Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób ne...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób neurodywergentnych - dostosowanie praktyk do innego sposobu myślenia

Strona 1 / 2

Wpisy: 435
Rozpoczynający temat
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Zastanawiam się od jakiegoś czasu, jak to właściwie wygląda u innych osób, które mają ADHD albo są autystyczne i jednocześnie praktykują rytuały. Bo u mnie to jest dosyć specyficzne - z jednej strony lubię strukturę, ale z drugiej strony, jak rytuał jest za bardzo sformalizowany, to mój mózg po prostu odmawia współpracy. Mam na myśli, że zaczynam go robić, a po kilku minutach już myślę o zupełnie czymś innym albo zaczynam zmieniać kolejność kroków "bo tak mi się podoba". I potem się zastanawiam, czy to w ogóle jeszcze był rytuał, czy już nie. Ktoś ma podobnie?


Odpowiedz
119 odpowiedzi
Wpisy: 527
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest ciekawy temat, bo sama się z tym zmagałam. Mam diagnozę ADHD i przez długi czas myślałam, że po prostu "nie nadaję się" do rytuałów, bo nie umiem się skupić przez całe dwadzieścia minut machania kadzidłem według określonej instrukcji. Ale potem zaczęłam patrzeć na to inaczej - może problem nie jest we mnie, tylko w tym, że większość dostępnych rytuałów jest pisana z założeniem, że mózg działa w pewien konkretny, liniowy sposób? Teraz robię rzeczy krótsze, bardziej intensywne i niekoniecznie w tej samej kolejności za każdym razem. I jakoś to działa, przynajmniej dla mnie.


Odpowiedz
Wpisy: 870
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Muszę się tu wtrącić, bo mam inne zdanie. Struktura w rytuałach nie jest przypadkowa - ona pełni określoną funkcję psychologiczną i symboliczną. Jak zmieniasz kolejność "bo tak ci się podoba", to nie znaczy, że rytuał jest elastyczny, tylko że go po prostu modyfikujesz w locie. Nie twierdzę, że to złe, ale nazwijmy to po imieniu. To już jest twój własny rytuał, a nie ten, który ktoś opracował. I to może być absolutnie w porządku, ale warto to sobie uświadomić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Wedrowiec No właśnie, i tu jest sedno tego, o co mi chodziło. Bo jak zaczęłam robić "własny rytuał", to miałam poczucie, że coś robię nie tak, że improwizuję zamiast praktykować. Ale z drugiej strony - skąd w ogóle wziął się ten rytuał, który teraz wszyscy traktują jako "właściwy"? Ktoś go przecież kiedyś pierwszy raz wymyślił albo dostosował do swoich potrzeb. Gdzie jest ta granica między modyfikacją a tworzeniem czegoś nowego?


Odpowiedz
Wpisy: 1151
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie o granicę między modyfikacją a nowym rytuałem jest dużo głębsze, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. W tradycjach szamańskich i w wielu rdzennych praktykach rytuał często był przekazywany jako szkielet, a nie jako gotowy scenariusz. Wykonawca wypełniał go treścią zależnie od sytuacji, od swojego stanu, od tego, co czuł w danym momencie. Ten model był standardem przez tysiące lat. Dopiero nowożytne podejście, które mamy teraz w większości zachodnich tradycji ezoterycznych, zaczęło kłaść nacisk na dokładne odtwarzanie każdego kroku. Więc pytanie brzmi: który model jest "właściwy"?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 580

@Zengui Powiedz mi więcej o tym szkielecie. Chodzi ci o to, że były jakieś stałe elementy, których się nie ruszało, a reszta była improwizowana? Bo jeśli tak, to może właśnie o to chodzi - że może dla kogoś z ADHD albo autystycznego właśnie ta ruchoma część jest za mała albo za duża i dlatego się gubi?


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Jest jeszcze jeden aspekt, który tu pomijamy. Dla wielu osób autystycznych problem z rytuałami nie polega na tym, że jest ich za dużo struktury - wręcz przeciwnie. Struktura często jest tym, co im pomaga. Ale ta struktura musi być ich własna, zbudowana na ich zasadach. Jak ktoś z zewnątrz mówi "rób to w tej kolejności i przez tyle minut", to jest to cudza struktura narzucona na cudzy rytm. A jak ktoś sam buduje swój rytuał, nawet jeśli jest bardzo szczegółowy i powtarzalny, to zupełnie inna historia. Znacie kogoś, kto tak to opisuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Lurisk Właściwie tak. Mam znajomą, zdiagnozowaną autystkę, która praktykuje i jej rytuały są niesamowicie szczegółowe - ma rozpisane co do sekundy, jaką świecę gdzie stawia, w jakiej temperaturze pokoju, z jaką muzyką w tle. Ale to wszystko ona sama ustaliła i to jest dla niej komfortowe. Jak coś się zmienia bez jej wiedzy, na przykład świeczka jest innego koloru, to cały rytuał się wali. Więc ta struktura jest kluczowa, ale musi być autonomiczna.


Odpowiedz
Wpisy: 506
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Myślę, że w przypadku rytuałów runicznych jest to jeszcze bardziej widoczne. Runy mają swój własny porządek i logikę, i jak się komuś przestawi kolejność ciągnięcia lub ułożenia, to zmienia się cały przekaz. Więc dla osoby autystycznej, która pracuje z runami, ta stałość może być właśnie tym, co sprawia, że praktyka ma sens - bo jest przewidywalna i symbolizuje coś konkretnego. Dla kogoś z ADHD z kolei ta sztywność może być problemem, bo wymaga utrzymania uwagi przez cały czas trwania sekwencji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Julisia.1 Runy to akurat nie najlepszy przykład, bo tradycja runicznych rytuałów jest dosyć późna i w dużej mierze zrekonstruowana, a nie ciągła. Ale rozumiem, o co ci chodzi - chodzi o pracę z systemem, który ma wewnętrzną logikę. I tu się zgadzam, że taka wewnętrzna logika może być dla osób autystycznych bardzo spójna z ich sposobem myślenia. Systemy symboliczne z regułami - tak, to mogę sobie wyobrazić jako coś, co się dobrze łączy z autystycznym sposobem przetwarzania.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@niezapominajka)
Połączone: 4 miesiące temu

Przepraszam, że się wtrącam, ale chciałam zapytać - czy ktoś zna jakieś konkretne adaptacje rytuałów, które powstały właśnie z myślą o osobach neurodywergentnych? Nie chodzi mi o coś gotowego do kupienia, tylko o to, czy ktoś z was próbował świadomie przebudować jakiś rytuał pod swoje potrzeby i jak to zrobił?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Niezapominajka Ja próbowałam i mogę powiedzieć, co mi wyszło - niekoniecznie coś idealnego, ale przynajmniej szczere. Skróciłam czas trwania do maksymalnie pięciu minut. Naprawdę, pięć minut. Wiem, że brzmi to jak za mało, ale dla mnie to jest właśnie ta granica, zanim uwaga zaczyna odpływać. Poza tym zrezygnowałam z listy "musisz mieć to i to", bo jak nie mam jakiegoś elementu, to czuję, że nie mogę zacząć. Zamiast tego mam "element wiodący", jeden obiekt, który jest ważny, i reszta jest opcjonalna.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Janeczka Pięć minut to wcale nie jest mało, jeśli te pięć minut jest naprawdę skupionych. Badania nad praktykami kontemplacyjnymi, na przykład te prowadzone przez grupę Richarda Davidsona z Uniwersytetu Wisconsin, pokazują, że krótkie, regularne sesje mogą mieć większy efekt niż rzadkie, długie praktyki. To samo powinno działać dla rytuałów - regularność i jakość nad długość i ilość. Masz poczucie, że ta regularność jest dla ciebie osiągalna w takiej formie?


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Zengui Regularność... no właśnie. To jest drugi problem. ADHD i regularność to trudne małżeństwo. Przez jakiś czas mi idzie, a potem jest przerwa dwa tygodnie i znowu zaczynam od zera. Zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens jako praktyka, skoro jest tak nieregularna.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

A kto powiedział, że rytuał musi być regularny, żeby działał? Serio pytam, skąd pochodzi to założenie w praktyce ezoterycznej? W wielu tradycjach rytuały były wykonywane w odpowiedzi na konkretną potrzebę, zdarzenie, porę roku - nie codziennie o siódmej rano. Może model "codziennej praktyki" jest po prostu jednym z modeli, a nie jedynym słusznym?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Lurisk No właśnie, ale jest różnica między rytuałami okazjonalnymi a regularną praktyką budującą jakiś stan. Jak ktoś chce przez rytuały pracować nad czymś długofalowym, to ta regularność jednak ma znaczenie - nie dlatego, że ktoś tak powiedział, ale dlatego, że powtarzanie tworzy pewien ślad, kondycjonuje uwagę. Przynajmniej tak to czuję u siebie.


Odpowiedz
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 240

@Lurisk Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem, bo sama mam ADHD i nigdy nie myślałam o tym w kontekście rytuałów. Bardziej podchodzę do afirmacji i tam też mam problem z regularnością. Ale coś, o czym Lurisk pisał - że rytuał nie musi być codzienny - może mi zmienić myślenie. Bo zawsze miałam poczucie winy, jak coś opuściłam. Jakby cała praca poszła na marne przez jedną przerwę.


Odpowiedz
Wpisy: 870
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Poczucie winy za przerwę w praktyce to bardzo specyficzna rzecz, która moim zdaniem pochodzi bardziej z kultury produktywności niż z jakiejkolwiek tradycji. W żadnej ze starszych tradycji, które znam, nie ma zapisu, że jeśli nie wykonasz rytuału przez tydzień, to tracisz wszystkie "postępy". To jest narracja bardziej z obszaru self-help niż ezoteryki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 580

@Wedrowiec To ciekawe, że to rozróżniasz. Bo chyba wielu ludzi miesza te dwie rzeczy - praktykę ezoteryczną z samodoskonaleniem w stylu korporacyjnym. I potem rytuał staje się kolejnym zadaniem do odhaczenia, a jak go nie odhaczysz, to "nie jesteś wystarczająco zdyscyplinowany". Ale dla kogoś z ADHD albo autystycznego ten model jest po prostu toksyczny, bo ich mózg nie jest zbudowany pod "odhaczanie".


