Zaczęło się od tego, że mój kot zaczął zachowywać się dziwnie za każdym razem, kiedy zapalałam świece i siadałam do pracy z intencją. Najpierw myślałam, że to przypadek, ale potem zobaczyłam wyraźny wzorzec. Gdy tylko zaczęłam się skupiać, on wchodził do pokoju, siadał dokładnie naprzeciwko mnie i wpatrywał się w przestrzeń gdzieś ponad moją głową. Nie w świece, nie we mnie, tylko w ten jeden punkt. I to mnie zaczęło zastanawiać, czy on rzeczywiście coś odbiera, czy może po prostu reaguje na mój zmieniony rytm oddychania albo jakiś zapach. Bo z jednej strony jest cała ta narracja o zwierzętach jako naturalnych mediatorach energii, ale z drugiej strony czuję, że bardzo łatwo jest tu wpaść w pułapkę nadinterpretacji. Zastanawiam się też, czy moje skupienie, ta cisza, którą tworzę przed rytuałem, nie jest po prostu dla niego sygnałem, że będę nieruchoma i można się przytulić. Ale jest jeden szczegół, który mi nie daje spokoju: zaczął to robić zanim jeszcze zapalę świecę, jakby wiedział wcześniej. Czy ktoś obserwował coś podobnego u swoich zwierząt?
To z tym wiedzeniem wcześniej to akurat niekoniecznie musi być tajemnica. Koty mają absurdalnie wyczulony słuch i węch, więc mogą reagować na to, że sięgasz po konkretną szkatułkę, że chodzisz inaczej po domu, że twoje tętno zwalnia. My nie słyszymy siebie w ten sposób, ale one słyszą. Mimo to mam z tym swoje doświadczenia i nie powiedziałabym, że to tłumaczy wszystko. Moja sunia przez długi czas w ogóle nie wchodziła do miejsca, gdzie pracowałam regularnie. Zero zainteresowania. A potem zaczęła wchodzić i kłaść się przy mnie, ale tylko wtedy, kiedy robiłam coś, co sama nazywam roboczo "ochroną przestrzeni". Nigdy przy wróżeniu, nigdy przy pracy z kartami. Tylko przy tym. Nie wiem, co to znaczy, ale zauważyłam to dość późno, bo długo mi zajęło, żeby w ogóle zacząć te rzeczy rozróżniać.
Jest w tym trochę racji, ale to nie unieważnia samej obserwacji. Mnie bardziej interesuje ten wątek, który Wierzbina poruszyła na początku, a potem jakby zaginął, czyli to, czy obecność zwierzęcia zmienia coś w samym rytuale. Bo ja mam inaczej niż Szafranka, mój kot wchodzi właśnie podczas pracy z kartami i wtedy zawsze siadam trochę inaczej, oddycham inaczej, tracę ten ciasny focus i czytanie często staje się szersze, mniej analityczne. I zastanawiam się, czy to on na mnie wpływa, czy ja na siebie, bo on po prostu mnie rozprasza.
Mnie tu chodzi po głowie jeszcze coś innego. Mam wrażenie, że to nie jest pytanie tylko o to, czy zwierzę "wyczuwa", ale czy nam samym nie robi się nieswojo, gdy ono jest obecne. Ja miałam taki moment, że mój kot wszedł w środku czegoś, co robiłam, i kompletnie mnie to wybiło z rytmu. I zamiast po prostu wrócić do tego co robiłam, zaczęłam się czuć jakby on coś widział czego ja nie widzę, i to wywołało we mnie niepokój. Co śmieszne, bo przecież to mój własny kot. Ale coś w tej sytuacji mnie tknęło.
Znam co najmniej trzy osoby, które zmieniły rodzaj kadzidła dlatego, że ich zwierzęta reagowały na to stresem. To jest zresztą zdrowy rozsądek, nie ezoteryka. Wiele substancji używanych do okadzania jest szkodliwych dla układu oddechowego zwierząt, szczególnie dla ptaków i kotów. Olejki eteryczne zawierające terpeny mogą być toksyczne dla kotów, bo te nie mają enzymu do ich metabolizowania. To jest twarda biologia, a nie kwestia "energii". I tu mam wrażenie, że ta rozmowa mogłaby pójść w stronę pytania, czy rytuał, który krzywdzi kogoś w przestrzeni, ma w ogóle sens.
O, właśnie. Ja to dobrze rozumiem. U mnie był moment, kiedy nawet cień rzucony przez zasłonę w nieodpowiedniej chwili potrafił mnie kompletnie wytrącić. I długo myślałam, że to znaczy że jestem "zbyt wrażliwa" na to co robię, ale teraz myślę że to był po prostu sygnał, że coś w samej praktyce było nie tak ułożone. Choć nadal nie wiem do końca co.
To niby logiczne ale jak sie od tego uwolnić? Bo jakby nie ma takiej chwili kiedy siadasz i mowisz sobie ok, od teraz nie sprawdzam tylko robię. Przynajmniej u mnie tak nie działa. Zawsze jest jakies drobne wątpienie.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą tu pomijamy. Strach przed własną praktyką może mieć zupełnie przyziemne źródło, mianowicie to, że zaczęłaś w ogóle poważnie traktować to co robisz. I to jest paradoks, bo im bardziej traktujesz rytuał jako coś realnego, tym więcej masz do stracenia jeśli "nie zadziała" albo "coś pójdzie nie tak". Lęk może być po prostu proporcjonalny do inwestycji, nie do samej praktyki.
A czy ktos probował po prostu zmienić pora praktyki jak cos zaczyna stresowac? Bo ja czytalem gdzies ze rano jest inaczej niz wieczorem pod wzgledem nastroju i skupienia, i moze to nie jest kwestia samego rytualu tylko kiedy sie to robi.
A wracając do zwierząt, bo chyba trochę to utonęło, to powiem że pokazałam ten wątek tej sąsiadce co ma psa, który wył na kadzidło. Nie wiedziała nic o toksyczności, była w szoku. Zmieniła na coś innego i podobno pies przestał reagować. Nie wiem czy to odpowiada na pytanie Wierzbiny o obecność zwierzęcia, ale przynajmniej jeden problem rozwiązany.
