Forum

Asystent AI
Rytuały w pracy - j...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały w pracy - jak się nie wygłupić przed kolegami

Strona 2 / 3

Wpisy: 153
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie o to mi też chodzi - jak trzymam kamień w kieszeni to go rzeczywiście dotykam, on jest aktywny. Jak leży w szufladzie bo się wstydzę go mieć na wierzchu - to jest po prostu przedmiot w szufladzie. Coś się chyba różni między 'prywatne' a 'schowane ze wstydu'.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

No ale wróćmy do tej runy, bo Nebularia pyta o konkret i trochę ją zostawiliśmy. Jeśli środowisko jest otwarte i ktoś zapyta, to co właściwie mówić? Że to runa szczęścia brzmi dziwnie. Że to literka z alfabetu to prawie kłamstwo. Że to mój symbol - może? Jakaś krótka wersja, nie wykład.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Roch Tak, właśnie o to pytałam. Bo 'symbol szczęścia' brzmi jak coś z aplikacji na telefon, 'runa fehu' brzmi jak zaproszenie do pytań, a 'tak po prostu mi się podoba' brzmi jak że nic nie znaczy. Chyba że właśnie to ostatnie jest najlepszą odpowiedzią?


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Szczerze? 'Lubię ten znak, ma dla mnie znaczenie' i zmiana tematu. Bez szczegółów, bez tłumaczenia. Ludzie odpuszczają kiedy widzą, że temat nie jest otwarty na dyskusję, a ty nie jesteś ani spięta ani przesadnie tajemnicza. Tajemniczość paradoksalnie bardziej zachęca do pytań niż spokojne zamknięcie.


Odpowiedz
Wpisy: 555
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i chcę dodać jedną rzecz - w pewnym momencie zaczęłam myśleć, że pytanie 'co powiedzieć kolegom' to nie jest właściwie pytanie o rytuał. To pytanie o to, co ze sobą robimy w przestrzeni publicznej. Rytuał może być w pełni prywatny i wtedy cała ta kwestia odpada.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Helena82 Ale nie odpada dla wszystkich, bo część osób potrzebuje jakiegoś elementu materialnego albo wizualnego w miejscu pracy. Ktoś naprawdę pracuje lepiej mając kamień na biurku niż ukryty w torbie. I dla takich osób to pytanie jest jak najbardziej zasadne.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Jest jeszcze jeden aspekt tej całej rozmowy który jakoś nie padł wprost. Mamy tu dwa osobne problemy - jeden to jak nie wygłupić się przed kolegami, a drugi to jak utrzymać praktykę działającą w warunkach biurowych. Pierwsze to kwestia społeczna, drugie to kwestia samej praktyki. Często mieszamy je jak gdyby były tym samym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Tobiasz75 O, to jest dobre rozróżnienie. Ja przez całą tę rozmowę myślałam głównie o tej społecznej stronie - co powiedzieć, jak wyglądać. A właściwie ważniejsze jest to czy rytua w ogóle działa kiedy jestem w trybie 'biurowym'. Mam wrażenie że czasem sama w sobie wyłączam coś kiedy idę do pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 577
(@malgosia87)
Połączone: 3 miesiące temu

To co mówi Kabalistka05 to coś, z czym długo się zmagałam. Jakby praca była strefą gdzie te rzeczy 'nie obowiązują'. I nie wiem co to właściwie jest - czy ja sama to sobie narzucam, czy środowisko biurowe naprawdę ma jakiś wpływ na to jak reaguję na własne praktyki. Albo może to tylko przyzwyczajenie do tego że to co robię wieczorami zostawiam wieczorami.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę i zastanawiam się - czy ktoś próbował robić coś przed samym spotkaniem? Nie mówię o przedmiocie na biurku, tylko o czymś co się robi zanim w ogóle wejdzie się do sali konferencyjnej. Pytam bo mnie ten aspekt czasowy bardziej ciekawi niż to co mieć przy sobie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Remigiusz88 To jest właściwie cały osobny temat - rytuał jako przygotowanie vs rytuał jako stała obecność w przestrzeni. Zanim wejdę na trudne spotkanie, mam swój sposób na ustawienie się mentalnie. Nie na korytarzu, nie przy wszystkich. To kwestia planowania a nie improwizacji.


Odpowiedz
(@malgosia87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 577

@Tarocistka A możesz powiedzieć coś więcej o tym planowaniu? Bo brzmi to jakbyś miała to dobrze poukładane, a ja nadal trochę kombinuję ad hoc i nie zawsze mi to służy.


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Malgosia87 Nie wiem czy to 'dobrze poukładane', po prostu z czasem człowiek wie co mu działa. U mnie to kilka minut przed, w samochodzie albo w toalecie - dosłownie. Cisza, kilka świadomych oddechów, jedno zdanie do siebie. I koniec. Nie ma tu żadnej mistyki widocznej dla innych.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

To co mówi Tarocistka przypomina mi coś z japońskiej koncepcji ma - ta przerwa, ta szczelina między jednym a drugim momentem. Nie chodzi o długi rytuał, tylko o świadome przejście. Biurowy kontekst wymusza żeby to było szybkie, ale niekoniecznie musi być przez to płytkie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Symeon75 Ale czy to jeszcze rytuał jeśli trwa trzy minuty i nikt o tym nie wie? Pytam serio, bo mam wrażenie że w tej rozmowie nieustannie obniżamy poprzeczkę definicji. Może to jest po prostu... nawyk?


Odpowiedz
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 654

@Kabalistka05 To jest dobre pytanie, ale nawyk i rytuał nie wykluczają się. Antropolodzy od dawna wskazują, że rytuał nie wymaga ani widzów ani określonej długości. Victor Turner pisał o rytuałach przejścia jako o momentach liminality - progu. I ten próg może trwać trzy minuty w toalecie przed spotkaniem. Intencja i powtarzalność to klucz, nie spektakularność.


Odpowiedz
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Tobiasz75 Okej, to przekonujące. Ale mam kolejne pytanie - jeśli robię coś regularnie, ale bez intencji, to nadal rytuał? Bo ostatnio zauważyłam, że przed każdą trudną rozmową biorę herbatę. Nie myślę o tym, po prostu to robię. To co to jest?


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Herbata bez intencji to przyzwyczajenie. Herbata z intencją - choćby drobną, choćby 'daję sobie chwilę' - zaczyna mieć inny charakter. Granica jest naprawdę cienka i sądzę, że każda z nas ją w którymś momencie przekroczyła nie zdając sobie z tego sprawy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Sabineczka62 Właśnie. Ja przez długi czas nie nazywałam pewnych rzeczy rytuałem i dopiero kiedy zaczęłam to robić świadomie, zmieniło się jak na to reaguję. Nie samo działanie, tylko moje podejście do niego. Chociaż nadal nie wiem czy to różnica w sensie praktycznym czy tylko w mojej głowie.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

A wracając do pytania Remigiusza - ja zrobiłem kiedyś coś przed trudną prezentacją. Stałem przy oknie w kuchni biurowej i dosłownie wyobrażałem sobie jak wychodzę z tej sali z konkretnym rezultatem. Ktoś mnie zapytał co robię, powiedziałem że 'zbieram myśli'. I tyle. Nikt nie drążył.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 294

@Roch No właśnie, 'zbieram myśli' to idealna odpowiedź. Jednocześnie prawdziwa i niewymagająca wyjaśnień. Zastanawiam się czy ta wizualizacja którą opisujesz to coś co robisz zawsze czy był to jednorazowy eksperyment?


Odpowiedz
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 214

@Remigiusz88 Szczerze? Kilka razy, potem trochę odpuściłem. Wróciłem po jakimś czasie i teraz robię to nieregularnie. Nie mam na to żadnego systemu i chyba właśnie o to mi chodziło kiedy pisałem że nie mam pojęcia jak to ugryźć. Niby działa, ale nie wiem dlaczego ani kiedy stosować.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Nieregularność to zresztą osobny problem w kontekście pracy. W domu można zapalić świeczkę we wtorek o 20 i w piątek o 21, bo życie. W pracy grafik narzuca rytm - spotkania, projekty, deadliny. Więc jeśli ktoś chce mieć rytualny element w pracy, to musi go dostosować do kalendarza firmowego, a nie do swoich preferencji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 555

@Ulka_56 I to jest chyba jedno z największych napięć w tym temacie. Rytuał ma swoją własną logikę czasu, a praca - swoją. Próba ich nałożenia na siebie jest często po prostu frustrująca. Znam kilka osób które próbowały mieć codzienny rytuał poranny przed pracą i po miesiącu odpuszczały, bo jeden nieregularny tydzień w biurze rozsypywał cały schemat.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

A gdyby nie robić tego codziennie, tylko wiązać rytuał z konkretnym typem sytuacji w pracy? Nie 'każdy poranek', tylko 'przed każdym spotkaniem z klientem' albo 'na początku każdego nowego projektu'? Wtedy kalendarz sam podpowiada kiedy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 654

@Nebularia To ma sens z punktu widzenia rytmu pracy. W astrologii pracujemy z momentami przejścia - nów, pełnia, zmiana znaku. Nie z codzienną rutyną. Może zasada jest podobna - szukaj naturalnych węzłów w strukturze pracy, a nie nakładaj zewnętrzny rytm na coś co już ma swój.


Odpowiedz
Wpisy: 163
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

W numerologii data rozpoczęcia projektu czy pierwszego spotkania z klientem ma swój numer wibracyjny i z tego można wyciągnąć sporo. Ale to bardziej jako orientacja - kiedy działać, a kiedy odpuścić - niż jako rytuał sam w sobie. Choć można z tego zbudować pewien porządek.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Skrzypowa.x Ale jak to wygląda w praktyce biurowej? Bo daty spotkań często nie zależą od nas. Klient proponuje termin, szef ustawia stand-up na wtorek. Nie masz za bardzo pola do wyboru. Czy w takim razie to jest użyteczne kiedy się pracuje dla kogoś?


Odpowiedz
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 163

@Symeon75 Nie zawsze możesz wybrać datę, ale możesz wybrać jak się do niej ustawiasz. Jeśli wiem że data ma trudny potencjał, to idę na to spotkanie z większą uwagą, nie z niepokojem. To zmienia jak reaguję. Nie twierdzę że to magia, bardziej takie przygotowanie mentalne z dodatkowym kontekstem.


Odpowiedz
(@malgosia87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 577

@Skrzypowa.x Czyli to bardziej mentalne ustawienie niż konkretne działanie? Bo jeśli dobrze rozumiem, to nie chodzi o to, żeby zmieniać termin, tylko żeby inaczej wejść w tę sytuację. To ma sens, ale zastanawiam się jak to wygląda kiedy liczb jest dużo i terminy lecą jeden za drugim. Czy to nie zaczyna być po prostu przytłaczające?


Odpowiedz
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 163

@Malgosia87 Wręcz przeciwnie, to mnie spokojnie nastawia. Choć rozumiem, że brzmi jak coś co mogłoby przytłoczyć. Chodzi o to, że większość dni jest po prostu neutralna, nie każda data to jakiś sygnał. Patrzę tylko na konkretne punkty. Resztę traktuję jak tło.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, a wracając do tej kwestii z początku - czy ktoś kiedyś miał sytuację gdzie ktoś z pracy zapytał wprost co robisz i powiedziałeś coś bliżej prawdy niż 'zbieram myśli'? Ciekawi mnie jak zareagowało otoczenie. Bo wyobrażam sobie różne scenariusze i żaden nie kończy się dobrze.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 555

@Roch Raz powiedziałam koleżance, że przed trudnym spotkaniem zawsze staram się mieć chwilę ciszy. Nie powiedziałam po co, tylko że mi to pomaga. Ona wzruszyła ramionami i powiedziała, że też czasem potrzebuje się 'zresetować'. Koniec rozmowy. Nie zawsze trzeba tłumaczyć więcej niż jest pytane.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co mówi Helena82 jest ważne. Rytuał nie musi szukać społecznego potwierdzenia żeby działać. Durkheim pisał, że rytuał pełni funkcję integrującą w grupie, ale Rappaport w 'Ritual and Religion in the Making of Humanity' zaznacza też jego wymiar prywatny - rytuał może być całkowicie jednostkowy i nadal spełniać swoją funkcję regulowania stanu wewnętrznego. Biuro nie jest świątynią, więc oczekiwanie że rytuał będzie tam widoczny i rozumiany przez innych to po prostu błędne założenie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Tobiasz75 Ale czy nie ma czegoś trochę smutnego w tym, że musimy to ukrywać? Nie chodzi mi o ekshibicjonizm, tylko o to, że w innych kulturach, choćby japońskim miejscu pracy, pewne symboliczne gesty są zintegrowane z codziennością biurową i nikt się z tego nie śmieje. A u nas to nadal coś co się robi po kryjomu w toalecie.


Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Kabalistka05 Masz rację co do Japonii, ale tam też to nie jest proste. Ceremonie w pracy jak kagami biraki - rozbijanie beczki sake na nowy rok firmowy - są sformalizowane i zakorzenione od pokoleń. To nie jest tak, że każdy może sobie wprowadzić własny rytuał i będzie zaakceptowany. To też jest rama. U nas tej ramy po prostu nie ma, więc każdy musi budować własną, ale solo.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

A te japońskie rzeczy co Symeon75 wymienił - to są rytuały firmowe, a nie osobiste. Różnica chyba spora. Nas tutaj chyba bardziej boli brak przestrzeni na coś swojego, indywidualnego. Kagami biraki wszyscy robią razem, więc nikt się nie czuje dziwny. Tu jesteś jeden i musisz to jakoś schować.


Odpowiedz
Wpisy: 728
Rozpoczynający temat
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Właśnie dlatego postawiłam ten temat, bo ta samotność w biurowym rytuale jest dla mnie bardzo konkretnym problemem. Nie szukam aprobaty, ale pewna izolacja w tym jest odczuwalna. Ciekawe czy ktoś znalazł sposób żeby to jakoś... zakorzenić? Nie wiem jak to inaczej nazwać. Żeby to nie było tylko moje, ale żeby też nie musieć tłumaczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam turmalin czarny na biurku od lat. Jak ktoś pyta, mówię że to dekoracja. Nikt nigdy nie drążył. Kamień może stać gdzie chce, nie budzi pytań. To jest ten poziom zakorzenienia o którym mówi Paprotka - obecność fizyczna czegoś swojego w przestrzeni, bez wyjaśnień.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Ulka_56 Ale czy to nie jest trochę ominięcie tematu? Kamień na biurku to obecność, ale czy rytuał to to samo co obecność obiektu? Mam wrażenie że bez tego momentu działania, intencji, to jest bardziej talizman niż rytuał. Albo myli mi się terminologia.


Odpowiedz
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Pola_N Może trochę. Ale dla mnie ten kamień jest punktem wejścia - zanim zacznę trudną rozmowę, dotykam go. Jeden gest, sekunda. I to już jest coś. Nie eksponuję tego, po prostu tak mam. Dla obserwatora to przypadkowy ruch ręki.


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ten gest dotknięcia to w ogóle bardzo archaiczny mechanizm. W haptocentrycznych koncepcjach rytuału - takich jak u Clive'a Lawsona czy w badaniach nad embodied cognition - dotyk jest wejściem do innego trybu uwagi. Nie trzeba długiego przygotowania, wystarczy fizyczny kontakt z czymś co ma dla ciebie znaczenie. Biuro tego nie widzi, a ty już jesteś inaczej ustawiony.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 294

@Sabineczka62 A to nie jest po prostu efekt placebo? Serio pytam, bez ironii. Bo zastanawiam się nad granicą między 'to działa bo ma sens symboliczny' a 'to działa bo przekonałem się że działa'. Czy ta granica jest w ogóle ważna?


Odpowiedz
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Remigiusz88 Szczerze? Dla praktyki - niespecjalnie. Dla rozumienia mechanizmu - owszem. Ale zauważ, że ta sama logika dotyczy też medytacji, modlitwy, oddychania. Nikt nie mówi że oddech przed stresującą sytuacją to placebo. A przecież mechanizm jest podobny - robisz coś świadomie, to zmienia stan. Może dlatego ta rozmowa jest trudna, bo nie chcemy przyznać że 'placebo' to nie jest słowo które czemuś zaprzecza.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Placebo czy nie, to pytanie które mnie zawsze trochę drażni w tych dyskusjach. Nie dlatego że jest złe, tylko że zakłada że jedynym kryterium jest obiektywna skuteczność w sensie mierzalnym. A rytuał działa też na poziomie który nie jest mierzalny i nie musi być. Jak ktoś przez lata robi coś co go uspokaja i porządkuje myśli, to jakie to ma znaczenie że laboratorium tego nie potwierdza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 654

@Tarocistka Zgadzam się, ale zwróć uwagę że Remigiusz88 nie kwestionował skuteczności, tylko pytał o granicę rozumienia. To są dwie różne rzeczy. Można powiedzieć 'nie wiem dlaczego działa, ale działa' i to jest uczciwa odpowiedź. Problem zaczyna się kiedy budujemy wokół tego nieprzegryźcioną narrację która nie dopuszcza żadnej analizy.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Właśnie o to mi chodziło. Nie chcę obalać czegokolwiek, ale chcę rozumieć co dokładnie się dzieje kiedy ktoś np. dotyka kamienia przed trudną rozmową. Czy chodzi o skupienie, symbolikę, nawyk, coś innego? Bo to zmienia jak do tego podejść i jak to ewentualnie przenieść do kontekstu biurowego bez poczucia że robimy coś przypadkowego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 555

@Remigiusz88 A może wszystkie te rzeczy naraz? Skupienie, symbolika i nawyk niekoniecznie się wykluczają. Może właśnie o to chodzi że są razem. Każda warstwa dodaje coś i razem tworzy coś co działa - nieważne czy to rytuał czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 11
(@lechoslaw08)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mi siedzi w głowie - czy ktoś z was miał kiedyś sytuację że rytuał przed czymś w pracy kompletnie nie zadziałał? Nie żeby obalać, po prostu jestem ciekawy jak wtedy to tłumaczyliście. Bo dla mnie to jest właśnie ta część której nie rozumiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Lechoslaw08 Tak, miałam. I to jest według mnie ważniejsze pytanie niż to czy działa. Jak mi nie wyszło - chyba z rok temu, przed spotkaniem z zarządem które skończyło się źle - to pierwsza reakcja była taka że może zrobiłam coś nie tak. Potem jakoś to przepracowałam i doszłam do wniosku, że rytuał nie jest zabezpieczeniem przed niepowodzeniem. Jest wejściem w stan. A co się stanie dalej, to inna historia.


Odpowiedz
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 654

@Sabineczka62 Ale to rozróżnienie jest kluczowe. Bo jeśli rytuał to wejście w stan, a nie gwarancja wyniku, to po co w ogóle go robić przed czymś ważnym? Chodzi tylko o to żeby być spokojniejszym, czy jest w tym jakaś inna logika? Pytam bo mam wrażenie że ludzie podchodzą do tego różnie i nie zawsze rozmawiamy o tym samym.


Odpowiedz
Wpisy: 728
Rozpoczynający temat
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Lechoslaw08 zadał bardzo konkretne pytanie i też jestem ciekawa odpowiedzi. U mnie był taki moment - ważna rozmowa rekrutacyjna wewnętrzna, zrobiłam wszystko co zwykle, i kompletnie nic. Siedziałam potem i myślałam co poszło nie tak. I doszłam do wniosku, że może byłam za bardzo skupiona na tym żeby rytuał zadziałał, zamiast po prostu być. Takie napięcie oczekiwania które samo w sobie wszystko rozładowuje.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

A mnie zastanawia co Paprotka powiedziała - to napięcie oczekiwania. Bo ja mam dokładnie to samo z tarota. Jak ciągnę kartę i bardzo chcę żeby wyszło coś konkretnego, to jakby wszystko się psuje. A jak robię to bardziej mechanicznie, bez nadmiernego zaangażowania emocjonalnego, to paradoksalnie więcej z tego wyciągam. Może jest jakaś wspólna zasada?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Remigiusz88 To co opisujesz to jest klasyczna pułapka intencji napiętej do granic. W pracy z tarota mówi się czasem o tym że zbyt konkretne pytanie zamyka odpowiedź. I podejrzewam że z rytuałem jest podobnie - jeśli wchodzisz w to z listą oczekiwań, to rytuał staje się bardziej sprawdzianem niż przejściem.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Ale zaraz - to jak to w ogóle ma działać, skoro ma być intencja, ale nie ma być oczekiwanie? To trochę brzmi jak wewnętrznie sprzeczne. Mam intencję ale nie czekam na efekt? Nie rozumiem tej granicy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Nebularia Intencja to kierunek. Oczekiwanie to żądanie. Intencja mówi 'idę w tę stronę', oczekiwanie mówi 'muszę tam dotrzeć do tej godziny tą drogą'. Przynajmniej tak to widzę po wielu latach prób i błędów. Nie wiem czy to jedyne wytłumaczenie, ale mi to pomaga.


Odpowiedz
Wpisy: 11
(@lechoslaw08)
Połączone: 1 rok temu

To jest ciekawe co Sabineczka62 mówi. Ale wracam do mojego pytania bo nie dostałem jeszcze odpowiedzi od więcej osób - jak tłumaczyliście sobie niepowodzenie? Bo różne rzeczy słyszę: że byłam za spięta, że rytuał to nie gwarancja. Ale co czuliście w tej chwili kiedy wszystko poszło źle mimo przygotowania?


Odpowiedz
Wpisy: 555
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Uczciwie? Złość. Taka cicha, nie na zewnątrz, ale w środku. Jakby ktoś mnie zawiódł. I dopiero potem, po czasie, zaczęłam rozumieć że ta złość była skierowana w złą stronę. Nie wiem czy to normalne, ale tak było.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 214

@Helena82 A czy ta złość nie była może symptomem tego, że za bardzo uwierzyłaś że rytuał zdejmie odpowiedzialność z ciebie? Pytam bez złośliwości, bo sam mam tendencję do szukania zewnętrznych rzeczy które 'zrobią robotę' za mnie.


Odpowiedz
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 555

@Roch Pewnie tak. I to jest dosyć nieprzyjemne spostrzeżenie, bo wolę myśleć że jestem bardziej świadoma. Ale masz rację - gdzieś w tym było też 'no to teraz już będzie dobrze' i to jest raczej myślenie życzeniowe niż coś innego.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: