Forum

Asystent AI
Rytuały w kryzysie ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały w kryzysie tożsamości - praktyki gdy nie wiesz kim jesteś


Wpisy: 887
Rozpoczynający temat
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Siedzę nad tym od jakiegoś czasu i nie wiem, czy to dobry temat na forum, ale spróbuję. Chodzi mi o to, co robić z rytuałami, kiedy nie masz pojęcia, kim jesteś. Nie mówię o takim filozoficznym kryzysie, tylko o czymś konkretnym - kiedy twoje wartości się zmieniają, stare rytuały przestają działać albo wręcz dają dziwne efekty, a nie masz jeszcze nic nowego, w co mógłbyś się wpisać. I do tego dochodzi kwestia środowiska, bo przez ostatnie lata moje podejście do tego, co wolno mi spalić, rozsypać po lesie, zakopać, diametralnie się zmieniło. Nie chcę używać syntetycznych świec, plastikowych miseczek, kadzidełek z masową produkcją, które pewnie zawierają więcej wypełniaczy niż żywicy. Ale jak szukam zamienników, to wchodzę w kolejne dylematy. Skąd mam wiedzieć, że ta wosk pszczeli świeca nie pochodzi z pasieki, gdzie pszczoły żyją w złych warunkach? Czy zioła zbierane ze sklepu są naprawdę bez pestycydów? I tak dalej. W pewnym momencie poczułem, że zamiast praktykować, tylko analizuję etykiety. Ktoś miał coś podobnego?


Odpowiedz
80 odpowiedzi
Wpisy: 576
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co opisujesz z etykietami - strasznie to znam. U mnie był taki moment, że w połowie przygotowań do zwykłego rytuału oczyszczającego zorientowałam się, że mam w ręku paczkę szałwii kupioną przez internet, bez żadnej informacji o pochodzeniu, i po prostu odłożyłam ją i siedziałam z tym dyskomfortem. Skończyłam bez żadnych rekwizytów. Zapaliłam tylko zwykłą świecę, którą miałam od dawna, i skupiłam się na oddechu i intencji. I wiesz co - działało. Może nawet lepiej, bo nie myślałam o tym, czy wszystko jest "właściwe". Ale rozumiem, że to nie rozwiązuje twojego głównego pytania, czyli tego o tożsamość. Bo jak możesz dopasować rytuał do wartości, skoro nie wiesz jeszcze, jakie masz wartości teraz, po tej zmianie?


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Poczekajcie, bo mi coś tu nie gra. Znaczy rozumiem ten dylemat z ekologią świec i kadzideł, sam przez to przechodziłem. Ale łączenie tego z "nie wiem, kim jestem" - to chyba dwa oddzielne problemy? Bo kwestia materiałów to po prostu kwestia etyki zakupów, a kryzys tożsamości to coś głębszego. Można mieć w pełni ekologiczną praktykę i nadal nie wiedzieć, kim się jest. Albo odwrotnie - palić importowane kadzidła i mieć absolutną jasność co do swojej ścieżki. Nie rozumiem, jak jedno ma się do drugiego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Seba86 masz rację, że to dwa problemy, ale u mnie są połączone. Kiedy moje wartości zaczęły się przesuwać - i to nie tylko te dotyczące środowiska, ale w ogóle cały system tego, co dla mnie ważne - rytuały, które robiłem wcześniej, zaczęły mi się wydawać puste. Jakbym wykonywał cudze gesty. Nie swoje. I wtedy zacząłem szukać czegoś nowego, a przy okazji zacząłem też inaczej patrzeć na materiały. To nie przypadek. Dla mnie troska o środowisko stała się częścią tej samej zmiany wartości. Więc nie da się tego łatwo rozdzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 2584
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

To, co opisujesz z gestami, które przestają być swoje - to jest w sumie dobry punkt wyjścia do refleksji o tym, czemu rytuały w ogóle działają. Większość tradycji, które mam za sobą, mówi o tym, że rytuał nie tkwi w rekwizytach. Rekwizyty są zewnętrznym językiem, który pomaga skupić intencję, ale jeśli ten język przestaje być twój, to faktycznie możesz czuć się jakbyś mówił w obcym języku. Słyszysz słowa, ale nie rozumiesz ich od środka. Pytanie tylko, co to znaczy "znaleźć swój język" kiedy jesteś w środku przemiany i jeszcze nie wiesz, dokąd idziesz. To nie jest coś, co można zaplanować.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Hellan Ale czy nie jest tak, że właśnie te chwile, kiedy nie wiesz, czego chcesz, są momentem, żeby sięgnąć po rytuały, które nie wymagają od ciebie żadnego konkretnego przekonania? Mam wrażenie, że dużo ludzi szuka rytuałów "do czegoś" - do przyciągnięcia, ochrony, uzdrowienia - a może w kryzysie tożsamości potrzeba czegoś, co po prostu organizuje czas i przestrzeń, bez żadnej agendy?


Odpowiedz
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 765

@Erazm79 to ciekawe, co mówisz, ale zastanawiam się, czy rytuał bez intencji to w ogóle rytuał. Mam na myśli - sama regularność działania o określonej porze, w określony sposób, to jest bardziej nawyk czy medytacja niż rytuał w jakimkolwiek sensie magicznym. Nie mówię, że to złe. Mówię tylko, że to co innego. Co ty na to?


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Dzidka81 a gdzie postawiłabyś granicę? Bo wiele tradycji mówi, że powtarzalność sama w sobie ma działanie - że czynność wykonywana regularnie w tym samym miejscu, o tej samej porze, zaczyna z czasem "ładować" to miejsce i ten czas. Shinto ma koncepcję, że obecność bogów przyciąga się regularną troską o przestrzeń, niekoniecznie konkretną prośbą. Nie wiem, czy to magiczny sens, ale na pewno nie jest to tylko nawyk.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do kwestii środowiskowej, bo ona mnie tu też interesuje - jest dość ciekawy kontekst historyczny. Wiele tradycji przedchrześcijańskiej Europy używało tylko tego, co było dostępne lokalnie i sezonowo. Nie dlatego, że myśleli ekologicznie w dzisiejszym sensie, ale dlatego, że nie mieli innego wyboru. Symbolika była więc w dużej mierze zbudowana na tym, co rośnie dookoła, co pada z nieba, co daje konkretna pora roku. Można by powiedzieć, że ta "lokalna" praktyka była niejako wymuszona. Dzisiaj mamy możliwość sprowadzenia białej szałwii z Ameryki, palo santo z Peru, kadzideł z Indii. Tylko że ta globalność materiałów niekoniecznie idzie w parze z głębią rozumienia skąd one pochodzą i co dla tamtych kultur znaczyły. Pytanie, czy ktoś, kto jest w kryzysie tożsamości i szuka swojego języka, nie powinien zacząć właśnie od tego, co rośnie dosłownie za oknem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 792

@Sauwak to jest coś, nad czym siedzę od dawna. U mnie w okolicy rośnie piołun, krwawnik, dziurawiec - i jak zaczęłam z nimi pracować zamiast z kupowanymi mieszankami, to naprawdę poczułam coś innego. Nie wiem, czy to dlatego, że je sama zebrałam, czy dlatego, że znam to miejsce, w którym rosną. Ale jest jakaś różnica. Choć nie jestem w stanie powiedzieć, czy to różnica "magiczna" czy po prostu psychologiczna - że sama obecność i zaangażowanie w zbieranie zmieniają podejście.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale nie do końca rozumiem - jak lokalne zioła mają pomóc w kryzysie tożsamości? Czyli jeśli ktoś nie wie, kim jest, to zamiast importowanych świec zbiera dziurawiec i to mu pomaga się określić? Serio pytam, bo może coś przegapiam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 576

@Genek74 nie chodzi o to, że samo zioło "naprawia" tożsamość. Myślę, że chodzi o to, że kiedy jesteś w środku chaosu, to połączenie z czymś konkretnym - z miejscem, z porą roku, z rośliną, którą znasz - daje jakiś punkt oparcia. Nie musisz wiedzieć, kim jesteś, żeby wiedzieć, że jesteś tutaj, że ta pora roku jest właśnie taka, że ta roślina rośnie akurat tu. To jest coś stabilnego poza tobą, niezależnego od twojego kryzysu.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dobra, rozumiem już ten wątek z roślinami. Ale mam inne pytanie do całego tematu. Czy wy nie macie poczucia, że "kryzys tożsamości jako czas na rytuały" to trochę zbyt wygodna narracja? Znaczy - rozumiem, że ludzie szukają oparcia w trudnych momentach. Ale jeśli ktoś nie wie, kim jest, to rytuał bez jasno określonej podstawy, bez systemu, w który wierzysz - to może być jak budowanie na piasku. Robiłem kiedyś rytuały w momencie, kiedy miałem kompletny mętlik w głowie, i efekty były... nieprzewidywalne. Nie złe, ale nieprzewidywalne.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Seba86 a możesz powiedzieć więcej o tych nieprzewidywalnych efektach? Bo to jest akurat coś, o czym rzadko się mówi wprost. Większość ludzi albo mówi "działało", albo "nie działało", ale rzadko kto opisuje, co się stało kiedy efekty były inne niż zakładał.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Hellan nie chcę za bardzo rozwijać tamtej historii publicznie, ale powiem tyle - robiłem wtedy coś, co miało mi pomóc w podjęciu decyzji życiowej. I zamiast klarowności dostałem coś w rodzaju lawinowego otwierania się kolejnych pytań, przez kilka tygodni. Jakby rytuał zamiast zamknąć, otworzył coś, na co nie byłem gotowy. Czy to dobrze, czy źle - trudno powiedzieć. W tej chwili myślę, że dobrze. Ale wtedy było naprawdę nieprzyjemnie.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Seba86 To, co mówi Seba86 o otwieraniu się pytań zamiast klarowności, jest według mnie dość typowe dla praktyki w momencie przejścia. Wiele tradycji inicjacyjnych zakłada właśnie rozkład starej struktury przed zbudowaniem nowej. Problem polega na tym, że we współczesnym kontekście robimy te rytuały sami, bez żadnego towarzyszenia, bez kogoś, kto by powiedział "tak, to jest normalne, poczekaj". I wtedy chaos jest po prostu chaosem, nie ma ramy, która by nadała mu sens. Nie twierdzę, że trzeba iść do grupy czy nauczyciela - ale brak kontekstu, w którym rozpad jest przewidziany jako część procesu, potrafi zrobić niepotrzebną krzywdę.


Odpowiedz
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Krysztal masz na myśli coś konkretnego? Bo ta "inicjacyjna" ramówka brzmi dobrze w teorii, ale co to oznacza w praktyce dla kogoś, kto jest sam i nie przynależy do żadnej tradycji? Że ma sobie powiedzieć "to jest mój rozpad i to jest normalne" - to wystarczy?


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Martynka78 nie, samo powiedzenie sobie nie wystarczy. Chodzi raczej o to, że warto mieć jakiekolwiek ramy - niekoniecznie grupę, niekoniecznie tradycję. Może to być dziennik, może ktoś bliski, kto wie co robisz, może znajomość opisów podobnych doświadczeń u innych - żeby nie czuć się jedyną osobą na świecie, która przeżywa coś niezrozumiałego. W tradycjach, gdzie inicjacja jest zaplanowana, ktoś towarzyszył adeptowi i mówił mu z grubsza, czego może się spodziewać. Tego nam w indywidualnej praktyce bardzo brakuje.


Odpowiedz
Wpisy: 875
(@eliksira)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wracam do ekologii, bo ten wątek mnie ciągnie. Wiele osób szuka odpowiedzi w rodzimych tradycjach słowiańskich właśnie dlatego, że są lokalne i naturalnie osadzone w tym, co tutaj rośnie i żyje. Ale jest w tym pewna pułapka - rekonstrukcja słowiańskich praktyk to w dużej mierze produkt XX i XXI wieku, bo źródeł jest bardzo mało. To nie jest zarzut, po prostu fakty. Więc kiedy ktoś mówi "wracam do korzeni" i myśli, że unika synkretyzmów, to często wchodzi w inny synkretyzm, tyle że oparty na współczesnych rekonstrukcjach. Co nie znaczy, że to złe - ale warto mieć tego świadomość.


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Eliksira to jest właśnie coś, z czym się sam zmagam. Bo z jednej strony mam poczucie, że praktyka oparta na lokalnych roślinach, lokalnym kalendarzu, lokalnym krajobrazie - ma dla mnie większy sens niż cokolwiek importowanego. Z drugiej - jak próbuję się dowiedzieć, co tutaj naprawdę robiono "kiedyś", to natrafiam albo na bardzo szczątkowe zapisy etnograficzne, albo na współczesne rekonstrukcje, które są dobre, ale uczciwe wobec swoich ograniczeń. I to mnie nie zniechęca, ale stawia pytanie - czy praktyka, którą buduję od podstaw, biorąc z różnych źródeł i kierując się własnym wyczuciem, jest czymś autentycznym, czy jest po prostu moim autorskim projektem? I czy to ma znaczenie?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Wolchw To, co opisujesz Wolchw z tą luką w słowiańskiej rekonstrukcji, jest realnym problemem. Mam wrażenie, że część ludzi idzie w dwie skrajności - albo biorą wszystko z XIX-wiecznych romantyków, którzy sami wymyślali połowę materiału, albo wpadają w paraliz analityczny i nie robią nic, bo "nie wiadomo, czy to autentyczne". A pomiędzy jest jeszcze trzecia droga, której mało kto próbuje: patrzeć na to, co zachowało się w folklorze wiejskim. Pieśni, przysłowia, zwyczaje weselne i pogrzebowe, praktyki zielarskie - tam jest sporo warstw, które przetrwały mimo chrystianizacji, bo były zbyt codzienne, żeby ktoś je tępił.


Odpowiedz
(@eliksira)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 875

@Sauwak ale to otwiera kolejne pytanie - jak odróżnić co jest naprawdę "stare", a co zostało dodane w XVI albo XVII wieku przez synkretyzm z katolicyzmem? Folklor wiejski to nie jest czysta warstwa. Weź takie zamówienia chorób - masz tam Chrystusa, świętych, ale też formuły, których struktura jest wyraźnie starsza od chrześcijaństwa. Jak to rozdzielić praktycznie?


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Eliksira Dokładnie o to mi chodzi. Nie szukam historycznej certyfikacji. Szukam czegoś, co czuję jako spójne z tym, gdzie jestem i skąd pochodzę. Ale Eliksira ma rację, że ta warstwa synkretyczna jest wszędzie. Nawet te lokalne zioła, które zbieram - krwawnik, bylica - funkcjonują w tradycji zarówno w kontekście wróżbiarskim, jak i maryjnym. I nie wiem, czy powinienem próbować "oczyścić" to z tych późniejszych warstw, czy po prostu przyjąć całość taką, jaka jest, bo to jest właśnie moje dziedzictwo kulturowe.


Odpowiedz
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 765

@Wolchw Mam pytanie do Wolchwa, bo trochę zgubiliśmy główny wątek. Napisałeś na początku, że rytuały zaczęły ci się wydawać puste. Czy po tej całej rozmowie o źródłach, lokalności, autentyczności - masz jakieś poczucie, co konkretnie próbujesz znaleźć? Bo my krążymy wokół tego, ale nie wiem, czy to ci pomaga, czy bardziej komplikuje.


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Dzidka81 szczere pytanie i właściwie nie mam gotowej odpowiedzi. Chyba szukam czegoś, co nie wymaga ode mnie udowadniania sobie, że to ma sens. Każda praktyka, którą teraz próbuję, wiąże się z wewnętrznym komentarzem "ale czy to jest właściwe, czy to jest prawdziwe, czy wierzę w to co robię". Jakbym cały czas stał obok siebie i oceniał. I nie wiem, czy to jest kwestia tradycji, ekologii, spójności systemu - czy po prostu kwestia tego, że jestem teraz w miejscu, gdzie nie ufam sobie w ogóle.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Wolchw To, co Wolchw opisuje - ten wewnętrzny obserwator, który ocenia każdy ruch - jest klasycznym objawem tego rodzaju kryzysu. Nie tożsamości tylko, ale zaufania do własnej percepcji. I to jest akurat moment, kiedy rytuały zewnętrzne mają największe znaczenie właśnie dlatego, że nie wymagają od ciebie wiary w danym momencie. Robisz, bo robisz. Efekt przychodzi albo nie, ale sama czynność cię utrzymuje.


Odpowiedz
(@gabrysia_86)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 158

@Wolchw Czytam to od początku i właściwie to, co opisuje Wolchw i Krysztal, brzmi dla mnie jak coś, co znam. Że jesteś w środku czegoś i nagle wszystko, co wcześniej dawało oparcie, przestaje dawać to samo. Nie wiem, czy moje doświadczenie jest podobne, bo nie robię rytuałów w tym sensie, o którym mówicie. Ale to poczucie stania obok siebie i komentowania własnych działań - to rozpoznaję.


Odpowiedz
(@eliksira)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 875

@Gabrysia_86 i co ci wtedy pomagało? Pytam serio, bo ta rozmowa krąży wokół praktyk i tradycji, ale może odpowiedź jest gdzie indziej.


Odpowiedz
(@gabrysia_86)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 158

@Eliksira nie jestem pewna, że pomagało coś konkretnego. Raczej to samo z czasem zmieniało kąt. Ale jak teraz myślę wstecz, to chyba pomagało robienie czegoś rękami - dosłownie fizycznie. Coś, co ma wynik namacalny. Nie wiem, czy to ma jakiś związek z rytuałem, może właśnie ma.


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Gabrysia_86 To, co Gabrysia i Hellan mówią o fizyczności, trafia w coś, o czym sam myślałem od jakiegoś czasu, ale nie umiałem tego nazwać. Że kiedy próbuję robić coś, co jest "czysto symboliczne", ten obserwator włącza się od razu. Ale jak zbierałem ostatnio bylicę - dosłownie szukałem jej wzdłuż starego nasypu - to przez chwilę tego nie było. Byłem po prostu przy roślinie.


Odpowiedz
Wpisy: 792
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mnie to pytanie o autentyczność zawsze trochę zatrzymuje. Bo sama korzystam z run i tam mam podobny problem - ile z tego, co dzisiaj funkcjonuje jako "tradycyjne" znaczenia run, jest naprawdę historyczne, a ile zostało dobudowane w XIX i XX wieku? Elder Futhark to jest jeden zapis z kilku wieków i wielu miejsc, nie jeden spójny system. Ale czy to znaczy, że praca z nimi nie ma sensu? Dla mnie ma - tylko nie obiecuję sobie, że robię coś "tak jak Wikingowie".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Filomena_67 czyli mówisz, że to nie ma znaczenia, czy coś jest historycznie dokładne? Bo ja zawsze myślałem, że jeśli ktoś robi rytuał "słowiański" albo cokolwiek tradycyjnego, to właśnie chodzi o to, że jest zakorzeniony w historii. Jeśli to i tak jest częściowo wynalezione, to po co ta etykietka?


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Genek74 bo etykietka daje coś innego niż tylko historyczną dokładność. Daje kontekst, narrację, poczucie ciągłości. Rytuał osadzony w tradycji - nawet częściowo rekonstruowanej - daje inny rodzaj zakorzenienia niż coś całkowicie wymyślonego od zera. Pytanie czy to zakorzenienie jest "prawdziwe" jest trochę filozoficzne, ale psychologicznie robi różnicę. Szczególnie wtedy, kiedy ktoś jest właśnie w tym stanie, który opisuje Wolchw - nie wie, kim jest - i szuka czegoś, co jest starsze od niego samego.


Odpowiedz
Wpisy: 576
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

To pytanie o oczyszczanie warstw jest ciekawe, bo sama przez to przechodziłam. Próbowałam przez chwilę "wyczyścić" swoje praktyki z katolickich elementów, bo czułam, że to nie moje. Ale potem zorientowałam się, że te elementy są częścią mnie - dorastałam z nimi, są w mojej pamięci, w zapachu kościoła w dzieciństwie, w pieśniach babci. Odcinanie ich było trochę jak amputacja. Teraz ich nie udaję, że ich nie ma, ale też nie buduję na nich całości.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Rumianek79 a jak to wygląda u ciebie w praktyce? Że je zostawiasz, ale buduje coś równolegle? Bo to brzmi jak dość delikatna równowaga do utrzymania. Nie wchodzą ci te warstwy w konflikt?


Odpowiedz
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 576

@Martynka78 wchodzą, ale rzadziej niż kiedyś. Myślę, że kluczowe było dla mnie zaakceptowanie, że nie muszę mieć jednego spójnego systemu. Część tego, co robię, pochodzi z jednej tradycji, część z drugiej, a część wymyśliłam sama przez lata. Jak ktoś pyta mnie "ale z jakiej tradycji ty jesteś", to nie potrafię odpowiedzieć jednym słowem i kiedyś mnie to stresowało. Teraz już nie.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Rumianek79 No właśnie - ta presja na spójność systemu. Skąd ona w ogóle pochodzi? Bo mam wrażenie, że to jest stosunkowo nowa rzecz. Jak patrzę na historyczne przykłady praktykujących - cunning folk w Anglii, znachorzy wiejscy tutaj - to oni nie mieli spójnego systemu, brali z czego mogli, mieszali, dostosowywali. Obsesja na punkcie "czystości tradycji" to bardziej produkt XIX-wiecznego romantyzmu nacjonalistycznego niż czegoś starszego.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Seba86 to jest dobre spostrzeżenie, ale ma też drugą stronę. Cunning folk działali w konkretnej wspólnocie, znali swoich klientów, ziemię, historię okolicy. Eklektyzm był zakorzeniony. Dzisiaj eklektyzm jest często globalny - ktoś bierze szamanizm z YouTube, wicca z angielskiej książki i słowiańskie runy z polskiego bloga. Czy to jest ten sam rodzaj mieszania?


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

A czy to ma znaczenie? Mam na myśli - jeśli ktoś pracuje z czymś przez lata i wypracowuje własne zrozumienie, to czy źródło informacji decyduje o tym, czy to jest "prawdziwe"? Rozumiem argument o autentyczności, ale nie rozumiem, dlaczego YouTube jest gorszy od starożytnej księgi, jeśli ktoś naprawdę z tym pracuje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Erazm79 nie chodzi o hierarchię źródeł. Chodzi o to, że tradycja żywa - nawet synkretyczna - niesie kontekst, którego nie ma w wyrwanych z kontekstu fragmentach. Jak uczysz się zielarstwa od kogoś z rodziny albo ze wsi, to razem z rośliną dostajesz historię, kiedy się ją zbiera, jak się przechowuje, jakie są lokalne przekonania. Jak wpatrujesz się w filmik, dostajesz technikę bez warstwy. To nie jest kwestia wyższości jednego nad drugim, ale różnicy w tym, co trafia do praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 2584
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Jest w tym coś ważnego. Cielesność jako kotwica w momencie, kiedy myśl się kręci w kółko. Dużo tradycji rytualnych buduje na tym właśnie - powtarzalny ruch, dotyk konkretnego przedmiotu, zapach, temperatura. Nie jako symbol, ale jako fizyczne przerwanie pętli poznawczej. Japońskie misogi - rytualne obmycie - nie jest o oczyszczeniu symbolicznym przede wszystkim, jest o doznaniu temperatury wody, oddechu, ciężaru ciała. To wchodzi inną drogą niż przekonanie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Hellan to, co mówisz o cielesności, zgadza się z tym, co obserwuję w tradycjach, gdzie rytuał nie był kontemplacją, tylko pracą. Zbieranie ziół o konkretnej porze, przygotowywanie naparów, wiązanie snopków - te czynności były rytualnie zabarwione, ale przede wszystkim angażowały ręce i ciało. I myślę, że właśnie dlatego działały jako przerywnik dla głowy, bo nie było miejsca na wewnętrzny komentarz, kiedy trzeba było pilnować ognia albo liczyć węzły.


Odpowiedz
Wpisy: 576
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

i czy potem jak wróciłeś do domu i zrobiłeś coś z tą bylicą, to ten spokój został? Czy obserwator wracał przy samym rytuale już?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Rumianek79 właśnie nie. Przy zbieraniu - nie. Przy suszeniu - nie. Ale jak zacząłem "używać" tego w kontekście rytualnym, to ten komentarz wrócił. Jakby samo przejście w tryb "teraz robię rytuał" wyłączało coś, co wcześniej działało.


Odpowiedz
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 765

@Wolchw Ale to trochę idealistyczne, nie? W praktyce codzienność jest pełna rozproszenia, rzeczy do zrobienia, hałasu. Nie każde mycie zębów staje się medytacją tylko dlatego, że zmienię do tego podejście. Myślę, że Wolchw ma inny problem - że nawet kiedy wygospodarowuje przestrzeń i czas na coś specjalnego, to i tak coś przeszkadza.


Odpowiedz
Wpisy: 2139
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

To jest ważne rozróżnienie. Czynność wykonywana po prostu a czynność wykonywana "jako rytuał" - i nagle ta druga jest pod obserwacją. Zastanawiam się, czy tu nie chodzi o to, że rytuał stał się dla ciebie kategorią wymagającą legitymizacji, a zbieranie ziół nie. Jedno jest codzienne, drugie wymaga uzasadnienia.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Krysztal Ale chwila, bo ja tego nie rozumiem do końca. Skoro zbieranie bylicy działa tak samo jak rytuał, to co w ogóle odróżnia jedno od drugiego? Czy nie jest tak, że to intencja decyduje? Bo jeśli idziesz zbierać z jakimś zamiarem, to już jest rytuał, czy nie?


Odpowiedz
(@eliksira)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 875

@Genek74 to zależy, jak rozumiesz intencję. Część tradycji w ogóle nie rozdziela czynności codziennej od rytualnej - cały dzień jest ustrukturyzowany, pierwsze czynności rano mają swój porządek, jedzenie ma swój. Pytanie o intencję zakłada, że rytuał to coś odrębnego, co nakładasz na neutralne życie. A może to nie jest jedyny model.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Eliksira No właśnie, i tu wychodzi, jak bardzo jesteśmy uformowani przez ten zachodni podział na sacrum i profanum. Że rytuał to coś specjalnego, wyodrębnionego z reszty. Ale Eliade pisał o tym, że to jest stosunkowo nowa i kulturowo specyficzna perspektywa. W wielu tradycjach nie ma takiej granicy w ogóle.


Odpowiedz
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Seba86 i co z tego wynika praktycznie? Że Wolchw powinien przestać myśleć o tym, co robi, jako o "rytuałach"? Bo to brzmi jak rada, żeby zmienić etykietkę, nie samą praktykę.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Martynka78 nie chodzi o etykietkę. Chodzi o to, że może sam podział na "teraz robię rytuał, a teraz nie" jest źródłem napięcia. Jeśli całe życie jest potencjalnie rytualne, to nie ma momentu, który wymaga specjalnej legitymizacji.


Odpowiedz
Wpisy: 2584
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

I to "coś" to on sam. To jest sedno tego, co opisał wcześniej. Nie brak praktyki ani złe źródła. Raczej rodzaj dysocjacji między wykonywaniem a przeżywaniem. Widziałem to u osób w różnych tradycjach - w pewnym momencie praktyka staje się obserwowana zamiast przeżywana i trudno wyjść z tego trybu przez samo robienie więcej.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@gabrysia_86)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 158

@Hellan a skąd ten tryb w ogóle się bierze? Czy to jest zawsze kryzys tożsamości, czy może coś innego? Pytam, bo u mnie to nie było związane z żadnymi rytuałami i też to miałam.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Gabrysia_86 różne przyczyny. Czasem przeciążenie, czasem moment, kiedy coś, w co się wierzyło, nie sprawdziło się i zaufanie do własnej oceny się chwieje. U Wolchwa brzmi jak to drugie - że wcześniej miał punkt odniesienia, który teraz zniknął i każda praktyka jest teraz sprawdzana pod kątem tego, czy jest "wystarczająca".


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Hellan to dobrze opisał. Był moment, kiedy pewne rzeczy były dla mnie oczywiste. Potem przestały być. I teraz każda praktyka trafia na pytanie "ale dlaczego właściwie to robię i czy to nie jest tylko rytuał bez pokrycia". Nie jestem w stanie po prostu zrobić czegoś i zostawić to bez interpretacji.


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Wolchw Ale mam pytanie, które mnie nurtuje od dłuższego czasu w tej rozmowie. Mówimy o fizyczności, codzienności, braku podziału na sacrum i profanum - ale czy ktoś tu mówi o środowisku? Bo Wolchw zbierał tę bylicę przy nasypie i to mu "zadziałało", ale to jest też konkretne miejsce, konkretna relacja z miejscem. Zastanawiam się, czy nie o to chodzi - nie o metodę ani tradycję, ale o to, żeby praktyka była osadzona w konkretnym miejscu, które znasz.


Odpowiedz
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 792

@Erazm79 to ciekawe, że to mówisz, bo ja ostatnio myślę o tym w kontekście run i tego, skąd pochodzą rośliny, kamienie, rzeczy, których używam. Zaczęłam się pytać, czy to, co kupuję przez internet, ma jakikolwiek kontekst miejsca. I doszłam do wniosku, że nie mam pojęcia, gdzie rosło drzewo, z którego jest moja deseczka do run.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Filomena_67 i to jest właśnie ta różnica, o której mówiłem wcześniej - że tradycja żywa niosła kontekst miejsca razem z przedmiotem. Zioło od sąsiadki z ogrodu jest inne niż zioło z hurtowni, nawet jeśli gatunkowo identyczne. Nie dlatego, że jest "magiczniejsze", ale dlatego, że wiesz, gdzie rosło i kto je miał w rękach przed tobą.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Filomena_67 i to jest właśnie pytanie, które mnie interesuje - czy kontekst miejsca da się w ogóle zastąpić czymś innym, kiedy jesteś odcięty od tego miejsca? Bo rozumiem, że zioło z ogrodu sąsiadki niesie jakąś ciągłość. Ale co z ludźmi, którzy tej ciągłości nigdy nie mieli, bo urodzili się w mieście w trzecim pokoleniu? Czy oni są z góry w gorszej sytuacji, czy muszą tę ciągłość jakoś budować od nowa?


Odpowiedz
Wpisy: 576
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

Czy ty myślisz, że to minie samo? Pytam, bo ja miałam podobny moment - wszystko wydawało się sztuczne, jakbym odgrywała coś, w co nie do końca wierzę. I wyszłam z tego, ale nie umiem powiedzieć jak. Po prostu w którymś momencie znowu coś poczułam i to wystarczyło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Rumianek79 ale właśnie - "poczułam i to wystarczyło". To jest moment, o którym chyba trudno mówić z zewnątrz. Nie ma metody, żeby go wywołać. Można co najwyżej nie zamknąć sobie drogi przez nadmierne analizowanie tego, co się robi.


Odpowiedz
Wpisy: 887
Rozpoczynający temat
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

To pytanie dotyczy mnie bezpośrednio. Właśnie jestem tym człowiekiem z miasta w trzecim pokoleniu. Nie mam żadnej rodzinnej tradycji zbierania ziół, nie mam babci z wiedźmim ogrodem. Bylicę przy nasypie znalazłem trochę przypadkowo. I mimo to coś z tym zbieraniem było - więc chyba nie chodzi tylko o przekazaną tradycję.


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Wolchw Ale właśnie wracając do tego, co Erazm pytał wcześniej o środowisko - czy ktoś myśli o tym, co zbiera, pod kątem tego, czy to ma sens ekologicznie? Bo bylica przy nasypie, okej, to raczej gatunek ekspansywny, nie ma problemu. Ale słyszałem o ludziach, którzy zbierają białą szałwię do rytualnego oczyszczania i ona w Ameryce Północnej jest faktycznie zagrożona przez nadmierne pozyskiwanie. I mam wrażenie, że w środowiskach ezoterycznych temat jest zamiatany pod dywan.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Erazm79 nie jest zamiatany, po prostu jest rozmyty. Część osób kupuje szałwię z certyfikowanej uprawy i myśli, że to rozwiązuje problem. Inni twierdzą, że sama biała szałwia jest narzucona przez new age i że rdzenni użytkownicy w ogóle nie chcą, żebyśmy jej używali, więc problem jest głębszy niż ekologia. To są dwie różne krytyki i często się miesza jedno z drugim.


Odpowiedz
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 792

@Seba86 to z tą szałwią to prawda, jest cała dyskusja w środowiskach rdzennych Ameryki o tym, że masowe "smudging" przez białych wyjęło tę roślinę z kontekstu kulturowego i jednocześnie zniszczyło jej populacje w niektórych rejonach. Ale co z tego wynika dla nas tutaj, w Polsce? Że mamy szukać lokalnych odpowiedników? Bo niektórzy tak mówią - że zamiast sage używaj macierzanki albo jałowca, bo to nasze rośliny, nasze tradycje.


Odpowiedz
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 765

@Filomena_67 Ale to i tak jest obejście problemu, o którym mówiła Filomena. Nawet jeśli szałwia jest z certyfikowanej uprawy, to ciągle używasz czegoś, o czym rdzenni mówią, że nie powinnaś. To są dwie osobne kwestie i certyfikat rozwiązuje tylko jedną z nich.


Odpowiedz
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 792

@Dzidka81 i dlatego właśnie zaczęłam szukać alternatyw. Jałowiec mam w okolicy, macierzanka rośnie przy drodze. Nie wiem, czy działają "tak samo" - nie mam pojęcia, co miałoby znaczyć "tak samo" - ale przynajmniej czuję, że nie uczestniczę w czymś, co jest problematyczne na kilku poziomach jednocześnie. To jest może naiwne, ale jest spokojniejsze.


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Filomena_67 To co mówi Filomena ma sens w kontekście tego, przez co przechodzę. Jeden z powodów, dla których moje dotychczasowe praktyki zaczęły się rozpadać, to było właśnie to poczucie niespójności - robiłem rzeczy, które gdzieś mi nie siedziały, ale nie umiałem nazwać dlaczego. Może właśnie ta niespójność - ekologiczna, kulturowa, nie-wiem-skąd-to-pochodzi - była częścią problemu. Nie tylko "kryzys tożsamości" w sensie psychologicznym, ale też taki praktyczny: nie wiem, co tu właściwie robię i dlaczego.


Odpowiedz
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Wolchw I tu się pojawia ten sam problem co z tożsamością Wolchwa. Jakie to są nasze tradycje? Co znaczy "nasze"? Mam korzenie z trzech różnych regionów, z których każdy miał inne rośliny, inne praktyki. Nie mam jednej spójnej tradycji, do której mogę się odwołać. Więc kiedy ktoś mówi "wróć do lokalnych roślin", to mam poczucie, że zakłada, że ta lokalność jest czytelna i dostępna. Dla wielu z nas nie jest.


Odpowiedz
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 576

@Martynka78 dokładnie to samo czuję. Moja babcia używała pewnych roślin, ale nie w żadnym rytualnym sensie - po prostu w kuchni i na przeziębienie. Czy to jest tradycja, do której mogę się odwołać rytualnie? Nie wiem. Nikt mi tego nie przekazał jako praktyki, tylko jako przepis.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Wolchw Ale może to jest właśnie coś, z czym można pracować - nie jako gotowa tradycja, tylko jako materiał. Przepis na herbatę z lipy od babci nie jest rytuałem, ale może stać się fundamentem czegoś osobistego. Nie dlatego, że jest "autentyczny", tylko dlatego, że jest rzeczywisty. Wolchw miał coś podobnego ze zbieraniem bylicy - nie robił tego według żadnego klucza, a coś z tego wynikło.


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Krysztal Ale to trochę brzmi jak: zrób cokolwiek i nazwij to tradycją. Nie mówię złośliwie, naprawdę pytam - gdzie jest granica między budowaniem własnej praktyki a po prostu wymyślaniem rzeczy i nadawaniem im powagi, której nie mają?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Genek74 a skąd biorą się "prawdziwe" tradycje? Też je ktoś zaczął. Każda praktyka była kiedyś nowa dla kogoś, kto ją zaczął. Problem nie jest w tym, że coś jest nowe - problem jest w tym, kiedy ktoś twierdzi, że ma starożytne korzenie, których nie ma. Ale praktyka szczera co do swojego pochodzenia, to zupełnie inna rzecz.


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Hellan no dobrze, ale to jest kwestia uczciwości wobec innych. Mnie bardziej interesuje kwestia uczciwości wobec środowiska. Wróćmy do tego - bo Seba wspomniał o certyfikowanej uprawie szałwii. Czy ktokolwiek tu sprawdzał, co tak naprawdę kryje się za tymi certyfikatami? Bo mam wrażenie, że to może być taki sam greenwashing, jak w przypadku wszystkiego innego.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Sprawdzałem. I jest różnie. Część dostawców w Europie faktycznie uprawia szałwię biełą w sposób kontrolowany i nie pochodzi z dzikich zbiorów. Inne oznaczenia są czysto marketingowe. Problem polega na tym, że większość kupujących nie weryfikuje, tylko ufa etykietce. Więcej sensu ma kupowanie od kogoś, kto uprawia lokalnie i kogo możesz zapytać, niż od anonimowej hurtowni z certyfikatem PDF na stronie.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

I to jest ważne, co teraz mówisz. Bo to nie jest tylko kwestia znalezienia "odpowiednich roślin". To jest pytanie o koherencję praktyki - żebyś mógł powiedzieć: wiem, skąd to pochodzi, wiem, dlaczego tego używam, wiem, że to nie pochodzi ze źródła, które jest dla mnie problemem. Nie musisz mieć na to odpowiedzi od razu, ale mieć je jako pytania robocze - to już jest coś.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@gabrysia_86)
Połączone: 4 miesiące temu

Zastanawiam się, czy ktoś tu w ogóle próbował sprawdzić, jak wyglądały słowiańskie praktyki związane z roślinami, zanim to wszystko zostało wymieszane z new age. Bo rozumiem, że jest sporo rekonstrukcji i nie zawsze wiadomo, co jest autentyczne. Ale może jest coś, co można weryfikować przez etnografię, zapisy historyczne?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@eliksira)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 875

@Gabrysia_86 jest, ale to jest praca na własną rękę. Etnografia polska jest dość bogata - Kolberg, Biegeleisen, Moszyński - tylko że to są źródła z XIX i początku XX wieku, więc część praktyk jest już mocno zniekształcona przez kontekst badacza. Poza tym to są opisy tego, co ludzie robili, nie instrukcje do wykonania. Trzeba umieć to czytać i wyciągać z tego coś użytecznego, co nie jest jednocześnie rekonstrukcją na siłę.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Eliksira a co z roślinami konkretnie? Bo Biegeleisen ma sporo o ziołach w kontekście lecznictwa i magii, ale czy da się stamtąd wyciągnąć coś, co ma sens rytualnie dla kogoś, kto szuka właśnie tej spójności, o której mówimy? Czy to jest za bardzo wyrwane z kontekstu?


Odpowiedz
(@eliksira)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 875

@Krysztal da się, ale nie jako gotowe przepisy. Raczej jako mapa - co było ważne, jakie rośliny pojawiały się w jakich momentach roku albo życia, co wiązało się z progiem, z ochroną, z przejściem. Len, jałowiec, czarny bez, dziurawiec - to są rośliny, które wracają u Biegeleisena i Moszyńskiego wielokrotnie w różnych kontekstach. I co ważne - to są rośliny stąd, nie przywiezione z Ameryki ani z Azji. Tylko że z tym też trzeba ostrożnie, bo rekonstrukcja ma swoje pułapki.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Eliksira i to jest właśnie ta różnica między szukaniem gotowego systemu a budowaniem mapy. Len przy narodzinach, jałowiec przy śmierci i przy progu domu, dziurawiec jako ochrona przed tym, co nieznane - to nie są przypadkowe wybory, to jest jakaś logika, którą można próbować odczytać. Ale mam pytanie do Wolchwa - bo on mówił o rozpadzie praktyk przez poczucie niespójności. Czy to niespójność była związana z tym, że używałeś rzeczy z różnych systemów bez żadnego klucza, czy raczej z tym, że nie wiedziałeś, dlaczego w ogóle to robisz? Bo to są dwa różne problemy i prowadzą do innych rozwiązań.


Odpowiedz
Udostępnij: