Zaczęłam ostatnio myśleć o tym, jak bardzo materiał przedmiotu może zmienić cały odbiór rytuału. Mam taką starą miseczkę po babci - ceramika, gruba ścianka, trochę szorstka w dotyku. Kiedy trzymam ją podczas jakichkolwiek działań, jest coś zupełnie innego niż przy cienkich szklanych naczyniach, które mam od lat. Nie chodzi mi o symbolikę samą w sobie, bardziej o to fizyczne odczucie trzymania czegoś, co ma pewien ciężar, pewną fakturę. Zastanawiam się czy inni też to czują - że miękki czy gruby, chropowaty materiał przedmiotu zmienia to, jak się w ogóle skupiasz podczas rytuału. I czy macie jakieś konkretne przedmioty, do których wracacie właśnie dlatego, że dobrze leżą w dłoni albo mają jakiś specyficzny dotyk?
To jest ciekawe zagadnienie, bo ja przez długi czas w ogóle nie zwracałem uwagi na takie rzeczy. Miałem jeden kamień - agat, dość duży, wygładzony - i dopiero jak zaczął mi wypadać z ręki przy pracy, poszedłem po coś mniejszego i ostrzejszego w kształcie. I okazało się, że przy tym ostrym po prostu lepiej mi się koncentruje. Nie mam pojęcia czy to kwestia fizycznej stymulacji dłoni, czy czegoś innego, ale różnica była wyraźna.
Ja podchodzę do tego trochę inaczej. Dla mnie ważniejszy jest ciężar niż faktura. Mam taki metalowy kielich, dość masywny, i samo trzymanie go sprawia, że czuję się bardziej zakorzeniony, jakby ten ciężar w dłoni był pewnym rodzajem kotwicy. Przy lekkich przedmiotach mam wrażenie, że gdzieś ulatuję myślami. Ale słuchajcie - czy to w ogóle jest kwestia samego rytuału, czy może bardziej tego, jak ktoś funkcjonuje sensorycznie? Bo mam wrażenie, że te dwa wątki się tu trochę mieszają.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale czytam i zastanawiam się - czy wy mówicie teraz bardziej o tym, że materiał przedmiotu wpływa na efekty rytuału, czy o tym, że pomaga wam się w ogóle skupić przed/podczas? Bo to dla mnie trochę inna sprawa. Jakby pierwsze dotyczy samej magii, a drugie bardziej was samych.
Wchodzę tu bo temat dotyku i obecności bardzo mnie interesuje, zwłaszcza w kontekście czakr. Ale mam pytanie do was - czy ktoś świadomie dobierał materiał przedmiotu do konkretnego rodzaju pracy? Tzn. czy na przykład wosk, wełna, kamień, metal to dla was zupełnie różne doznania i czy to przekłada się na to, do czego używacie każdego?
Słuchajcie, wchodzę tu z bardziej sceptycznym pytaniem. Czy nie jest tak, że to po prostu warunkowanie? Że używacie jakiegoś przedmiotu wielokrotnie przy rytuale i po czasie sam dotyk tego przedmiotu uruchamia stan skupienia przez skojarzenie? Jak pies Pawłowa, tylko zamiast dzwonka jest szorstki kamień. Serio pytam, nie żeby drwić.
Czytam tu i myślę sobie - a co z osobami, które mają nadwrażliwość dotykową? Znam kogoś z autyzmem i pewne faktury są dla tej osoby po prostu nie do wytrzymania. Czy to znaczy, że rytuały wymagające kontaktu z konkretnymi materiałami są po prostu niedostępne dla takich osób, czy raczej szuka się zamienników?
Dobra, ale czy ktoś tu ma jakieś konkretne przykłady? Bo rozmawiacie bardzo ogólnie. Ja mam ADHD i szczerze mówiąc właśnie przez to szukam jakiejś struktury w rytuałach, bo sama z siebie mam problem z utrzymaniem uwagi dłużej niż kilka minut. I faktycznie trzymanie czegoś w ręku podczas rytuału pomaga mi nie odpływać. Ale muszę to czuć - musi być albo zimne, albo ciężkie, albo faktycznie szorstkie. Coś, co ciągle mi przypomina, że jestem tu i teraz.
A mnie tu zastanawia coś innego. Ten temat jest o grubych, czułych przedmiotach i ich roli w dotyku. Ale słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że my mówimy o dwóch różnych sprawach - jedni o tym jak materiał działa sam w sobie, drudzy o tym jak pomaga regulować uwagę. I to nie jest to samo, prawda? Bo może być coś, co idealnie reguluje uwagę i kompletnie nie pasuje do rytuału pod względem symbolicznym. Albo odwrotnie.
Hm. No dobra, to jest uczciwa odpowiedź na moje uproszczenie. Może intensywność bodźca ma znaczenie? Im wyrazistszy, tym silniej odcina?
A czy w rytuałach grupowych w ogóle jest jakaś przestrzeń żeby ktoś używał czegoś innego niż reszta? Bo ja sobie wyobrażam że to może być niekomfortowe dla tej osoby z dwóch stron - i materiał który przeszkadza, i bycie tym który robi coś inaczej niż wszyscy.
Słuchajcie, ale ja mam wrażenie że trochę uciekamy od materiału jako takiego w stronę dynamiki grupowej. Wróćmy bo mam pytanie, które mnie chodzi po głowie od początku - czy ktoś tu świadomie zmieniał materiał przedmiotu w zależności od PORY ROKU albo cyklu księżyca? Bo ja ostatnio próbowałam i nie jestem pewna czy widzę różnicę, czy ją sobie projektuję.
I tu jest coś co mi siedzi od jakiegoś czasu w tym wątku - czy ta "kolejna warstwa" to zawsze wzmocnienie, czy może też komplikacja? Bo miałem okresy kiedy zbyt dużo wiedzy o "właściwym" sposobie użycia przedmiotu paradoksalnie utrudniało mi pracę. Zaczynałem się zastanawiać czy robię to poprawnie zamiast po prostu być przy tym co robię.
A to jest akurat sprzeczne z tym co mi ktoś kiedyś mówił, że bez kontekstu symbolicznego to jest tylko masaż albo zabawa z kamieniami, nie rytuał. I teraz nie wiem co myśleć, bo tu słyszę że kontekst może przeszkadzać, a tam słyszałam że bez kontekstu nie ma rytuału.
No to teraz mam pytanie bardziej praktyczne, bo ta dyskusja jest bardzo ciekawa ale trochę mi ucieka od konkretu. Czy ktoś ma jakiś przykład - dosłownie co wziął w rękę, kiedy, i co poczuł? Bo rozmawiamy w dużej abstrakcji o warstwach i systemach, a ja potrzebuję zobaczyć to na jakimś realnym przykładzie.
Wracając do pytania Wery - ja miałem ciekawe doświadczenie z bawełnianą chustą, dość grubą, rypsową, którą dostałem od kogoś bliskiego. Używam jej od lat jako czegoś co kładę na kolanach podczas siedzenia. I przez długi czas myślałem że chodzi o kojarzenie jej z tą osobą, ale ostatnio zacząłem się zastanawiać czy nie chodzi o samą fakturę. Bo wziąłem raz inną chustę, cienką, i coś zupełnie inaczej pracowało.
I tu wchodzimy w coś co mi leży na sercu od początku tego wątku. Bo osoby neuroróżnorodne często mają inny profil sensoryczny - ktoś z nadwrażliwością dotykową może w ogóle nie znieść ziarnistej faktury, nawet jeśli z każdej innej strony wydaje się "właściwa". I wtedy cały system doboru przedmiotów według tradycji albo logiki kotwiczenia może po prostu nie działać, bo wywoła dyskomfort zamiast skupienia.
A to mnie zastanawia - czy w tradycjach ceremonialnych w ogóle gdzieś jest wzmianka o tym że ktoś może mieć inną wrażliwość? Czy zawsze był jeden przepis dla wszystkich?
To jest sprzeczność której nie umiałem nazwać. Bo z jednej strony słyszę żeby słuchać ciała, z drugiej że rytuał potrzebuje stałości. Nie da się mieć obu naraz?
Ja bym jeszcze inaczej rozciął ten problem. Stałość formy daje poczucie że wiem co robię. Stałość przedmiotu daje poczucie że coś mnie rozpoznaje, jest jakimś towarzyszem. To są dwa różne rodzaje bezpieczeństwa i wcale nie muszą współistnieć. Ktoś może potrzebować tylko jednego.
To jest dobre pytanie. Sama kiedyś robiłam praktyki bez żadnego przedmiotu i wcale nie czułam że czegoś brakuje. Ale teraz kiedy mam swoje kamienie i tę wełnianą tkaninę, to siedzenie bez nich czuję jako puste. Nie wiem czy to ich obecność robi różnicę, czy po prostu przyzwyczajenie.
Chcę wrócić do wątku o neuroróżnorodności, bo ta rozmowa o zależności i przyzwyczajeniu ma tam zupełnie inny kontekst. Dla części osób stały przedmiot nie jest przyzwyczajeniem które można dowolnie zawiesić - on reguluje pobudzenie podczas praktyki. Bez niego mózg nie ma czym się ustabilizować i praktyka faktycznie nie działa, nie dlatego że brakuje nastroju, ale dlatego że system nerwowy nie ma zakotwiczenia. To nie jest kwestia wyboru.
Dobra, ale jak to weryfikujesz? Mówisz "system nerwowy nie ma zakotwiczenia" - skąd wiadomo że to nie jest po prostu interpretacja post hoc? Że coś nie wyszło i szukamy wyjaśnienia.
To by wyjaśniało dlaczego nigdy nie mogłam pracować z surowym kwarcem, tylko z wypolerowanym. Myślałam że to po prostu estetyka, ale może chodzi o to że szorstka powierzchnia była za dużym bodźcem i zamiast wyciszać, angażowała uwagę.
Mnie zastanawia czy to się zmienia z czasem. Czy kamień który kiedyś drażnił może kiedyś stać się odpowiedni, albo odwrotnie - coś co działało przestaje? Pytam bo mam różaniec drewniany który kiedyś był dla mnie idealny, a od jakiegoś czasu jest jakoś nie tak i nie wiem czy to zmiana we mnie czy w nim.
Znam to zjawisko z kamieni - polerowane okazy z czasem nabierają "patyny" od dotyku, trochę matowieją, zmieniają się pod palcami. I ludzie albo to lubią, albo zaczynają szukać czegoś nowego. Mnie interesuje ta pierwsza grupa - ci którzy mówią że kamień jest lepszy po długim używaniu. Co tak naprawdę mówią?
Ja bym to jednak nie sprowadziła do "subiektywnego odczucia" tak szybko. Jest coś w tym że ciało zapamiętuje jak trzymać przedmiot, który wielokrotnie trzymało. Mięśniowo. I ten kształt trzymania nakłada się na kształt przedmiotu. To nie jest metafora, to jest realne sprzężenie.
