuję pustkę albo niedokończenie, to znaczy, że rezygnacja nie była dobra. Ale to jest bardzo indywidualne i nie wiem, czy to działa tak samo dla każdego.


Odpowiedz
Wpisy: 418
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

W pracy z runami mam podobny problem, bo część tradycyjnych praktyk zakłada przestrzeń na zewnątrz, kontakt z ziemią, drzewem - a w mieszkaniu na czwartym piętrze to jest po prostu niemożliwe. Zaczęłam więc pracować z runami głównie przez rysowanie i zapisywanie, i mam poczucie, że to jest inna praca, ale nie gorsza. Chociaż czasem nie jestem pewna, czy to nie jest tylko racjonalizacja.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Freja_R to co mówisz o rysowaniu run jest ciekawe, bo galdr - pieśni runiczne - są też formą pracy z runami, która nie wymaga fizycznej przestrzeni. Głos jest. I znów wracamy do tego, że różne elementy tradycji akcentują różne zmysły i różne nośniki, a my często bierzemy jedną wersję za jedyną słuszną.


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Dziewanna Przepraszam że wchodzę z czymś bocznym, ale to co Dziewanna mówi o galdr - to jest dosłownie śpiewanie? Bo mieszkam w bloku i śpiewanie w środku nocy odpada, sąsiedzi by mnie zabili.


Odpowiedz
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 418

@Genek74 galdr to nie zawsze głośny śpiew, to też może być szept albo wewnętrzne wokalizowanie - coś między śpiewem a myśleniem głosem. Poza tym runiczne praktyki nie muszą być o północy, to chyba bardziej mit z książek niż coś wymaganego. Ja robię to rano przy kawie i nikomu to nie przeszkadza 🙂


Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Freja_R To co Freja_R mówi o porze - mam wrażenie, że dużo ograniczeń, które ludzie odczuwają w małym mieszkaniu, pochodzi właśnie z takich mitów. Że rytuał musi być nocą, musi być cicho, musi być przy świecy, musi trwać godzinę. A skąd to właściwie pochodzi? Czy ktoś wie, czy to jest zakorzenione w konkretnych tradycjach, czy bardziej w estetyce z lat 90., kiedy ezoteryka wyglądała w określony sposób?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Energetyczka to jest naprawdę dobre pytanie i myślę, że odpowiedź jest złożona. Część tych wyobrażeń pochodzi z wiktoriańskiego okultyzmu, gdzie rytuały były bardzo teatralne i nastawione na efekt wizualny - Złoty Świt, Crowley i spółka. To potem trafiło do popkultury i stało się domyślnym wyobrażeniem tego, jak "wygląda" rytuał. Tymczasem np. praktyki ludowe były zupełnie inne - robione przy garach, przy kądzieli, przy codziennych czynnościach.


Odpowiedz
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 628

@Shangie i to jest właśnie to, o czym mówiłam wcześniej przy ziołach - te praktyki ludowe były wplecione w codzienność, nie były osobnym aktem. Więc może kawalerka i brak przestrzeni to nie jest problem dla tego modelu praktyki, tylko dla tego wiktoriańskiego modelu?


Odpowiedz
Wpisy: 374
Rozpoczynający temat
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

I chyba właśnie to jest sedno. Przez całe życie widziałam ezoterykę w tej jednej wersji - świece, ołtarz, rytuał jako osobny moment wyrwany z normalności - i myślałam, że to jest ten jedyny sposób. A może problem nie jest z moim mieszkaniem, tylko z tym, co wzięłam za punkt wyjścia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 628

@Natka75 To co napisała Natka75 o tej "jednej wersji" ezoteryki, którą wszyscy widzieliśmy - to mnie uderzyło. Bo ja też przez długi czas myślałam, że jeśli nie mam ołtarza i świec, to w ogóle nie praktykuję. A potem zaczęłam czytać o słowiańskich obrzędach i okazało się, że tam duża część praktyki była zaszyta w gotowaniu, sprzątaniu, przędzeniu. Dosłownie w robieniu masła. Nie ma tam żadnej specjalnej strefy sakralnej - jest dom jako całość i czynności, które w nim wykonujesz.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: