Mam z tym pewien problem. Jeśli nie wiemy mechanizmu, to nie wiemy też jak naprawiać gdy coś nie działa. Gdy rytuał przestaje dawać efekt, co wtedy? Dobudowujesz element? zmieniasz kolejność? Zaczynasz od nowa? Bez jakiegoś rozumienia tego co się dzieje, to jest błądzenie po omacku.
No właśnie i to jest pytanie, które pojawia się po kilku miesiącach regularnej praktyki. Bo pierwsze tygodnie są zazwyczaj skuteczne, a potem coś się stępia. Rytuał działa słabiej albo przestaje dawać ten wyraźny próg. i tu jest rozdroże: czy to problem z rytuałem czy z uważnością podczas rytuału?
Ale jak utrzymać tę uwagę kiedy się jest po ciężkim dniu? To jest jakiś absurdalny wymóg. Wracam wykończona, a tu mam jeszcze być w pełni obecna mentalnie podczas rytuału. Nie zawsze to możliwe.
To jest właściwie paradoks całej praktyki 🙂 Kiedy najbardziej potrzebujesz, masz najmniej zasobów żeby dobrze to zrobić. I kiedy masz zasoby, potrzebujesz mniej. Może odpowiedzią jest kilka wersji tego samego rytuału, długa i krótka, zależnie od stanu.
I to mnie przywodzi do początku tego wątku. Pisałem o potrzebie oczyszczenia i powrocie, i miałem na myśli dokładnie to: jakiś moment przełączenia który jest realny, nie tylko wyobrażony. Ta rozmowa dała mi więcej niż się spodziewałem, bo mam teraz konkretny schemat do przemyślenia. ehh minimum działajace zawsze plus rozbudowana wersja na dni gdy mam z czego dać.
Notuję sobie to rozróżnienie, bo jest sensowne. Ale mam pytane do obu: czy te dwie intencje mogą być w jednym rytuale jednocześnie? Bo wydaje mi się że kiedy jesteś po naprawdę ciężkim dniu nie jesteś w stanie myśleć strategicznie o budowaniu czegokolwiek. Jesteś w trybie przeżycia. Może właśnie dlatego rytuały oczyszczenia i rytuały wzmacniające to są różne tradycje.
To jest dobra obserwacja. W wielu tradycjach liturgicznych te dwie funkcje są rozdzielone czasowo: najpierw oczyszczenie, potem dopiero wejście w przestrzeń budowania. Nie łączy się ich dlatego że psychologicznie i symboliczne działają na różnych warstwach. próba połączenia często daje efekt połowiczny, ani jedno ani drugie.
U mnie jest odwrotnie i zastanawiam się czy to znaczy że robię coś źle. Rano mam swój obsydian i to jest moment wejścia w gotowość, a wieczorem mycie rąk i herbata to jest zejście. Ale to co opisujesz jako "budowanie" kojarzę bardziej z poranną intencją niż z czymś rozbudowanym. Czy to jest to samo?
Ten wątek rano kontra wieczór jest dla mnie nowy w tej rozmowie i jest ważny. Bo faktycznie zacząłem od pytania o oczyszczenie po pracy a teraz widzę że to jest tylko połowa układanki. Wychodzę z założenia że rytuał po pracy ma mnie "naprawić". ale może powinien mnie po prostu zamknąć drzwi, a naprawa to coś co dzieje się osobno i wcześniej 🙂
To jest zmiana perspektywy której mi w tym wątku brakowało. Bo cały czas myśleliśmy o rytuałach reaktywnych, coś się stało, teraz reaguję. A rytuał proaktywny, czyli coś co robisz zanim uderzysz w ścianę, jest zupełnie inną rozmową. I pewnie skuteczniejszą na dłuższą metę.
Nerw błędny pojawia się w tym wątku po raz kolejny i myślę że nie bez powodu. To jest jeden z tych punktów gdzie tradycyjne praktyki oczyszczenia trafiły w coś co nauka potem potwierdziła od innej strony. Zimna woda, śpiew, konkretne oddechy, to wszystko jest w różnych rytuałach od stuleci, a mechanizm jest wspólny.
Mam pytanie które chodzi mi po głowie od dłuższego czasu w tej dyskusji: czy ktoś próbował robić taki rytuał detoksowy razem z kimś? partner, współlokator ktokolwiek. Czy to w ogóle ma sens czy to jest coś co działa wyłącznie solo?
To jest ciekawe pytanie i nie mam gotowej odpowiedzi bo nigdy nie próbowałam. Ale wyobrażam sobie że może być trudno jeśli jedno z was jest w gorszym stanie niż drugie. Czy wtedy ktoś wchodzi w rolę prowadzącego, czy to się samo równoważy?
To pytanie o wspólny rytuał jest dobre i wcześniej nie myślałam o tym w tym kontekście. Ceremonialny wymiar rzeczywiście jest grupowy w większości tradycji, ale tam struktura jest jasna, ktoś prowadzi, reszta uczestniczy. Bez tej struktury dwie osoby mogą po prostu wylać na siebie swój stres zamiast go rozładować. Znacie ten efekt kiedy wracasz do domu i zaczyna się relacjonowanie, co się działo w pracy, i zamiast zejść z napięcia, wchodzisz w czyjeś? Wspólny rytuał musiałby jakoś temu zapobiec.
Ale czy to w ogóle jest jeszcze rytuał wspólny, czy po prostu dwie osoby robią coś równolegle w tym samym miejscu? Moje myśli idą w stronę tego, że rytuał zbiorowy to jednak coś więcej niż synchronizacja. Musi być jakaś wspólna intencja, nie?
Wychodzi na to że rozmowa o wspólnym rytuale doprowadziła nas do sedna tego co rytuał w ogóle robi biologicznie 😀 Synchronizacja, przewidywalność, rytm, cisza. To wszystko są rzeczy które działają na układ nerwowy bez względu na to czy robisz je sam czy z kims właściwie mogę zapytać: co w tym jest symbolicznego, a co jest po prostu fizjologią?
To jest pytanie które mnie zatrzymało. Nie wiem czy badania to potwierdzają, ale z własnego doświadczenia powiem że mycie rąk działa dla mnie inaczej zależnie od tego co ze sobą niosę. Po dniu gdzie byłam wyczerpana emocjonalnie przez innych ludzi, zimna woda na ręce i nadgarstki daje wyraźny reset. Po dniu gdzie byłam po prostu przeciążona decyzjami, już niekoniecznie. Jakby ciało wiedziało co można zmyć, a co trzeba przeprocesować inaczej.
Ten zamknięty notes to jest coś co pojawia się w różnych tradycjach pod różnymi nazwami. Stoicy mieli wieczorny rachunek sumienia, który Marek Aureliusz opisuje właśnie jako przeglądanie dnia i odkładanie go. Nie żeby go oceniać, ale żeby umysł mógł go puścić. Pytanie do Nastki: czy tobie to działa dlatego że piszesz, czy dlatego że zamykasz, czy jedno bez drugiego nie ma sensu?
Wracam do swojego pierwotnego pytania bo po tej rozmowie widzę że rozumiałem "detoks" bardzo wąsko. no dobra myślałem o czymś co mnie wyczyści jak prysznic, jeden rytuał i gotowe. a tutaj wyszło coś bardziej złożonego, że różne warstwy stresu potrzebują różnych odpowiedzi. Fizyczne napięcie to jedno, pętle myślowe to drugie, a relacje z ludźmi z pracy to trzecie. Nie ma jednego rytuału który to wszystko ogarnie jednocześnie. Czy ktoś miał kiedyś coś co faktycznie działało na wszystkie warstwy naraz?
eee, myślę że to co opisujesz jako trzy warstwy to jest klasyczny podział który pojawia się w praktykach rytualnych od dawna, ciało, umysł, relacje. I tradycje które mają rozbudowane rytuały oczyszczenia zwykle mają osobne gesty dla każdej z tych warstw w ramach jednego obrzędu, nie jeden gest na wszystko. Temazcal na przykład ma sekwencję, najpierw intensywne ciepło dla ciała, potem śpiew i intencja dla umysłu, potem część wspólnotowa. może zamiast szukać jednego rytuału, warto zbudować sekwencję, nawet jeśli trwa łącznie pięć minut.