Odpowiedz
Wpisy: 1151
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Właściwie to, co tu opisujecie, jest zbliżone do pojęcia "receptive vs. active ritual" w części współczesnych prac z obszaru rytualistyki. W tym pierwszym modelu rytuał jest aktem otwarcia, czekania, bycia gotowym na coś, a nie wykonywania kroków w odpowiedniej kolejności. I ten model może być dużo bardziej dostępny dla osób, których uwaga działa inaczej. Pytanie do was - czy ktoś świadomie pracuje w tym trybie, czy to raczej coś, do czego dochodzicie przypadkiem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Zengui To, co Zengui napisał o tym receptive vs. active, jakoś mi się kręci w głowie od jakiegoś czasu. Bo właśnie - może mój problem z regularnością bierze się z tego, że próbowałam robić rytuały jako coś aktywnego, gdzie ja muszę "dostarczyć" energię, skupienie, intencję - i wtedy jak mam gorszy dzień, to po prostu nie mam z czego dać. A co jeśli przestawię to na tryb odbiorczy? Próbował ktoś czegoś takiego przy ADHD albo podobnym?


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Pytanie tylko - jak w praktyce to przestawiasz? Bo na poziomie koncepcji brzmi prosto, ale wykonanie? Dla mnie receptive ritual to coś, gdzie siadasz i dosłownie nie masz planu działania, czekasz. Dla kogoś z ADHD to może być najgorszy scenariusz, bo bez żadnej struktury uwaga po prostu leci gdzie indziej.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Lurisk Właśnie, ale to zależy co dasz jako kotwicę. Moja znajoma, o której pisałam wcześniej, jak robi coś, co można by nazwać receptywnym rytuałem, to ma zawsze jedno stałe zadanie sensoryczne - na przykład trzymanie konkretnego kamienia i skupianie się wyłącznie na jego temperaturze. Nic więcej. I to jej wystarczy, żeby nie uciec myślami. Kamień robi się ciepły od dłoni i ona śledzi tę zmianę. Prosto, ale działa.


Odpowiedz
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 240

@Gienia To mi bardzo przypomina te metody uziemienia, których uczą przy dysregulacji - technika 5-4-3-2-1 albo właśnie skupianie się na jednym bodźcu sensorycznym. Nigdy nie myślałam, że to może mieć zastosowanie w rytuałach, ale skoro już i tak używam czegoś takiego przy lęku, to może próg wejścia byłby znacznie niższy, bo już to znam.


Odpowiedz
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 580

@Milenka04, ale czy to nie zmienia wtedy samej natury rytuału? Bo technika uziemienia ma konkretny cel terapeutyczny i jest dość dobrze opisana mechanistycznie - aktywujesz układ przywspółczulny i tak dalej. Rytuał ma działać trochę inaczej, prawda? Albo może mam błędne przekonanie o tej różnicy i ktoś mnie poprawi.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Anima Nie masz błędnego przekonania, tylko zakładasz, że te dwie rzeczy muszą być rozłączne. A nie muszą. Efekt fizjologiczny - uspokojenie, uziemienie, zawężenie uwagi - może być właśnie tym, co otwiera drzwi do czegoś, co w rytuałach określamy jako stan gotowości. To nie jest tak, że jedno wyklucza drugie. Problem pojawia się wtedy, kiedy całkowicie redukujesz rytuał do techniki i nie zostawiasz żadnej przestrzeni na to, co nieredukowalne.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Gienia Dodam tylko, że w niektórych tradycjach inicjacja do praktyki zaczynała się właśnie od wielomiesięcznej pracy z ciałem i zmysłami, zanim w ogóle ktokolwiek mówił adeptowi cokolwiek o symbolice czy intencji. Ciało i umysł musiały najpierw nauczyć się pewnego stanu. Więc Gienia i Milenka mówią o czymś, co ma głębszy historyczny odpowiednik - tyle że dzisiaj robimy to odwrotnie: najpierw uczymy się symboliki, a potem próbujemy dołożyć do tego ciało.


Odpowiedz
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 506

@Zengui A czy możesz powiedzieć, o jakich tradycjach konkretnie mówisz? Bo w praktykach runicznych, z tego co znam, nie ma takiego podziału - runy od początku są i ciałem, i symbolem jednocześnie, galdr to przecież wibracja dźwiękowa, więc somatyka jest wpisana w same podstawy. Może dlatego to tak dobrze działa przy nadwrażliwości sensorycznej u niektórych osób.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Julisia.1 Galdr to rzeczywiście ciekawa ścieżka, ale bardzo uważałbym z tezą, że "runy od początku są i ciałem". To duże uproszczenie. Historycznie galdr to przede wszystkim pieśń lub zaklęcie werbalne i wiązało się z konkretnym kontekstem, nie z ogólną praktyką runicznych rytuałów jako takich. Łączenie tego ze współczesną nadwrażliwością sensoryczną to mostek, który możesz budować, ale powinieneś wiedzieć, że budujesz go sam, a nie że jest w tradycji.


Odpowiedz
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 506

@Zengui No dobra, może rzeczywiście za szeroko to ujęłam. Miałam na myśli konkretnie tę wibracyjną część, nie całą tradycję. Ale moje pytanie do Zengui nadal stoi - bo mnie ciekawi ta sekwencja: najpierw ciało, potem symbol.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Julisia.1 Myślałem między innymi o tantrycznych praktykach inicjacyjnych i o niektórych nurtach szamanizmu syberyjskiego, gdzie przekazy mówią o długim etapie oswajania ciała z określonymi stanami przed wprowadzeniem nauki o duchach czy siłach. Ale to nie jest zasada powszechna, Wedrowiec słusznie by mnie tu skorygował, jakbym powiedział, że to norma. To raczej jeden z modeli. Ciekawsze jest to, że dla kogoś z ADHD ta kolejność może być po prostu bardziej dostępna, niezależnie od tradycji, z której pochodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@niezapominajka)
Połączone: 4 miesiące temu

Mam pytanie, które może brzmieć naiwnie, ale - jak w praktyce wygląda to "oswajanie ciała"? Bo jak czytam ten wątek, to mam wrażenie, że to albo konkretna praca sensoryczna jak z tym kamieniem, albo coś znacznie trudniejszego do opisania. Gdzie jest granica?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Niezapominajka Myślę, że to pytanie jest bardzo zasadne, a nie naiwne. Według mnie - ale to moje zdanie, nie żaden autorytet - granica jest tam, gdzie zaczyna się intencja. Praca sensoryczna to może być po prostu ćwiczenie uwagi. Kiedy robisz to samo z konkretnym nastawieniem wobec tego, co robisz - wchodzisz w rytuał. Chociaż wiem, że nie wszyscy się z tym zgodzą.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Intencja jako granica to coraz bardziej popularne ujęcie, ale mam z nim problem. Bo intencja jest wewnętrzna i nieweryfikowalna, i prowadzi nas do pytania: kto i na jakiej podstawie ocenia, czy twoja intencja była wystarczająca. A dla osoby z ADHD albo autystycznej, która często nie jest pewna swojego stanu wewnętrznego, to może być kolejne źródło niepewności. "Czy moja intencja była prawdziwa?" to całkowicie zbędne pytanie przy praktyce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 580

@Lurisk To jest bardzo celna uwaga. Bo w literaturze o alexytymii - a ona występuje u sporego odsetka osób autystycznych - mamy problem z identyfikowaniem własnych emocji i stanów wewnętrznych. Jeśli rytuał zakłada, że musisz "poczuć" intencję albo "wiedzieć", że jesteś gotowy, to dla kogoś z alexytymią to jest bariera, której po prostu nie ma jak pokonać w standardowy sposób.


Odpowiedz
Wpisy: 240
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Czekaj, pierwszy raz słyszę to słowo - alexytymia. Czy to jest coś, co jest diagnozowane osobno, czy to zawsze idzie z czymś innym?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 580

@Milenka04 Alexytymia to cecha, nie diagnoza sama w sobie - można ją mierzyć skalami jak TAS-20. Występuje podwyższona u osób autystycznych, ale też u osób z PTSD, depresją, uzależnieniami. To nie jest coś ekstremalnego, to spektrum - po prostu różny poziom trudności z rozpoznawaniem i nazywaniem własnych stanów emocjonalnych. Wspominam o tym tutaj, bo wydaje mi się ważne przy rozmowie o dostosowaniu rytuałów do ND - jeśli rytuał wymaga dostępu do emocji, trzeba to uwzględnić.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Anima To co Anima pisze o alexytymii jakoś mi tłumaczy jedną rzecz, z którą się zmagam. Często przy rytuałach czytam instrukcje w stylu "poczuj jak energia przepływa" albo "wyczuj moment, kiedy jesteś gotowa". I ja nie wyczuwam. Dosłownie. Albo wyczuwam za późno, albo za wcześnie. I myślałam, że robię coś źle, a może po prostu te opisy zakładają jakiś domyślny tryb dostępu do siebie, którego nie wszyscy mają.


Odpowiedz
Wpisy: 870
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Większość języka, jakim opisuje się rytuały w zachodnich tradycjach okultystycznych od XIX wieku, jest mocno nasiąknięta romantyzmem i zakłada określony typ subiektywności. Właśnie ten - gdzie emocje są czytelne, gdzie ciało "mówi", gdzie intuicja jest dostępna na żądanie. To jest kulturowy konstrukt, nie warunek konieczny. Starsze teksty często w ogóle nie operują takim językiem - mówią o czynnościach, nie o stanach.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Wedrowiec Właśnie. I to jest o tyle istotne, że dla kogoś, kto potrzebuje klarownych, zewnętrznych wyznaczników - czynność, kolejność, materiały, czas - starsze, bardziej proceduralne opisy rytuałów mogą być paradoksalnie bardziej przystępne niż współczesne, "uczuciowe". Pytanie tylko, gdzie szukać tych źródeł w praktyce, bo większość popularnych opracowań idzie właśnie w tamtą stronę.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Zengui Właśnie o tym, co Zengui napisał na końcu - te proceduralne, starsze opisy - mam podobne odczucie, ale z innej strony. Kiedy patrzę na grimuary sprzed XIX wieku albo na opisy rytuałów z tradycji ceremonialnej, to jest tam dużo "zrób to, potem to, użyj tego materiału, wypowiedz to dokładnie tak". Żadnego "poczuj przepływ". I paradoksalnie to może być bardziej przystępne dla kogoś, kto nie ma łatwego dostępu do własnych stanów emocjonalnych. Bo nie musisz interpretować własnego wnętrza - wykonujesz sekwencję. Pytanie tylko czy to nie zamienia rytuału w coś innego. Czy procedura bez wewnętrznej warstwy to jeszcze rytuał, czy już tylko... działanie.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Lurisk I właśnie w tym tkwi mój problem od lat. Bo jak pytam o to w różnych miejscach, to dostaję albo "rytuał musi wychodzić z serca", albo "intencja jest wszystkim". A ja pytam: co jeśli serce milczy albo mówi bardzo niewyraźnie? Masz rację, że proceduralne podejście daje jakiś grunt. Ale jednocześnie czuję - i to chyba paradoks - że jak za bardzo skupiam się na "zrób to poprawnie", to odpływam od czegokolwiek osobistego w tym, co robię. Jakby forma pochłonęła treść.


Odpowiedz
Wpisy: 527
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

A czy te dwie rzeczy muszą iść razem? Pytam serio, bo może problem polega na tym, że zakładamy, że forma i wewnętrzna warstwa muszą działać jednocześnie. Co jeśli forma jest pierwsza i niejako tworzy warunki, w których ta druga warstwa może się pojawić - albo nie? Nie każdego dnia i nie przy każdym rytuale. Moja znajoma, o której pisałam, mówi, że czasem jej rytuał jest "pusty" w środku i to jej nie przeszkadza, bo zewnętrzna struktura daje jej ramy, a reszta przychodzi kiedy chce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 240

@Gienia To brzmi jak coś, co w terapii behawioralnej nazywa się "działaj zgodnie z wartościami, nie z nastrojem" - czyli nie czekasz, aż poczujesz motywację, tylko robisz, bo robiłaś. I jakoś to działa, nawet jeśli nie wiesz dlaczego. Mam pytanie do tej twojej znajomej - czy ona kiedyś miała poczucie, że "pusty" rytuał jest ok, a nie jak porażka? Bo mi się wydaje, że dla wielu osób właśnie to jest najtrudniejsze - to poczucie, że coś się robiło, ale "bez siebie".


Odpowiedz
Wpisy: 580
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Zatrzymuję się przy tym "pustym rytuałe", bo to jest ciekawe. W literaturze antropologicznej jest taki termin - ortopraksa, w odróżnieniu od ortodoksji. Ortodoksja to poprawna wiara, ortopraksa to poprawne działanie. I wiele tradycji, szczególnie tych starszych, opiera się właśnie na ortopraksi - ważne co robisz, nie co czujesz w środku. Judaizm halachiczny, część praktyk buddyjskich, wiele rytualizmów w religiach wschodnich. Więc może "pusty rytuał" to nie błąd, tylko inny model.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Anima Tak, ale uwaga - ortopraksa nie oznacza, że warstwa wewnętrzna jest nieistotna. Oznacza, że nie jest warunkiem ważności rytuału. To różnica. W tradycji żydowskiej masz kawanę - skupienie, intencję - i ona jest zalecana, ale brak kawany nie unieważnia modlitwy ani działania. To jest właśnie ten model, który może być mniej wykluczający: rób poprawnie, a przestrzeń na głębsze zaangażowanie jest otwarta, ale nie wymagana jako warunek wejścia.


Odpowiedz
Wpisy: 1151
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Dodam do tego coś, co może być użyteczne w kontekście całego tego wątku. W tradycjach, które znam z praktyki, jest pojęcie "suszenia ciała" przed głębszą pracą - i to nie metafora. Chodzi o to, żeby ciało i umysł były na tyle oswojone z formą, że nie muszą jej już przetwarzać aktywnie. Forma staje się tłem, a nie obiektem uwagi. I wtedy może pojawiać się coś innego. Dla osoby neurodywergentnej, która ma problemy z filtrowaniem bodźców, ten etap może po prostu trwać dłużej. I to jest ok.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 506

@Zengui "Suszenie ciała" - skąd pochodzi to określenie? Bo kojarzę coś podobnego z pewnych opisów szamanistycznych, gdzie jest mowa o długotrwałym oswajaniu się z konkretnym miejscem albo stanem, ale nie pamiętam, żeby to było tak dosłownie nazwane.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@niezapominajka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wchodzę z boku, bo czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które mi cały czas chodzi po głowie. Mówicie o tym, jak struktura rytuału może pomagać osobom neurodywergentnym - ale czy ktoś rozmawiał z takimi osobami o tym, co im przeszkadza? Bo mam wrażenie, że dyskutujemy trochę w próżni, teoretycznie. Czy ktoś z was ma ADHD albo jest autystyczny i mówi z własnego doświadczenia, czy to bardziej obserwacje z zewnątrz?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Niezapominajka To jest bardzo dobre pytanie i dziękuję, że je zadałaś. Ja mam ADHD - zdiagnozowane, nie samodiagnozę - i to z mojego doświadczenia zaczęłam ten temat. Więc mówię we własnym imieniu. I właśnie dlatego ta rozmowa jest dla mnie ważna, bo rzadko widzę opisy praktyk, które biorą pod uwagę, że mózg może działać inaczej i że to nie jest defekt do naprawienia, tylko po prostu inny punkt startowy.


Odpowiedz
(@michasia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 688

@Janeczka A czy możesz powiedzieć więcej o tym, co konkretnie przeszkadza? Bo słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że skupiamy się na intencji i formie, ale może są bardziej prozaiczne trudności - na przykład czas trwania rytuału, cisza, konieczność siedzenia w bezruchu? Pytam, bo znam kogoś z ADHD, kto próbował praktykować i głównym problemem był po prostu ruch - nie mógł siedzieć nieruchomo i miał poczucie, że to dyskwalifikuje go z całej praktyki.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Michasia Tak, to jest dokładnie jedna z rzeczy. Cisza i bezruch to dla mnie absolutnie najgorsze warunki do czegokolwiek. Kiedy jest za cicho, mój mózg zaczyna produkować własne dźwięki - myśli, skojarzenia, rzeczy do zrobienia. Nauczyłam się pracować z ruchem i z dźwiękiem jako częścią rytuału, nie wbrew niemu. Ale żeby dojść do tego, że to jest w porządku i że rytuał z ruchem jest tak samo "prawdziwy", zajęło mi dużo czasu i sporo wyrzucania sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 527
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co mówisz o ciszy i bezruchu jest ważne, bo właśnie pod tym kątem stare opisy ceremonii mogą być mylące. Większość opisów europejskich rytuałów ceremonialnych, które do nas dotarły, pochodzi od osób, które pisały - więc ludzi piśmiennych, siedzących, skupionych w określony sposób. Nie wiemy, jak wyglądały praktyki osób, które nie zostawiły opisów. Może było w nich więcej ruchu, dźwięku, aktywności? Tylko że takie formy nie zostały utrwalone jako wzorcowe.


Odpowiedz
13 Odpowiedzi
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Gienia To jest celna uwaga, ale żebym nie zostawił tego bez doprecyzowania - mamy trochę danych z kultur niepiśmiennych albo oralnych i tam rzeczywiście rytuały są znacznie bardziej ruchowe, dźwiękowe, angażujące całe ciało. Śpiew, taniec, bębnienie, powtarzanie gestów. To nie jest margines - to jest dominujący wzorzec rytualny w skali globalnej. Ten siedzący, cichy, skupiony model to dość specyficzna tradycja, głównie miejska i monastyczna.


Odpowiedz
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 240

@Lurisk Właśnie chciałam zapytać - czy w takim razie dla kogoś z ADHD nie byłoby naturalniejsze korzystanie właśnie z tych tradycji, gdzie jest więcej ruchu i dźwięku? Bębnienie, śpiew, jakieś powtarzalne gesty? Bo to brzmi jakby pasowało do sposobu, w jaki taki mózg szuka stymulacji.


Odpowiedz
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 580

@Milenka04 Jest w tym coś, ale uważałabym z prostym "ADHD = potrzebuje ruchu, więc bębnienie". To za duże uproszczenie, bo ADHD jest bardzo zróżnicowane. Część osób z ADHD ma też nadwrażliwość sensoryczną i bębnienie przy głośnym dźwięku może być dla nich nie pomocne, tylko rozregulowujące. Poza tym hyperfocus - to specyficzne dla ADHD głębokie skupienie - może pojawiać się właśnie przy ciszy i powtarzalności, wbrew temu, czego by się można spodziewać.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Anima ma rację i cieszę się, że to powiedziała, bo właśnie hyperfocus jest dla mnie jedną z ważniejszych rzeczy w praktyce. Jak coś trafi w ten tryb, to mogę siedzieć nieruchomo przez godzinę i nie zauważyć, że czas minął. Problem w tym, że tego nie można zaplanować ani wymusić. Więc pytanie, które sobie zadaję, to jak budować rytuały tak, żeby stwarzały warunki dla hyperfocusu, a nie wymagały go od startu.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Janeczka To pytanie, które Janeczka zadała, jest według mnie kluczowe dla całego tego wątku. Warunki sprzyjające, nie wymagania. I to jest coś, czego w opisach wielu tradycji brakuje - te opisy mówią, co robić, ale rzadko tłumaczą, dlaczego właśnie to, co sprawia, że można dostosować formę do siebie. Jak się rozumie funkcję, można znaleźć inne środki do tego samego. Ale bez zrozumienia funkcji zostaje się z listą czynności, których nie można naruszyć.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Zengui Zgadzam się co do zasady, ale dodałbym jedno zastrzeżenie. Nie wszystkie tradycje dają się łatwo przetłumaczyć na "funkcja i środki". Część form jest uważana za konstytutywną - nie dlatego że komuś tak się podoba, ale dlatego że forma i treść są nierozłączne. Gdybyś zmienił za dużo, mógłbyś nie robić już tego samego rytuału. I to nie jest ślepe trzymanie się formy - to jest pytanie o tożsamość praktyki. To jest napięcie, którego nie rozwiążemy hasłem "dostosuj do siebie".


Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Wedrowiec To co mówisz ma sens, ale mam pytanie - kto to ocenia? Bo w wielu tradycjach nie ma centralnej instancji, która powie "to jest jeszcze ten rytuał, a to już nie". Szczególnie w praktykach, które działają w pojedynkę albo w małych grupach bez hierarchii. Więc to napięcie, o którym mówisz, istnieje, ale w praktyce wiele osób i tak rozstrzyga je samodzielnie, świadomie lub nie.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Gienia Kwestia autorytetu to jest osobny, bardzo głęboki problem. Ale wracając do sedna - nawet w tradycjach bez centralnej instancji jest zazwyczaj jakaś forma przekazu. Mistrz-uczeń, rodowód, komentarz. I ten przekaz często zawiera właśnie uzasadnienie formy. Pytanie, czy to uzasadnienie dotarło do nas razem z samą formą, czy gdzieś po drodze się urwało.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Zengui To są dwa różne poziomy. Habituacja to zjawisko percepcyjne - przestajesz zauważać bodziec. "Wejście w formę" w sensie rytualnym to raczej coś odwrotnego - forma ma cię zabrać poza percepcję, nie zaangażować jej mocniej. Więc przerwa może pomóc na poziomie percepcji, ale niekoniecznie na tym głębszym poziomie, o którym mówił wcześniej Zengui.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Wedrowiec Tak, i tu właśnie wchodzi kwestia neurodywergencji, bo wydaje mi się, że dla części osób te dwa poziomy są znacznie bardziej splecione niż dla innych. Kiedy percepcja jest "głośna" - czy to przez ADHD, czy przez nadwrażliwość - to trudniej przeskoczyć do tego drugiego poziomu bez zadbania najpierw o ten pierwszy. To nie jest wada, to po prostu inna kolejność kroków.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Zengui to opisał lepiej niż ja bym potrafiła. Właśnie tak to u mnie wygląda - percepcja musi być zaadresowana zanim cokolwiek innego zadziała. I to mnie doprowadziło do praktycznego pytania: czy ktoś świadomie projektuje swoje rytuały pod kątem własnego układu nerwowego? Nie "dostosowuje", tylko projektuje od początku z myślą o tym, jak jego głowa działa?


Odpowiedz
(@niezapominajka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 311

@Janeczka Projektuje? Nigdy tak o tym nie myślałam. Zawsze zakładałam, że rytuał jest czymś zastanym i się go stosuje. Ale to co Janeczka mówi brzmi jak coś zupełnie innego - że można podejść do tego jak do układanki, gdzie ty jesteś jednym z elementów.


Odpowiedz
(@michasia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 688

@Niezapominajka A czy to nie jest właśnie to, co robimy wszyscy, tylko najczęściej nieświadomie? Wybieramy czas, miejsce, rekwizyty pod siebie - tylko zwykle nazywamy to "znajdowaniem tego, co pasuje", a nie "projektowaniem". Może Janeczka po prostu robi to jawnie i z większą precyzją.


Odpowiedz
Wpisy: 435
Rozpoczynający temat
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Słuchajcie, bo ta rozmowa o autorytecie i ciągłości tradycji jest ciekawa, ale chcę ją trochę przyciągnąć z powrotem do praktyki. Pytanie, które mnie najbardziej nurtuje teraz: czy ktoś z was miał sytuację, że rytuał, który robił przez długi czas "po bożemu", po prostu przestał działać na poziomie skupienia? I co z tym zrobił?


Odpowiedz
Wpisy: 527
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Miałam. I to kilka razy. Raz doszłam do wniosku, że po prostu byłam za bardzo przyzwyczajona do formy - robiłam ją automatycznie, ale bez żadnego ładunku. Zrobiłam przerwę, wróciłam. Raz to wystarczyło, raz nie. Nie mam dobrej odpowiedzi, co z tym robić "w ogóle".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 240

@Gienia To co opisujesz - że rytuał przestaje działać na skupienie - brzmi trochę jak habituacja. W psychologii to jest całkiem dobrze opisany mechanizm: mózg przestaje reagować na bodźce, które są zbyt przewidywalne. Tylko że tu pojawia się napięcie z tym, co mówiła Anima o ortopraksi, bo tam powtarzalność jest właśnie wartością.


Odpowiedz
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 580

@Milenka04 Dokładnie to jest pytanie, które mnie tu siedzi w głowie od jakiegoś czasu. Czy habituacja w sensie psychologicznym i "wejście w formę" w sensie rytualnym to jest to samo zjawisko opisane innym językiem, czy jednak coś różnego? Bo z opisu Gieni wychodzi, że przerwa pomogła - a to byłoby logiczne z punktu widzenia habituacji. Ale niekoniecznie z punktu widzenia tradycji, gdzie ciągłość jest ważna.


Odpowiedz
Wpisy: 506
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam mieszane uczucia co do tego "projektowania". Rozumiem skąd to idzie i nie twierdzę, że to złe, ale jest jakieś ryzyko, że złożysz coś bardzo dopasowanego do siebie i to bedzie działać wyłącznie dla ciebie, nie będzie miało żadnej głębi tradycji. Jak coś szytego na miarę - wygodne, ale traci coś po drodze.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Julisia.1 Ale "głębia tradycji" - co przez to rozumiesz konkretnie? Bo jeśli chodzi o wiek i ciągłość przekazu, to masz rację. Ale jeśli chodzi o skuteczność w sensie osiągania stanu, który rytuał ma wywołać, to nie jest wcale oczywiste, że stary format bije nowy. Masz na to jakiś argument, czy to bardziej intuicja?


Odpowiedz
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 506

@Lurisk Bardziej intuicja, przyznam. Ale oparta na tym, że kiedy pracuję z formami, które mają za sobą setki lat praktyki, czuję jakiś ciężar, który w czymś stworzonym przeze mnie dwa tygodnie temu po prostu nie ma szans jeszcze być. To może być autosugestia, nie wiem.


Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Julisia.1 To co Julisia mówi o "ciężarze" starych form - nie jestem w stanie tego odrzucić, bo sama to czuję. Ale jednocześnie nie wiem, czy to coś obiektywnego w formie, czy to moje skojarzenia z jej historią. I zastanawiam się, czy dla osoby, która na przykład ma trudność z tradycyjnym skupieniem, ten "ciężar" pomaga czy przeszkadza.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Gienia U mnie pomaga, kiedy forma jest skondensowana. Jeśli jest długa i rozwlekła, to ten historyczny kontekst nic mi nie daje, bo mój mózg dawno odleciał. Ale jak coś jest krótkie, zwarte, z wyraźnym początkiem i końcem - to ten ciężar, o którym Gienia mówi, jest czymś, do czego mogę się przyczepić. Jakby kotwica.


Odpowiedz
Wpisy: 870
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Kotwica to dobre słowo i jest zresztą używane w różnych kontekstach - neurolingwistycznym, terapeutycznym. W rytualnym chyba nie tak często. Ale myślę, że to jest właśnie ten mechanizm - forma jako kotwica, nie jako cel. I to może być coś, co działa niezależnie od tego, czy forma jest stara czy nowa, jeśli tylko ma wystarczającą wyrazistość.


Odpowiedz
Wpisy: 1151
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wyrazistość - to jest według mnie clou całej rozmowy o neurodywergencji i rytuale. Nie chodzi o prostotę, nie o skrócenie, nie o ułatwienie. Chodzi o to, żeby forma miała wyraźne brzegi. Wyraźny sygnał "zaczyna się", wyraźny sygnał "kończy się" i środek, który jest spójny. Dla mózgu, który ma problem z przejściami i progami, to jest absolutnie kluczowe.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 240

@Zengui "Wyraźne brzegi" - to mi się bardzo podoba jako opis. Ale mam pytanie: czy to dotyczy tylko osób z ADHD, czy ty to widzisz szerzej? Bo mam wrażenie, że większość ludzi w ogóle lepiej funkcjonuje kiedy wie, kiedy coś się zaczyna i kończy, nie tylko osoby neuroatypowe.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Milenka04 Szerzej, zdecydowanie. Ale skala ma znaczenie. Dla neurotypowej osoby niewyraźne przejście to lekki dyskomfort. Dla kogoś z ADHD albo autyzmem to może być czynnik, który w ogóle uniemożliwia wejście w stan. Więc to nie jest kwestia "czy to działa", tylko "o ile to jest niezbędne".


Odpowiedz
(@niezapominajka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 311

@Zengui Właśnie zaczęłam myśleć o rytuałach, w których uczestniczyłam jako dziecko - kościelnych głównie - i czy tam były te wyraźne brzegi. I owszem, były. Dzwonek, wstawanie, siadanie, konkretne słowa jako sygnały. Nie myślałam nigdy, że to może mieć taki sens poza czysto organizacyjnym. To zmienia trochę moje myślenie o tym, po co w ogóle te formalne elementy są.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@niezapominajka)
Połączone: 4 miesiące temu

Siedzę teraz i myślę o tym co napisałam wcześniej o tych dzwonkach w kościele i mam wrażenie, że właśnie dotknęłam czegoś, czego wcześniej nie widziałam. Cała liturgia jest zbudowana jak sekwencja wyraźnych sygnałów - wchodzisz, jest introit, jest kyrie, jest gloria, każda część ma swój wyznacznik. I teraz zastanawiam się, czy to nie jest jeden z powodów, dla których tyle osób z autyzmem dobrze funkcjonuje w bardzo rytualnych tradycjach religijnych. Czytałam kiedyś, że Kościół katolicki i liturgia prawosławna mają nieproporcjonalnie dużo wiernych, którzy są na spektrum.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Niezapominajka To jest obserwacja, którą można zweryfikować - są badania socjologiczne dotyczące religijności osób autystycznych. Ale poza danymi jest jeszcze coś, co mnie tu bardziej interesuje: co z tymi, którzy z tych tradycji wypadli albo nigdy w nich nie byli? Czy mogą sobie te same struktury zbudować poza kontekstem religijnym?


Odpowiedz
Wpisy: 1151
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

To jest właśnie clou - czy struktura działa bez wspólnoty. Bo w liturgii te dzwonki i wstawania mają za sobą też grupy ludzi, którzy robią to samo. To nie jest tylko forma, to jest forma zanurzona w zbiorowej synchronizacji. Kiedy robisz rytuał sam, tego nie ma. I nie wiem, czy to jest do zastąpienia czymkolwiek innym, czy to po prostu inna kategoria.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Zengui A co z tradycjami, które zakładają samotną praktykę od początku? Szamanizm w wielu wydaniach, pewne nurty w wicce, część hermetycznych praktyk - tam wspólnota nie jest punktem wyjścia. Czy te formy są jakoś inaczej skonstruowane żeby nadrabiać brak synchronizacji z innymi?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: