Forum

Asystent AI
Rytuały wobec strac...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały wobec strachu - co robić gdy praktyka sama się staje źródłem niepokoju


Wpisy: 854
Rozpoczynający temat
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Zaczęło się od tego, że mój kot zaczął zachowywać się dziwnie za każdym razem, kiedy zapalałam świece i siadałam do pracy z intencją. Najpierw myślałam, że to przypadek, ale potem zobaczyłam wyraźny wzorzec. Gdy tylko zaczęłam się skupiać, on wchodził do pokoju, siadał dokładnie naprzeciwko mnie i wpatrywał się w przestrzeń gdzieś ponad moją głową. Nie w świece, nie we mnie, tylko w ten jeden punkt. I to mnie zaczęło zastanawiać, czy on rzeczywiście coś odbiera, czy może po prostu reaguje na mój zmieniony rytm oddychania albo jakiś zapach. Bo z jednej strony jest cała ta narracja o zwierzętach jako naturalnych mediatorach energii, ale z drugiej strony czuję, że bardzo łatwo jest tu wpaść w pułapkę nadinterpretacji. Zastanawiam się też, czy moje skupienie, ta cisza, którą tworzę przed rytuałem, nie jest po prostu dla niego sygnałem, że będę nieruchoma i można się przytulić. Ale jest jeden szczegół, który mi nie daje spokoju: zaczął to robić zanim jeszcze zapalę świecę, jakby wiedział wcześniej. Czy ktoś obserwował coś podobnego u swoich zwierząt?


Odpowiedz
49 odpowiedzi
Wpisy: 706
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

To z tym wiedzeniem wcześniej to akurat niekoniecznie musi być tajemnica. Koty mają absurdalnie wyczulony słuch i węch, więc mogą reagować na to, że sięgasz po konkretną szkatułkę, że chodzisz inaczej po domu, że twoje tętno zwalnia. My nie słyszymy siebie w ten sposób, ale one słyszą. Mimo to mam z tym swoje doświadczenia i nie powiedziałabym, że to tłumaczy wszystko. Moja sunia przez długi czas w ogóle nie wchodziła do miejsca, gdzie pracowałam regularnie. Zero zainteresowania. A potem zaczęła wchodzić i kłaść się przy mnie, ale tylko wtedy, kiedy robiłam coś, co sama nazywam roboczo "ochroną przestrzeni". Nigdy przy wróżeniu, nigdy przy pracy z kartami. Tylko przy tym. Nie wiem, co to znaczy, ale zauważyłam to dość późno, bo długo mi zajęło, żeby w ogóle zacząć te rzeczy rozróżniać.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Szafranka No dobra ale to co piszecie to jest zwykła projekcja. Zwierzęta nie wyczuwają żadnej energii rytualnej bo taka energia po prostu nie jest udowodniona naukowo. Kot siada bo ciepło od świecy, pies wchodzi bo chce być blisko właściciela. Wszyscy w takich tematach widzą to co chcą widzieć. Ja mam psa i on wchodzi do pokoju zawsze kiedy on chce, nie ma to żadnego związku z tym co robię.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Zbych62 Tylko że argument "bo nauka tego nie potwierdza" akurat tutaj mało co tłumaczy, bo nauka też nie bada konkretnie tego, jak zwierzęta reagują na zmieniony stan świadomości człowieka podczas skupionej praktyki. To dosyć wąska nisza i badań po prostu nie ma. Jest natomiast sporo literatury z zakresu zoopsychologii na temat tego, jak zwierzęta reagują na zmiany w rytmie i zachowaniu człowieka, i to jest już bardziej interesujący trop niż "to nieprawda bo nieprawda". Poza tym Wierzbina nie twierdziła, że kot telepatycznie wyczuwa astralną energię, tylko że zachowuje się w określony sposób w określonych momentach. To jest obserwacja, nie dogmat.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Ballen Zoopsychologia to co innego niż to co tu opisujecie. Piszę o tym, że te obserwacje są selektywne. Człowiek robi rytuał sto razy, pies wchodzi trzy razy, i te trzy razy są zapamiętane a reszta nie. Tak działa pamięć.


Odpowiedz
(@danusia54)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 297

@Zbych62 Czytam i nie bardzo wiem jak się tu ustawić, bo ja nie mam zwierząt, ale mam sąsiadkę, której pies wyje ilekroć ona robi cokolwiek przy okadzaniu. Ona myśli, że jej pies jest wrażliwy energetycznie, a ja podejrzewam, że po prostu kadzidło go drażni węchowo. Ale ona się z tym nie zgadza i mam wrażenie, że to jest właśnie ten problem, o którym pisze Zbych62, tylko że on to ujął zbyt ostro.


Odpowiedz
Wpisy: 2122
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Jest w tym trochę racji, ale to nie unieważnia samej obserwacji. Mnie bardziej interesuje ten wątek, który Wierzbina poruszyła na początku, a potem jakby zaginął, czyli to, czy obecność zwierzęcia zmienia coś w samym rytuale. Bo ja mam inaczej niż Szafranka, mój kot wchodzi właśnie podczas pracy z kartami i wtedy zawsze siadam trochę inaczej, oddycham inaczej, tracę ten ciasny focus i czytanie często staje się szersze, mniej analityczne. I zastanawiam się, czy to on na mnie wpływa, czy ja na siebie, bo on po prostu mnie rozprasza.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Pajeczyna Właśnie to mnie najbardziej nurtuje, czy jego obecność coś zmienia, czy tylko moja reakcja na niego. Bo jak mówisz o tym szerszym czytaniu, to od razu mam skojarzenie z tym, że niektóre tradycje celowo wprowadzają pewien element zakłócający skupienie po to, żeby wyjść poza automatyzm. Koan w zen działa na podobnej zasadzie. Ale czy kot może nieświadomie pełnić taką funkcję, to jest pytanie, na które nie znam odpowiedzi. U mnie w każdym razie jego obecność robi różnicę. Gdy siedzi, czuję się jakby przestrzeń była bardziej "zaludniona", trudno mi to inaczej opisać.


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@krysia_58)
Połączone: 2 tygodnie temu

Mnie tu chodzi po głowie jeszcze coś innego. Mam wrażenie, że to nie jest pytanie tylko o to, czy zwierzę "wyczuwa", ale czy nam samym nie robi się nieswojo, gdy ono jest obecne. Ja miałam taki moment, że mój kot wszedł w środku czegoś, co robiłam, i kompletnie mnie to wybiło z rytmu. I zamiast po prostu wrócić do tego co robiłam, zaczęłam się czuć jakby on coś widział czego ja nie widzę, i to wywołało we mnie niepokój. Co śmieszne, bo przecież to mój własny kot. Ale coś w tej sytuacji mnie tknęło.


Odpowiedz
13 Odpowiedzi
(@idzi91)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 160

@Krysia_58 to ciekawe bo ja bym sie nie zastanawiał nad tym co kot widzi tylko by mi to przeszkadzało ze koncentracja leci. Ale mam pytanie do Wierzbiny bo nie rozumiem, napisała ze kot patrzy gdzies ponad glowa, czy to nie moze byc po prostu ze cos tam sie porusza, pajak na scianie, cien od swieczki? Przepraszam za literki ale pisze z telefonu


Odpowiedz
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Idzi91 Sprawdzałam, nic tam nie ma. I to nie jest to typowe śledzenie czegoś ruchomego, inaczej ruszają głową kiedy śledzą owada, inaczej kiedy patrzą w jeden punkt. Ten punkt jest nieruchomy i on tam siedzi czasem po kilkanaście minut. Ale rozumiem sceptycyzm, sama zaczęłam od takich pytań.


Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Krysia_58 To co opisuje Krysia_58 jest dla mnie ważniejsze niż to, co wyczuwa kot. Bo ten niepokój, który opisujesz, to jest coś, o czym się mało mówi w kontekście rytuałów. Że sama praktyka może zacząć generować niepokój, właśnie przez takie momenty, kiedy coś nas rozbija z rytmu i zaczynamy czytać w tym różne znaczenia. Miałam przez jakiś czas taki etap, że każde niespodziewane zdarzenie w trakcie interpretowałam jako znak, i to stało się wyczerpujące. Praktyka przestała być czymś uspokajającym, a zaczęła być źródłem napięcia.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Szafranka I to jest chyba jedno z niewielu naprawdę trudnych pytań w tej pracy, jak odróżnić moment, kiedy praktyka otwiera coś ważnego, od momentu, kiedy po prostu nakręca lęk. Bo te dwie rzeczy mogą wyglądać podobnie z zewnątrz, a wewnętrznie też nie zawsze jest oczywiste. Masz jakiś sposób, żeby to rozróżnić? Albo jakiś punkt, po którym powiedziałaś sobie, że to jest już za dużo?


Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Pajeczyna Tak naprawdę zorientowałam się po czasie, że zaczęłam odwlekać praktykę. Że znajdowałam powody, żeby nie siadać do roboty. I to był sygnał, bo wcześniej było odwrotnie. Nie mam jakiegoś jednoznacznego kryterium, bo każdy ma inne progi, ale to odwlekanie i poczucie, że przed każdym rytuałem muszę się "przygotować psychicznie", były dla mnie dźwiękiem alarmowym.


Odpowiedz
(@ewunia70)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Szafranka To co mówi Szafranka bardzo mi odpowiada. Ja też miałam taki okres i to, co pomogło, to było paradoksalnie skrócenie rytuałów do absolutnego minimum przez kilka tygodni. Dosłownie samo zapalenie świecy i siedem oddechów, nic więcej. Żadnych intencji, żadnych symboli, żadnej rozbudowanej sekwencji. I dopiero po pewnym czasie zaczęłam powoli dokładać kolejne elementy. Ale chcę zapytać o jeszcze jedno, bo wróćmy do tych zwierząt. Czy ktoś świadomie zmienił coś w rytuałach dlatego, że zwierzę reagowało w niepożądany sposób? Nie mówię o wyrzuceniu go z pokoju, ale o jakiejś zmianie w samej praktyce.


Odpowiedz
(@kocanka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 283

@Szafranka Przepraszam że się wtrącę, ale właśnie o tym chciałam zapytać, bo nie do końca rozumiem. Czy jeśli mam zwierzę w domu i chcę zacząć robić jakieś rytuały, to muszę go wynosić za każdym razem? I skąd wiadomo, które kadzidła są bezpieczne? Szafranka albo Norbert85, możecie polecić coś konkretnego?


Odpowiedz
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Kocanka Najprościej: kadzidła na bazie drewna, takie jak palo santo czy drzewo sandałowe, są generalnie bezpieczniejsze od syntetycznych olejków i od kadzidełek z dużą ilością niezidentyfikowanych substancji zapachowych. Ale i tak wietrzenie jest kluczowe. Zwierzę w pokoju to nie musi być problem, problem jest, gdy substancja gromadzi się w zamkniętym pomieszczeniu przez długi czas. Nie polecam kadzideł z eukaliptusem i drzewem herbacianym jeśli masz koty. A co do pytania, czy musi wychodzić, to nie ma jednej odpowiedzi. Zależy, jak ono reaguje.


Odpowiedz
(@kocanka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 283

@Norbert85 Dobra, dzięki Norbert za te wskazówki z kadzidłami. Ale wracając do tego, co mówiła Krysia_58 wcześniej, o tym uczuciu kiedy kot wchodzi i cały nastrój siada. Ja rozumiem to kompletnie, bo u mnie jest pies i on zawsze chce się wtulić dokładnie w najgorszym momencie. Ale mam wrażenie, że ten mój niepokój nie pochodzi od niego, tylko od tego, że sama nie wiem jeszcze co robię i jakikolwiek bodziec mnie wybija. Czy to w ogóle jest do przepracowania czy po prostu trzeba mieć osobne pomieszczenie?


Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Kocanka Pytanie o osobne pomieszczenie jest trochę wtórne wobec tego, co opisujesz. Jeśli wybija cię każdy bodziec, to osobny pokój da ci co najwyżej kilka miesięcy spokoju, a potem znajdzie się inny powód do wytrącenia. Miałam kiedyś fazę, kiedy denerwował mnie sam dźwięk lodówki przez ścianę. To nie był problem lodówki.


Odpowiedz
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Szafranka To zdanie o egzaminie jest bardzo celne. Ja też miałam taki etap i jak teraz wracam pamięcią, to naprawdę wyglądało jakbym sprawdzała czy wszystko zrobiłam poprawnie, a nie jakbym po prostu była w tym co robię. I tu jest chyba coś wspólnego z tym, o czym mówiła Szafranka wcześniej o odwlekaniu, bo kiedy praktyka zamienia się w coś, co można "zrobić źle", to naturalnie zaczyna budzić napięcie.


Odpowiedz
(@danusia54)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 297

@Wierzbina Właśnie chciałam dopytać, bo przez ostatnie kilkanaście postów trochę mi się wątek rozmył. Wierzbina zaczęła od kota i od tego, że jest jakiś niepokój podczas rytuału. Ale teraz rozmawiacie o samym lęku przed praktyką. To są dwie różne rzeczy, prawda? Jedno to że zwierzę wytrąca, drugie to że sama praktyka zaczyna niepokoić. Czy to miało się połączyć?


Odpowiedz
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Danusia54, tak i nie. Dla mnie to było jedno zdarzenie, bo właśnie obecność kota i jego dziwne zachowanie spowodowały, że zaczęłam się zastanawiać, czy robię coś "nie tak". I to był początek tego napięcia. Więc u mnie to nie są dwa oddzielne problemy, jedno wynikło z drugiego.


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Znam co najmniej trzy osoby, które zmieniły rodzaj kadzidła dlatego, że ich zwierzęta reagowały na to stresem. To jest zresztą zdrowy rozsądek, nie ezoteryka. Wiele substancji używanych do okadzania jest szkodliwych dla układu oddechowego zwierząt, szczególnie dla ptaków i kotów. Olejki eteryczne zawierające terpeny mogą być toksyczne dla kotów, bo te nie mają enzymu do ich metabolizowania. To jest twarda biologia, a nie kwestia "energii". I tu mam wrażenie, że ta rozmowa mogłaby pójść w stronę pytania, czy rytuał, który krzywdzi kogoś w przestrzeni, ma w ogóle sens.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Norbert85 To bardzo konkretny punkt i ważny. Kwestia fenolu i toksyczności olejków eterycznych dla kotów to nie jest mit, to jest udokumentowane. Ale mnie bardziej interesuje ta druga część tego co napisałeś, czy rytuał krzywdzący coś w przestrzeni "ma sens". Bo to jest już pytanie etyczne, a nie biologiczne. I odpowiedź na nie trochę zależy od tego, jak ktoś rozumie samą praktykę.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Ballen No właśnie, i tu mamy problem bo każdy robi co chce i tłumaczy to swoją tradycją albo intuicją. Nikt tu nie ma monopolu na to, co jest etyczne w rytuałach.


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@krysia_58)
Połączone: 2 tygodnie temu

O, właśnie. Ja to dobrze rozumiem. U mnie był moment, kiedy nawet cień rzucony przez zasłonę w nieodpowiedniej chwili potrafił mnie kompletnie wytrącić. I długo myślałam, że to znaczy że jestem "zbyt wrażliwa" na to co robię, ale teraz myślę że to był po prostu sygnał, że coś w samej praktyce było nie tak ułożone. Choć nadal nie wiem do końca co.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Krysia_58 A co masz na myśli mówiąc "nie tak ułożone"? Bo to może znaczyć naprawdę dużo rzeczy. Inaczej rozłożony czas, inaczej ustawiona intencja, albo po prostu za dużo na raz. Skąd wiesz, że to nie był po prostu zbyt szybko rozbudowany zakres?


Odpowiedz
(@krysia_58)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 553

@Pajeczyna Właściwie to nie wiem. I to jest chyba właśnie sedno problemu, bo kiedy jesteś w środku tego niepokoju, to wszystko wygląda tak samo. Nie masz perspektywy. Mnie z tego wyciągnął dopiero przypadkowy komentarz jednej osoby, która powiedziała że wyglądam jak ktoś, kto się przygotowuje do egzaminu, nie do czegoś dla siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 160
(@idzi91)
Połączone: 3 miesiące temu

To niby logiczne ale jak sie od tego uwolnić? Bo jakby nie ma takiej chwili kiedy siadasz i mowisz sobie ok, od teraz nie sprawdzam tylko robię. Przynajmniej u mnie tak nie działa. Zawsze jest jakies drobne wątpienie.


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@ewunia70)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Idzi91 U mnie to właśnie to minimum, o którym pisałam wcześniej, pomogło na tyle, że przestałam mieć cokolwiek do oceniania. Nie da się za bardzo sprawdzić czy poprawnie zapaliłaś świecę i wzięłaś siedem oddechów. To za mało, żeby generować lęk przed błędem.


Odpowiedz
(@majka62)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 64

@Ewunia70 Ja słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam wrażenie że nikt nie powiedział wprost, co zrobić kiedy to napięcie już jest. Ewunia mówiła o skróceniu do minimum, Szafranka o odwlekaniu jako sygnale. Ale co jeśli nawet to minimum zaczyna stresować?


Odpowiedz
(@ewunia70)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Majka62 To szczere pytanie. U mnie był moment, kiedy nawet to minimum było za dużo i wtedy całkowicie odpuściłam na jakiś czas. Nie z poczuciem porażki, ale dlatego że czułam, że coś musi się ułożyć samo, bez mojego popychania. Wróciłam po kilku tygodniach i było inaczej. Nie wiem czy to odpowiedź, bo każdy ma inny próg.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Ewunia70 Jest coś w tym co mówi Ewunia, co mi się wydaje kluczowe, mianowicie to, że odpuszczenie nie musi być kapitulacją. W wielu tradycjach jest coś, co można by nazwać świadomą przerwą, nie brakiem praktyki, ale celowym jej zawieszeniem jako częścią samego procesu. Myślę że to się za mało pojawia w rozmowach o rytuałach, bo dominuje narracja ciągłości i regularności.


Odpowiedz
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Ballen To prawda i jest to udokumentowane nawet w badaniach nad medytacją, że wymuszona ciągłość przy wysokim poziomie stresu związanym z samą praktyką może pogłębiać problem zamiast go rozwiązywać. W kontekście bardziej formalnych tradycji rytualnych, jak chociażby niektóre nurty szintoizmu czy praktyki wedyjskie, przerwa jest wbudowana w kalendarz i nie jest traktowana jako zaniedbanie tylko jako element cyklu.


Odpowiedz
(@kocanka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 283

@Norbert85 To ciekawe bo ja zawsze myślałam, że jak się robi przerwę to się traci coś, co się zbudowało. Jakiś impet albo nawyk. A tu mówisz że wręcz przeciwnie, że przerwa może być zaplanowaną częścią tego?


Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Kocanka Ten "impet" to trochę mit regularności przeniesiony z siłowni do praktyki rytualnej. Rytm nie musi być codzienny, żeby być prawdziwy. Księżyc też robi przerwy między pełniami i jakoś nikomu to nie przeszkadza. Ale serio, ta obawa przed utratą czegoś przez przerwę jest chyba jednym z powodów, dla których ludzie kontynuują pomimo niepokoju zamiast się zatrzymać.


Odpowiedz
(@krysia_58)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 553

@Ballen Wracając jeszcze do tego wątku o samym niepokoju, bo jakoś nie odpuszcza mi to zdanie Ballena o tym, że strach rośnie proporcjonalnie do powagi traktowania praktyki. U mnie to bardzo pasuje, bo kiedy zaczęłam traktować pewne rzeczy bardziej poważnie, to właśnie wtedy zaczęły się te niepokoje. Wcześniej robiłam coś, bo mi to sprawiało przyjemność, i nie miałam żadnych problemów.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Krysia_58 I to jest chyba jeden z tych momentów, gdzie warto zapytać, co w ogóle znaczy "traktować poważnie". Czy to znaczy robić z większą intencją, czy z większą odpowiedzialnością, czy może po prostu z większą powagą miny? Bo te trzy rzeczy prowadzą w zupełnie różne miejsca.


Odpowiedz
(@krysia_58)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 553

@Ballen Dobra, to uczciwe pytanie. Myślę że u mnie to była ta "powaga miny". Zaczęłam czytać więcej, przejmować cudze ramy, zastanawiać się czy robię to "według zasad". I chyba właśnie to było problemem, a nie sama intensywność praktyki.


Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Krysia_58 To co opisuje Krysia jest czymś, co widzę bardzo często. Ktoś zaczyna od czegoś prostego i własnego, potem trafia na więcej materiałów, zaczyna porównywać siebie z jakimś wzorcem, i nagle to co było naturalne staje się zadaniem do wykonania poprawnie. I tutaj zwierzę w pomieszczeniu może być tylko wierzchołkiem, bo każda zewnętrzna zmienna zaczyna być odczytywana jako zagrożenie poprawności.


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Jest jeszcze jedna rzecz, którą tu pomijamy. Strach przed własną praktyką może mieć zupełnie przyziemne źródło, mianowicie to, że zaczęłaś w ogóle poważnie traktować to co robisz. I to jest paradoks, bo im bardziej traktujesz rytuał jako coś realnego, tym więcej masz do stracenia jeśli "nie zadziała" albo "coś pójdzie nie tak". Lęk może być po prostu proporcjonalny do inwestycji, nie do samej praktyki.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Ballen No i tu mamy ładne kółko. Robisz rytuał bo chcesz czegoś, boisz się że nie zadziała, strach sabotuje koncentrację, nie działa, robisz znowu. Bez urazy ale to brzmi jak klasyczne myślenie magiczne wzmacniające samo siebie, tylko z innym znakiem.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Zbych62 Opisałeś mechanizm lękowy, który działa dokładnie tak samo w każdej dziedzinie, od sportu wyczynowego po wystąpienia publiczne. Nie jest to specyfika myślenia magicznego, tylko zwykła psychologia wykonania. Nie rozumiem dlaczego ten sam schemat u sportowca jest normalny, a tu ma być dowodem na coś.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Pajeczyna Bo sportowiec trenuje coś mierzalnego. Mówię o tym że wzmacnianie przekonania że rytuał "działa" w sensie nadnaturalnym jest intelektualnie problematyczne. To nie jest to samo co trema przed biegiem.


Odpowiedz
(@szafranka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 706

@Zbych62, ta rozmowa nie jest o tym, czy rytuały działają w sensie nadnaturalnym czy nie. Jest o tym, co się dzieje kiedy sam proces praktyki zaczyna wywoływać niepokój. To jest realne bez względu na przekonania. Możemy to chyba zostawić i wrócić do sedna?


Odpowiedz
Wpisy: 160
(@idzi91)
Połączone: 3 miesiące temu

A czy ktos probował po prostu zmienić pora praktyki jak cos zaczyna stresowac? Bo ja czytalem gdzies ze rano jest inaczej niz wieczorem pod wzgledem nastroju i skupienia, i moze to nie jest kwestia samego rytualu tylko kiedy sie to robi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wierzbina)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 854

@Idzi91 Tak, próbowałam. I rzeczywiście wieczór jest u mnie inny niż ranek. Ale moje napięcie nie zniknęło przez zmianę godziny, tylko się nieco przesunęło. Rano byłam bardziej skupiona, ale też bardziej chłodna, jakby mniej rzeczy "dochodziło". Wieczorem było głębiej, ale i to trudniejsze. Więc nie wiem czy to kwestia pory, czy po prostu tego konkretnego okresu w życiu.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Wierzbina To co mówi Wierzbina o różnicy między ranem a wieczorem ma swoje uzasadnienie poza ezoteryką, kortyzol jest najwyższy rano i serio inaczej działa koncentracja, inaczej przetwarza się emocje. Nie mówię że to wyjaśnia wszystko, ale warto to brać pod uwagę kiedy się szuka przyczyny napięcia. Może to nie rytuał jest problemem tylko pora.


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@danusia54)
Połączone: 2 miesiące temu

A wracając do zwierząt, bo chyba trochę to utonęło, to powiem że pokazałam ten wątek tej sąsiadce co ma psa, który wył na kadzidło. Nie wiedziała nic o toksyczności, była w szoku. Zmieniła na coś innego i podobno pies przestał reagować. Nie wiem czy to odpowiada na pytanie Wierzbiny o obecność zwierzęcia, ale przynajmniej jeden problem rozwiązany.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Danusia54 To dobrze. I to jest właśnie ta warstwa, o której łatwo zapomnieć skupiając się na znaczeniu symbolicznym, że najpierw fizyczne bezpieczeństwo, potem wszystko inne. Bardzo dobrze, że to trafiło do sąsiadki.


Odpowiedz
Udostępnij: