Słuchajcie, a co z progiem? Mam wrażenie że gdzieś wcześniej ktoś to wspominał, ale wątek poszedł dalej. Próg to jest chyba jedna z tych granic w domu o wyraźnym statusie, bo to dosłownie granica między tym co w środku i na zewnątrz. Czy są jakieś praktyki z tym związane poza tymi oczywistymi jak wycieraczka?
O progu to mama też coś mówiła. Że jak ktoś wychodzi i się odwróci w drzwiach to coś złego. Ale ona to tłumaczyła praktycznie, że jak się odwracasz to znaczy że nie jesteś zdecydowany i to przyciąga problemy. Nie wiem czy to była oryginalna wersja tej zasady czy jej własna interpretacja.
Mam wrażenie że ta rozmowa zaczyna dotykać czegoś co jest fundamentem całego tematu wątku, tzn. skąd bierze się "zdrowie przestrzeni". Bo można to rozumieć jako stan energetyczny, ale można też jako historię działań, intencji i obecności które złożyły się na jakiś charakter miejsca. I te dwa rozumienia chyba prowadzą do zupełnie innych praktyk.
U nas jak przenieśliśmy się z domu w którym mieszkała moja mama do bloku, to przez długi czas nie umiałam normalnie gotować. Nie chodzi o to że kuchnia była gorsza, bo była wygodniejsza. Ale coś nie grało. Dopiero jak zaczęłam robić pewne rzeczy tak jak mama robiła, te same dni tygodnia, ta sama kolejność, to jakoś wróciło. Nie wiem czy to psychologia czy coś innego, ale efekt był wyraźny.
Mam pytanie zupełnie z boku. Jak to jest z tymi miejscami w domu ktore są jakby "trudniejsze" mimo że nie ma tam żadnej historii zła? Mam taki kąt w salonie od kiedy tu mieszkam i nikt tam nie siada, nie ma tam nic nieprzyjemnego ale jakoś tam nie ma życia. Czy to się da zmienić rytuałem czy to jest bardziej kwestia feng shui i ułożenia mebli?
