Forum

Asystent AI
Rytuały w pracy - j...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały w pracy - jak się nie wygłupić przed kolegami

Strona 3 / 3

Wpisy: 153
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

A może po prostu chodzi o to, że rytuał nas uspokaja i przez to jesteśmy po prostu mniej spięci na spotkaniu czy rozmowie, i to daje lepszy efekt - nie dlatego że zadziałało coś niewidzialnego, tylko dlatego że sami działamy lepiej kiedy jesteśmy spokojniejsi? I wtedy kiedy jesteśmy nadmiernie spięci oczekiwaniem, ten efekt się nie pojawia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Pola_N To jest jedna warstwa. Ale czy to jedyna? Bo mnie interesuje też co się dzieje na poziomie, którego nie da się zredukować do fizjologii stresu. Nie mówię że to mistyczne, mówię że nie wszystko się tutaj mieści w wyjaśnieniu przez kortyzol.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Tu się z Tarocistką zgadzam. Rappaport w swojej teorii rytuału pisał o tym, że rytuał ustanawia coś co nazywał 'sanctity' - nie chodzi o sacrum w sensie religijnym, tylko o poziom komunikacji, który nie podlega negocjacji. Kiedy wykonujesz rytuał, wchodzisz w rejestr, który ma inną wagę niż zwykłe myślenie życzeniowe. I to jest niezależne od tego czy siedzisz w biurze czy w lesie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Tobiasz75 Ale w praktyce biurowej to trochę dziwnie brzmi. Bo jak masz wejść w ten rejestr, kiedy za chwilę słyszysz dźwięk powiadomień i ktoś pyta cię czy widziałeś maila? Kontekst cały czas rozbija tę przestrzeń. To jest chyba największy problem z rytuałem w pracy.


Odpowiedz
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Symeon75 Właśnie dlatego ten gest - dotknięcie kamienia, konkretny oddech, cokolwiek - musi być bardzo krótki i bardzo wyraźny dla ciebie. Nie możesz liczyć na to że środowisko ci da spokój. Musisz mieć coś co działa w środku hałasu. Ja to wypracowałam przez długi czas i nie mówię że to jedyna droga, ale to co wymaga ciszy i odizolowania jest w biurze po prostu nierealne.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

A zastanawiam się czy nie jest tak, że właśnie ta krótka forma jest czymś zubożonym w stosunku do pełnego rytuału. Jakbyśmy cały czas szukali kompromisu między tym co chcemy robić a tym co wolno nam robić w miejscu pracy. I ten kompromis trochę mnie męczy. Czy ktoś w ogóle próbował zorganizować sobie prawdziwą przerwę na coś bardziej kompletnego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malgosia87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 577

@Kabalistka05 Ja kilka razy wychodziłam do samochodu. Serio. Pięć minut w samochodzie na parkingu firmowym przed czymś ważnym. Nikt nie wie co robię, mam przestrzeń, mogę się skupić jak chcę. Nie wiem czy to jest 'pełny rytuał', ale było mi dużo bliżej niż w toalecie.


Odpowiedz
Wpisy: 728
Rozpoczynający temat
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Ten samochód to jest genialne rozwiązanie i nie wiem dlaczego sama na to nie wpadłam. Mam auto, parkuję w podziemnym garażu, tam jest prawie zawsze cicho. To mogłoby być takie moje miejsce. Dzięki za ten pomysł.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Dobra, ale wróćmy do pytania Lechoslaw08, bo mnie też interesuje ta kwestia niepowodzenia. Ja miałem raz że zrobiłem wszystko 'jak trzeba' przed trudną rozmową i wyszedłem z niej z poczuciem że byłem bardziej sobą niż zwykle - i mimo to rozmowa skończyła się nie po mojej myśli. I to było dziwne uczucie, bo pomyślałem: byłem w dobrym miejscu, powiedziałem to co chciałem powiedzieć, a i tak efekt taki a nie inny. I nie miałem do czego mieć pretensji. Może o to właśnie chodzi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lechoslaw08)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 11

@Remigiusz88 I właśnie to mnie najbardziej interesuje w tym co napisałeś - że byłeś bardziej sobą, a mimo to nie wyszło. Bo to właściwie obala tę całą logikę, że rytuał pomaga ci być autentyczniejszym, a autentyczność przekonuje. Chyba że autentyczność to za mało i potrzeba czegoś więcej - ale co to jest?


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Remigiusz88 opisuje to jest chyba jedna z trudniejszych sytuacji do przepracowania. Bo kiedy rytuał 'nie zadziałał' w sensie wyniku, ale coś jednak się zmieniło w tobie - to jak ocenić czy w ogóle zadziałał? Mam wrażenie że mieszamy dwa różne poziomy pomiaru.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Tarocistka A jaki byłby według ciebie właściwy poziom pomiaru? Bo jeśli jedynym kryterium jest 'czułem się lepiej w środku', to można to osiągnąć przez kawę albo pięć minut muzyki. Po co rytuał?


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

No właśnie, ale kawa nie działa tak samo u wszystkich i nie zawsze. Rytuał ma tę cechę, że jest powtarzalny i że ty sam go konstruujesz, więc rozumiesz dlaczego go robisz. To nie jest placebo wzięte z zewnątrz, tylko coś czemu ty sam nadajesz znaczenie. To jest fundamentalna różnica, przynajmniej moim zdaniem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Sabineczka62 Ale czy to znaczenie nie jest właśnie tym, co psychologia nazywa placebo? Że wierzysz że coś pomaga i dlatego pomaga? Nie mówię że to złe, po prostu nie rozumiem dlaczego to miałoby być czymś więcej.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Dobra, to ja dopowiem bo może nie do końca dobrze napisałem. Ta rozmowa, o której mówiłem, skończyła się 'źle' w sensie biznesowym, ale tygodnie później okazało się że ta osoba była niewiarygodna i że dobrze że do niczego nie doszło. Więc teraz nie wiem co w ogóle znaczy że rytuał nie zadziałał.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malgosia87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 577

@Remigiusz88 O, to jest ten moment kiedy z perspektywy czasu wszystko wygląda inaczej. Mnie to spotkało podobnie raz. Byłam przekonana że coś poszło nie tak, a rok później rozumiałam że poszło dokładnie tak jak powinno. Tylko że wtedy nie dało się tego wiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co Remigiusz88 i Malgosia87 opisują ma nawet swoją nazwę w teorii systemów - 'equifinality', czyli różne drogi do tego samego punktu. Albo odwrotnie - ta sama droga, inne punkty docelowe, zależnie od tego skąd patrzysz. Rytuał mógł 'zadziałać' nie na tę rozmowę, tylko na coś innego, co było z nią powiązane. Problem w tym, że to jest praktycznie niefalsyfikowalne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Tobiasz75 Ale czy to nie jest właśnie problem? Że jeśli wszystko można wytłumaczyć jako 'zadziałało, tylko inaczej', to nie ma żadnego testu który by mógł pokazać że jednak nie zadziałało? To trochę jak horoskopy - cokolwiek się stanie, można to wpisać w przepowiednię.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Nie obrażam się na to porównanie, ale to jest osobny problem. Horoskopy jako system predykcji to co innego niż rytuał jako praktyka wprowadzania się w stan. Mam wrażenie że mieszamy dyskusję o prawdziwości przekonań z dyskusją o tym czy dana praktyka ma efekty, które można zaobserwować.


Odpowiedz
Wpisy: 728
Rozpoczynający temat
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Słuchajcie, ja może wrócę do samego początku, bo trochę odpłynęliśmy. Pierwotne pytanie było o to jak nie wyglądać jak wariatka przy biurku. I to jest bardzo konkretny problem praktyczny. Filozofia filozofią, ale czy ktoś ma jakieś sprawdzone sposoby na to żeby rytuał był rzeczywiście niezauważalny, nie tylko prawie niezauważalny?


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam jedną konkretną rzecz którą robię od dawna i nikt nigdy nie zapytał. Mam na biurku małą miseczkę z kilkoma kamieniami - to wygląda jak dekoracja. Przed ważną rozmową biorę jeden do ręki na chwilę. Żaden współpracownik nie wie co to znaczy, widzą po prostu że trzymam kamień.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pokrzywka_h)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 65

@Ulka_56 A jakie kamienie? Bo słyszałam że różne mają różne właściwości, ale nie wiem od czego zacząć jeśli chodzi o coś do pracy.


Odpowiedz
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Pokrzywka_H Ja mam między innymi obsydian i labradoryt. Labradoryt przy kontaktach z ludźmi, obsydian kiedy czuję że coś mnie odpycha albo wchodzi w złym momencie. Ale szczerze - myślę że ważniejsze jest to żebyś miała kamień z którym się dobrze czujesz, niekoniecznie taki który ktoś polecił.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Ja dodałem sobie do biurka kilka lat temu mały piryt i nikt nigdy nie pytał. Ludzie zakładają że to albo dekoracja albo pamiątka. Jedyna osoba która kiedykolwiek skomentowała to był kolega mineralog-amator który godzinę potem gadał o złożach na Alasce. Więc można powiedzieć że kamień zadziałał - odciągnął rozmowę ode mnie 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 555
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Mnie zastanawia jedno - czy nie jest tak, że te mikrorytuały przy biurku działają też dlatego że tworzymy sobie pewien rodzaj prywatnej przestrzeni w otwartej, wspólnej przestrzeni biura? Jakby mała bańka niewidzialności. Nie wiem czy to jest dobra metafora, ale tak to czuję.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Helena82 To jest bardzo trafne. Czytałam gdzieś że w miejscach open space ludzie naturalnie wypracowują różne mikroterytoria i mikrorytuały które oznaczają 'to jest moje'. Może to co robimy ma też tę funkcję, nawet jeśli nie do końca o tym myślimy.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

A co z rytuałami mentalnymi, które są kompletnie niewidoczne? Bo ja mam taki zwyczaj że przed ważnym spotkaniem przez chwilę siedzę i w myślach formułuję jedno zdanie o tym czego chcę. Nie na kartce, nie głośno, po prostu w głowie. Nikt niczego nie widzi, zero kamieni, zero dotykania czegokolwiek. Czy to jeszcze jest rytuał czy już tylko skupienie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Roch To jest bardzo dobre pytanie. Według wielu definicji rytuał wymaga jakiegoś elementu fizycznego albo performatywnego - coś co wykracza poza zwykłe myślenie. Ale są też podejścia w których intencja mentalna jest wystarczająca. Skłaniam się ku temu że jeśli robisz to w sposób powtarzalny i świadomy, to ma cechy rytuału niezależnie od tego czy coś widzisz z zewnątrz.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Ale to by znaczyło że każde skupienie przed ważną chwilą to rytuał. A to chyba zbyt szerokie. Co w takim razie odróżnia rytuał od zwykłego przygotowania psychicznego?


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

To zależy od tego skąd bierzemy definicję rytuału. Jeśli z antropologii - van Gennep, Turner i podobni - to rzeczywiście musi być jakiś element performatywny, coś co oddziela ten moment od reszty codzienności. Ale jeśli patrzymy na to od strony psychologii kognitywnej, to sama intencja może wystarczyć, pod warunkiem że jest powtarzalna i że masz wewnętrzny sygnał że 'teraz robię to'. Więc pytanie do Rocha: czy to zdanie w głowie jest zawsze takie samo, czy za każdym razem inne?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 214

@Tarocistka Zawsze inne pod względem treści, ale forma jest ta sama - jedno zdanie, zaczyna się od 'chcę żeby'. No i zawsze w tym samym momencie, już po wejściu do sali czy przed odebraniem telefonu. Jakby wewnętrzny dzwonek. Nie wiedziałem że to ma jakieś nazwy.


Odpowiedz
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Roch Ale właśnie to brzmi bardziej jak afirmacja niż rytuał. Różnica jest o tyle istotna że afirmacje mają swoją literaturę i swoje badania, a rytuały mają swoją. Czy to ważne jak to nazwiemy, jeśli działa? No, może nie, ale może jednak warto rozumieć co robimy i dlaczego?


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Kabalistka05 podnosi ważny punkt, ale ja bym to rozwinął trochę inaczej. Granica między afirmacją a rytuałem mentalnym jest płynna i zależy od tego jak rozumiemy strukturę. Rytuał ma sekwencyjność i powtarzalność, afirmacja ma treść twierdzącą. Ale te dwie rzeczy mogą ze sobą współistnieć w jednej praktyce. Rocha 'chcę żeby' spełnia oba warunki jednocześnie. Anthropologicznie ciekawsze byłoby pytanie czy taka praktyka mentalna ma efekt liminalny - czy faktycznie oddziela jeden stan od drugiego.


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja żeby nie filozofować za bardzo - wróćmy na chwilę do tej praktycznej kwestii z której wyszliśmy. Bo Paprotka pytała o niewidoczność przy biurku, Roch pokazał że mentalny rytuał jest w stu procentach niewidoczny. Kamienie są niewidoczne jako kamienie. Co jeszcze można robić w pracy w sposób który jest kompletnie normalny dla obserwatora?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Sabineczka62 Ja mam coś takiego z herbatą. Nie że parzę ją specjalnie, tylko że mam taki moment kiedy trzymam kubek obiema rękami przed ważną rozmową i jakby przekazuję mu to czego potrzebuję. Trwa może dziesięć sekund. Dla wszystkich wokół po prostu czekam aż trochę ostygnie.


Odpowiedz
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Pola_N O, to jest bardzo podobne do tego co robiłam zanim zaczęłam używać kamieni. Herbata albo kawa ma tę zaletę że jest w każdym biurze i nikt nie zwróci uwagi. Chociaż ja bym powiedziała że kubek ma mniejsze 'zakotwiczenie' niż kamień który leży tam cały czas i do którego możesz wrócić. Ale to kwestia preferencji.


Odpowiedz
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Ulka_56 'Zakotwiczenie'? To jest twój termin czy skądś to masz? Bo mnie zastanawia czy ten sam kamień leżący cały czas na biurku nie traci z czasem tej swojej funkcji, właśnie dlatego że jest zawsze. Że przestaje być czymś szczególnym.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Dobre pytanie, bo ja to zauważyłem z parytem. Przez pierwsze miesiące faktycznie brałem go do ręki świadomie. Potem stał się po prostu elementem biurka i przestałem zwracać uwagę. Teraz jest tak że jak go nie ma bo ktoś go przestawi - to wtedy czuję że czegoś brakuje. Może to i tak jest forma działania, tylko odwrócona.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 555

@Symeon75 To co opisujesz z parytem jest według mnie ważniejsze niż wygląda. Bo to znaczy że ta praktyka przeszła z poziomu świadomego rytuału na poziom nieświadomego zakotwiczenia. Neuropsychologicznie to się nazywa 'contextual cueing' - mózg skojarzył ten obiekt z określonym stanem i przestał potrzebować świadomej intencji żeby ten stan wywołać. To nie jest mniej, to jest właśnie więcej.


Odpowiedz
(@remigiusz88)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 294

@Helena82 Hm, ale czy to nie zmienia natury tego co robimy? Jeśli to jest już tylko automatyczna reakcja mózgu, to w jakim sensie to jest jeszcze rytuał? Pytam szczerze, nie ironicznie.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest bardzo stare pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Durkheim pisał że rytuał jest skuteczny właśnie dlatego że jest powtarzalny do stopnia automatyzacji. Że paradoksalnie świadomość każdego kroku jest mniej istotna niż regularność i że właśnie ta regularność buduje coś co on nazywał 'collective effervescence' - choć on pisał o zbiorowości, to mechanizm działa też indywidualnie. Pytanie Remigiusza jest więc uzasadnione, ale odpowiedź nie jest oczywista.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ale my tu rozmawiamy o pracy i o tym żeby nie wyglądać dziwnie, a zaczynamy od Durkheima. Nie mówię że to nieinteresujące, ale chyba Paprotka pytała o coś zupełnie innego. Czy ktoś ma jeszcze jakieś konkretne praktyki których używa w pracy, poza kamieniami i herbatą?


Odpowiedz
Wpisy: 577
(@malgosia87)
Połączone: 3 miesiące temu

Ja mam coś z notowaniem. Mam zeszyt i przed trudnym dniem piszę dosłownie jedno zdanie - nie plan, nie listę, tylko jedno zdanie o tym jak chcę żeby wyglądał ten dzień. Nie zawsze się sprawdza, ale samo pisanie coś mi ustawia. Nikt w biurze nie widzi co piszę, a ja wyglądam jak ktoś kto robi notatki, więc jest ok.


Odpowiedz
Wpisy: 728
Rozpoczynający temat
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

To notatki to super pomysł i właśnie o takie rzeczy mi chodziło. Ja ostatnio zaczęłam robić coś z zapachami - mam mały roll-on z olejkiem, używam go niby jako perfumy, ale są konkretne momenty w których go używam i to jest celowe. Zapach jest niewidoczny, mieści się w kieszeni i nikt nie pyta po co mi roll-on. A te skojarzenia o których pisała Helena82 - tak, mam dokładnie to samo, po kilku tygodniach sam zapach już coś uruchamia.


Odpowiedz
Strona 3 / 3
Udostępnij: