Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad wodą w kontekście rytualnym, bo trochę zebrało mi się różnych obserwacji i chciałam to gdzieś wyrzucić z głowy. Nie chodzi mi o żadne wielkie ceremonie, tylko właśnie o te codzienne rzeczy, które robimy z wodą i które mogą mieć jakiś głębszy wymiar, albo i nie. W tradycji słowiańskiej woda ze źródła była czymś zupełnie innym niż woda z rzeki czy deszczowa, każda miała inne zastosowanie i inną "jakość" - tak to umownie nazywam. Deszczówka zebrana w maju miała oczyszczać, woda z roztopów śniegowych miała działać na urodzaj, a woda z konkretnych źródeł była używana przy chorobach. To nie był przypadek, ludzie obserwowali to przez pokolenia. Teraz mam pytanie do was: czy ktoś w ogóle rozróżnia w swojej praktyce skąd pochodzi woda, którą używa? Czy to ma dla was znaczenie?
Rozróżniam i to mocno. Woda z kranu do rytuałów to dla mnie ostateczność, używam jej tylko jeśli nie mam nic innego pod ręką, i zawsze ją wcześniej odstawiam na kilka godzin albo zostawiam na słońcu. Natomiast to co powiedziałaś o tradycji słowiańskiej to zaledwie ułamek tego, co można by powiedzieć. W Egipcie woda z Nilu miała zupełnie inny status kultowy niż woda z cysterny w domu - ta pierwsza była żywą wodą, niosła błoto, które dawało życie. W tradycji hinduskiej pojęcie "tirtha" to dosłownie miejsce przekroczenia, czyli bród, przejście przez wodę, i cały pielgrzymkowy system tam jest zbudowany wokół rzek i ich świętości. Ale mnie bardziej ciekawi aspekt praktyczny - Terenia62 czy masz jakieś konkretne obserwacje z użycia różnych wód, coś co dało ci wyraźną różnicę w efekcie?
Wtrącę się, bo temat czakr i wody to osobna historia. Woda w kontekście energetycznym to przede wszystkim czakra sakralna, swadhisthana, i tam rzeczywiście dużo się dzieje. Ale bardziej chciałem powiedzieć o czymś innym - o tym, że samo stanie pod prysznicem może być świadomym działaniem, jeśli człowiek do tego podejdzie z intencją. Pytanie tylko czy to rytuał, czy autosugestia, i czy w ogóle ta granica ma znaczenie. Widziałem różne techniki "odprowadzania" trudnych emocji pod prysznicem, wyobrażanie sobie że spływają razem z wodą, i część ludzi mówi że coś im to daje. Czy to placebo? Może. Ale efekt jest.
To jest jedno z tych pytań, na które chyba każdy ma inną odpowiedź. Mnie ta granica nigdy jakoś specjalnie nie interesowała praktycznie, bo skupiam się na tym co działa. Ale wracając do wątku z wodą - czy ktoś praktykuje coś związanego z pełnią i wodą? Słyszałam o wystawianiu wody na księżyc, ale nie wiem czy ktoś ma jakieś konkretne doświadczenia z tym, bo różnie to opisują w różnych źródłach.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że mieszacie ze sobą dwie rzeczy. Jedna to faktycznie fizyczna właściwość wody - skąd pochodzi, jaki ma skład mineralny, czy jest żywa czy stojąca. Druga to symbolika i intencja. Pierwsze jest mierzalne, drugie już nie. Nie twierdzę że to drugie nie istnieje, ale czy ktoś próbował to jakoś rozdzielić? Bo może ta górska woda o której mówiła Terenia62 po prostu inaczej pachniała, inaczej się czuła, i to wystarczyło żeby coś zadziałało zupełnie normalnie?
Ja patrzę na to inaczej, bo przez kartę Temperancji i Księżyca często wracam do symboliki wody w tarota i stamtąd ciągnie mnie do praktyki. Woda w większości systemów symbolicznych to właśnie ta warstwa między - między świadomym a nieświadomym, między formą a tym co nieuformowane. To może tłumaczyć dlaczego rytuały z wodą często dotyczą przejść, oczyszczeń, zakończeń. Nie wiem czy woda "niesie" energię w sensie fizycznym, ale jako symbol jest idealna do pracy z tym co chcemy puścić albo przyjąć.
Mogę zapytać coś praktycznego? Bo czytam tę rozmowę i mam takie pytanie z zupełnie przyziemnego miejsca: czy zmiana wody w domu, powiedzmy regularne mycie podłóg z dodatkiem czegoś, może mieć jakieś znaczenie rytualne? Przeprowadziłam się ostatnio i chciałam "oczyścić" nowe miejsce, ale nie wiem od czego zacząć i czy to w ogóle ma sens.
Ocet i sól to klasyka, ale czy to działa szybko? Bo ja jak się przeprowadzałam to robiłam różne rzeczy i efekt energetyczny czuć było dopiero po kilku tygodniach, a nie od razu. Może źle robiłam.
A co z piciem wody w kontekście rytualnym? Temat wątku to też obejmuje, a tu wszyscy mówią głównie o myciu i kąpielach. Słyszałam o wodzie święconej oczywiście, ale czy jest coś podobnego w innych tradycjach? Takie picie jako część rytuału?
To picie wody z intencją to właściwie nie jest wynalazek japoński w sensie ceremonii picia wody jako takiej - japońska terapia wodna polega na wypiciu określonej ilości wody zaraz po przebudzeniu, przed myciem zębów, na pusty żołądek. To bardziej praktyka zdrowotna opisywana w japońskich tekstach medycznych. Intencja to już osobna warstwa, którą różne tradycje nakładają na działania fizyczne. W wielu systemach magicznych - nie tylko hoodoo, ale i w niektórych nurtach wicca czy w tradycji grecko-egipskiej z papirusów magicznych - picie czegoś było połączone z wypowiadaniem słów lub myśleniem o celu. To dwie różne rzeczy, które można łączyć, ale nie są tym samym z góry.
Słucham i mam pytanie do wszystkich, bo ta rozmowa kręci się wokół intencji i właśnie o to chciałam zapytać - czy intencja naprawdę coś zmienia w samej wodzie, czy ona zmienia tylko nastawienie osoby która ją pije? Bo to są dla mnie dwie zupełnie różne rzeczy i mam wrażenie że w tej rozmowie te dwie wersje przeplatają się bez rozróżnienia.
Wracając do Marylki - to jest kwestia która chyba nigdy nie zostanie rozstrzygnięta i może nie musi. Natomiast mnie interesuje coś innego w kontekście tego wątku: czy w praktyce robi wam różnicę jakiego naczynia używacie? Bo ja przez lata używałam zwykłej szklanki do wody przy praktykach, a kiedy zaczęłam używać kamiennego pucharu, który dostałam, coś się zmieniło w samym skupieniu. Może to fizyczne - inna temperatura, inny ciężar - ale może nie tylko.
to ciekawe, bo w symbolice tarota naczynie na wodę to kielich, i kielich to pojemnik intencji, nie tylko fizyczny przedmiot. Nie wiem czy to ma przełożenie na praktykę poza tarotem, ale intuicyjnie rozumiem co masz na myśli. Pytanie tylko czy to naczynia jako takie, czy raczej to że jest inne, nieużywane wcześniej do codziennych rzeczy?
Ja właśnie robię coś takiego, ale nie wiedziałam że to ma jakąś nazwę. Przed ważnymi rozmowami, decyzjami - biorę kąpiel i staram się żeby wychodząc z niej wyjść jako inna wersja siebie. Nie wiem czy to ma jakieś korzenie w czymkolwiek konkretnym, ale jakoś tak mi to wyszło samo z siebie. Czy to ma sens z jakiegoś punktu widzenia praktykujących tutaj?
Hyzop? Pierwszy raz słyszę. Gdzie w ogóle się takie zioła kupuje do kąpieli, czy to musi być coś specjalnego? Przepraszam za głupie pytanie ale naprawdę nie wiem.
No więc wracając do pytania Derenki - bo to mnie też gryzie od jakiegoś czasu. Mam wrażenie że część praktykujących traktuje wodę źródlaną jak jakiś totem, a część jak zwykły nośnik intencji. I te dwa podejścia prowadzą do zupełnie innych wniosków co do tego czy miejsce ma znaczenie. Geomanci mówią o energii miejsca, ale czy ta energia wnika do wody, czy woda tylko ją odzwierciedla przez chwilę - to dwie różne sprawy.
Woda kranowa to nie jest z góry przegrana sprawa, ale wymaga innego podejścia niż woda źródlana. Chlor i fluor zmieniają jej "czystość" w sensie chemicznym, więc część praktyków zostawia ją na noc odkrytą żeby część związków odparowała, ewentualnie filtruje. To nie jest magia, to jest fizyka - chlor naprawdę odparowuje ze stojącej wody. Ale poza tym - intencja, naczynia, czas pobrania, wszystko to zostaje dostępne niezależnie od źródła.
A czy czas pobrania to znaczy na przykład konkretna godzina, faza księżyca? Bo słyszałam że jest różnica między wodą zebraną w pełnię a nowiem, ale nie wiem czy to się stosuje tylko do wody deszczowej, czy do kranowej też.
To co mówisz o wymianie wody w domu jest piękne i bardzo praktyczne jednocześnie. Chciałam zapytać - czy te naczynia stoją w konkretnych miejscach z jakiegoś powodu, czy to bardziej intuicyjne? Bo zastanawiam się czy to ma coś wspólnego z tym że woda pochłania coś z otoczenia.
A czy ta woda przy łóżku to jest coś co potem wylewasz w konkretne miejsce, czy po prostu do zlewu? Słyszałam że stara woda z takich naczyń nie powinna być wylewana byle gdzie, ale nie wiem skąd ta zasada pochodzi i czy ma sens.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wchodzimy w coraz bardziej szczegółowe pytania o technikę, a trochę gubimy to co Terenia mówiła wcześniej - że u niej nie ma skomplikowanej ceremonii, jest czynność wykonana świadomie. Może zamiast szukać formuł i kierunków warto najpierw zapytać co właściwie próbujemy osiągnąć tą wodą przy łóżku czy przy wejściu.
Też zawsze do zlewu i teraz czuję się trochę nieswojo 🙂 Ale serio - zlew to odpływ, woda i tak gdzieś odpływa. Czy to naprawdę robi różnicę że do zlewu, a nie na zewnątrz? Czy chodzi o to że zlew jest w środku domu i "zanieczyszczona" woda zostaje w budynku?
Dobra, ale z drugiej strony - kanalizacja i tak kończy się na zewnątrz budynku. Dosłownie ta woda opuszcza dom przez rury. Rozumiem symbolikę, ale trochę czuję że to jest bardziej kwestia naszego poczucia niż czegokolwiek faktycznego.
Bardzo dziękuję za ten cały wątek o wylewaniu, naprawdę otworzyłam oczy. Ale mam jeszcze pytanie do Terenii - wspominałaś o naczyniu przy wejściu i mówiłaś że próg ma znaczenie w wielu tradycjach. Czy to jest ta sama logika co miseczki z wodą ustawiane przy drzwiach w niektórych domach? Widziałam to u kogoś i nie wiedziałam jak zapytać.
A po ile czasu ta woda przy progu wymaga zmiany? Bo jeśli ktoś wychodzi i wchodzi kilka razy dziennie, to po jednym dniu jest już nasycona czy jak? Pytam bo mi zależy żeby to miało sens praktyczny, a nie tylko estetyczny.
No ale to jest właśnie ten problem - żeby zbudować obserwację, trzeba już mieć punkt odniesienia. Trochę jak z tym żeby nauczyć się pływać trzeba wejść do wody, ale żeby wejść do wody trzeba umieć pływać. Jak ktoś zaczyna z tymi praktykami od zera, to skąd bierze ten pierwszy punkt kalibracji?
Szczerze? Nie bierze. Pierwsze kilka miesięcy to jest zbieranie błędów kalibracyjnych i to jest normalne. Nikt kto poważnie pracuje z wodą czy z jakimikolwiek rytuałami nie powie ci że od razu wiedział. Pierwsza kalibracja jest zawsze przekrzywiona, właśnie dlatego dobrze jest mieć kogoś z zewnątrz albo prowadzić notatki żeby mieć jakiś zewnętrzny punkt odniesienia.
